Farrand Humfrey: Różnice pomiędzy wersjami
| Linia 226: | Linia 226: | ||
*'''[[Roa Burzliwy| Roa]]''' - tak jakby samego Vonali brakowało, tak drogi Humfreya oraz Rauela zdołały się zejść wielokrotnie. Ciężka to tedy do określenia relacja. Między tą dwójką tyle się zmieniło, że nie można tego zawrzeć w jednym słowie. Na zmianę za sobą przepadali i nienawidzili, irytowali i bez skrępowań gawędzili. Już sam początek ich znajomości zaczął się dziwnie, kiedy to spotkał go w oberży pod Lion's Arch, w której to Rauel wziął Humfreya za zwyczajnego separatystę. Takie początki na ogół nie rokują dobrze tudzież tutaj nie mogło być inaczej. Przy ich ostatniej rozmowie ich stosunki wcale nie poszły w lepszą stronę. Niewiele zdołało się wyjaśnić, utwierdzając Humfreya jedynie w przekonaniu, iż ów popielec nie różni się od większości którą to napotkał w swoim życiu, kierując się folgowaniem własnym żądzom. | *'''[[Roa Burzliwy| Roa]]''' - tak jakby samego Vonali brakowało, tak drogi Humfreya oraz Rauela zdołały się zejść wielokrotnie. Ciężka to tedy do określenia relacja. Między tą dwójką tyle się zmieniło, że nie można tego zawrzeć w jednym słowie. Na zmianę za sobą przepadali i nienawidzili, irytowali i bez skrępowań gawędzili. Już sam początek ich znajomości zaczął się dziwnie, kiedy to spotkał go w oberży pod Lion's Arch, w której to Rauel wziął Humfreya za zwyczajnego separatystę. Takie początki na ogół nie rokują dobrze tudzież tutaj nie mogło być inaczej. Przy ich ostatniej rozmowie ich stosunki wcale nie poszły w lepszą stronę. Niewiele zdołało się wyjaśnić, utwierdzając Humfreya jedynie w przekonaniu, iż ów popielec nie różni się od większości którą to napotkał w swoim życiu, kierując się folgowaniem własnym żądzom. | ||
*'''[[Askja de Sangbleu]]''' - Nicholas od zawsze zwykł uważać Lost Precipice za miejsce które jest miejscem spotkań wielu rozumnych (albo i nie) ras. Wspomnianą Askję poznał w dość... "osobliwych" okolicznościach, wchodząc to do karczmy. Głośna, nadpobudliwa - coś, co zwykł u swych podkomendnych wykorzeniać przy pomocy żelaznej dyscypliny. Sam nie ma również zielonego pojęcia, jak to się stało że stał się jej opiekunem na przyległościach gildyjnych. Oprócz wspomnianych wcześniej cech, czasem podobnie jak i on sam, jest również nieziemsko uparta. To nie ma prawa skończyć się dobrze... | |||
*'''[[Liam Markov|Liam]]''' - będąc od czasu do czasu w rodzimym Queensdale, Humfrey z żołnierskiej sympatii jaką żywi do większości kamratów po fachu, pomaga borykać się z ich problemami. Na Liama wpadł podczas jednej z takich wypraw, gdzie to znalazł chłopaka na bagnach, którego przywiodła tam pogoń za złodziejem który skradł księgę. Zbój okazał się być martwy kiedy nasz rycerz zdołał tam dotrzeć, w konsekwencji czego Liam odkrył że jest to księga zdolna tworzyć kopię jego własnej osóbki. Dobra duszyczka, która zdaje się kierować dobrem innych, aniżeli swoim własnym. No i co by nie mówić, niezgorszy szermierz. Choć walka szpadą z kimś kto ma na sobie zbroję płytową do najlepszych nie należy... | |||
== Ciekawostki dotyczące jego osoby == | == Ciekawostki dotyczące jego osoby == | ||
Wersja z 21:19, 9 lut 2017
| Farrand Nicolas Humfrey | |
|---|---|
| Rasa |
Człowiek |
| Wiek |
23 lata (urodzony 169 dnia sezonu Feniksa 1306 AE) |
| Klasa | |
| Alias |
|
| Przynależność |
Seraph
|
| Stopień | |
| Rola w Lidze | Towarzysz |
| Filar | Rozsądek |
| Rodzina |
Ojciec Matka Brat Siostra |
| Powiązania |
Ksin Vonala - towarzysz z nieistniejącego już oddziału Anika - obiekt westchnień |
| Status postaci |
Główna |
"Często przekonuję samego siebie, iż jednak lubię towarzystwo innych ludzi. Wtedy spędzam z nimi odrobinę czasu i przypominam sobie, dlaczego nie."
