<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>https://www.l6f.eu/wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Fomivee</id>
	<title>L6F - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="https://www.l6f.eu/wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Fomivee"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php/Specjalna:Wk%C5%82ad/Fomivee"/>
	<updated>2026-08-19T14:50:08Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.45.3</generator>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=22141</id>
		<title>Vuelxa</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=22141"/>
		<updated>2020-05-02T14:45:06Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=5 align=&amp;quot;right&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Plik:Vuelxa.jpg|400px]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;imię&#039;&#039;&#039;: Vuelxa&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;płeć&#039;&#039;&#039;: kobieta&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rasa&#039;&#039;&#039;: Norn&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rok urodzenia&#039;&#039;&#039;: 1310AE&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;miejsce urodzenia&#039;&#039;&#039;: Wayfarer Foothills&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;specjalizacja&#039;&#039;&#039;: łowczyni smoków&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CECHY ZEWENĘTRZNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa jest młodziutką Nornką średniego wzrostu. Jak się można spodziewać po jej młodym wieku, ma niemalże dziewczęcą urodę - rysy jej pociągłej twarzy wciąż są łagodne. Uwagę głównie przykuwają jej bardzo długie, proste włosy koloru promienistego blondu, które zaczesuje do tyłu i przytrzymuje na głowie błękitną opaską. Drugą rzeczą,która rzuca się w oczy jest jej niespotykana wśród Nornów spokojna postawa, wydawałoby się - arystokratyczna.  Choć nie zawsze tak było. Niegdyś biegała rozczochrana nie przejmując się swoim wyglądem. Można powiedzieć, że była typem człopczycy. W Divinity&#039;s Reach musiała zmienić sposób bycia. Z początku niechętnie, z czasem przywykła do zmian i nawet je polubiła. Zrozumiała, że siła, zwinność i chęć przygód mogą iść w parze z dobrymi manierami, schludnym wyglądem i kobiecością. Odkryła także, że bardzo podobają jej się błyskotki z kamieniami szlachetnymi i innymi kryształkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;DZIECIŃSTWO&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa, urodzona w roku 1310AE córka myśliwych - Vulpiny i Forexa Beastban&#039;eów, była bardzo żywym pacholęciem; niczym promyczek słońca wpadała wszędzie i wszystkich zarażała swoim uśmiechem. Była także bardzo zapatrzona w swoich rodziców, chciała im dorównać, nie, chciała przewyższyć ich legendę. Oni jednak nie podzielali tego entuzjazmu. Wiedząc jak bardzo polowania uzależniają i definiują całą przyszłość Nornów, woleli by ich ukochane dziecko obrało inny kierunek w życiu. Starali się ją zainteresować zielarstwem, opowieściami o szamanach Duchów Dziczy czy temu podobnymi sprawami, lecz ruchliwy berbeć pozostawał nieugięty. Kiedy dziewczynka osiągnęła wiek i wzrost, który jej mama uznała za odpowiedni, otrzymała od niej swój pierwszy łuk - zwykły, drewniany, dostosowany do jeszcze dziecięcych rozmiarów (czyli i tak służyć mógłby dorosłej ludzkiej kobiecie niewysokiego wzrostu), ale JEJ. Nie rozstawała się z nim ani na sekundę. W myślach już wyobrażała siebie wypuszczającą strzały zdolne przebić najgrubszą nawet skórę lub łuski rozmaitych monstrów. Nie omieszkała o swoich marzeniach wspominać rodzicom, przy każdej możliwej okazji oczywiście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy raz na polowanie tata postanowił zabrać ją mniej więcej trzy lata po otrzymaniu łuku. Jego żona, czuwająca nad treningami córki, stwierdziła, że jest ona wystarczająco przygotowana by wziąć udział w łowach na minotaura. Mimo, że była to rutynowa czynność wykonywana przez mężczyzn regularnie w celu zdobycia mięsa, Vuelxa pękała z ekscytacji. Było bowiem coś, co ukrywała przed rodzicami, a jednocześnie bardzo chciała się tym pochwalić. Miała to być niezapomniana dla nich niespodzianka. I była.&lt;br /&gt;
Trenowanie pod okiem mamy oczywiście sprawiało dziewczynce radość, ale nie od dziś wiadomo, że dla dzieci najfajniejszą rzeczą na świecie jest robienie niebezpiecznych lub zakazanych rzeczy samemu. Nie inaczej było z małą Nornką, która kłamiąc, że idzie bawić się z koleżankami w lesie, tak naprawdę szła sama ćwiczyć strzelectwo. Pewnego dnia, wpatrując się w cel przed puszczeniem naciągniętej cięciwy, zwróciła uwagę na promień słońca, od którego wyłonienia się zza chmur przez przebicie się przez korony drzew aż do muśnięcia drewnianej tarczy minął zaledwie ułamek sekundy, jednocześnie marząc by jej strzały leciały z równie zawrotną prędkością. Okazało się, że marzenia czasem się spełniają. Pod koniec treningu ów dnia jedna ze strzał rzeczywiście otulona została magicznym światełkiem co nadało jej pędu i mocy by wbić się niemal do połowy w solidną konstrukcję przeznaczoną nawet dla dorosłych Nornów ku zdziwieniu samej autorki wyczynu. Każdą następną wolną chwilę poświęcała na opanowywanie niespodziewanie nabytej umiejętności ukrywając ten fakt przed rodzicami. &lt;br /&gt;
Aż nadszedł dzień polowania. Minotaur, wcześniej z łatwością wytropiony przez rodzinę, stał sam. Nie wyglądał na młodego, wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie podstarzałego samca, co czyniło z niego jeszcze łatwiejszą zdobycz. Mężczyzna, uzbrojony w topór, szedł przodem. Za nim podążały Vuelxa z mamą, obie dzierżyły łuk z tą różnicą, że dziewczynka strzałę miała już nałożoną, a kobieta na plecach niosła kołczan.&lt;br /&gt;
Gdy zakradli się maksymalnie blisko granicy węchu dzikiego zwierza, Forex zaczął szarżę. Niespodziewający się czegokolwiek byk parsknął tak, że para buchnęła z nozdrzy, a jego kopyta same chciały ruszyć w stronę jedynej drogi ucieczki, którą odgradzała z pewnej odległości Vulpina z córką u boku. Wykorzystując moment dezorientacji minotaura Norn na chwilę ogłuszył ofiarę zdzielając jej łeb trzonkiem topora. Mama dała Vuelxie sygnał do strzału. Nie wiedzieć czemu, prawdopodobnie z ogromnej chęci zaimponowania rodzicom i buzującej adrenaliny, dziewczynka nie była zdolna skontrolować trajektorii lotu pocisku oświetlonego potężnym jak nigdy wcześniej blaskiem jej energii i ten zamiast w zwierzę, trafił w łydkę jej taty. Ocucony już byk nie zamierzał stracić okazji, jaką zapewniała mu nagła dekoncentracja napastnika i spuścił łeb by ugodzić myśliwego rogiem. Ten jednak był na to zbyt doświadczony i jednym wprawnym ciosem powalił składającego się do ataku minotaura jeszcze nim Vulpina zdążyła zareagować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwie dla wszystkich, prócz zwierzęcia, rana nie okazała się groźna, choć jej magiczne podłoże dla pewności wymagało zaleczenia u również magicznego uzdrowiciela. Wieść szybko się rozniosła i biedna Vuelxa stała się obiektem kpin, zwłaszcza jej rówieśników, którzy trochę w obawie, żeby im czegoś przypadkowo nie zrobiła, przestali się z nią bawić. Przypadkowe postrzelenia po pijaku nie były rzadkością, ale żeby małoletnia Nornka prawie doprowadziła do śmierci ojca swoją niezdarnością? Nie, to stało się po raz pierwszy... i ostatni. Rodzice bowiem wydali córce absolutny zakaz polowań do osiągnięcia samodzielności. Nie wyrażali także zgody na dalsze ćwiczenia - ani z łukiem ani tym bardziej z użyciem energii. Na szczęście dla dziewczynki, Vulpina nie wytrwała długo w postanowieniu i pozwalała Vuelxie dalej trenować strzelectwo. Robiła to jednak tylko pod nieobecność taty spowodowaną łowami, najczęściej tymi kilkudniowymi. &lt;br /&gt;
Forex z kolei, dręcząc się wyrzutami, że zabrał córce coś dla niej bardzo ważnego, gdy sam nie potrafi z tego zrezygnować, wynagradzał to jej częstymi wyprawami na ryby, które zresztą dziewczynka bardzo lubiła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;NIECO PÓŹNIEJSZY OKRES&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lata mijały, a nadopiekuńczy ojciec zdania nie zmienił. W okolicy zresztą też nie zapomniano wpadki i Vuelxa była zwyczajnie spalona - nie miała szans na znalezienie drużyny do ubijania potworów o czym nie przestała marzyć. Dlatego w roku 1328AE zaczęła zapuszczać się w swoich samotnych treningach coraz dalej od domu. Konkretnie na pierwszy cel obrała sobie Krytę - Queensdale i miasto Divinity&#039;s Reach.&lt;br /&gt;
Przechadzając się jego uliczkami Vuelxa dostrzegła zza żywopłotu otaczającego okazałą posiadłość młodego chłopaka, być może w jej wieku, czytającego jakiś zwój po czym raz po raz wystrzeliwującego w niebo duchowe płomyczki. Dziewczyna wiedziała, że ludzie często przejawiają strażnicze zdolności, ale nie sądziła, że jest to wśród nich aż tak powszechne, żeby natknąć się na jednego już pierwszego dnia.&lt;br /&gt;
Będąc wyższą i mając przy tym nieco większy zasięg słuchu, podsłuchała nieświadome tego faktu dwie swoje rówieśniczki żywo dyskutujące na temat owego chłopaka. Z tego co wyłapała, na imię ma on Ralagund, jest bogaty i rzekomo niezmiernie przystojny. Co jednak interesujące, jest bardzo ceniony głównie za swoje magiczne zdolności, których w jego wieku niepowstydziliby się najznakomitsi okoliczni czarodzieje o co ponoć są bardzo zazdrośni. To jej wystarczyło. Stwierdziła, że skoro jest tak dobry jak mówią, to pewnie nie będzie mieć problemu z nauczeniem jej co i jak. Śmiało ruszyła w stronę żywopłotu, wyprostowała rękę ku niebu i donośnie zawołała Ralagunda po imieniu. Nie tylko sam wywołany, ale także wcześniej wspomniane nastolatki oraz wszyscy inni przechodnie aż odwrócili się z wrażenia. Nie mniej jednak, młody mężczyzna, który okazał się jednak być kilka lat starszy od Nornki, wskazał jej furtkę by mogli normalnie porozmawiać. Poznawszy prośbę i pobieżnie streszczoną opowieść Vuelxy, zgodził się i zaprosił na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna stawiła się na miejscu nawet godzinę przed umówionym czasem, ale na szczęście zarówno Ralagund jak i jego dziadek - Lucian d&#039;Orche, sławny mistrz wyrobów jubilerskich, już na nią czekali. To właśnie po Lucianie wnuk odziedziczył talent do magii strażniczej, choć starszy już pan nawet w czasach świetności nie dorównywał młodzieńcowi. Ralagund jednak zasugerował, po krótkiej prezentacji umiejętności Vuelxy, żeby to właśnie dziadek ją szkolił. Ten jednak, uśmiechając się przy tym tajemniczo, stwierdził, że lepiej będzie dla obojga, jeśli to właśnie Ralagund pomoże nowej znajomej. Ufając swojemu największemu autorytetowi, mężczyzna zgodził się. Pierwszy dzień zaczęli od zupełnych podstaw - teorii magii. Nornka wydawała się trochę znudzona wykładami, ale mimo to uważnie ich słuchała. Lekcja ta okazała się zresztą bezcenna dnia drugiego. Wiedząc już, że problemy z ustabilizowaniem wysyłanej energii mogły wynikać z braku katalizatora, Vuelxa bez obaw sięgnęła po przygotowany dla niej zaklęty szklany łuk, z którego miała za zadanie wystrzelić nie zwykłą strzałę, ale magiczny pocisk, który sama wytworzy. Efekt przerósł oczekiwania obojga - dawno nie uwalniana moc w połączeniu z całkowicie szklanym, magicznym przedmiotem doprowadziła w rezultacie do posłania nie świetlnej strzały, a prawdziwej bomby, która na szczęście eksplodowała i rozpłynęła się nim zdążyła w coś lub co gorsza - kogoś - uderzyć. Wzięła więc do rąk swój zwykły, drewniany łuk, do którego młody d&#039;Orche przywiązał kilka magicznych kryształków. Z tej mąki jednak chleba nie było. Ralagund zrozumiał, że najodpowiedniejszy będzie dla niej łuk, który sama stworzy - z energii, jak pociski. I nad próbą osiągnięcia tego celu spędzili tydzień, niestety bez rezultatów. Mężczyzna podejrzewał, że winna jest niecierpliwość, z kolei Vuelxa z tyłu głowy miała swoje, teraz już dwa, potencjalnie groźne niepowodzenia. Tak czy inaczej, recepta była jedna - odgonić złe myśli i skupić się na czymś innym. Pretendent do miana nauczyciela wpadł na pewien pomysł, ale był jeden warunek - Nornka miała zamieszkać w Divinity&#039;s Reach. Tu pojawił się kolejny problem - pieniądze. Ralagund zaoferował &amp;quot;podopiecznej&amp;quot; tymczasowy pobyt w posiadłości, na co jednak nie chciał zgodzić się jego ojciec - Orest d&#039;Orche, nie mający prawie w ogóle cech wspólnych ze swoim synem ani ojcem businessman, który dorobił się na umiejętnej sprzedaży dzieł Luciana. Vuelxie pozostało jedynie prosić o pomoc mamę, tata z pewnością nie pochwaliłby nauki sztuk magicznych. Na szczęście nie było to konieczne, najstarszy d&#039;Orche wiedział jak urobić syna - zasugerował, że przyznanie stypendium młodej Nornce mogłoby wpłynąć pozytywnie na odbiór jego osoby w tych kręgach, w których jest uważany za bezdusznego dorobkiewicza, pomnażającego majątek za wszelką cenę, nawet po trupach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak o to zaczęła się trwająca blisko pięć lat przygoda na studiowaniu magicznych klejnotów, sygnetów, symboli oraz samotnym wprawianiu się w walce łukiem. Wcześniej jednak, podążając zarówno za nakazem Oresta jak i wskazówkami Ralagunda, Vuelxa musiała dostosować się do tutejszych elit - miała układać włosy, &amp;quot;porządnie&amp;quot; się ubierać, przyswoić nowe słownictwo, nawet nauczyć się elegancko siadać - mówiąc krótko, musiała zmienić styl bycia. Jak się okazało, pomysł młodego wykładowcy był strzałem w dziesiątkę - to wszystko zaowocowało nabyciem przez dziewczynę spokoju, pokory, opanowania co skutkowało coraz to większą kontrolą oraz świadomością swoich możliwości (choć ta druga raczej wynikała z nauk teoretyczno-praktycznych samej magii strażniczej). Po dwóch latach od pierwszej, pamiętnej lekcji, była zdolna do tworzenia pierwszego zarysu energetycznego łuku. Po czterech i pół - opanowała już tę zdolność, w ocenie Luciana i jego wnuka, bardzo dobrze, tak jak zresztą wiedzę o wcześniej wspomnianych klejnotach, sygnetach i symbolach i umiejętność jej wykorzystania. Pozostała jedna sprawa - cnota - rzecz kluczowa dla strażników. Vuelxa od początku wiedziała, że nadejdzie moment wybrania tej jednej. Widząc niezdecydowanie uczennicy, Ralagund naprowadził ją na trop - miała znaleźć cechę wspólną wszystkiego, co uważa za najważniejsze. Po kilku dniach, w ludzkich standardach już kobieta, w końcu znalazła - samodyscyplina. Już samo wypowiedzenie tego słowa sprawiło, że w Nornce odetkał się jakiś kanał. Nie obyło się oczywiście bez ciężkiej pracy czyli właśnie samodyscypliny, ale po pół roku zgłębiła także i ten temat w stopniu ponadpodstawowym. Teraz już nie było rzeczy, której mogłaby się od d&#039;Orche&#039;ów nauczyć. Vuelxę zatkało - właściwie czekała na ten dzień, ale przez pięć wspólnie spędzonych lat nie mogła uwierzyć, że to już koniec nauki. Za zgodą wielmożów postanowiła zostać jeszcze trochę. Minął tydzień, wypełniony mechanicznie powtarzanymi już ćwiczeniami, nim zrozumiała, że mają rację - teraz musi sama wybudować swoją drogę w kierunku wskazanym przez Luciana i przede wszystkim Ralagunda, którym była dozgonnie wdzięczna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CZASY OBECNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po opuszczeniu Divinity&#039;s Reach Vuelxa nie zamierzała od razu wracać do Wayfarer Foothills. Czuje, że powinna kuć żelazo póki gorące i zdobywać doświadczenie, takie najprawdziwsze z prawdziwych. Popytała w okolicy o drużynę, z którą mogłaby ruszyć nawet na starożytne smoki i została jej polecona Liga Sześciu Filarów. Mając niedaleko, udała się do wskazanej karczmy, w której po dłuższej chwili czekania zjawiła się przedstawicielka Ligii - Annie - i przeprowadziła szybką rekrutację. Wychodząc spotkała jeszcze kilka innych osób, które być może pozna w niedalekiej przyszłości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa nie może doczekać się udziału w pierwszej wspaniałej wyprawie, o której będzie mogła z dumą opowiadać w swoich rodzinnych stronach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stało się, pierwsza przygoda z Ligą za nią. Na prośbę Aeshri odpowiedziało jeszcze kilka osób, które stawiły (a niektóre może nawet lekko &#039;&#039;&#039;w&#039;&#039;&#039;stawiły) się w Karczmie - Forest, Vexon, Matt, Annie oraz spóźniony Adam. Misja miała polegać na rozejrzeniu się po ruinach Zielenistego Skraju i znalezieniu czegokolwiek, co mogłoby rozbudzić rzekomo utracone przez kobietę Sylvari wspomnienia. Vuelxa potraktowała to jako okazję by poznać członków Ligi oraz odwiedzić rejon, w którym wcześniej nie była. