Venrath - Papierologia: Różnice pomiędzy wersjami

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Nie podano opisu zmian
Anulowanie wersji 33267 autorstwa Nish (dyskusja)
Linia 4: Linia 4:
|Gatunek=kryminał, noir, śledztwo
|Gatunek=kryminał, noir, śledztwo
|Status=W trakcie
|Status=W trakcie
|Treść
|Treść=
Przyjęcie zlecenia
Przyjęcie zlecenia



Wersja z 23:25, 12 kwi 2026



Przyjęcie zlecenia

Wieczór był chłodny, ulice puste. Dzień się skończył, przynajmniej teoretycznie i nie dla wszystkich. Chris snuł się powoli ulicami miasteczka portowego idąc drogą, którą pamiętały nogi, a głowa nie musiała być angażowana. Droga do domu. Papieros w jego dłoni teraz też był bardziej nawykiem niż potrzebą. Jego oczy wyłapały ruch w bramie. Wyszła z niej kobieta, nerwowa, ale zarazem zdecydowana, co można było wywnioskować z wyrazu jej oczu i jej postawy. Od razu zwróciło to jego uwagę. Zatrzymał się, a ona wzięła to za wyczekiwaną zachętę do rozmowy.

– Pan jest z Gwardii. Widziałam pana.

Venrath skinął tylko głową. Zaćmił papierosa przyglądając się kobiecie bacznie, próbując ją dopasować do którejś z niedawno zamkniętych spraw. Spojrzenie, chłodne i kalkulujące snuło się od jej kostek aż po czubek głowy. Przyglądał się jej tak uważnie, jakby próbował prześwietlić nie jej twarz, a wyczytać historię. Kobieta przez chwilę wydawała się nieco przytłoczona tym wzrokiem, a on milczał, czekając na rychły ciąg dalszy. Ten zawsze następował.

– Mój brat zniknął. Powiedzieli mi, żebym zgłosiła to rano, jeśli nie wróci, przeszła procedury, wypełniła druki, wnioski… - zawahała się. Zacisnęła dłonie, jakby miało jej to dodać otuchy przed dalszymi słowami - Ale słyszałam że pan mógłby wziąć jego sprawę szybciej. Nieoficjalnie.

Nieoficjalnie. Znał to słowo aż za dobrze. Za często je słyszał, razem ze znienawidzonym - papierologia. Dlatego też od razu wiedział, czemu szukała właśnie jego. Psa gończego, który w nosie miał komendy myśliwego, który spuścił go ze smyczy, a on, mimo że nieposłuszny to i tak zawsze przynosił ciekawy łup. Takie plotki krążyły jednak głównie na komisariacie albo z ust do ust tych, którzy mieli nadzieję, że ich działania nie zwrócą jego uwagi.

– Skąd Pani wiedziała, gdzie mnie szukać? - spytał z rezerwą.

– Pytałam. W straży, potem w porcie. Mówili, że tędy pan chodzi - zrobiła krótką pauzę, próbując chyba odczytać jego myśli - Gdyby to był podstęp, nie stałabym tu sama. Nie podobało mu się to. Wymówka od razu, ale tak niedorzeczna, że żaden mistrz kryminału by tego nie wymyślił, bo przecież kobieta równie dobrze bez wsparcia mogła go próbować wyprowadzić na manowce. Do tego zbyt wielu ludzi wiedziało, gdzie go można znaleźć - stawał się ofiarą własnych nawyków, a nawyki to coś, co można dziecinnie łatwo wykorzystać.

Teraz jednak ważniejsze było coś innego. Nieoficjalna sprawa, która została mu podana na tacy, oprószona cieniem współczucia wymieszanym z dozą irytacji na procedury - bon apetit, panie Venrath. Gdyby był pan rybą, przynęta na haczyku, który już pan łykał byłaby tłustym podrygującym robakiem, któremu nie sposób się oprzeć.

- I akurat mnie. Nieoficjalnym kanałem- - rzekł ponuro, wzdychając, jakby tego właśne się spodziewał od momentu, gdy zobaczył twarz tej kobiety - Proszę wszystko opowiedzieć. Kiedy to było,kto widział go ostatni? Gdzie szedł? Miał powód by...znikać na dłużej? - zaczął standardowe przesłuchanie tonem chłodnym, ale spokojnym, skupionym. Rozejrzał się po otoczeniu, z przyzwyczajenia próbując wyłapać ruch w cieniach albo dodatkowe pary oczu na szpicy.

- Phil wyszedł wczoraj wieczorem. Miał tylko sprawdzić dostawę przy starych magazynach, tam przy nabrzeżu. - kobieta złapała oddech, jakby dopiero teraz pozwoliła sobie mieć nadzieję, że ktoś naprawdę słucha. Nie płakała, ale była spięta, co nie uszło jego uwadze - To nie jest niebezpieczne miejsce, proszę pana. Zna ludzi. Zawsze wracał. Ktoś mówił, że widzieli tam ostatnio obcych… Ale każdy teraz widzi obcych. On by nie uciekł. Na pewno by nie uciekł.

- U kogo pracował, z kim? Imiona, nazwiska. - ograniczał słowa, nakierowując kobietę, która zaczynała odbiegać od tematu momentami.

- Skład należy do Riemanna. Starszy człowiek, wszyscy go znają. Mój brat pracuje tam z dwoma innymi – Toren i Mal. - myślała chwilę. Zaraz dodała - Jeśli był problem, oni by wiedzieli. Albo… A co jak wiedzą, ale udają, że nie wiedzą?

Chris znał ten typ, który próbował bawić się w śledczego i rzucać pytania, które tylko fałszywie mogły go naprowadzić na trop - wiedział z czego to wynika, był to mechanizm radzenia sobie z taką sytuacją. Mógłby drążyć - wypytywać o nich, ale co ona mogła wiedzieć? Najważniejsze, że kojarzył magazyny Riemanna. Papier i rusz, zaopatrzenie lokalnych drukarni. Ale dwie z nich się zamknęły, gdy w zeszłym roku redakcja lokalnego brukowca musiała się zawinąć po tym, jak wytoczono im serię kosztownych procesów o zniesławienie - jednym słowem interes Riemanna miał prawo iść gorzej.

-Brat się na coś skarżył, był nerwowy, podpadł komuś? - Chris spytał idąc pośrednio za tym tropem

-Nie bardziej niż zwykle. Jest uparty, czasem się odzywał nie tam, gdzie trzeba… - zmarszczyła brwi, próbowała sobie przypomnieć. Dodała po chwili - Gdyby miał kłopot, przyszedłby powiedzieć. Zawsze mówił.

- Niech pani złoży zawiadomienie. Na wszelki wypadek. - rzekł trochę sucho. Siostra zaginionego nie mogła mu już bardziej pomóc, więc przydepnął wypalonego papierosa, przez chwilę tylko szukając wzrokiem najbliższego śmietnika, bezowocnie. Kobieta przez jego chłód i brak zapewnienia, że zrobi co w jego mocy zamilkła, przez chwilę wydawała się być nawet trochę oburzona kolejną spychologią.

Chris ruszył. Ale zmienił kierunek.