Cechy wyglądu zewnętrznego
Humfrey jest dość wysokim, mierzącym ok. 189 cm, (co jak na dzisiejsze standardy pośród zastępów Seraphów jest rzadkością) mężczyzną, o kruczoczarnych, wręcz niechlujnie rosnących na jego łepetynie włosach, zazwyczaj przylizanych dzięki noszonemu przez owego jegomościa płytowemu hełmowi, które po zdjęciu go ma w nawyku roztrzepać na wszystkie możliwe strony, bądź też czeka na wiatr, który załatwi sprawę za niego. Mało tego! Prawą część jego czoła przysłania bujna grzywka, która co i rusz, nawet podczas wykonywania najprostszych czynności daje mu się we znaki, usilnie próbując wejść do jego oka, dlatego też po dłuższym czasie wewnętrznych dywagacji zarówno na sam fakt jej odrastania, jak i na swoje lenistwo, postanowił, że raz na jakiś czas skróci ją przy lustrze. Sama jego twarz w porównaniu do reszty jego ciała oraz sposobu w jaki zwykł żyć od lat, cudem uniknęła poważniejszych ran tudzież blizn wynikających z takowych (nie mniej i tak od czasu do czasu można dostrzec go z plastrem na którymś z policzków), choć patrząc przez pryzmat czasu tudzież rodzaju pełnionej przez niego funkcji, zdołała nabrać znacznie dojrzalszych rys, wyprzedzających jego obecny wiek. Jak zostało to już wcześniej nadmienione, jego ciało, mimo nienagannej, umięśnionej (choć nie do stopnia tyriańskiego kulturysty cyrkowego) sylwetki oraz wyśmienitej tężyzny fizycznej, które w obu przypadkach stara się utrzymywać każdego dnia. W wielu miejscach klatki piersiowej tudzież pleców, szpecą go mniej lub też bardziej widoczne blizny, które dla niego samego są pamiątkami po stoczonych przez niego bitwach jak i poniekąd przypomieniem o popełnionych błędach, których dotychczas nie miał okazji usunąć przy pomocy magii. Warto by też nadmienić o jego rozmarzonych, a jednocześnie przenikliwych, niebieskich oczach, które trudno by posądzać choćby o ich odrobinę, pogłębiają jedynie wrażenie, iż jest to człowiek przygniatany niemożliwymi do rozwikłania zawiłościami życia. Co zaś tyczy się jego ubioru... Najczęstszym gościem i wizytówką jego ciała jest posrebrzany pancerz płytowy, zdobiony w wielu miejscach kwiecistym haftem, który otrzymał w chwili promocji na sierżanta, wyróżniając go na tle innych gwardzistów. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubi włożyć na siebie czegoś, co nie jest związane z wykonywaną przez niego pracą oraz co w zupełności nie krępuje jego ruchów.