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej - właściwie nie było czego zwiedzać, grupę otaczały same ledwo trzymające się ściany oraz niezbyt bezpiecznie wyglądające mosty; na pogawędki, ani tym bardziej szukanie wskazówek, nie było czasu, gdyż w stronę grupy ktoś posyłał strzały, z których wyrastały pnącza. Nie czekając na opinię innych, Adam uśmiercił napastnika, którym okazała się stara znajoma Aeshri - Fifi, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację. Drużyna ruszyła dalej i trafiła na obóz, w którym uwagę głównie zwracała liczba śpiworów - dwa - oraz pięć kurhanów, w tym jeden należący do... Reashi, co Nornka zauważyła przygotowując ciało Fifi do pochówku, wcześniej oddając łuk należący do niej w ręce Vexona. Po odprawieniu krótkiego obrządku, wszyscy, z wyjątkiem Foresta i jego latającego drzewka - Paprocha, który według Adama oddalił się na swoim raptorze w kierunku osady jakichś Żab, ruszyli w drogę powrotną do drogowskazu. Jeszcze przed zapadnięciem nocy byli w Karczmie, jednak Vuelxa nie mogła zostać. Dziękując za wyprawę i prosząc o przekazanie pozdrowień dla Druida, który jeszcze nie dotarł, opuściła przybytek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy Aeshri ponownie poprosiła Ligowiczów o pomoc, Vuelxa oczywiście się zjawiła. Byłą ciekawa zarówno dalszej części historii jak i wyglądu zielonej części dżungli i jej mieszkańców - Itzel. W dodatku miała nadzieję upolować wiwernę, czego była &amp;quot;blisko&amp;quot;, jednak drużyna, tym razem w nieco innym składzie, zdecydowała się na czyszczenie jaskini z grzybów. Nie dość, że nie znosiła ich od ostatniego spotkania, to jeszcze okazało się, że te osobniki poruszają się i strzelają! Aeshri zaproponowała by użyć Foresta (który najwyraźniej bezpiecznie wrócił po ostatnim razie) jako przynęty i wywabić chodzące paskudztwa na zewnątrz. Plan się powiódł, choć nie obeszło się bez niebezpiecznych sytuacji. Gdyby nie interwencja pewnego Sylvari, którym okazał się być dawny znajomy organizatorki wyprawy, jeden z Popielców mógłby pożegnać się z życiem. Ten sam farciarz zgarnął większość &amp;quot;łupów&amp;quot; - mały paktowy sztylet, kilka łańcuchów oraz wiaderko. Nornka nie bardzo wiedziała na co to wszystko dorosłemu Popielcowi, ale nie wnikała. Cieszyła się, że jej przypadła korona. Nieoczekiwany bohater - Shishu - zaproponował, że po skończeniu oczyszczania miejsca z jakiegoś powodu ważnego dla Itzeli udzieli wszystkim wyjaśnień. Po sprawnym wykonaniu zadania (zarówno dzięki wiedzy i doświadczeniu nowego starego towarzysza jak i dezorientacji grzyboludzi po stracie przywódcy), Vuelxa razem z resztą drużyny wyłączając człowieczego alchemika amatora, którego imienia nie zapamiętała, przeniosła się do karczmy, gdzie poznała przeszłość Aeshri.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, z samego rana, młoda kobieta udała się do rodziny by pochwalić się trofeum i początkiem swojej legendy. W głębi duszy zdawała sobie sprawę, że wraz z Ligą dokonała wcale nie tak łatwego wyczynu, a mimo to nie była zadowolona - bo nie zrobiła tego sama, bo mogła być bardziej przydatna, bo to nie wiwerna i zresztą kto uwierzy w historię o grzybie w koronie na głowie? Obawy Nornki okazały się być słuszne - Forex uznał, że narażanie życia ścierając się z grzyboludźmi dla &amp;quot;jakichś przerośniętych Hyleków&amp;quot; jest głupotą, a nie - wyczynem godnym jego córki, a korona na ścianie nie prezentowałaby się tak okazale jak łeb wiwerny. Vulpina starała się jak mogła by poprawić dziewczynie humor, jednak sama po części zgadzała się z mężem. &lt;br /&gt;
Rozczarowana, choć w niewielkim stopniu i głównie swoją postawą a nie komentarzami ojca, postanowiła odwiedzić Ralagunda i jego dziadka. Oboje słuchali opisu &amp;quot;polowania&amp;quot; z zapartym tchem i zdecydowanie docenili zasługi niedawnej podopiecznej bardziej niż ona sama. W dodatku Lucian ocenił, iż korona zrobiona jest ze złota. Nie wiadomo do kogo wcześniej należała, ani jakim cudem trafiła w posiadanie króla grzybów, ale z całą pewnością nadawała się na przetopienie. Vuelxa skierowana została przez d&#039;Orche&#039;a do znajomego złotnika. Wieczorem wszystko było gotowe - z trofeum wyszło dziesięć monet. Dwie zatrzymał sobie mężczyzna &amp;quot;za robociznę&amp;quot;, więc w sakiewce zostało osiem - po jednej dla niej i reszty uczestników wyprawy - które zamierzała im zostawić podczas kolejnej wizyty w karczmie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa wyniosła z dżungli przede wszystkim doświadczenie. Teoria i praktyka - jedno idzie w parze z drugim, ale tak naprawdę są osobnymi elementami. To była jedna z pierwszych lekcji Ranagulda, którą teraz mogła zrozumieć, no właśnie, w praktyce. Obserwując sytuację z góry i analizując przebieg walki na chłodno, dostrzegała co mogłaby poprawić a czego dopiero musiała się nauczyć. Postanowiła zajmować się jedną rzeczą na raz - na pierwszy ogień poszła użyteczność - zadała sobie pytanie &amp;quot;Czy świetlnych strzał można użyć do czegoś więcej niż zadawanie obrażeń?&amp;quot; i liczy, że wkrótce znajdzie na nie odpowiedź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;UMIEJĘTNOŚCI&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łucznictwo w stopniu zaawansowanym &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* magia strażnicza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ sygnety&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ symbole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulubionym symbolem Vuelxy jest Symbol Szybkości, który potrafi nakreślić nawet stopą, bez patrzenia w ziemię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ magia światła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() materializacja świetlistego łuku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mając przy sobie katalizator - piękny okrągły opal, który dostała od Luciana - jest w stanie utrzymywać energetyczną broń bez większych strat, pod warunkiem, że z niego nie strzela. Nie bez końca oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Vu444.jpg]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() wystrzeliwanie magicznych pocisków bez konieczności używania fizycznych strzał&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co pociski są dość jednolite, nie przeszywają przeciwników, nie może ich spuścić prosto z nieba ani zmienić kierunku ich ruchu w locie. Urozmaicenie tego ataku jest jednym z priorytetów Nornki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ manifestacja cnoty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kobieta nie słyszała o tej umiejętności od Ralagunda. Trenując w ostatnich dniach, po zapisaniu się do Ligi, już na własną rękę, udało jej się to odkryć samej. Przejawia się to zdolnością przemieszczenia się z prędkością światła (niczym uderzenie błyskawicy) do niezbyt odległego punktu w zasięgu wzroku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Półbojowe: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* &amp;quot;kamuflaż&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa potrafi ukryć magiczne klejnoty czy sygnety w zbroi czy dodatkach do stroju. Wydaje jej się to praktyczniejsze i bezpieczniejsze niż noszenie w kieszeni czy w odsłoniętych miejscach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* zapamiętywanie oraz odwzorowywanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas studiowania symboli u d&#039;Orche&#039;ów odkryła talent do rysowania. Mogłaby tworzyć mapy lub tatuować innych Nornów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łowienie oraz przyrządzanie ryb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zna wiele technik łapania ryb, których nauczył jej tata oraz umie je sprawić i przyrządzać na wiele sposobów, co często robiła z mamą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Karty postaci]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Fomivee</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=22113</id>
		<title>Vuelxa</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=22113"/>
		<updated>2020-04-29T15:27:27Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=5 align=&amp;quot;right&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Plik:Vuelxa.jpg|400px]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;imię&#039;&#039;&#039;: Vuelxa&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;płeć&#039;&#039;&#039;: kobieta&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rasa&#039;&#039;&#039;: Norn&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rok urodzenia&#039;&#039;&#039;: 1310AE&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;miejsce urodzenia&#039;&#039;&#039;: Wayfarer Foothills&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;specjalizacja&#039;&#039;&#039;: łowczyni smoków&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CECHY ZEWENĘTRZNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa jest młodziutką Nornką średniego wzrostu. Jak się można spodziewać po jej młodym wieku, ma niemalże dziewczęcą urodę - rysy jej pociągłej twarzy wciąż są łagodne. Uwagę głównie przykuwają jej bardzo długie, proste włosy koloru promienistego blondu, które zaczesuje do tyłu i przytrzymuje na głowie błękitną opaską. Drugą rzeczą,która rzuca się w oczy jest jej niespotykana wśród Nornów spokojna postawa, wydawałoby się - arystokratyczna.  Choć nie zawsze tak było. Niegdyś biegała rozczochrana nie przejmując się swoim wyglądem. Można powiedzieć, że była typem człopczycy. W Divinity&#039;s Reach musiała zmienić sposób bycia. Z początku niechętnie, z czasem przywykła do zmian i nawet je polubiła. Zrozumiała, że siła, zwinność i chęć przygód mogą iść w parze z dobrymi manierami, schludnym wyglądem i kobiecością. Odkryła także, że bardzo podobają jej się błyskotki z kamieniami szlachetnymi i innymi kryształkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;DZIECIŃSTWO&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa, urodzona w roku 1310AE córka myśliwych - Vulpiny i Forexa Beastban&#039;eów, była bardzo żywym pacholęciem; niczym promyczek słońca wpadała wszędzie i wszystkich zarażała swoim uśmiechem. Była także bardzo zapatrzona w swoich rodziców, chciała im dorównać, nie, chciała przewyższyć ich legendę. Oni jednak nie podzielali tego entuzjazmu. Wiedząc jak bardzo polowania uzależniają i definiują całą przyszłość Nornów, woleli by ich ukochane dziecko obrało inny kierunek w życiu. Starali się ją zainteresować zielarstwem, opowieściami o szamanach Duchów Dziczy czy temu podobnymi sprawami, lecz ruchliwy berbeć pozostawał nieugięty. Kiedy dziewczynka osiągnęła wiek i wzrost, który jej mama uznała za odpowiedni, otrzymała od niej swój pierwszy łuk - zwykły, drewniany, dostosowany do jeszcze dziecięcych rozmiarów (czyli i tak służyć mógłby dorosłej ludzkiej kobiecie niewysokiego wzrostu), ale JEJ. Nie rozstawała się z nim ani na sekundę. W myślach już wyobrażała siebie wypuszczającą strzały zdolne przebić najgrubszą nawet skórę lub łuski rozmaitych monstrów. Nie omieszkała o swoich marzeniach wspominać rodzicom, przy każdej możliwej okazji oczywiście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy raz na polowanie tata postanowił zabrać ją mniej więcej trzy lata po otrzymaniu łuku. Jego żona, czuwająca nad treningami córki, stwierdziła, że jest ona wystarczająco przygotowana by wziąć udział w łowach na minotaura. Mimo, że była to rutynowa czynność wykonywana przez mężczyzn regularnie w celu zdobycia mięsa, Vuelxa pękała z ekscytacji. Było bowiem coś, co ukrywała przed rodzicami, a jednocześnie bardzo chciała się tym pochwalić. Miała to być niezapomniana dla nich niespodzianka. I była.&lt;br /&gt;
Trenowanie pod okiem mamy oczywiście sprawiało dziewczynce radość, ale nie od dziś wiadomo, że dla dzieci najfajniejszą rzeczą na świecie jest robienie niebezpiecznych lub zakazanych rzeczy samemu. Nie inaczej było z małą Nornką, która kłamiąc, że idzie bawić się z koleżankami w lesie, tak naprawdę szła sama ćwiczyć strzelectwo. Pewnego dnia, wpatrując się w cel przed puszczeniem naciągniętej cięciwy, zwróciła uwagę na promień słońca, od którego wyłonienia się zza chmur przez przebicie się przez korony drzew aż do muśnięcia drewnianej tarczy minął zaledwie ułamek sekundy, jednocześnie marząc by jej strzały leciały z równie zawrotną prędkością. Okazało się, że marzenia czasem się spełniają. Pod koniec treningu ów dnia jedna ze strzał rzeczywiście otulona została magicznym światełkiem co nadało jej pędu i mocy by wbić się niemal do połowy w solidną konstrukcję przeznaczoną nawet dla dorosłych Nornów ku zdziwieniu samej autorki wyczynu. Każdą następną wolną chwilę poświęcała na opanowywanie niespodziewanie nabytej umiejętności ukrywając ten fakt przed rodzicami. &lt;br /&gt;
Aż nadszedł dzień polowania. Minotaur, wcześniej z łatwością wytropiony przez rodzinę, stał sam. Nie wyglądał na młodego, wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie podstarzałego samca, co czyniło z niego jeszcze łatwiejszą zdobycz. Mężczyzna, uzbrojony w topór, szedł przodem. Za nim podążały Vuelxa z mamą, obie dzierżyły łuk z tą różnicą, że dziewczynka strzałę miała już nałożoną, a kobieta na plecach niosła kołczan.&lt;br /&gt;
Gdy zakradli się maksymalnie blisko granicy węchu dzikiego zwierza, Forex zaczął szarżę. Niespodziewający się czegokolwiek byk parsknął tak, że para buchnęła z nozdrzy, a jego kopyta same chciały ruszyć w stronę jedynej drogi ucieczki, którą odgradzała z pewnej odległości Vulpina z córką u boku. Wykorzystując moment dezorientacji minotaura Norn na chwilę ogłuszył ofiarę zdzielając jej łeb trzonkiem topora. Mama dała Vuelxie sygnał do strzału. Nie wiedzieć czemu, prawdopodobnie z ogromnej chęci zaimponowania rodzicom i buzującej adrenaliny, dziewczynka nie była zdolna skontrolować trajektorii lotu pocisku oświetlonego potężnym jak nigdy wcześniej blaskiem jej energii i ten zamiast w zwierzę, trafił w łydkę jej taty. Ocucony już byk nie zamierzał stracić okazji, jaką zapewniała mu nagła dekoncentracja napastnika i spuścił łeb by ugodzić myśliwego rogiem. Ten jednak był na to zbyt doświadczony i jednym wprawnym ciosem powalił składającego się do ataku minotaura jeszcze nim Vulpina zdążyła zareagować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwie dla wszystkich, prócz zwierzęcia, rana nie okazała się groźna, choć jej magiczne podłoże dla pewności wymagało zaleczenia u również magicznego uzdrowiciela. Wieść szybko się rozniosła i biedna Vuelxa stała się obiektem kpin, zwłaszcza jej rówieśników, którzy trochę w obawie, żeby im czegoś przypadkowo nie zrobiła, przestali się z nią bawić. Przypadkowe postrzelenia po pijaku nie były rzadkością, ale żeby małoletnia Nornka prawie doprowadziła do śmierci ojca swoją niezdarnością? Nie, to stało się po raz pierwszy... i ostatni. Rodzice bowiem wydali córce absolutny zakaz polowań do osiągnięcia samodzielności. Nie wyrażali także zgody na dalsze ćwiczenia - ani z łukiem ani tym bardziej z użyciem energii. Na szczęście dla dziewczynki, Vulpina nie wytrwała długo w postanowieniu i pozwalała Vuelxie dalej trenować strzelectwo. Robiła to jednak tylko pod nieobecność taty spowodowaną łowami, najczęściej tymi kilkudniowymi. &lt;br /&gt;