Charakter
Ach, charakter! Farrand jak na ironię losu przystało jest dość... niezwykle aspołeczną osobą. Choć to określenie i tak nie jest w stanie oddać pełnego obrazu sytuacji jego duszyczki. Najogólniej mówiąc, to chodząca sprzeczność, wymieszana na pół z pesymistycznym podejściem do otaczającego go świata. Z pewnością nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt iż po wydarzeniach związanych z jego mimowolnym, rocznym pobytem w szpitalu podyktowanym posłaniem jego szanownej osoby podczas starcia z impetem na pobliski budynek dzięki nadludzkiej sile przez jednego z dowódców ugrupowania separatystycznego, strącił się jeszcze bardziej w otchłań samotności, kontemplacji a także sarkazmu. A skoro o sarkazmie mowa, to nie ma chyba w całej armii Seraphów takiego drugiego, który rzucałby owymi uwagami przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Ba! Gdyby nie wartości takie jak żelazna dyscyplina (zasługa jego wuja, który ową rzecz w nim zaszczepił) z pewnością nie miałby większych zahamowań względem swoich bezpośrednich przełożonych. Jako żołnierz będący na służbie Jej Wysokości, nie trawił (i wciąż nie trawi) narzucać nikomu niczego, w tym innym ludziom swojej osoby, co jest idealnym pretekstem do tego, by poświęcać swój wolny czas na coś zupełnie innego. Właśnie, obserwacje. Chcąc nie chcąc, siłą rzeczy wszystko to sprawiło, iż stał się bardzo przenikliwym obserwatorem, co pozwala mu trzymać się na uboczu od problemów oraz ludzi, którzy takowe przejawiają. W sumie, od zwyczajnych ludzi również. Bardzo często w nieuchwytnych momentach zdarza mu się być melancholijnym i czasem rozpamiętywać wszelkie godne wspomnienia sytuacje z przeszłości, za co zwykle się gani, usiłując za wszelką cenę tępić tego typu sentymenty. Wydaje się być zupełnie wyprany z jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Nie uśmiecha się zbyt często, bardziej przywykł do niego zgryźliwy ton oraz wieczny grymas znużenia niż uroczy uśmiech... Jednak jest pewna różnica w tym, jak ludzie, w tym i on sam siebie postrzega, a jaki jest. Po pierwsze, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tak naprawdę, jest bardzo uprzejmy, obyty z etykietą oraz fundamentalnymi zasadami kultury osobistej młodzieniec, który stara się taki być dla większości osób, no ale. Przyświeca mu, choć mgliste, poczucie honoru oraz moralności. Jest w pełni świadom tego, iż sam całej Tyrii nie będzie w stanie zbawić, to i tak próbuje próbował nieść pomoc tam gdzie tylko to możliwe, nie bacząc na jakiekolwiek przeciwności które staną na jego drodze. W przerwach w byciu cierpkim, zdarza mu się nawet być ciepłym w stosunku do innych, ale cii....
Umiejętności związane z walką
Jakkolwiek by nie patrzeć na jego roczny pobyt w szpitalu, Humfrey wciąż jest doświadczonym miecznikiem, który w ogniu walki najlepiej czuje się dzierżąc miecz dwuręczny, lub też kombinację w postaci miecza oraz tarczy. Był również szkolony w zakresie strzelania z łuku, lecz porzucił tę broń na rzecz wcześniej wspomnianych. W samej walce stara się być opanowany i czytać uważnie ruchy przeciwnika. Nigdy nie stara się atakować jako pierwszy, ani tym bardziej nie doprowadzać do ostateczności jaką jest walka. Chyba, że ktoś konkretnie wytrącił go z równowagi i wtedy sam lgnie do swojego oponenta.
Kiedy dzierży miecz dwuręczny
Gdy dzierży miecz jednoręczny oraz tarczę
Mimo że w walce woli korzystać z tradycyjnego środka zaradczego jakim jest oręż, Nicolas przejawiał również umiejętności w walce wręcz, głownie opierając się na wyprowadzaniu uderzeń w newralgiczne miejsca (nierzadko przesyłając delikatną cząstkę mocy magicznej do swych dłoni, by móc zadać większe obrażenia) a także rzutach.
Umiejętności wspierające
Dzienniczek relacji
- Ksin Vonala - popielec, z którym swego czasu służył w ramach kontyngentu wspólnych sił rozjemczych złożonych z ludzi oraz jego pobratymców. Od momentu kiedy to się poznali, to była naprawdę burzliwa znajomość. Obydwoje są zbyt uparci by stwierdzić, że darzą tę drugą zaufaniem i zanadto szczerzy przyznając oraz wytykając sobie niejednokrotnie błędy, które zdarzało się popełniać w przeszłości. Mimo licznych wad jakie otaczają jego kudłatą personę, to w zasadzie jedyny taki (żywy) charr, którego obecność zdaje się tolerować. Poza okresowymi szajbami z jego strony oraz próbami sprowadzania go na ziemię, zdarza im się wzajemnie doradzać oraz wspierać się. Obecnie ich relacje poprawiły się, jako że sam Humfrey (na starość zdecydowanie zaczyna mięknąć mu serce) zwykł wyrażać się o nim bardziej jak o swoim przyjacielu, niżli zwyczajowym towarzyszu broni.
- Artt Thaumadefender - wojowniczy asura, którego to miał przyjemność spotkać podejmując się zlecenia pomocy kamieniarzowi, którego ładunek wylądował na dnie lodowego potoku na południu Przełęczy Lornara. Ze względu na wyjątkowo udaną współpracę (wyciągnął Humfreya z zimnej wody gdy ten ledwo co był w stanie płynąć po walce z kamiennym wężem, co do najłatwiejszych nie należało, jako że ten od pasa w dół miał na sobie części płytowego pancerza), zdołali nawiązać ze sobą przyjacielskie stosunki. Ba! Zyskał w jego oczach jeszcze więcej, dzięki swojej postawie moralnej, kulturze osobistej oraz umiejętnościom bojowym, jakich to by nie powstydziła by się najznamienitsza rycerka.
- Oxxa - towarzyszka Artta, pieszczotliwie nazywana przez niego Ostrzem Kompanii, którą spotkał w jego towarzystwie również w trakcie wykonywania swojego pierwszego zlecenia. Z pozoru wydawała mu się być jeszcze jedną, zadufaną w sobie przedstawicielką rasy, na którą w głównej mierze składają osoby o takiej cesze, jednak pozory te okazały się być mylne podczas ich drugiego spotkania w gorących źródłach. Uważa ją za sympatyczną asurkę, która mimo wszystko zdaje się dbać o swego kamrata oraz w stosunku do znajomych jej osób. Okazała to, poprzez zaproszenie Nicolasa do ich mieszkania w Lwich Wrotach na ucztę, którą nasz wojak musiał przełożyć ze względów osobistych.
- Porucznik Evelyne Mistywolf - oficer zastępów Seraph, lub jak sama zwykła uważać, "koleżanka po fachu", na którą wpadł karczmie Divinity's Reach kilka dni po opuszczeniu przez niego murów szpitala warowni Ebonhawke. Patrząc przez pryzmat organizacji w jakiej przyszło im działać, żywi ogromny szacunek wobec stopnia oraz jej zasług, jakich dokonała walcząc na ubitych ziemiach mgieł. Z jego obserwacji wynika, że nie jest to osoba, na drodze której powinno się stawać kiedy znajduje się ona w trakcie służby, lub też kiedy jest po kilku głębszych. Od pewnego czasu próbuje ją rozgryźć, gdyż nie wydaje mu się, że to całkowicie pozbawiona pozytywnych emocji duszyczka.
- Anika - przepełniona optymizmem (od którego w nadmiernych ilościach wymiotować mu się chce) sylvari, których drogi skrzyżowały się tuż po przeprowadzonej operacji na terenie laboratorium Inquestu. Pomimo strzępienia przez nią języka, co do korzystania z energii magicznej w miejscach niestabilnych, nie usłuchał jej, przez co naraził cały oddział na niebezpieczeństwo, stawiając w płomieniach okolicę w której się znajdowali. Targanego przez wyrzuty sumienia jak i narastającą w nim bezsilną złość, próbowała podnieść go na duchu, nie odnosząc przy tym jednak zamierzonego skutku. Zadaje diabelnie dużo pytań, do których on nie jest przyzwyczajony. Ilekroć by gdzieś nie polazł lub czegoś nie zrobił, ta zawsze znajdzie sposobność by wytknąć mu kilka rzeczy, związanych z jego zachowaniem. To druga po Vonali osoba, z którą najczęściej w ostatnim czasie zwykł spędzać swój wolny czas niezależnie od tego, czy by tego chciał czy też nie. Uparta jak diabli, ale nie mniej niż on sam, czego wyraz daje minimum trzy razy podczas jednej z ich rozmów. Sam nawet nie wie jak to się stało, że zaczął darzyć ją miłością. Na chwilę obecną jednak, to jedna z niewielu osób, której udaje się z powodzeniem stopić jego na pozór lodowate serce samą swoją obecnością.