Forex z kolei, dręcząc się wyrzutami, że zabrał córce coś dla niej bardzo ważnego, gdy sam nie potrafi z tego zrezygnować, wynagradzał to jej częstymi wyprawami na ryby, które zresztą dziewczynka bardzo lubiła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;NIECO PÓŹNIEJSZY OKRES&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lata mijały, a nadopiekuńczy ojciec zdania nie zmienił. W okolicy zresztą też nie zapomniano wpadki i Vuelxa była zwyczajnie spalona - nie miała szans na znalezienie drużyny do ubijania potworów o czym nie przestała marzyć. Dlatego w roku 1328AE zaczęła zapuszczać się w swoich samotnych treningach coraz dalej od domu. Konkretnie na pierwszy cel obrała sobie Krytę - Queensdale i miasto Divinity&#039;s Reach.&lt;br /&gt;
Przechadzając się jego uliczkami Vuelxa dostrzegła zza żywopłotu otaczającego okazałą posiadłość młodego chłopaka, być może w jej wieku, czytającego jakiś zwój po czym raz po raz wystrzeliwującego w niebo duchowe płomyczki. Dziewczyna wiedziała, że ludzie często przejawiają strażnicze zdolności, ale nie sądziła, że jest to wśród nich aż tak powszechne, żeby natknąć się na jednego już pierwszego dnia.&lt;br /&gt;
Będąc wyższą i mając przy tym nieco większy zasięg słuchu, podsłuchała nieświadome tego faktu dwie swoje rówieśniczki żywo dyskutujące na temat owego chłopaka. Z tego co wyłapała, na imię ma on Ralagund, jest bogaty i rzekomo niezmiernie przystojny. Co jednak interesujące, jest bardzo ceniony głównie za swoje magiczne zdolności, których w jego wieku niepowstydziliby się najznakomitsi okoliczni czarodzieje o co ponoć są bardzo zazdrośni. To jej wystarczyło. Stwierdziła, że skoro jest tak dobry jak mówią, to pewnie nie będzie mieć problemu z nauczeniem jej co i jak. Śmiało ruszyła w stronę żywopłotu, wyprostowała rękę ku niebu i donośnie zawołała Ralagunda po imieniu. Nie tylko sam wywołany, ale także wcześniej wspomniane nastolatki oraz wszyscy inni przechodnie aż odwrócili się z wrażenia. Nie mniej jednak, młody mężczyzna, który okazał się jednak być kilka lat starszy od Nornki, wskazał jej furtkę by mogli normalnie porozmawiać. Poznawszy prośbę i pobieżnie streszczoną opowieść Vuelxy, zgodził się i zaprosił na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna stawiła się na miejscu nawet godzinę przed umówionym czasem, ale na szczęście zarówno Ralagund jak i jego dziadek - Lucian d&#039;Orche, sławny mistrz wyrobów jubilerskich, już na nią czekali. To właśnie po Lucianie wnuk odziedziczył talent do magii strażniczej, choć starszy już pan nawet w czasach świetności nie dorównywał młodzieńcowi. Ralagund jednak zasugerował, po krótkiej prezentacji umiejętności Vuelxy, żeby to właśnie dziadek ją szkolił. Ten jednak, uśmiechając się przy tym tajemniczo, stwierdził, że lepiej będzie dla obojga, jeśli to właśnie Ralagund pomoże nowej znajomej. Ufając swojemu największemu autorytetowi, mężczyzna zgodził się. Pierwszy dzień zaczęli od zupełnych podstaw - teorii magii. Nornka wydawała się trochę znudzona wykładami, ale mimo to uważnie ich słuchała. Lekcja ta okazała się zresztą bezcenna dnia drugiego. Wiedząc już, że problemy z ustabilizowaniem wysyłanej energii mogły wynikać z braku katalizatora, Vuelxa bez obaw sięgnęła po przygotowany dla niej zaklęty szklany łuk, z którego miała za zadanie wystrzelić nie zwykłą strzałę, ale magiczny pocisk, który sama wytworzy. Efekt przerósł oczekiwania obojga - dawno nie uwalniana moc w połączeniu z całkowicie szklanym, magicznym przedmiotem doprowadziła w rezultacie do posłania nie świetlnej strzały, a prawdziwej bomby, która na szczęście eksplodowała i rozpłynęła się nim zdążyła w coś lub co gorsza - kogoś - uderzyć. Wzięła więc do rąk swój zwykły, drewniany łuk, do którego młody d&#039;Orche przywiązał kilka magicznych kryształków. Z tej mąki jednak chleba nie było. Ralagund zrozumiał, że najodpowiedniejszy będzie dla niej łuk, który sama stworzy - z energii, jak pociski. I nad próbą osiągnięcia tego celu spędzili tydzień, niestety bez rezultatów. Mężczyzna podejrzewał, że winna jest niecierpliwość, z kolei Vuelxa z tyłu głowy miała swoje, teraz już dwa, potencjalnie groźne niepowodzenia. Tak czy inaczej, recepta była jedna - odgonić złe myśli i skupić się na czymś innym. Pretendent do miana nauczyciela wpadł na pewien pomysł, ale był jeden warunek - Nornka miała zamieszkać w Divinity&#039;s Reach. Tu pojawił się kolejny problem - pieniądze. Ralagund zaoferował &amp;quot;podopiecznej&amp;quot; tymczasowy pobyt w posiadłości, na co jednak nie chciał zgodzić się jego ojciec - Orest d&#039;Orche, nie mający prawie w ogóle cech wspólnych ze swoim synem ani ojcem businessman, który dorobił się na umiejętnej sprzedaży dzieł Luciana. Vuelxie pozostało jedynie prosić o pomoc mamę, tata z pewnością nie pochwaliłby nauki sztuk magicznych. Na szczęście nie było to konieczne, najstarszy d&#039;Orche wiedział jak urobić syna - zasugerował, że przyznanie stypendium młodej Nornce mogłoby wpłynąć pozytywnie na odbiór jego osoby w tych kręgach, w których jest uważany za bezdusznego dorobkiewicza, pomnażającego majątek za wszelką cenę, nawet po trupach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak o to zaczęła się trwająca blisko pięć lat przygoda na studiowaniu magicznych klejnotów, sygnetów, symboli oraz samotnym wprawianiu się w walce łukiem. Wcześniej jednak, podążając zarówno za nakazem Oresta jak i wskazówkami Ralagunda, Vuelxa musiała dostosować się do tutejszych elit - miała układać włosy, &amp;quot;porządnie&amp;quot; się ubierać, przyswoić nowe słownictwo, nawet nauczyć się elegancko siadać - mówiąc krótko, musiała zmienić styl bycia. Jak się okazało, pomysł młodego wykładowcy był strzałem w dziesiątkę - to wszystko zaowocowało nabyciem przez dziewczynę spokoju, pokory, opanowania co skutkowało coraz to większą kontrolą oraz świadomością swoich możliwości (choć ta druga raczej wynikała z nauk teoretyczno-praktycznych samej magii strażniczej). Po dwóch latach od pierwszej, pamiętnej lekcji, była zdolna do tworzenia pierwszego zarysu energetycznego łuku. Po czterech i pół - opanowała już tę zdolność, w ocenie Luciana i jego wnuka, bardzo dobrze, tak jak zresztą wiedzę o wcześniej wspomnianych klejnotach, sygnetach i symbolach i umiejętność jej wykorzystania. Pozostała jedna sprawa - cnota - rzecz kluczowa dla strażników. Vuelxa od początku wiedziała, że nadejdzie moment wybrania tej jednej. Widząc niezdecydowanie uczennicy, Ralagund naprowadził ją na trop - miała znaleźć cechę wspólną wszystkiego, co uważa za najważniejsze. Po kilku dniach, w ludzkich standardach już kobieta, w końcu znalazła - samodyscyplina. Już samo wypowiedzenie tego słowa sprawiło, że w Nornce odetkał się jakiś kanał. Nie obyło się oczywiście bez ciężkiej pracy czyli właśnie samodyscypliny, ale po pół roku zgłębiła także i ten temat w stopniu ponadpodstawowym. Teraz już nie było rzeczy, której mogłaby się od d&#039;Orche&#039;ów nauczyć. Vuelxę zatkało - właściwie czekała na ten dzień, ale przez pięć wspólnie spędzonych lat nie mogła uwierzyć, że to już koniec nauki. Za zgodą wielmożów postanowiła zostać jeszcze trochę. Minął tydzień, wypełniony mechanicznie powtarzanymi już ćwiczeniami, nim zrozumiała, że mają rację - teraz musi sama wybudować swoją drogę w kierunku wskazanym przez Luciana i przede wszystkim Ralagunda, którym była dozgonnie wdzięczna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CZASY OBECNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po opuszczeniu Divinity&#039;s Reach Vuelxa nie zamierzała od razu wracać do Wayfarer Foothills. Czuje, że powinna kuć żelazo póki gorące i zdobywać doświadczenie, takie najprawdziwsze z prawdziwych. Popytała w okolicy o drużynę, z którą mogłaby ruszyć nawet na starożytne smoki i została jej polecona Liga Sześciu Filarów. Mając niedaleko, udała się do wskazanej karczmy, w której po dłuższej chwili czekania zjawiła się przedstawicielka Ligii - Annie - i przeprowadziła szybką rekrutację. Wychodząc spotkała jeszcze kilka innych osób, które być może pozna w niedalekiej przyszłości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa nie może doczekać się udziału w pierwszej wspaniałej wyprawie, o której będzie mogła z dumą opowiadać w swoich rodzinnych stronach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stało się, pierwsza przygoda z Ligą za nią. Na prośbę Aeshri odpowiedziało jeszcze kilka osób, które stawiły (a niektóre może nawet lekko &#039;&#039;&#039;w&#039;&#039;&#039;stawiły) się w Karczmie - Forest, Vexon, Matt, Annie oraz spóźniony Adam. Misja miała polegać na rozejrzeniu się po ruinach Zielenistego Skraju i znalezieniu czegokolwiek, co mogłoby rozbudzić rzekomo utracone przez kobietę Sylvari wspomnienia. Vuelxa potraktowała to jako okazję by poznać członków Ligi oraz odwiedzić rejon, w którym wcześniej nie była. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej - właściwie nie było czego zwiedzać, grupę otaczały same ledwo trzymające się ściany oraz niezbyt bezpiecznie wyglądające mosty; na pogawędki, ani tym bardziej szukanie wskazówek, nie było czasu, gdyż w stronę grupy ktoś posyłał strzały, z których wyrastały pnącza. Nie czekając na opinię innych, Adam uśmiercił napastnika, którym okazała się stara znajoma Aeshri - Fifi, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację. Drużyna ruszyła dalej i trafiła na obóz, w którym uwagę głównie zwracała liczba śpiworów - dwa - oraz pięć kurhanów, w tym jeden należący do... Reashi, co Nornka zauważyła przygotowując ciało Fifi do pochówku, wcześniej oddając łuk należący do niej w ręce Vexona. Po odprawieniu krótkiego obrządku, wszyscy, z wyjątkiem Foresta i jego latającego drzewka - Paprocha, który według Adama oddalił się na swoim raptorze w kierunku osady jakichś Żab, ruszyli w drogę powrotną do drogowskazu. Jeszcze przed zapadnięciem nocy byli w Karczmie, jednak Vuelxa nie mogła zostać. Dziękując za wyprawę i prosząc o przekazanie pozdrowień dla Druida, który jeszcze nie dotarł, opuściła przybytek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy Aeshri ponownie poprosiła Ligowiczów o pomoc, Vuelxa oczywiście się zjawiła. Byłą ciekawa zarówno dalszej części historii jak i wyglądu zielonej części dżungli i jej mieszkańców - Itzel. W dodatku miała nadzieję upolować wiwernę, czego była &amp;quot;blisko&amp;quot;, jednak drużyna, tym razem w nieco innym składzie, zdecydowała się na czyszczenie jaskini z grzybów. Nie dość, że nie znosiła ich od ostatniego spotkania, to jeszcze okazało się, że te osobniki poruszają się i strzelają! Aeshri zaproponowała by użyć Foresta (który najwyraźniej bezpiecznie wrócił po ostatnim razie) jako przynęty i wywabić chodzące paskudztwa na zewnątrz. Plan się powiódł, choć nie obeszło się bez niebezpiecznych sytuacji. Gdyby nie interwencja pewnego Sylvari, którym okazał się być dawny znajomy organizatorki wyprawy, jeden z Popielców mógłby pożegnać się z życiem. Ten sam farciarz zgarnął większość &amp;quot;łupów&amp;quot; - mały paktowy sztylet, kilka łańcuchów oraz wiaderko. Nornka nie bardzo wiedziała na co to wszystko dorosłemu Popielcowi, ale nie wnikała. Cieszyła się, że jej przypadła korona. Nieoczekiwany bohater - Shishu - zaproponował, że po skończeniu oczyszczania miejsca z jakiegoś powodu ważnego dla Itzeli udzieli wszystkim wyjaśnień. Po sprawnym wykonaniu zadania (zarówno dzięki wiedzy i doświadczeniu nowego starego towarzysza jak i dezorientacji grzyboludzi po stracie przywódcy), Vuelxa razem z resztą drużyny wyłączając człowieczego alchemika amatora, którego imienia nie zapamiętała, przeniosła się do karczmy, gdzie poznała przeszłość Aeshri.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, z samego rana, młoda kobieta udała się do rodziny by pochwalić się trofeum i początkiem swojej legendy. W głębi duszy zdawała sobie sprawę, że wraz z Ligą dokonała wcale nie tak łatwego wyczynu, a mimo to nie była zadowolona - bo nie zrobiła tego sama, bo mogła być bardziej przydatna, bo to nie wiwerna i zresztą kto uwierzy w historię o grzybie w koronie na głowie? Obawy Nornki okazały się być słuszne - Forex uznał, że narażanie życia ścierając się z grzyboludźmi dla &amp;quot;jakichś przerośniętych Hyleków&amp;quot; jest głupotą, a nie - wyczynem godnym jego córki, a korona na ścianie nie prezentowałaby się tak okazale jak łeb wiwerny. Vulpina starała się jak mogła by poprawić dziewczynie humor, jednak sama po części zgadzała się z mężem. &lt;br /&gt;
Rozczarowana, choć w niewielkim stopniu i głównie swoją postawą a nie komentarzami ojca, postanowiła odwiedzić Ralagunda i jego dziadka. Oboje słuchali opisu &amp;quot;polowania&amp;quot; z zapartym tchem i zdecydowanie docenili zasługi niedawnej podopiecznej bardziej niż ona sama. W dodatku Lucian ocenił, iż korona zrobiona jest ze złota. Nie wiadomo do kogo wcześniej należała, ani jakim cudem trafiła w posiadanie króla grzybów, ale z całą pewnością nadawała się na przetopienie. Vuelxa skierowana została przez d&#039;Orche&#039;a do znajomego złotnika. Wieczorem wszystko było gotowe - z trofeum wyszło dziesięć monet. Dwie zatrzymał sobie mężczyzna &amp;quot;za robociznę&amp;quot;, więc w sakiewce zostało osiem - po jednej dla niej i reszty uczestników wyprawy - które zamierzała im zostawić podczas kolejnej wizyty w karczmie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa wyniosła z dżungli przede wszystkim doświadczenie. Teoria i praktyka - jedno idzie w parze z drugim, ale tak naprawdę są osobnymi elementami. To była jedna z pierwszych lekcji Ranagulda, którą teraz mogła zrozumieć, no właśnie, w praktyce. Obserwując sytuację z góry i analizując przebieg walki na chłodno, dostrzegała co mogłaby poprawić a czego dopiero musiała się nauczyć. Postanowiła zajmować się jedną rzeczą na raz - na pierwszy ogień poszła użyteczność - zadała sobie pytanie &amp;quot;Czy świetlnych strzał można użyć do czegoś więcej niż zadawanie obrażeń?&amp;quot; i liczy, że wkrótce znajdzie na nie odpowiedź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;UMIEJĘTNOŚCI&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łucznictwo w stopniu zaawansowanym &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* magia strażnicza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ sygnety&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ symbole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulubionym symbolem Vuelxy jest Symbol Szybkości, który potrafi nakreślić nawet stopą, bez patrzenia w ziemię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ magia światła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() materializacja świetlistego łuku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mając przy sobie katalizator - piękny okrągły opal, który dostała od Luciana - jest w stanie utrzymywać energetyczną broń właściwie bez końca, pod warunkiem, że z niego nie strzela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Vu444.jpg]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() wystrzeliwanie magicznych pocisków bez konieczności używania fizycznych strzał&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co pociski są dość jednolite, nie przeszywają przeciwników, nie może ich spuścić prosto z nieba ani zmienić kierunku ich ruchu w locie. Urozmaicenie tego ataku jest jednym z priorytetów Nornki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ manifestacja cnoty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kobieta nie słyszała o tej umiejętności od Ralagunda. Trenując w ostatnich dniach, po zapisaniu się do Ligi, już na własną rękę, udało jej się to odkryć samej. Przejawia się to zdolnością przemieszczenia się z prędkością światła (niczym uderzenie błyskawicy) do niezbyt odległego punktu w zasięgu wzroku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Półbojowe: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* &amp;quot;kamuflaż&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa potrafi ukryć magiczne klejnoty czy sygnety w zbroi czy dodatkach do stroju. Wydaje jej się to praktyczniejsze i bezpieczniejsze niż noszenie w kieszeni czy w odsłoniętych miejscach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* zapamiętywanie oraz odwzorowywanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas studiowania symboli u d&#039;Orche&#039;ów odkryła talent do rysowania. Mogłaby tworzyć mapy lub tatuować innych Nornów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łowienie oraz przyrządzanie ryb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zna wiele technik łapania ryb, których nauczył jej tata oraz umie je sprawić i przyrządzać na wiele sposobów, co często robiła z mamą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Karty postaci]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Fomivee</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Plik:Vu444.jpg&amp;diff=22112</id>