- Aurora Dürerdottir - piekielnie irytująca kobieta, z której "beztroskim" usposobieniem miał wątpliwość spotkać się po raz pierwszy, przy pomocy której udzielił kręgowi Łowców Bestii z ich pierwszym zleceniem. Arogancka, unosząca się wyniosłością i nade wszystko wyszczekana. W jej słowniku zdają się chyba nie figurować najbardziej fundamentalne słowa związane z kulturą osobistą. W związku z ostatnim z zleceniem, w którym to próbował jej pomóc zminimalizować skutki upadku wywołane przez Pajęczycę, omalże nie przedstawiła mu pełnego potoku barwnych wyrażeń, których zapewne nie nauczyła się od matki (chociaż kto wie?). Podczas ferworu walki również nie wydaje się być zbytnio rozgarnięta, napierając bezmyślnie w swoich oponentów, zapewne w myśl tego że rozmiar broni ma znaczenie i że tym faktem uda się jej zdominować każdego.
- Ylva - rudowłosa nornka, która praktycznie chwyta się każdej nadarzającej się okazji, by pomóc członkom Ligi. To chyba jedyny taki przypadek, który na jego sarkastyczne uwagi reaguje śmiechem (trudno mu jednak stwierdzić, czy rzeczywiście ją śmieszą, czy też jest to jej sprawdzony sposób zbywanie wszystkich). Początkowo sądził, iż jest to jeszcze kolejna typowa przedstawicielka tej nie stroniącej od wojaczki rasy, która bez odrobiny pomyślunku brnie w stronę wroga, by go pociąć. Swój stosunek do niej zmienił tuz po operacji w lesie Caledon, podczas starcia z koszmarytami, w których postanowiła wyczekać na dogodną okazje do ataku i uderzyli wspólnie. Podejrzewa, że poszła by w najgłębsze odmęty piekieł, gdyby otrzymała taki rozkaz. Oprócz tego, zachowuje się jak na typową norńską kobietę przystało - głośna, nie stroniąca od alkoholu oraz rozmów.
- Theo Aethermancer - asura, z którym po raz pierwszy spotkał się podczas zlecenia przyjętego przez Ligę na terytorium Szkarłatnego Wschodu. Spotkanie to nie należało do najbardziej przyjemnych, jako że niechcący zdołał przeładować jednego z ich golemów, którego wybuch posłał naszego żołnierza na ścianę, przyprawiając go o kilka dodatkowych siniaków. Później zaś zdołał przetransportować go do lecznicy, w której wywiązała się między nimi dość przyjacielska pogawędka. Niepoprawny idealista, który chciałby patrząc przez ów pryzmat, zmieniać świat na lepsze, wciągnąć wszystkich ludzi w swoje pomysły niezależnie od tego, czy są oni do niego przyjaźnie nastawieni, czy nie.
- Lockey - jeszcze jeden asura, których drogi w ciągu ostatnich dni ciągle krzyżują się nade często w okolicach karczmy w Lost Precipice. Z jego obserwacji jasno wynika, że nie lubi nudy i nie stroni od miodu, którego zapas zdaje się ciągle uzupełniać w swojej manierce. Zdaje się również nie stronić również od walki wręcz, acz chyba nie przepada za większymi skupiskami ludzi. Zaplusował Farrandowi tym, że lubuje się wyłącznie w mieczach dwuręcznych, podczas pewnego wypadu do norńskiej oberży tudzież zawsze przejawia gotowość do tego, by komuś pomóc. Swój chłop.
- Teena Dest - jeśli wspomniana wcześniej śmietanka w postaci Aurory,
Anikioraz Ksina wywoływała by w ludziach tak Farrand odruch nakazujący udać się w kierunku przeciwnym do tego w którym zmierzają oni, tak Teena jest jedną z tych obrzydliwie silących się na to, by zyskać w świecie niepotrzebny rozgłos. Ba, jak by tego było mało, próbuje strugać "tę dobrą, która zawsze doradzi i na każdy temat prawdę powie", niczym wioskowa babcia zielarka. Zdaje się go nie cierpieć, lecz nie byłoby z pewnością to niczym odkrywczym, gdyby i on nie darzył jej podobnym uczuciem. Po ostatnim zadaniu w wiosce którego podjęła się Liga, ich stosunki zdają się w zastraszającym tempie ulegać degradacji.
- Caeli - nie istnieje chyba taka osoba w całej lidze, która nie znałaby tej sylvari oraz jej uśmiechu, który z jej twarzyczki zdaje się nigdy nie schodzić. W zasadzie... można by to odnieść również do wielu innych pozytywnych przywar, jakie zdają się oscylować wokół jej persony. Ligowy znachor, niosący pomoc gdzie tylko to możliwe. W przerwach poza pracą dla Ligowiczów oraz dbaniem o łatanie ich ran, chodzący przykład dobroci i moralności. Z drugiej strony, zdarza się jej bywać nieodpowiedzialną, co jest zarzewiem konfliktów wokół niej. Doskonały przykład duszy towarzystwa. Humfrey uważa ją za swoją przyjaciółkę. Na Bogów, na starość chyba mięknie mu serce...
- Theanarann - kiedy Humfreyowi zdarza się spoglądać w lustra, one doskonale wiedzą jak mu na imię. Dla tego przyjemniaczka zaś, mają nawet więcej niżby on sam w swojej zacietrzewionej główce by przypuszczał - tchórz, złodziej, wichrzyciel, podżegacz, zawadiaka. Epitetów mógłby mnożyć, choć nawet duża ich ilość nie oddała by w pełni obrazu, jakim jest jego obrzydliwa osoba. Widywał on takich jak on na pęczki, głównie na ścieżkach wiodących prosto na szafot, albo do przydrożnego rowu, a Theanarann nie odstaje od nich pod żadnym względem. Nie cierpi go (z wzajemnością), toteż nie kryje się za pogardą, jaką żywi dla jego persony.
- Vyvanse Icesong - ponoć fama głosi, ze wszystkie nornki są twarde jak odpowiednik w postaci pierwiastka męskiego, nie stronią od gorzałki ani od porządnej rozróby dla samego faktu przeflancowania komuś twarzyczki. Ta jednak, mimo nade luźnego podejścia do wielu spraw, potrafi okazać chęć współpracy oraz niesienia pomocy. Wiele wydarzyło się podczas ostatniego zadania, w którym chyba przeszli przyspieszony kurs poznania się kiedy wspólnie wywalczyli sobie drogę w staciu z... uszkodzonymi zabawkami. W efekcie czego, dowiedzieli się o sobie wielu rzeczy, niż mogłoby się im wydawać. Mimo wulgaryzmów (bo który norn nie stroni od tak dosadnych słów?) uważa ją za osobę godną zaufania, przy której mógłby stanąć do niejednej potyczki jak i rozmowy traktującej o poważniejszych tematach.
- Katniss Morrison - cóż, są różni ludzie, są różne, osobliwe charaktery. Jednakże gdyby wziąć na warsztat tę dwójkę, pod względem charakterów pasowaliby do siebie jak pięść do nosa. Pod względem podejścia do służby nawet mniej. Tolerują się chyba tylko i wyłącznie z przymusu, jako że w innych przypadkach najchętniej jedno skoczyłoby bez pomyślunku drugiemu do gardła gdyby nie fakt że operują na tym samym terenie. Z tego też powodu, zdaje się nie lubić kiedy ktoś nieoględnie wypowiada się o tym miejscu. Wciąż jednak pozostaje pytanie, jak ktoś taki jak ona, może nosić na sobie mundur?
- Roa - tak jakby samego Vonali brakowało, tak drogi Humfreya oraz Rauela zdołały się zejść wielokrotnie. Ciężka to tedy do określenia relacja. Między tą dwójką tyle się zmieniło, że nie można tego zawrzeć w jednym słowie. Na zmianę za sobą przepadali i nienawidzili, irytowali i bez skrępowań gawędzili. Już sam początek ich znajomości zaczął się dziwnie, kiedy to spotkał go w oberży pod Lion's Arch, w której to Rauel wziął Humfreya za zwyczajnego separatystę. Takie początki na ogół nie rokują dobrze tudzież tutaj nie mogło być inaczej. Przy ich ostatniej rozmowie ich stosunki wcale nie poszły w lepszą stronę. Niewiele zdołało się wyjaśnić, utwierdzając Humfreya jedynie w przekonaniu, iż ów popielec nie różni się od większości którą to napotkał w swoim życiu, kierując się folgowaniem własnym żądzom.