		<title>Plik:Vu444.jpg</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Plik:Vu444.jpg&amp;diff=22112"/>
		<updated>2020-04-29T15:24:30Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Fomivee</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Charmahrina&amp;diff=22098</id>
		<title>Charmahrina</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Charmahrina&amp;diff=22098"/>
		<updated>2020-04-28T14:17:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=5 align=&amp;quot;right&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Plik:Charmahrinaprofilowe.jpg|400px]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;imię&#039;&#039;&#039;: Charmahrina&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;płeć&#039;&#039;&#039;: kobieta&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rok urodzenia&#039;&#039;&#039;: 1310AE&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;miejsce urodzenia&#039;&#039;&#039;: Elona&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;obecne miejsce zamieszkania&#039;&#039;&#039;: Wybrzeże Krwawego Pływu&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;specjalizacja&#039;&#039;&#039;: mirażka&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;A więc chcecie coś o mnie wiedzieć? Dobrze, opowiem wam o sobie.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Mam na imię Charmahrina. Nazwały mnie tak harpie, które wychowywały mnie do szóstego roku życia, po tym jak moi rodzice utonęli w ruchomych piaskach.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Ha! Naprawdę to kupiliście? Nie no, nie mogę.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Imię się zgadza, moja rodzina żyje, chyba... trudno odwiedzać społeczność, która średnio co tydzień zmienia miejsce pobytu. Wychowywałam się w ten sposób siedemnaście lat. Zdecydowałam, że to wystarczy.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Ale w życiu nie ma nic za darmo. Trafiłam do Amnoon i musiałam jakoś zarabiać. Na szczęście, jak widzicie, urody mi nie brakuje, więc szybko mnie ktoś dostrzegł. Tym kimś był właściciel kasyna. Tak&#039;&#039; &#039;&#039;zaczęłam karierę tancerki. Z samej sceny trudno by mi było coś odłożyć, a przecież nie miałam zamiaru tkwić tam wiecznie, więc dawałam też pokazy... specjalne, wyłącznie dla najb...ardziej szanowanych&#039;&#039; &#039;&#039;klientów oczywiście. Chętnych nie brakowało. Trwało to trzy lata.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Wszystko się zmieniło po przybyciu Balthazara. Dacie wiarę, że ludzie z innych zakątków Tyrii dobrowolnie przybywali do Amnoon? Nawet pozwiedzać, ha! Ale dla mnie to dobrze. Przecież potrzebowali&#039;&#039; &#039;&#039;przewodniczki. To był dosłownie gorący okres - praca przewodniczki, tancerki i do tego pokazy specjalne. Ale się opłacało.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;A najbardziej się opłaciło zabranie jakieś nawiedzonej grupy na Pustkowie. Po co się tam ładowali? Nie wiem, ważne, że dobrze zapłacili. Na tyle dobrze, że mogłam się wreszcie wynieść z Pustyni.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Kupiłam okazyjnie dom pod Lwimi Wrotami, praktycznie za darmo odrestaurował mi go znajomy... ale złoto nie piasek, na ziemi nie leży.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;W Lwich Wrotach właśnie usłyszałam o Was, że szukacie kogoś do różnych misji w zamian za wynagrodzenie. No to jestem.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;HISTORIA&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urodzona w Elonie, wychowana w społeczności wędrującej, Charmahrina za życiowy cel obrała sobie wyrwanie się z Pustyni i zerwanie z życiem nomadki.&lt;br /&gt;
Jej dom znajdował się zawsze tam, gdzie znajdowała się jej rodzina, a jej rodzina znajdowała się tam, gdzie akurat zaniosły ją nogi. Nie pasowało jej to. Z zazdrością patrzyła na &amp;quot;normalne&amp;quot; rodziny z mijanych wiosek i ich chatki. Brakowało jej poczucia kameralności, domowego zacisza, tej jednej pary osób, z którą mogłaby dzielić swoje szczęścia i troski.&lt;br /&gt;
Mając siedemnaście lat wreszcie zdecydowała się na rozstanie. Pełna optymizmu ruszyła w świat, a przynajmniej tak jej się wydawało. Dotarła bowiem niezbyt daleko, do Amnoon. Jej marzenia szybko zderzyły się z rzeczywistością - świat wcale nie jest tak czuły jak sobie wyobrażała. Nie była już zresztą małą dziewczynką, którą ktoś złapałby za rękę i nauczył żyć od nowa.&lt;br /&gt;
Niemniej jednak, czyjaś dłoń wylądowała na jej ramieniu. Była to dłoń samego Zalambura. Od razu poznał się on na jej urodzie i zaproponował posadę tancerki w swoim kasynie łącznie z małym pokoikiem. Dziewczyna bez wahania przyjęła ofertę. Taniec od wieków zakorzeniony jest w kulturze Elony, więc Charmahrina nie miała najmniejszych problemów z opanowaniem ruchów. Szybko okazało się, że jest znacznie bardziej zdolna od większości swoich koleżanek po fachu co dało jej przepustkę do Lilii Elony. Tam stawka za wieczór była zdecydowanie wyższa, a co więcej, można było dawać prywatne pokazy tańca bardziej egzotycznego, często z tak zwanym szczęśliwym zakończeniem. Charmahrinę brzydziła ta myśl, jednak jej specjalne zdolności pozwalały i mieć ciastko i zjeść ciastko.&lt;br /&gt;
W wieku ośmiu lat Charmahrinę złapał skurcz podczas pływania i zaczęła się topić. Niewiele pamięta z tamtego wydarzenia, ale pamięta, że z całych sił chciała znaleźć się na brzegu. I tak się stało. Był to moment, w którym pierwszy raz się teleportowała. Podczas swoich licznych wędrówek miała już okazje spotkać kilku mesmerów, ale nigdy nie sądziła, że może być jednym z nich. W miarę upływu czasu rozwijała swoje umiejętności, choć nigdy nie udało się jej to w takim stopniu o jakim marzyła. Być może wynika to z jej charakteru.&lt;br /&gt;
Mimo wszystko, do nowej &amp;quot;profesji&amp;quot; to co potrafiła wystarczało. Już wtedy potrafiła nie tylko tworzyć iluzje optyczne, tak zwane miraże, lecz także wpływać na inne zmysły, nie bez ograniczeń oczywiście, których nie potrafi obejść do dnia dzisiejszego. Charmahrina jest jednak inteligentniejsza niż się ludziom wydaje i świadoma swoich ograniczeń postanowiła obsługiwać tylko tych mniej przenikliwych, najlepiej lekko podpitych klientów i oczywiście tylko tych, o których wiedziała, że z magią nie mają wiele wspólnego.&lt;br /&gt;
Dopiero wtedy dziewczyna, wciąż spragniona spełnienia swoich marzeń, mogła zacząć odkładać na ich realizację.&lt;br /&gt;
Po pewnym czasie oszczędzania mogła pozwolić sobie na zakup własnego ślizgacza. Zakochała się w tych stworzeniach już jako dziecko i miłość ta nigdy nie osłabła. Co więcej, mimo, wydawałoby się, traumatycznego przeżycia z przeszłości, Charmahrina nigdy nie przestała kochać także wody. Lubi pływać, lubi nurkować a myśl, że będzie mogła brać udział w wyścigach ślizgaczy czy po prostu wybierać się na przejażdżki na jego grzbiecie wypełniała ją tak energetyzującym uczuciem, że niemal rozsadzało ją od środka. Wybrała się więc na ranczo z zamiarem kupna najszybszego, najśliczniejszego i w ogóle naj stworzenia. Potoczyło się to jednak trochę inaczej. Ujął ją bowiem ślizgacz mało wyrazisty - powolny, zupełnie niekolorowy, lecz to właśnie on jako jedyny do niej podpłynął i to jeszcze zanim zaczęła rozglądać się za tym wymarzonym. Stwierdziła, że skoro on pokochał ją taką, jaką ją ujrzał, to i ona odwzajemni uczucie mimo jego wad. A raczej, jak się okazało, jej wad. Charmahrina, wraz z nową przyjaciółką, którą nazwała Mini, wróciła do Amnoon.&lt;br /&gt;
Niedługo potem do Elony zaczęły napływać tłumy obcych. Niektórzy w pogoni za Balthazarem, niektórzy w zgoła innych celach. Charmahrina szybko zwęszyła okazję by zarobić na tym, co robiła przez większość swego życia - wędrówkach - i wreszcie odpłynąć hen daleko stąd. Naukowcy badający ruiny? Pseudonaukowcy plądrujący ruiny? Zwykli zwiedzający? Kłusownicy polujący na egzotyczne dla nich zwierzęta? Dziewczyna nie wnikała kto i po co chce się gdzieś udać o ile miał jej czym zapłacić za usługi przewodniczki.&lt;br /&gt;
Najbardziej hojna okazała się grupa śmiałków, którą podsłuchała, co zresztą często ma w zwyczaju robić. Z ich rozmowy wynikało, że chcą przejść przez Pustkowie aż do Vabbi. Coś, czego nikt o zdrowych zmysłach by się nie podjął. Chyba, że jest się Charmahriną. Co prawda nigdy tak daleko nie zawędrowała, ani sama ani ze swoją społecznością, jednak czuła, że szczęście będzie jej sprzyjać. Zaoferowała więc, że pokaże im, za niemałą cenę, najszybszą i stosunkowo najbezpieczniejszą drogę do Pustkowia, lecz nie dalej. Nie bez przeszkód, z dużą dozą szczęścia, ale udało się. Podróżnicy okazali się honorowi i wypłacili jej uzgodnioną sumę, po czym ich drogi się rozeszły. Choć Charmahrina zastanawia się czasem czy jeszcze ich kiedyś spotka.&lt;br /&gt;
Dziewczyna miała wystarczająco by udać się w podróż. Dopłynęła do Kryty, dokładniej - do Lwich Wrót. Myślała, że najpierw zwiedzi cały świat, a potem wybierze miejsce, w którym zamieszka, ale podobnie jak z Mimi, stało się inaczej. Wybrzeże Krwawego Pływu wywarło na niej takie wrażenie, że impulsywnie wydała całe swoje oszczędności na podupadający dom pod miastem. Na szczęście znajomy zgodził się odnowić budynek właściwie za darmo.&lt;br /&gt;
Tak Charmahrina znalazła się w aktualnym położeniu - w nowym miejscu, które sama wybrała, we własnym domu, ale znów bez środków do życia. W Lwich Wrotach trafiła na ogłoszenie Ligii Sześciu Filarów i zdecydowała się z nią skontaktować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Charmahrina i Mini: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Cimini.jpg|900px]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;LIGA&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakoś na początku roku 1333 AE kobieta przybyła do karczmy w celu nawiązania kontraktu z Ligą Sześciu Filarów. Procedurę pomyślnie przeprowadziła niejaka [[Annie Goldarrow|Annie]], której imię Charmahrina poznała od innej zainteresowanej współpracą z Ligą - [[Yoxerisa|Yox]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na swoje pierwsze zadanie stawiła się dopiero drugiego dnia sezonu Feniksa, choć miała ochotę już wcześniej wziąć udział w straszeniu bandytów, jednak termin jej nie odpowiadał. Mirażka pojawiła się na miejscu punktualnie i zdziwiła się, że niezbyt pasjonujące sprzątanie asuriańskiego magazynu przyciągnęło aż tyle osób.  Już wtedy wiedziała, że będzie trudno zdobyć coś godnego uwagi, a był to dopiero początek pasm nieszczęść. Podczas spaceru od drogowskazu do magazynu odczytano spis rzeczy, które należało oddać poprzednim właścicielom, jednak same ich nazwy niewiele mówiły Ligowiczom. Następną przeszkodą okazał się niedziałający włącznik światła, na co radę znalazł zleceniodawca z dwójką innych mężczyzn. Magazyn wypełniony był licznymi skrzyniami lecz nie licząc rzeczy z listy, skrywały one same śmieci. Najgorsze jednak było to, że jeden z towarzyszy Charmahriny rozbił, jak się później okazało dzięki wyjaśnieniom świeżo upieczonej nabywczyni obiektu - bardzo wartościową, płytę; a ona sama chwilę później, wyciągając kryształ, sprawiła, że inne dość istotne urządzenie z listy - regulator wibracji - rozleciało się na kawałki. Na szczęście obojgu się upiekło i konsekwencji nie ponieśli, a nawet dostali obiecaną zapłatę, każdy po równo, choć kobiety prawie w ogóle się nie napracowały. Po kilku godzinach udało się opróżnić magazyn, w którym została tylko Asurka z wcześniej uwolnionym przez Jaracandę pomagającą niezdarnemu towarzyszowi ptaszkiem oraz otaczającym ich zapachem pizzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W kolejnym sprzątaniu, dla jakiegoś DJa, Charmahrina nie wzięła udziału. Mimo, że zapłata ostatnim razem była dobra i łatwo zarobiona, kobieta nie miała ochoty znów działać po omacku (w przenośni i dosłownie, gdyż zniechęcała ją także pora) a muzyka elektroniczna to dla niej nie muzyka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;WYGLĄD&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Charmahrina jest brązowooką szatynką średniego wzrostu z typowym dla mieszkańców Elony kolorem skóry. Jej rysy twarzy są mieszanką dziewczęcej świeżości z wyrazistością dorosłej już kobiety. Rzadko stosuje makijaż, zwłaszcza teraz - po rzuceniu pracy tancerki. Lico okalają gęste, kręcone, krótkie włosy.&lt;br /&gt;
Preferuje ona ubrania swobodne, niekrępujące ruchów oraz przewiewne, często niewiele zakrywające by jej gładka skóra mogła łapać promienie słońca. Zazwyczaj są one równie barwne co ona, najczęściej w odcieniach różu i zieleni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
strój codzienny: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Scodzienny.jpg|900px]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;UMIEJĘTNOŚCI&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bojowe:&lt;br /&gt;
* umiarkowana biegłość w posługiwaniu się toporem&lt;br /&gt;
Rówieśnikami Charmahriny byli głównie chłopcy podpatrujący dorosłych wojowników, którzy specjalizowali się w walce toporami. Naturalnie więc dominowały zabawy tego typu i chcąc nie chcąc, dziewczyna nabyła pewnej wprawy we władaniu tymże orężem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
trening z toporem: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Topor.jpg|900px]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Półbojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Teleportacja&lt;br /&gt;
Mesmerka potrafi w mgnieniu oka przenieść się w nieodległe miejsce w zasięgu wzroku co potrafi powtórzyć kilkukrotnie. Nie jest natomiast zdolna do teleportowania innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Manipulowanie zmysłami&lt;br /&gt;
Oprócz tego co potrafi każdy Miraż, a do mniejszego stopnia - każdy mesmer, czyli iluzji optycznych, Charmahrina jest w stanie także wpływać na słuch, węch i zmysł dotyku pojedynczych osób. Umiejętność ta ma jednak ograniczone działanie na osobach władających magią, a na tych z większą czy równą mocą nie działa w ogóle. Jest to zdolność dość energochłonna, więc użycie jej w walce skutkuje potrzebą dłuższej niż zwykle regeneracji sił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Niewidzialność&lt;br /&gt;
Charmahrina umie stać się niewidzialna i to na dość długo. Nie zdolna jest jednak okryć zaklęciem innych. Potrafi za to stworzyć duży miraż, który niejako przykrywa obszar, na którym jej towarzysze się znajdują. Czas działania jest uzależniony od wielkości mirażu oraz tego czy ma się poruszać i ewentualnie wydawać i/lub zagłuszać dźwięki. Najbardziej szczegółowy (realistyczny) miraż jaki udało jej się wykreować trwał zaledwie dwie sekundy i skutkował &amp;quot;wyłączeniem&amp;quot; mocy na dwa dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Spryt i znajomość ograniczeń (zarówno własnych jak i przeciwnika)&lt;br /&gt;
Charmahrina w walce potrafi planować, oszukiwać, zwodzić czym nadrabia brak zaklęć ofensywnych i siły fizycznej. Jest przenikliwa i często przewiduje ruch a nawet całą taktykę przeciwnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Poczucie rytmu&lt;br /&gt;
Charmahrina jest po prostu świetną tancerką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
podczas występu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Pwystepu.jpg|900px]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Urok&lt;br /&gt;
Jest także piękna i potrafi kokietować mężczyzn, co nierzadko wykorzystuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Bardzo dobra znajomość topografii Elony&lt;br /&gt;
Pustynne Wyżyny, Kryształowa Oaza i Elon Riverlands nie mają przed Charmahriną tajemnic co wynika z jej wcześniejszego trybu życia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słabe strony:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Brak zaklęć ofensywnych&lt;br /&gt;
Charmahrina potrafi nakładać miraże na topór czy nawet sprawić, żeby niemagiczni przeciwnicy myśleli, że jest ona zdolna ciąć ich na odległość lub też wywołać u nich uczucie bólu, które mogłoby służyć do tortur, ale gdyby stanęła oko w oko na przeciw wrogiego maga, szybko na jaw wyszłaby jej niezdolność do zadawania obrażeń magią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Znikoma użyteczność obszarowa&lt;br /&gt;
Nie umie teleportować czy ukrywać innych (nie licząc mirażu), jej umiejętność manipulacji zmysłami nie działa na więcej niż jedną osobę jednocześnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Skłonność do ryzyka&lt;br /&gt;
Patrząc na swoje życie, Charmahrina doszła do wniosku, że szczęście jej sprzyja. Nawet, jeśli przychodzi trudny czas, to po to, by wkrótce los miał się odwrócić na jej korzyść. Żyje więc w przekonaniu, że każde ryzyko się jej opłaci co kiedyś może ją zgubić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Lenistwo&lt;br /&gt;
Talent i uroda to nie wszystko. Ona to wie, ale i tak nie chce jej się trenować - zarówno walki toporem jak i swoich magicznych zdolności. Mimo, że w życiu się trochę napracowała, to zwykle jednak niezbyt ciężko. Cóż, ładne kobiety po prostu lubią, gdy to silni mężczyźni odwalają za nie robotę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Karty postaci]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Fomivee</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=21926</id>
		<title>Vuelxa</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=21926"/>
		<updated>2020-04-22T20:28:43Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=5 align=&amp;quot;right&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Plik:Vuelxa.jpg|400px]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;imię&#039;&#039;&#039;: Vuelxa&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;płeć&#039;&#039;&#039;: kobieta&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rasa&#039;&#039;&#039;: Norn&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rok urodzenia&#039;&#039;&#039;: 1310AE&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;miejsce urodzenia&#039;&#039;&#039;: Wayfarer Foothills&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;specjalizacja&#039;&#039;&#039;: łowczyni smoków&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CECHY ZEWENĘTRZNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa jest młodziutką Nornką średniego wzrostu. Jak się można spodziewać po jej młodym wieku, ma niemalże dziewczęcą urodę - rysy jej pociągłej twarzy wciąż są łagodne. Uwagę głównie przykuwają jej bardzo długie, proste włosy koloru promienistego blondu, które zaczesuje do tyłu i przytrzymuje na głowie błękitną opaską. Drugą rzeczą,która rzuca się w oczy jest jej niespotykana wśród Nornów spokojna postawa, wydawałoby się - arystokratyczna.  Choć nie zawsze tak było. Niegdyś biegała rozczochrana nie przejmując się swoim wyglądem. Można powiedzieć, że była typem człopczycy. W Divinity&#039;s Reach musiała zmienić sposób bycia. Z początku niechętnie, z czasem przywykła do zmian i nawet je polubiła. Zrozumiała, że siła, zwinność i chęć przygód mogą iść w parze z dobrymi manierami, schludnym wyglądem i kobiecością. Odkryła także, że bardzo podobają jej się błyskotki z kamieniami szlachetnymi i innymi kryształkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;DZIECIŃSTWO&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa, urodzona w roku 1310AE córka myśliwych - Vulpiny i Forexa Beastban&#039;eów, była bardzo żywym pacholęciem; niczym promyczek słońca wpadała wszędzie i wszystkich zarażała swoim uśmiechem. Była także bardzo zapatrzona w swoich rodziców, chciała im dorównać, nie, chciała przewyższyć ich legendę. Oni jednak nie podzielali tego entuzjazmu. Wiedząc jak bardzo polowania uzależniają i definiują całą przyszłość Nornów, woleli by ich ukochane dziecko obrało inny kierunek w życiu. Starali się ją zainteresować zielarstwem, opowieściami o szamanach Duchów Dziczy czy temu podobnymi sprawami, lecz ruchliwy berbeć pozostawał nieugięty. Kiedy dziewczynka osiągnęła wiek i wzrost, który jej mama uznała za odpowiedni, otrzymała od niej swój pierwszy łuk - zwykły, drewniany, dostosowany do jeszcze dziecięcych rozmiarów (czyli i tak służyć mógłby dorosłej ludzkiej kobiecie niewysokiego wzrostu), ale JEJ. Nie rozstawała się z nim ani na sekundę. W myślach już wyobrażała siebie wypuszczającą strzały zdolne przebić najgrubszą nawet skórę lub łuski rozmaitych monstrów. Nie omieszkała o swoich marzeniach wspominać rodzicom, przy każdej możliwej okazji oczywiście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy raz na polowanie tata postanowił zabrać ją mniej więcej trzy lata po otrzymaniu łuku. Jego żona, czuwająca nad treningami córki, stwierdziła, że jest ona wystarczająco przygotowana by wziąć udział w łowach na minotaura. Mimo, że była to rutynowa czynność wykonywana przez mężczyzn regularnie w celu zdobycia mięsa, Vuelxa pękała z ekscytacji. Było bowiem coś, co ukrywała przed rodzicami, a jednocześnie bardzo chciała się tym pochwalić. Miała to być niezapomniana dla nich niespodzianka. I była.&lt;br /&gt;
Trenowanie pod okiem mamy oczywiście sprawiało dziewczynce radość, ale nie od dziś wiadomo, że dla dzieci najfajniejszą rzeczą na świecie jest robienie niebezpiecznych lub zakazanych rzeczy samemu. Nie inaczej było z małą Nornką, która kłamiąc, że idzie bawić się z koleżankami w lesie, tak naprawdę szła sama ćwiczyć strzelectwo. Pewnego dnia, wpatrując się w cel przed puszczeniem naciągniętej cięciwy, zwróciła uwagę na promień słońca, od którego wyłonienia się zza chmur przez przebicie się przez korony drzew aż do muśnięcia drewnianej tarczy minął zaledwie ułamek sekundy, jednocześnie marząc by jej strzały leciały z równie zawrotną prędkością. Okazało się, że marzenia czasem się spełniają. Pod koniec treningu ów dnia jedna ze strzał rzeczywiście otulona została magicznym światełkiem co nadało jej pędu i mocy by wbić się niemal do połowy w solidną konstrukcję przeznaczoną nawet dla dorosłych Nornów ku zdziwieniu samej autorki wyczynu. Każdą następną wolną chwilę poświęcała na opanowywanie niespodziewanie nabytej umiejętności ukrywając ten fakt przed rodzicami. &lt;br /&gt;
Aż nadszedł dzień polowania. Minotaur, wcześniej z łatwością wytropiony przez rodzinę, stał sam. Nie wyglądał na młodego, wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie podstarzałego samca, co czyniło z niego jeszcze łatwiejszą zdobycz. Mężczyzna, uzbrojony w topór, szedł przodem. Za nim podążały Vuelxa z mamą, obie dzierżyły łuk z tą różnicą, że dziewczynka strzałę miała już nałożoną, a kobieta na plecach niosła kołczan.&lt;br /&gt;
Gdy zakradli się maksymalnie blisko granicy węchu dzikiego zwierza, Forex zaczął szarżę. Niespodziewający się czegokolwiek byk parsknął tak, że para buchnęła z nozdrzy, a jego kopyta same chciały ruszyć w stronę jedynej drogi ucieczki, którą odgradzała z pewnej odległości Vulpina z córką u boku. Wykorzystując moment dezorientacji minotaura Norn na chwilę ogłuszył ofiarę zdzielając jej łeb trzonkiem topora. Mama dała Vuelxie sygnał do strzału. Nie wiedzieć czemu, prawdopodobnie z ogromnej chęci zaimponowania rodzicom i buzującej adrenaliny, dziewczynka nie była zdolna skontrolować trajektorii lotu pocisku oświetlonego potężnym jak nigdy wcześniej blaskiem jej energii i ten zamiast w zwierzę, trafił w łydkę jej taty. Ocucony już byk nie zamierzał stracić okazji, jaką zapewniała mu nagła dekoncentracja napastnika i spuścił łeb by ugodzić myśliwego rogiem. Ten jednak był na to zbyt doświadczony i jednym wprawnym ciosem powalił składającego się do ataku minotaura jeszcze nim Vulpina zdążyła zareagować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwie dla wszystkich, prócz zwierzęcia, rana nie okazała się groźna, choć jej magiczne podłoże dla pewności wymagało zaleczenia u również magicznego uzdrowiciela. Wieść szybko się rozniosła i biedna Vuelxa stała się obiektem kpin, zwłaszcza jej rówieśników, którzy trochę w obawie, żeby im czegoś przypadkowo nie zrobiła, przestali się z nią bawić. Przypadkowe postrzelenia po pijaku nie były rzadkością, ale żeby małoletnia Nornka prawie doprowadziła do śmierci ojca swoją niezdarnością? Nie, to stało się po raz pierwszy... i ostatni. Rodzice bowiem wydali córce absolutny zakaz polowań do osiągnięcia samodzielności. Nie wyrażali także zgody na dalsze ćwiczenia - ani z łukiem ani tym bardziej z użyciem energii. Na szczęście dla dziewczynki, Vulpina nie wytrwała długo w postanowieniu i pozwalała Vuelxie dalej trenować strzelectwo. Robiła to jednak tylko pod nieobecność taty spowodowaną łowami, najczęściej tymi kilkudniowymi. &lt;br /&gt;
Forex z kolei, dręcząc się wyrzutami, że zabrał córce coś dla niej bardzo ważnego, gdy sam nie potrafi z tego zrezygnować, wynagradzał to jej częstymi wyprawami na ryby, które zresztą dziewczynka bardzo lubiła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;NIECO PÓŹNIEJSZY OKRES&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lata mijały, a nadopiekuńczy ojciec zdania nie zmienił. W okolicy zresztą też nie zapomniano wpadki i Vuelxa była zwyczajnie spalona - nie miała szans na znalezienie drużyny do ubijania potworów o czym nie przestała marzyć. Dlatego w roku 1328AE zaczęła zapuszczać się w swoich samotnych treningach coraz dalej od domu. Konkretnie na pierwszy cel obrała sobie Krytę - Queensdale i miasto Divinity&#039;s Reach.&lt;br /&gt;
Przechadzając się jego uliczkami Vuelxa dostrzegła zza żywopłotu otaczającego okazałą posiadłość młodego chłopaka, być może w jej wieku, czytającego jakiś zwój po czym raz po raz wystrzeliwującego w niebo duchowe płomyczki. Dziewczyna wiedziała, że ludzie często przejawiają strażnicze zdolności, ale nie sądziła, że jest to wśród nich aż tak powszechne, żeby natknąć się na jednego już pierwszego dnia.&lt;br /&gt;
Będąc wyższą i mając przy tym nieco większy zasięg słuchu, podsłuchała nieświadome tego faktu dwie swoje rówieśniczki żywo dyskutujące na temat owego chłopaka. Z tego co wyłapała, na imię ma on Ralagund, jest bogaty i rzekomo niezmiernie przystojny. Co jednak interesujące, jest bardzo ceniony głównie za swoje magiczne zdolności, których w jego wieku niepowstydziliby się najznakomitsi okoliczni czarodzieje o co ponoć są bardzo zazdrośni. To jej wystarczyło. Stwierdziła, że skoro jest tak dobry jak mówią, to pewnie nie będzie mieć problemu z nauczeniem jej co i jak. Śmiało ruszyła w stronę żywopłotu, wyprostowała rękę ku niebu i donośnie zawołała Ralagunda po imieniu. Nie tylko sam wywołany, ale także wcześniej wspomniane nastolatki oraz wszyscy inni przechodnie aż odwrócili się z wrażenia. Nie mniej jednak, młody mężczyzna, który okazał się jednak być kilka lat starszy od Nornki, wskazał jej furtkę by mogli normalnie porozmawiać. Poznawszy prośbę i pobieżnie streszczoną opowieść Vuelxy, zgodził się i zaprosił na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna stawiła się na miejscu nawet godzinę przed umówionym czasem, ale na szczęście zarówno Ralagund jak i jego dziadek - Lucian d&#039;Orche, sławny mistrz wyrobów jubilerskich, już na nią czekali. To właśnie po Lucianie wnuk odziedziczył talent do magii strażniczej, choć starszy już pan nawet w czasach świetności nie dorównywał młodzieńcowi. Ralagund jednak zasugerował, po krótkiej prezentacji umiejętności Vuelxy, żeby to właśnie dziadek ją szkolił. Ten jednak, uśmiechając się przy tym tajemniczo, stwierdził, że lepiej będzie dla obojga, jeśli to właśnie Ralagund pomoże nowej znajomej. Ufając swojemu największemu autorytetowi, mężczyzna zgodził się. Pierwszy dzień zaczęli od zupełnych podstaw - teorii magii. Nornka wydawała się trochę znudzona wykładami, ale mimo to uważnie ich słuchała. Lekcja ta okazała się zresztą bezcenna dnia drugiego. Wiedząc już, że problemy z ustabilizowaniem wysyłanej energii mogły wynikać z braku katalizatora, Vuelxa bez obaw sięgnęła po przygotowany dla niej zaklęty szklany łuk, z którego miała za zadanie wystrzelić nie zwykłą strzałę, ale magiczny pocisk, który sama wytworzy. Efekt przerósł oczekiwania obojga - dawno nie uwalniana moc w połączeniu z całkowicie szklanym, magicznym przedmiotem doprowadziła w rezultacie do posłania nie świetlnej strzały, a prawdziwej bomby, która na szczęście eksplodowała i rozpłynęła się nim zdążyła w coś lub co gorsza - kogoś - uderzyć. Wzięła więc do rąk swój zwykły, drewniany łuk, do którego młody d&#039;Orche przywiązał kilka magicznych kryształków. Z tej mąki jednak chleba nie było. Ralagund zrozumiał, że najodpowiedniejszy będzie dla niej łuk, który sama stworzy - z energii, jak pociski. I nad próbą osiągnięcia tego celu spędzili tydzień, niestety bez rezultatów. Mężczyzna podejrzewał, że winna jest niecierpliwość, z kolei Vuelxa z tyłu głowy miała swoje, teraz już dwa, potencjalnie groźne niepowodzenia. Tak czy inaczej, recepta była jedna - odgonić złe myśli i skupić się na czymś innym. Pretendent do miana nauczyciela wpadł na pewien pomysł, ale był jeden warunek - Nornka miała zamieszkać w Divinity&#039;s Reach. Tu pojawił się kolejny problem - pieniądze. Ralagund zaoferował &amp;quot;podopiecznej&amp;quot; tymczasowy pobyt w posiadłości, na co jednak nie chciał zgodzić się jego ojciec - Orest d&#039;Orche, nie mający prawie w ogóle cech wspólnych ze swoim synem ani ojcem businessman, który dorobił się na umiejętnej sprzedaży dzieł Luciana. Vuelxie pozostało jedynie prosić o pomoc mamę, tata z pewnością nie pochwaliłby nauki sztuk magicznych. Na szczęście nie było to konieczne, najstarszy d&#039;Orche wiedział jak urobić syna - zasugerował, że przyznanie stypendium młodej Nornce mogłoby wpłynąć pozytywnie na odbiór jego osoby w tych kręgach, w których jest uważany za bezdusznego dorobkiewicza, pomnażającego majątek za wszelką cenę, nawet po