- Askja de Sangbleu - Nicholas od zawsze zwykł uważać Lost Precipice za miejsce które jest miejscem spotkań wielu rozumnych (albo i nie) ras. Wspomnianą Askję poznał w dość... "osobliwych" okolicznościach, wchodząc to do karczmy. Głośna, nadpobudliwa - coś, co zwykł u swych podkomendnych wykorzeniać przy pomocy żelaznej dyscypliny. Sam nie ma również zielonego pojęcia, jak to się stało że stał się jej opiekunem na przyległościach gildyjnych. Oprócz wspomnianych wcześniej cech, czasem podobnie jak i on sam, jest również nieziemsko uparta. To nie ma prawa skończyć się dobrze...
- Liam - będąc od czasu do czasu w rodzimym Queensdale, Humfrey z żołnierskiej sympatii jaką żywi do większości kamratów po fachu, pomaga borykać się z ich problemami. Na Liama wpadł podczas jednej z takich wypraw, gdzie to znalazł chłopaka na bagnach, którego przywiodła tam pogoń za złodziejem który skradł księgę. Zbój okazał się być martwy kiedy nasz rycerz zdołał tam dotrzeć, w konsekwencji czego Liam odkrył że jest to księga zdolna tworzyć kopię jego własnej osóbki. Dobra duszyczka, która zdaje się kierować dobrem innych, aniżeli swoim własnym. No i co by nie mówić, niezgorszy szermierz. Choć walka szpadą z kimś kto ma na sobie zbroję płytową do najlepszych nie należy...
Ciekawostki dotyczące jego osoby
- Nie lubi spożywać alkoholu w czyimś towarzystwie. W szczególności piwa. Stroni również od innych używek.
- W równym stopniu nie cierpi popielców co i centaurów. Jedynym znanym powszechnie przypadkiem częściowej tolerancji jest Ksin Vonala.
- Uwielbia spędzać czas na świeżym powietrzu, w szczególności nad wodospadem Clayent w rodzimym Queensdale. Nie odmawia sobie również pieszych wypraw po Askalońskich lasach.
- Unika nagości w miejscach publicznych. Jak sam twierdzi, nie jest również kompetentny jeśli chodzi o rozmowy natury erotycznej.
- Straszliwy introwertyk.
- Uwielbia smak herbaty oraz mięty, toteż przy każdej sposobności sączy któryś z tych napojów.
Rzeczy z palca wyssane, plotkami potocznie zwane
Znasz ciekawą plotkę? Napisz ją! Wszelakie pomysły mile widziane, ja wszystko przyjmę do swego łoża, znaczy się wiadomości!
- Ma emocje bardziej suche od najbardziej zwiędniętego kwiatka. Ale tu się podleje trochę, tam się w lepsza ziemie wsadzi i może całkiem piękny kwiat wyrośnie. - Anika
- Jak na wojskowego, za mało wódki chleje - Evelyne
- Specjalnie odpycha od siebie ludzi, którym mu na nim zależy bo nie chce ich stracić - Teena Dest
- Najlepszym sposobem by przestał smęcić jest wprawienie go w zakłopotanie. Podobno wtedy nieźle się rumieni. (Anonim)
- Jest słodki gry wykrywa szemrane typy, jego oddanie służbie jest godne podziwu. Byłby dobrym kompanem do walki, gdyby nie ślepa praworządność. - Januara
- "Do bólu sztampowy Seraph. Połamałbym go znowu." ~ Gareel Smokebringer
- Przez własny światopogląd nie jest w stanie nawiązać przyjaźni z kimś kto go całkowiecie nie zna. Nawet po przekroczeniu bariery którą roztacza wkoło siebie.. on dalej nie chce wdawać się w bliższe relacje polegające na trosce i wsparciu do jego osoby. To.. przykre - Roa