trupach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak o to zaczęła się trwająca blisko pięć lat przygoda na studiowaniu magicznych klejnotów, sygnetów, symboli oraz samotnym wprawianiu się w walce łukiem. Wcześniej jednak, podążając zarówno za nakazem Oresta jak i wskazówkami Ralagunda, Vuelxa musiała dostosować się do tutejszych elit - miała układać włosy, &amp;quot;porządnie&amp;quot; się ubierać, przyswoić nowe słownictwo, nawet nauczyć się elegancko siadać - mówiąc krótko, musiała zmienić styl bycia. Jak się okazało, pomysł młodego wykładowcy był strzałem w dziesiątkę - to wszystko zaowocowało nabyciem przez dziewczynę spokoju, pokory, opanowania co skutkowało coraz to większą kontrolą oraz świadomością swoich możliwości (choć ta druga raczej wynikała z nauk teoretyczno-praktycznych samej magii strażniczej). Po dwóch latach od pierwszej, pamiętnej lekcji, była zdolna do tworzenia pierwszego zarysu energetycznego łuku. Po czterech i pół - opanowała już tę zdolność, w ocenie Luciana i jego wnuka, bardzo dobrze, tak jak zresztą wiedzę o wcześniej wspomnianych klejnotach, sygnetach i symbolach i umiejętność jej wykorzystania. Pozostała jedna sprawa - cnota - rzecz kluczowa dla strażników. Vuelxa od początku wiedziała, że nadejdzie moment wybrania tej jednej. Widząc niezdecydowanie uczennicy, Ralagund naprowadził ją na trop - miała znaleźć cechę wspólną wszystkiego, co uważa za najważniejsze. Po kilku dniach, w ludzkich standardach już kobieta, w końcu znalazła - samodyscyplina. Już samo wypowiedzenie tego słowa sprawiło, że w Nornce odetkał się jakiś kanał. Nie obyło się oczywiście bez ciężkiej pracy czyli właśnie samodyscypliny, ale po pół roku zgłębiła także i ten temat w stopniu ponadpodstawowym. Teraz już nie było rzeczy, której mogłaby się od d&#039;Orche&#039;ów nauczyć. Vuelxę zatkało - właściwie czekała na ten dzień, ale przez pięć wspólnie spędzonych lat nie mogła uwierzyć, że to już koniec nauki. Za zgodą wielmożów postanowiła zostać jeszcze trochę. Minął tydzień, wypełniony mechanicznie powtarzanymi już ćwiczeniami, nim zrozumiała, że mają rację - teraz musi sama wybudować swoją drogę w kierunku wskazanym przez Luciana i przede wszystkim Ralagunda, którym była dozgonnie wdzięczna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CZASY OBECNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po opuszczeniu Divinity&#039;s Reach Vuelxa nie zamierzała od razu wracać do Wayfarer Foothills. Czuje, że powinna kuć żelazo póki gorące i zdobywać doświadczenie, takie najprawdziwsze z prawdziwych. Popytała w okolicy o drużynę, z którą mogłaby ruszyć nawet na starożytne smoki i została jej polecona Liga Sześciu Filarów. Mając niedaleko, udała się do wskazanej karczmy, w której po dłuższej chwili czekania zjawiła się przedstawicielka Ligii - Annie - i przeprowadziła szybką rekrutację. Wychodząc spotkała jeszcze kilka innych osób, które być może pozna w niedalekiej przyszłości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa nie może doczekać się udziału w pierwszej wspaniałej wyprawie, o której będzie mogła z dumą opowiadać w swoich rodzinnych stronach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stało się, pierwsza przygoda z Ligą za nią. Na prośbę Aeshri odpowiedziało jeszcze kilka osób, które stawiły (a niektóre może nawet lekko &#039;&#039;&#039;w&#039;&#039;&#039;stawiły) się w Karczmie - Forest, Vexon, Matt, Annie oraz spóźniony Adam. Misja miała polegać na rozejrzeniu się po ruinach Zielenistego Skraju i znalezieniu czegokolwiek, co mogłoby rozbudzić rzekomo utracone przez kobietę Sylvari wspomnienia. Vuelxa potraktowała to jako okazję by poznać członków Ligi oraz odwiedzić rejon, w którym wcześniej nie była. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej - właściwie nie było czego zwiedzać, grupę otaczały same ledwo trzymające się ściany oraz niezbyt bezpiecznie wyglądające mosty; na pogawędki, ani tym bardziej szukanie wskazówek, nie było czasu, gdyż w stronę grupy ktoś posyłał strzały, z których wyrastały pnącza. Nie czekając na opinię innych, Adam uśmiercił napastnika, którym okazała się stara znajoma Aeshri - Fifi, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację. Drużyna ruszyła dalej i trafiła na obóz, w którym uwagę głównie zwracała liczba śpiworów - dwa - oraz pięć kurhanów, w tym jeden należący do... Reashi, co Nornka zauważyła przygotowując ciało Fifi do pochówku, wcześniej oddając łuk należący do niej w ręce Vexona. Po odprawieniu krótkiego obrządku, wszyscy, z wyjątkiem Foresta i jego latającego drzewka - Paprocha, który według Adama oddalił się na swoim raptorze w kierunku osady jakichś Żab, ruszyli w drogę powrotną do drogowskazu. Jeszcze przed zapadnięciem nocy byli w Karczmie, jednak Vuelxa nie mogła zostać. Dziękując za wyprawę i prosząc o przekazanie pozdrowień dla Druida, który jeszcze nie dotarł, opuściła przybytek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy Aeshri ponownie poprosiła Ligowiczów o pomoc, Vuelxa oczywiście się zjawiła. Byłą ciekawa zarówno dalszej części historii jak i wyglądu zielonej części dżungli i jej mieszkańców - Itzel. W dodatku miała nadzieję upolować wiwernę, czego była &amp;quot;blisko&amp;quot;, jednak drużyna, tym razem w nieco innym składzie, zdecydowała się na czyszczenie jaskini z grzybów. Nie dość, że nie znosiła ich od ostatniego spotkania, to jeszcze okazało się, że te osobniki poruszają się i strzelają! Aeshri zaproponowała by użyć Foresta (który najwyraźniej bezpiecznie wrócił po ostatnim razie) jako przynęty i wywabić chodzące paskudztwa na zewnątrz. Plan się powiódł, choć nie obeszło się bez niebezpiecznych sytuacji. Gdyby nie interwencja pewnego Sylvari, którym okazał się być dawny znajomy organizatorki wyprawy, jeden z Popielców mógłby pożegnać się z życiem. Ten sam farciarz zgarnął większość &amp;quot;łupów&amp;quot; - mały paktowy sztylet, kilka łańcuchów oraz wiaderko. Nornka nie bardzo wiedziała na co to wszystko dorosłemu Popielcowi, ale nie wnikała. Cieszyła się, że jej przypadła korona. Nieoczekiwany bohater - Shishu - zaproponował, że po skończeniu oczyszczania miejsca z jakiegoś powodu ważnego dla Itzeli udzieli wszystkim wyjaśnień. Po sprawnym wykonaniu zadania (zarówno dzięki wiedzy i doświadczeniu nowego starego towarzysza jak i dezorientacji grzyboludzi po stracie przywódcy), Vuelxa razem z resztą drużyny wyłączając człowieczego alchemika amatora, którego imienia nie zapamiętała, przeniosła się do karczmy, gdzie poznała przeszłość Aeshri.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, z samego rana, młoda kobieta udała się do rodziny by pochwalić się trofeum i początkiem swojej legendy. W głębi duszy zdawała sobie sprawę, że wraz z Ligą dokonała wcale nie tak łatwego wyczynu, a mimo to nie była zadowolona - bo nie zrobiła tego sama, bo mogła być bardziej przydatna, bo to nie wiwerna i zresztą kto uwierzy w historię o grzybie w koronie na głowie? Obawy Nornki okazały się być słuszne - Forex uznał, że narażanie życia ścierając się z grzyboludźmi dla &amp;quot;jakichś przerośniętych Hyleków&amp;quot; jest głupotą, a nie - wyczynem godnym jego córki, a korona na ścianie nie prezentowałaby się tak okazale jak łeb wiwerny. Vulpina starała się jak mogła by poprawić dziewczynie humor, jednak sama po części zgadzała się z mężem. &lt;br /&gt;
Rozczarowana, choć w niewielkim stopniu i głównie swoją postawą a nie komentarzami ojca, postanowiła odwiedzić Ralagunda i jego dziadka. Oboje słuchali opisu &amp;quot;polowania&amp;quot; z zapartym tchem i zdecydowanie docenili zasługi niedawnej podopiecznej bardziej niż ona sama. W dodatku Lucian ocenił, iż korona zrobiona jest ze złota. Nie wiadomo do kogo wcześniej należała, ani jakim cudem trafiła w posiadanie króla grzybów, ale z całą pewnością nadawała się na przetopienie. Vuelxa skierowana została przez d&#039;Orche&#039;a do znajomego złotnika. Wieczorem wszystko było gotowe - z trofeum wyszło dziesięć monet. Dwie zatrzymał sobie mężczyzna &amp;quot;za robociznę&amp;quot;, więc w sakiewce zostało osiem - po jednej dla niej i reszty uczestników wyprawy - które zamierzała im zostawić podczas kolejnej wizyty w karczmie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa wyniosła z dżungli przede wszystkim doświadczenie. Teoria i praktyka - jedno idzie w parze z drugim, ale tak naprawdę są osobnymi elementami. To była jedna z pierwszych lekcji Ranagulda, którą teraz mogła zrozumieć, no właśnie, w praktyce. Obserwując sytuację z góry i analizując przebieg walki na chłodno, dostrzegała co mogłaby poprawić a czego dopiero musiała się nauczyć. Postanowiła zajmować się jedną rzeczą na raz - na pierwszy ogień poszła użyteczność - zadała sobie pytanie &amp;quot;Czy świetlnych strzał można użyć do czegoś więcej niż zadawanie obrażeń?&amp;quot; i liczy, że wkrótce znajdzie na nie odpowiedź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;UMIEJĘTNOŚCI&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łucznictwo w stopniu zaawansowanym &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* magia strażnicza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ sygnety&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ symbole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulubionym symbolem Vuelxy jest Symbol Szybkości, który potrafi nakreślić nawet stopą, bez patrzenia w ziemię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ magia światła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() materializacja świetlistego łuku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mając przy sobie katalizator - piękny okrągły opal, który dostała od Luciana - jest w stanie utrzymywać energetyczną broń właściwie bez końca, pod warunkiem, że nie z niego nie strzela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() wystrzeliwanie magicznych pocisków bez konieczności używania fizycznych strzał&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co pociski są dość jednolite, nie przeszywają przeciwników, nie może ich spuścić prosto z nieba ani zmienić kierunku ich ruchu w locie. Urozmaicenie tego ataku jest jednym z priorytetów Nornki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ manifestacja cnoty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kobieta nie słyszała o tej umiejętności od Ralagunda. Trenując w ostatnich dniach, po zapisaniu się do Ligi, już na własną rękę, udało jej się to odkryć samej. Przejawia się to zdolnością przemieszczenia się z prędkością światła (niczym uderzenie błyskawicy) do niezbyt odległego punktu w zasięgu wzroku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Półbojowe: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* &amp;quot;kamuflaż&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa potrafi ukryć magiczne klejnoty czy sygnety w zbroi czy dodatkach do stroju. Wydaje jej się to praktyczniejsze i bezpieczniejsze niż noszenie w kieszeni czy w odsłoniętych miejscach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* zapamiętywanie oraz odwzorowywanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas studiowania symboli u d&#039;Orche&#039;ów odkryła talent do rysowania. Mogłaby tworzyć mapy lub tatuować innych Nornów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łowienie oraz przyrządzanie ryb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zna wiele technik łapania ryb, których nauczył jej tata oraz umie je sprawić i przyrządzać na wiele sposobów, co często robiła z mamą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Karty postaci]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Fomivee</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=21730</id>
		<title>Vuelxa</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Vuelxa&amp;diff=21730"/>
		<updated>2020-04-11T11:51:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=5 align=&amp;quot;right&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Plik:Vuelxa.jpg|400px]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;imię&#039;&#039;&#039;: Vuelxa&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;płeć&#039;&#039;&#039;: kobieta&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rasa&#039;&#039;&#039;: Norn&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rok urodzenia&#039;&#039;&#039;: 1310AE&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;miejsce urodzenia&#039;&#039;&#039;: Wayfarer Foothills&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;specjalizacja&#039;&#039;&#039;: łowczyni smoków&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CECHY ZEWENĘTRZNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa jest młodziutką Nornką średniego wzrostu. Jak się można spodziewać po jej młodym wieku, ma niemalże dziewczęcą urodę - rysy jej pociągłej twarzy wciąż są łagodne. Uwagę głównie przykuwają jej bardzo długie, proste włosy koloru promienistego blondu, które zaczesuje do tyłu i przytrzymuje na głowie błękitną opaską. Drugą rzeczą,która rzuca się w oczy jest jej niespotykana wśród Nornów spokojna postawa, wydawałoby się - arystokratyczna.  Choć nie zawsze tak było. Niegdyś biegała rozczochrana nie przejmując się swoim wyglądem. Można powiedzieć, że była typem człopczycy. W Divinity&#039;s Reach musiała zmienić sposób bycia. Z początku niechętnie, z czasem przywykła do zmian i nawet je polubiła. Zrozumiała, że siła, zwinność i chęć przygód mogą iść w parze z dobrymi manierami, schludnym wyglądem i kobiecością. Odkryła także, że bardzo podobają jej się błyskotki z kamieniami szlachetnymi i innymi kryształkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;DZIECIŃSTWO&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa, urodzona w roku 1310AE córka myśliwych - Vulpiny i Forexa Beastban&#039;eów, była bardzo żywym pacholęciem; niczym promyczek słońca wpadała wszędzie i wszystkich zarażała swoim uśmiechem. Była także bardzo zapatrzona w swoich rodziców, chciała im dorównać, nie, chciała przewyższyć ich legendę. Oni jednak nie podzielali tego entuzjazmu. Wiedząc jak bardzo polowania uzależniają i definiują całą przyszłość Nornów, woleli by ich ukochane dziecko obrało inny kierunek w życiu. Starali się ją zainteresować zielarstwem, opowieściami o szamanach Duchów Dziczy czy temu podobnymi sprawami, lecz ruchliwy berbeć pozostawał nieugięty. Kiedy dziewczynka osiągnęła wiek i wzrost, który jej mama uznała za odpowiedni, otrzymała od niej swój pierwszy łuk - zwykły, drewniany, dostosowany do jeszcze dziecięcych rozmiarów (czyli i tak służyć mógłby dorosłej ludzkiej kobiecie niewysokiego wzrostu), ale JEJ. Nie rozstawała się z nim ani na sekundę. W myślach już wyobrażała siebie wypuszczającą strzały zdolne przebić najgrubszą nawet skórę lub łuski rozmaitych monstrów. Nie omieszkała o swoich marzeniach wspominać rodzicom, przy każdej możliwej okazji oczywiście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy raz na polowanie tata postanowił zabrać ją mniej więcej trzy lata po otrzymaniu łuku. Jego żona, czuwająca nad treningami córki, stwierdziła, że jest ona wystarczająco przygotowana by wziąć udział w łowach na minotaura. Mimo, że była to rutynowa czynność wykonywana przez mężczyzn regularnie w celu zdobycia mięsa, Vuelxa pękała z ekscytacji. Było bowiem coś, co ukrywała przed rodzicami, a jednocześnie bardzo chciała się tym pochwalić. Miała to być niezapomniana dla nich niespodzianka. I była.&lt;br /&gt;
Trenowanie pod okiem mamy oczywiście sprawiało dziewczynce radość, ale nie od dziś wiadomo, że dla dzieci najfajniejszą rzeczą na świecie jest robienie niebezpiecznych lub zakazanych rzeczy samemu. Nie inaczej było z małą Nornką, która kłamiąc, że idzie bawić się z koleżankami w lesie, tak naprawdę szła sama ćwiczyć strzelectwo. Pewnego dnia, wpatrując się w cel przed puszczeniem naciągniętej cięciwy, zwróciła uwagę na promień słońca, od którego wyłonienia się zza chmur przez przebicie się przez korony drzew aż do muśnięcia drewnianej tarczy minął zaledwie ułamek sekundy, jednocześnie marząc by jej strzały leciały z równie zawrotną prędkością. Okazało się, że marzenia czasem się spełniają. Pod koniec treningu ów dnia jedna ze strzał rzeczywiście otulona została magicznym światełkiem co nadało jej pędu i mocy by wbić się niemal do połowy w solidną konstrukcję przeznaczoną nawet dla dorosłych Nornów ku zdziwieniu samej autorki wyczynu. Każdą następną wolną chwilę poświęcała na opanowywanie niespodziewanie nabytej umiejętności ukrywając ten fakt przed rodzicami. &lt;br /&gt;
Aż nadszedł dzień polowania. Minotaur, wcześniej z łatwością wytropiony przez rodzinę, stał sam. Nie wyglądał na młodego, wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie podstarzałego samca, co czyniło z niego jeszcze łatwiejszą zdobycz. Mężczyzna, uzbrojony w topór, szedł przodem. Za nim podążały Vuelxa z mamą, obie dzierżyły łuk z tą różnicą, że dziewczynka strzałę miała już nałożoną, a kobieta na plecach niosła kołczan.&lt;br /&gt;
Gdy zakradli się maksymalnie blisko granicy węchu dzikiego zwierza, Forex zaczął szarżę. Niespodziewający się czegokolwiek byk parsknął tak, że para buchnęła z nozdrzy, a jego kopyta same chciały ruszyć w stronę jedynej drogi ucieczki, którą odgradzała z pewnej odległości Vulpina z córką u boku. Wykorzystując moment dezorientacji minotaura Norn na chwilę ogłuszył ofiarę zdzielając jej łeb trzonkiem topora. Mama dała Vuelxie sygnał do strzału. Nie wiedzieć czemu, prawdopodobnie z ogromnej chęci zaimponowania rodzicom i buzującej adrenaliny, dziewczynka nie była zdolna skontrolować trajektorii lotu pocisku oświetlonego potężnym jak nigdy wcześniej blaskiem jej energii i ten zamiast w zwierzę, trafił w łydkę jej taty. Ocucony już byk nie zamierzał stracić okazji, jaką zapewniała mu nagła dekoncentracja napastnika i spuścił łeb by ugodzić myśliwego rogiem. Ten jednak był na to zbyt doświadczony i jednym wprawnym ciosem powalił składającego się do ataku minotaura jeszcze nim Vulpina zdążyła zareagować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwie dla wszystkich, prócz zwierzęcia, rana nie okazała się groźna, choć jej magiczne podłoże dla pewności wymagało zaleczenia u również magicznego uzdrowiciela. Wieść szybko się rozniosła i biedna Vuelxa stała się obiektem kpin, zwłaszcza jej rówieśników, którzy trochę w obawie, żeby im czegoś przypadkowo nie zrobiła, przestali się z nią bawić. Przypadkowe postrzelenia po pijaku nie były rzadkością, ale żeby małoletnia Nornka prawie doprowadziła do śmierci ojca swoją niezdarnością? Nie, to stało się po raz pierwszy... i ostatni. Rodzice bowiem wydali córce absolutny zakaz polowań do osiągnięcia samodzielności. Nie wyrażali także zgody na dalsze ćwiczenia - ani z łukiem ani tym bardziej z użyciem energii. Na szczęście dla dziewczynki, Vulpina nie wytrwała długo w postanowieniu i pozwalała Vuelxie dalej trenować strzelectwo. Robiła to jednak tylko pod nieobecność taty spowodowaną łowami, najczęściej tymi kilkudniowymi. &lt;br /&gt;
Forex z kolei, dręcząc się wyrzutami, że zabrał córce coś dla niej bardzo ważnego, gdy sam nie potrafi z tego zrezygnować, wynagradzał to jej częstymi wyprawami na ryby, które zresztą dziewczynka bardzo lubiła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;NIECO PÓŹNIEJSZY OKRES&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lata mijały, a nadopiekuńczy ojciec zdania nie zmienił. W okolicy zresztą też nie zapomniano wpadki i Vuelxa była zwyczajnie spalona - nie miała szans na znalezienie drużyny do ubijania potworów o czym nie przestała marzyć. Dlatego w roku 1328AE zaczęła zapuszczać się w swoich samotnych treningach coraz dalej od domu. Konkretnie na pierwszy cel obrała sobie Krytę - Queensdale i miasto Divinity&#039;s Reach.&lt;br /&gt;
Przechadzając się jego uliczkami Vuelxa dostrzegła zza żywopłotu otaczającego okazałą posiadłość młodego chłopaka, być może w jej wieku, czytającego jakiś zwój po czym raz po raz wystrzeliwującego w niebo duchowe płomyczki. Dziewczyna wiedziała, że ludzie często przejawiają strażnicze zdolności, ale nie sądziła, że jest to wśród nich aż tak powszechne, żeby natknąć się na jednego już pierwszego dnia.&lt;br /&gt;
Będąc wyższą i mając przy tym nieco większy zasięg słuchu, podsłuchała nieświadome tego faktu dwie swoje rówieśniczki żywo dyskutujące na temat owego chłopaka. Z tego co wyłapała, na imię ma on Ralagund, jest bogaty i rzekomo niezmiernie przystojny. Co jednak interesujące, jest bardzo ceniony głównie za swoje magiczne zdolności, których w jego wieku niepowstydziliby się najznakomitsi okoliczni czarodzieje o co ponoć są bardzo zazdrośni. To jej wystarczyło. Stwierdziła, że skoro jest tak dobry jak mówią, to pewnie nie będzie mieć problemu z nauczeniem jej co i jak. Śmiało ruszyła w stronę żywopłotu, wyprostowała rękę ku niebu i donośnie zawołała Ralagunda po imieniu. Nie tylko sam wywołany, ale także wcześniej wspomniane nastolatki oraz wszyscy inni przechodnie aż odwrócili się z wrażenia. Nie mniej jednak, młody mężczyzna, który okazał się jednak być kilka lat starszy od Nornki, wskazał jej furtkę by mogli normalnie porozmawiać. Poznawszy prośbę i pobieżnie streszczoną opowieść Vuelxy, zgodził się i zaprosił na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna stawiła się na miejscu nawet godzinę przed umówionym czasem, ale na szczęście zarówno Ralagund jak i jego dziadek - Lucian D&#039;Orche, sławny mistrz wyrobów jubilerskich, już na nią czekali. To właśnie po Lucianie wnuk odziedziczył talent do magii strażniczej, choć starszy już pan nawet w czasach świetności nie dorównywał młodzieńcowi. Ralagund jednak zasugerował, po krótkiej prezentacji umiejętności Vuelxy, żeby to właśnie dziadek ją szkolił. Ten jednak, uśmiechając się przy tym tajemniczo, stwierdził, że lepiej będzie dla obojga, jeśli to właśnie Ralagund pomoże nowej znajomej. Ufając swojemu największemu autorytetowi, mężczyzna zgodził się. Pierwszy dzień zaczęli od zupełnych podstaw - teorii magii. Nornka wydawała się trochę znudzona wykładami, ale mimo to uważnie ich słuchała. Lekcja ta okazała się zresztą bezcenna dnia drugiego. Wiedząc już, że problemy z ustabilizowaniem wysyłanej energii mogły wynikać z braku katalizatora, Vuelxa bez obaw sięgnęła po przygotowany dla niej zaklęty szklany łuk, z którego miała za zadanie wystrzelić nie zwykłą strzałę, ale magiczny pocisk, który sama wytworzy. Efekt przerósł oczekiwania obojga - dawno nie uwalniana moc w połączeniu z całkowicie szklanym, magicznym przedmiotem doprowadziła w rezultacie do posłania nie świetlnej strzały, a prawdziwej bomby, która na szczęście eksplodowała i rozpłynęła się nim zdążyła w coś lub co gorsza - kogoś - uderzyć. Wzięła więc do rąk swój zwykły, drewniany łuk, do którego młody D&#039;Orche przywiązał kilka magicznych kryształków. Z tej mąki jednak chleba nie było. Ralagund zrozumiał, że najodpowiedniejszy będzie dla niej łuk, który sama stworzy - z energii, jak pociski. I nad próbą osiągnięcia tego celu spędzili tydzień, niestety bez rezultatów. Mężczyzna podejrzewał, że winna jest niecierpliwość, z kolei Vuelxa z tyłu głowy miała swoje, teraz już dwa, potencjalnie groźne niepowodzenia. Tak czy inaczej, recepta była jedna - odgonić złe myśli i skupić się na czymś innym. Pretendent do miana nauczyciela wpadł na pewien pomysł, ale był jeden warunek - Nornka miała zamieszkać w Divinity&#039;s Reach. Tu pojawił się kolejny problem - pieniądze. Ralagund zaoferował &amp;quot;podopiecznej&amp;quot; tymczasowy pobyt w posiadłości, na co jednak nie chciał zgodzić się jego ojciec - Orest D&#039;Orche, nie mający prawie w ogóle cech wspólnych ze swoim synem ani ojcem businessman, który dorobił się na umiejętnej sprzedaży dzieł Luciana. Vuelxie pozostało jedynie prosić o pomoc mamę, tata z pewnością nie pochwaliłby nauki sztuk magicznych. Na szczęście nie było to konieczne, najstarszy D&#039;Orche wiedział jak urobić syna - zasugerował, że przyznanie stypendium młodej Nornce mogłoby wpłynąć pozytywnie na odbiór jego osoby w tych kręgach, w których jest uważany za bezdusznego dorobkiewicza, pomnażającego majątek za wszelką cenę, nawet po trupach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak o to zaczęła się trwająca blisko pięć lat przygoda na studiowaniu magicznych klejnotów, sygnetów, symboli oraz samotnym wprawianiu się w walce łukiem. Wcześniej jednak, podążając zarówno za nakazem Oresta jak i wskazówkami Ralagunda, Vuelxa musiała dostosować się do tutejszych elit - miała układać włosy, &amp;quot;porządnie&amp;quot; się ubierać, przyswoić nowe słownictwo, nawet nauczyć się elegancko siadać - mówiąc krótko, musiała zmienić styl bycia. Jak się okazało, pomysł młodego wykładowcy był strzałem w dziesiątkę - to wszystko zaowocowało nabyciem przez dziewczynę spokoju, pokory, opanowania co skutkowało coraz to większą kontrolą oraz świadomością swoich możliwości (choć ta druga raczej wynikała z nauk teoretyczno-praktycznych samej magii strażniczej). Po dwóch latach od pierwszej, pamiętnej lekcji, była zdolna do tworzenia pierwszego zarysu energetycznego łuku. Po czterech i pół - opanowała już tę zdolność, w ocenie Luciana i jego wnuka, bardzo dobrze, tak jak zresztą wiedzę o wcześniej wspomnianych klejnotach, sygnetach i symbolach i umiejętność jej wykorzystania. Pozostała jedna sprawa - cnota - rzecz kluczowa dla strażników. Vuelxa od początku wiedziała, że nadejdzie moment wybrania tej jednej. Widząc niezdecydowanie uczennicy, Ralagund naprowadził ją na trop - miała znaleźć cechę wspólną wszystkiego, co uważa za najważniejsze. Po kilku dniach, w ludzkich standardach już kobieta, w końcu znalazła - samodyscyplina. Już samo wypowiedzenie tego słowa sprawiło, że w Nornce odetkał się jakiś kanał. Nie obyło się oczywiście bez ciężkiej pracy czyli właśnie samodyscypliny, ale po pół roku zgłębiła także i ten temat w stopniu ponadpodstawowym. Teraz już nie było rzeczy, której mogłaby się od D&#039;Orche&#039;ów nauczyć. Vuelxę zatkało - właściwie czekała na ten dzień, ale przez pięć wspólnie spędzonych lat nie mogła uwierzyć, że to już koniec nauki. Za zgodą wielmożów postanowiła zostać jeszcze trochę. Minął tydzień, wypełniony mechanicznie powtarzanymi już ćwiczeniami, nim zrozumiała, że mają rację - teraz musi sama wybudować swoją drogę w kierunku wskazanym przez Luciana i przede wszystkim Ralagunda, którym była dozgonnie wdzięczna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;CZASY OBECNE&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po opuszczeniu Divinity&#039;s Reach Vuelxa nie zamierzała od razu wracać do Wayfarer Foothills. Czuje, że powinna kuć żelazo póki gorące i zdobywać doświadczenie, takie najprawdziwsze z prawdziwych. Popytała w okolicy o drużynę, z którą mogłaby ruszyć nawet na starożytne smoki i została jej polecona Liga Sześciu Filarów. Mając niedaleko, udała się do wskazanej karczmy, w której po dłuższej chwili czekania zjawiła się przedstawicielka Ligii - Annie - i przeprowadziła szybką rekrutację. Wychodząc spotkała jeszcze kilka innych osób, które być może pozna w niedalekiej przyszłości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa nie może doczekać się udziału w pierwszej wspaniałej wyprawie, o której będzie mogła z dumą opowiadać w swoich rodzinnych stronach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stało się, pierwsza przygoda z Ligą za nią. Na prośbę Aeshri odpowiedziało jeszcze kilka osób, które stawiły (a niektóre może nawet lekko &#039;&#039;&#039;w&#039;&#039;&#039;stawiły) się w Karczmie - Forest, Vexon, Matt, Annie oraz spóźniony Adam. Misja miała polegać na rozejrzeniu się po ruinach Zielenistego Skraju i znalezieniu czegokolwiek, co mogłoby rozbudzić rzekomo utracone przez kobietę Sylvari wspomnienia. Vuelxa potraktowała to jako okazję by poznać członków Ligi oraz odwiedzić rejon, w którym wcześniej nie była. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej - właściwie nie było czego zwiedzać, grupę otaczały same ledwo trzymające się ściany oraz niezbyt bezpiecznie wyglądające mosty; na pogawędki, ani tym bardziej szukanie wskazówek, nie było czasu, gdyż w stronę grupy ktoś posyłał strzały, z których wyrastały pnącza. Nie czekając na opinię innych, Adam uśmiercił napastnika, którym okazała się stara znajoma Aeshri - Fifi, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację. Drużyna ruszyła dalej i trafiła na obóz, w którym uwagę głównie zwracała liczba śpiworów - dwa - oraz pięć kurhanów, w tym jeden należący do... Reashi, co Nornka zauważyła przygotowując ciało Fifi do pochówku, wcześniej oddając łuk należący do niej w ręce Vexona. Po odprawieniu krótkiego obrządku, wszyscy, z wyjątkiem Foresta i jego latającego drzewka - Paprocha, który według Adama oddalił się na swoim raptorze w kierunku osady jakichś Żab, ruszyli w drogę powrotną do drogowskazu. Jeszcze przed zapadnięciem nocy byli w Karczmie, jednak Vuelxa nie mogła zostać. Dziękując za wyprawę i prosząc o przekazanie pozdrowień dla Druida, który jeszcze nie dotarł, opuściła przybytek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy Aeshri ponownie poprosiła Ligowiczów o pomoc, Vuelxa oczywiście się zjawiła. Byłą ciekawa zarówno dalszej części historii jak i wyglądu zielonej części dżungli i jej mieszkańców - Itzel. W dodatku miała nadzieję upolować wiwernę, czego była &amp;quot;blisko&amp;quot;, jednak drużyna, tym razem w nieco innym składzie, zdecydowała się na czyszczenie jaskini z grzybów. Nie dość, że nie znosiła ich od ostatniego spotkania, to jeszcze okazało się, że te osobniki poruszają się i strzelają! Aeshri zaproponowała by użyć Foresta (który najwyraźniej bezpiecznie wrócił po ostatnim razie) jako przynęty i wywabić chodzące paskudztwa na zewnątrz. Plan się powiódł, choć nie obeszło się bez niebezpiecznych sytuacji. Gdyby nie interwencja pewnego Sylvari, którym okazał się być dawny znajomy organizatorki wyprawy, jeden z Popielców mógłby pożegnać się z życiem. Ten sam farciarz zgarnął większość &amp;quot;łupów&amp;quot; - mały paktowy sztylet, kilka łańcuchów oraz wiaderko. Nornka nie bardzo wiedziała na co to wszystko dorosłemu Popielcowi, ale nie wnikała. Cieszyła się, że jej przypadła korona. Nieoczekiwany bohater - Shishu - zaproponował, że po skończeniu oczyszczania miejsca z jakiegoś powodu ważnego dla Itzeli udzieli wszystkim wyjaśnień. Po sprawnym wykonaniu zadania (zarówno dzięki wiedzy i doświadczeniu nowego starego towarzysza jak i dezorientacji grzyboludzi po stracie przywódcy), Vuelxa razem z resztą drużyny wyłączając człowieczego alchemika amatora, którego imienia nie zapamiętała, przeniosła się do karczmy, gdzie poznała przeszłość Aeshri.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, z samego rana, młoda kobieta udała się do rodziny by pochwalić się trofeum i początkiem swojej legendy. W głębi duszy zdawała sobie sprawę, że wraz z Ligą dokonała wcale nie tak łatwego wyczynu, a mimo to nie była zadowolona - bo nie zrobiła tego sama, bo mogła być bardziej przydatna, bo to nie wiwerna i zresztą kto uwierzy w historię o grzybie w koronie na głowie? Obawy Nornki okazały się być słuszne - Forex uznał, że narażanie życia ścierając się z grzyboludźmi dla &amp;quot;jakichś przerośniętych Hyleków&amp;quot; jest głupotą, a nie - wyczynem godnym jego córki, a korona na ścianie nie prezentowałaby się tak okazale jak łeb wiwerny. Vulpina starała się jak mogła by poprawić dziewczynie humor, jednak sama po części zgadzała się z mężem. &lt;br /&gt;
Rozczarowana, choć w niewielkim stopniu i głównie swoją postawą a nie komentarzami ojca, postanowiła odwiedzić Ralagunda i jego dziadka. Oboje słuchali opisu &amp;quot;polowania&amp;quot; z zapartym tchem i zdecydowanie docenili zasługi niedawnej podopiecznej bardziej niż ona sama. W dodatku Lucian ocenił, iż korona zrobiona jest ze złota. Nie wiadomo do kogo wcześniej należała, ani jakim cudem trafiła w posiadanie króla grzybów, ale z całą pewnością nadawała się na przetopienie. Vuelxa skierowana została przez D&#039;orche&#039;a do znajomego złotnika. Wieczorem wszystko było gotowe - z trofeum wyszło dziesięć monet. Dwie zatrzymał sobie mężczyzna &amp;quot;za robociznę&amp;quot;, więc w sakiewce zostało osiem - po jednej dla niej i reszty uczestników wyprawy - które zamierzała im zostawić podczas kolejnej wizyty w karczmie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa wyniosła z dżungli przede wszystkim doświadczenie. Teoria i praktyka - jedno idzie w parze z drugim, ale tak naprawdę są osobnymi elementami. To była jedna z pierwszych lekcji Ranagulda, którą teraz mogła zrozumieć, no właśnie, w praktyce. Obserwując sytuację z góry i analizując przebieg walki na chłodno, dostrzegała co mogłaby poprawić a czego dopiero musiała się nauczyć. Postanowiła zajmować się jedną rzeczą na raz - na pierwszy ogień poszła użyteczność - zadała sobie pytanie &amp;quot;Czy świetlnych strzał można użyć do czegoś więcej niż zadawanie obrażeń?&amp;quot; i liczy, że wkrótce znajdzie na nie odpowiedź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;UMIEJĘTNOŚCI&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łucznictwo w stopniu zaawansowanym &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* magia strażnicza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ sygnety&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ symbole&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulubionym symbolem Vuelxy jest Symbol Szybkości, który potrafi nakreślić nawet stopą, bez patrzenia w ziemię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ magia światła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() materializacja świetlistego łuku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mając przy sobie katalizator - piękny okrągły opal, który dostała od Luciana - jest w stanie utrzymywać energetyczną broń właściwie bez końca, pod warunkiem, że nie z niego nie strzela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
() wystrzeliwanie magicznych pocisków bez konieczności używania fizycznych strzał&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co pociski są dość jednolite, nie przeszywają przeciwników, nie może ich spuścić prosto z nieba ani zmienić kierunku ich ruchu w locie. Urozmaicenie tego ataku jest jednym z priorytetów Nornki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
→ manifestacja cnoty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kobieta nie słyszała o tej umiejętności od Ralagunda. Trenując w ostatnich dniach, po zapisaniu się do Ligi, już na własną rękę, udało jej się to odkryć samej. Przejawia się to zdolnością przemieszczenia się z prędkością światła (niczym uderzenie błyskawicy) do niezbyt odległego punktu w zasięgu wzroku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Półbojowe: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* &amp;quot;kamuflaż&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Vuelxa potrafi ukryć magiczne klejnoty czy sygnety w zbroi czy dodatkach do stroju. Wydaje jej się to praktyczniejsze i bezpieczniejsze niż noszenie w kieszeni czy w odsłoniętych miejscach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebojowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* zapamiętywanie oraz odwzorowywanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas studiowania symboli u D&#039;Orche&#039;ów odkryła talent do rysowania. Mogłaby tworzyć mapy lub tatuować innych Nornów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* łowienie oraz przyrządzanie ryb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zna wiele technik łapania ryb, których nauczył jej tata oraz umie je sprawić i przyrządzać na wiele sposobów, co często robiła z mamą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Kategoria:Karty postaci]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Fomivee</name></author>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Charmahrina&amp;diff=21667</id>
		<title>Charmahrina</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="https://www.l6f.eu/wiki/index.php?title=Charmahrina&amp;diff=21667"/>
		<updated>2020-04-03T10:06:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Fomivee: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;{| border=&amp;quot;1&amp;quot; cellpadding=5 align=&amp;quot;right&amp;quot;&lt;br /&gt;
|[[Plik:Charmahrinaprofilowe.jpg|400px]]&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;imię&#039;&#039;&#039;: Charmahrina&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;płeć&#039;&#039;&#039;: kobieta&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;rok urodzenia&#039;&#039;&#039;: 1310AE&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;miejsce urodzenia&#039;&#039;&#039;: Elona&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;obecne miejsce zamieszkania&#039;&#039;&#039;: Wybrzeże Krwawego Pływu&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
|&#039;&#039;&#039;specjalizacja&#039;&#039;&#039;: mirażka&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;A więc chcecie coś o mnie wiedzieć? Dobrze, opowiem wam o sobie.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Mam na imię Charmahrina. Nazwały mnie tak harpie, które wychowywały mnie do szóstego roku życia, po tym jak moi rodzice utonęli w ruchomych piaskach.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Ha! Naprawdę to kupiliście? Nie no, nie mogę.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Imię się zgadza, moja rodzina żyje, chyba... trudno odwiedzać społeczność, która średnio co tydzień zmienia miejsce pobytu. Wychowywałam się w ten sposób siedemnaście lat. Zdecydowałam, że to wystarczy.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Ale w życiu nie ma nic za darmo. Trafiłam do Amnoon i musiałam jakoś zarabiać. Na szczęście, jak widzicie, urody mi nie brakuje, więc szybko mnie ktoś dostrzegł. Tym kimś był właściciel kasyna. Tak&#039;&#039; &#039;&#039;zaczęłam karierę tancerki. Z samej sceny trudno by mi było coś odłożyć, a przecież nie miałam zamiaru tkwić tam wiecznie, więc dawałam też pokazy... specjalne, wyłącznie dla najb...ardziej szanowanych&#039;&#039; &#039;&#039;klientów oczywiście. Chętnych nie brakowało. Trwało to trzy lata.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Wszystko się zmieniło po przybyciu Balthazara. Dacie wiarę, że ludzie z innych zakątków Tyrii dobrowolnie przybywali do Amnoon? Nawet pozwiedzać, ha! Ale dla mnie to dobrze. Przecież potrzebowali&#039;&#039; &#039;&#039;przewodniczki. To był dosłownie gorący okres - praca przewodniczki, tancerki i do tego pokazy specjalne. Ale się opłacało.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;A najbardziej się opłaciło zabranie jakieś nawiedzonej grupy na Pustkowie. Po co się tam ładowali? Nie wiem, ważne, że dobrze zapłacili. Na tyle dobrze, że mogłam się wreszcie wynieść z Pustyni.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;Kupiłam okazyjnie dom pod Lwimi Wrotami, praktycznie za darmo odrestaurował mi go znajomy... ale złoto nie piasek, na ziemi nie leży.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&#039;&#039;W Lwich Wrotach właśnie usłyszałam o Was, że szukacie kogoś do różnych misji w zamian za wynagrodzenie. No to jestem.&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;HISTORIA&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urodzona w Elonie, wychowana w społeczności wędrującej, Charmahrina za życiowy cel obrała sobie wyrwanie się z Pustyni i zerwanie z życiem nomadki.&lt;br /&gt;
Jej dom znajdował się zawsze tam, gdzie znajdowała się jej rodzina, a jej rodzina znajdowała się tam, gdzie akurat zaniosły ją nogi. Nie pasowało jej to. Z zazdrością patrzyła na &amp;quot;normalne&amp;quot; rodziny z mijanych wiosek i ich chatki. Brakowało jej poczucia kameralności, domowego zacisza, tej jednej pary osób, z którą mogłaby dzielić swoje szczęścia i troski.&lt;br /&gt;
Mając siedemnaście lat wreszcie zdecydowała się na rozstanie. Pełna optymizmu ruszyła w świat, a przynajmniej tak jej się wydawało. Dotarła bowiem niezbyt daleko, do Amnoon. Jej marzenia szybko zderzyły się z rzeczywistością - świat wcale nie jest tak czuły jak sobie wyobrażała. Nie była już zresztą małą dziewczynką, którą ktoś złapałby za rękę i nauczył żyć od nowa.&lt;br /&gt;
Niemniej jednak, czyjaś dłoń wylądowała na jej ramieniu. Była to dłoń samego Zalambura. Od razu poznał się on na jej urodzie i zaproponował posadę tancerki w swoim kasynie łącznie z małym pokoikiem. Dziewczyna bez wahania przyjęła ofertę. Taniec od wieków zakorzeniony jest w kulturze Elony, więc Charmahrina nie miała najmniejszych problemów z opanowaniem ruchów. Szybko okazało się, że jest znacznie bardziej zdolna od większości swoich koleżanek po fachu co dało jej przepustkę do Lilii Elony. Tam stawka za wieczór była zdecydowanie wyższa, a co więcej, można było dawać prywatne pokazy tańca bardziej egzotycznego, często z tak zwanym szczęśliwym zakończeniem. Charmahrinę brzydziła ta myśl, jednak jej specjalne zdolności pozwalały i mieć ciastko i zjeść ciastko.&lt;br /&gt;
W wieku ośmiu lat Charmahrinę złapał skurcz podczas pływania i zaczęła się topić. Niewiele pamięta z tamtego wydarzenia, ale pamięta, że z całych sił chciała znaleźć się na brzegu. I tak się stało. Był to moment, w którym pierwszy raz się teleportowała. Podczas swoich licznych wędrówek miała już okazje spotkać kilku mesmerów, ale nigdy nie sądziła, że może być jednym z nich. W miarę upływu czasu rozwijała swoje umiejętności, choć nigdy nie udało się jej to w takim stopniu o jakim marzyła. Być może wynika to z jej charakteru.&lt;br /&gt;
Mimo wszystko, do nowej &amp;quot;profesji&amp;quot; to co potrafiła wystarczało. Już wtedy potrafiła nie tylko tworzyć iluzje optyczne, tak zwane miraże, lecz także wpływać na inne zmysły, nie bez ograniczeń oczywiście, których nie potrafi obejść do dnia dzisiejszego. Charmahrina jest jednak inteligentniejsza niż się ludziom wydaje i świadoma swoich ograniczeń postanowiła obsługiwać tylko tych mniej przenikliwych, najlepiej lekko podpitych klientów i oczywiście tylko tych, o których wiedziała, że z magią nie mają wiele wspólnego.&lt;br /&gt;
Dopiero wtedy dziewczyna, wciąż spragniona spełnienia swoich marzeń, mogła zacząć odkładać na ich realizację.&lt;br /&gt;
Po pewnym czasie oszczędzania mogła pozwolić sobie na zakup własnego ślizgacza. Zakochała się w tych stworzeniach już jako dziecko i miłość ta nigdy nie osłabła. Co więcej, mimo, wydawałoby się, traumatycznego przeżycia z przeszłości, Charmahrina nigdy nie przestała kochać także wody. Lubi pływać, lubi nurkować a myśl, że będzie mogła brać udział w wyścigach ślizgaczy czy po prostu wybierać się na przejażdżki na jego grzbiecie wypełniała ją tak energetyzującym uczuciem, że niemal rozsadzało ją od środka. Wybrała się więc na ranczo z zamiarem kupna najszybszego, najśliczniejszego i w ogóle naj stworzenia. Potoczyło się to jednak trochę inaczej. Ujął ją bowiem ślizgacz mało wyrazisty - powolny, zupełnie niekolorowy, lecz to właśnie on jako jedyny do niej podpłynął i to jeszcze zanim zaczęła rozglądać się za tym wymarzonym. Stwierdziła, że skoro on pokochał ją taką, jaką ją ujrzał, to i ona odwzajemni uczucie mimo jego wad. A raczej, jak się okazało, jej wad. Charmahrina, wraz z nową przyjaciółką, którą nazwała Mini, wróciła do Amnoon.&lt;br /&gt;
Niedługo potem do Elony zaczęły napływać tłumy obcych. Niektórzy w pogoni za Balthazarem, niektórzy w zgoła innych celach. Charmahrina szybko zwęszyła okazję by zarobić na tym, co robiła przez większość swego życia - wędrówkach - i wreszcie odpłynąć hen daleko stąd. Naukowcy badający ruiny? Pseudonaukowcy plądrujący ruiny? Zwykli zwiedzający? Kłusownicy polujący na egzotyczne dla nich zwierzęta? Dziewczyna nie wnikała kto i po co chce się gdzieś udać o ile miał jej czym zapłacić za usługi przewodniczki.&lt;br /&gt;
Najbardziej hojna okazała się grupa śmiałków, którą podsłuchała, co zresztą często ma w zwyczaju robić. Z ich rozmowy wynikało, że chcą przejść przez Pustkowie aż do Vabbi. Coś, czego nikt o zdrowych zmysłach by się nie podjął. Chyba, że jest się Charmahriną. Co prawda nigdy tak daleko nie zawędrowała, ani sama ani ze swoją społecznością, jednak czuła, że szczęście będzie jej sprzyjać. Zaoferowała więc, że pokaże im, za niemałą cenę, najszybszą i stosunkowo najbezpieczniejszą drogę do Pustkowia, lecz nie dalej. Nie bez przeszkód, z dużą dozą szczęścia, ale udało się. Podróżnicy okazali się honorowi i wypłacili jej uzgodnioną sumę, po czym ich drogi się rozeszły. Choć Charmahrina zastanawia się czasem czy jeszcze ich kiedyś spotka.&lt;br /&gt;
Dziewczyna miała wystarczająco by udać się w podróż. Dopłynęła do Kryty, dokładniej - do Lwich Wrót. Myślała, że najpierw zwiedzi cały świat, a potem wybierze miejsce, w którym zamieszka, ale podobnie jak z Mimi, stało się inaczej. Wybrzeże Krwawego Pływu wywarło na niej takie wrażenie, że impulsywnie wydała całe swoje oszczędności na podupadający dom pod miastem. Na szczęście znajomy zgodził się odnowić budynek właściwie za darmo.&lt;br /&gt;
Tak Charmahrina znalazła się w aktualnym położeniu - w nowym miejscu, które sama wybrała, we własnym domu, ale znów bez środków do życia. W Lwich Wrotach trafiła na ogłoszenie Ligii Sześciu Filarów i zdecydowała się z nią skontaktować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Charmahrina i Mini: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Plik:Cimini.jpg|900px]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&#039;&#039;&#039;LIGA&#039;&#039;&#039;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakoś na początku roku 1333 AE kobieta przybyła do karczmy w celu nawiązania kontraktu z Ligą Sześciu Filarów. Procedurę pomyślnie przeprowadziła niejaka [[Annie Goldarrow|Annie]], której imię Charmahrina poznała od innej zainteresowanej współpracą z Ligą - [[Yoxerisa|Yox]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na swoje pierwsze zadanie stawiła się dopiero drugiego dnia sezonu Feniksa, choć miała ochotę już wcześniej wziąć udział w straszeniu bandytów, jednak termin jej nie odpowiadał. Mirażka pojawiła się na miejscu punktualnie i zdziwiła się, że niezbyt pasjonujące sprzątanie asuriańskiego magazynu przyciągnęło aż tyle osób.  Już wtedy wiedziała, że będzie trudno zdobyć coś godnego uwagi, a był to dopiero początek pasm nieszczęść. Podczas spaceru od drogowskazu do magazynu odczytano spis rzeczy, które należało oddać poprzednim właścicielom, jednak same ich nazwy niewiele mówiły Ligowiczom. Następną przeszkodą okazał się niedziałający włącznik światła, na co radę znalazł zleceniodawca z dwójką innych mężczyzn. Magazyn wypełniony był licznymi skrzyniami lecz nie licząc rzeczy z listy, skrywały one same śmieci. Najgorsze jednak było to, że jeden z towarzyszy Charmahriny rozbił, jak się później okazało dzięki wyjaśnieniom świeżo upieczonej nabywczyni obiektu - bardzo wartościową, płytę; a ona sama chwilę później, wyciągając kryształ, sprawiła, że inne dość istotne urządzenie z listy - regulator wibracji - rozleciało się na kawałki. Na szczęście obojgu się upiekło i konsekwencji nie ponieśli, a nawet dostali obiecaną zapłatę, każdy po równo, choć kobiety prawie w ogóle się n