Farrand Humfrey: Różnice pomiędzy wersjami

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Loghain (dyskusja | edycje)
Nie podano opisu zmian
Loghain (dyskusja | edycje)
Nie podano opisu zmian
Linia 67: Linia 67:




Humfrey jest dość wysokim, mierzącym ok. 189 cm, (co jak na dzisiejsze standardy pośród zastępów Seraphów jest rzadkością) mężczyzną, o kruczoczarnych, wręcz niechlujnie rosnących na jego łepetynie włosach, zazwyczaj przylizanych dzięki noszonemu przez owego jegomościa płytowemu hełmowi, które po zdjęciu go ma w nawyku roztrzepać na wszystkie możliwe strony, bądź też czeka na wiatr, który załatwi sprawę za niego. Mało tego! Prawą część jego czoła przysłania bujna grzywka, która co i rusz, nawet podczas wykonywania najprostszych czynności daje mu się we znaki, usilnie próbując wejść do jego oka, dlatego też po dłuższym czasie wewnętrznych dywagacji zarówno na sam fakt jej odrastania, jak i na swoje lenistwo, postanowił, że raz na jakiś czas skróci ją przy lustrze. Sama jego twarz w porównaniu do reszty jego ciała oraz sposobu w jaki zwykł żyć od lat, cudem uniknęła poważniejszych ran tudzież blizn wynikających z takowych (nie mniej i tak od czasu do czasu można dostrzec go z plastrem na którymś z policzków), choć patrząc przez pryzmat czasu tudzież rodzaju pełnionej przez niego funkcji, zdołała nabrać znacznie dojrzalszych rys, wyprzedzających jego obecny wiek. Jak zostało to już wcześniej nadmienione, jego ciało, mimo nienagannej, umięśnionej (choć nie do stopnia tyriańskiego kulturysty cyrkowego) sylwetki oraz wyśmienitej tężyzny fizycznej, które w obu przypadkach stara się utrzymywać każdego dnia. W wielu miejscach klatki piersiowej tudzież pleców, szpecą go mniej lub też bardziej widoczne blizny, które dla niego samego są pamiątkami po stoczonych przez niego bitwach jak i poniekąd przypomieniem o popełnionych błędach, których dotychczas nie miał okazji usunąć przy pomocy magii. Warto by też nadmienić o jego rozmarzonych, a jednocześnie przenikliwych, niebieskich oczach, które trudno by posądzać choćby o ich odrobinę, pogłębiają jedynie wrażenie, iż jest to człowiek przygniatany niemożliwymi do rozwikłania zawiłościami życia. Co zaś tyczy się jego ubioru... Najczęstszym gościem i wizytówką jego ciała jest posrebrzana pancerz płytowy, zdobiony w wielu miejscach kwiecistym haftem, którą otrzymał w chwili promocji na sierżanta, która dzięki ciemnemu kolorowi w kilku kluczowych miejscach wyróżnia go na tle innych gwardzistów. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubi włożyć na siebie czegoś, co nie jest związane z wykonywaną przez niego pracą oraz co w zupełności nie krępuje jego ruchów.
Humfrey jest dość wysokim, mierzącym ok. 189 cm, (co jak na dzisiejsze standardy pośród zastępów Seraphów jest rzadkością) mężczyzną, o kruczoczarnych, wręcz niechlujnie rosnących na jego łepetynie włosach, zazwyczaj przylizanych dzięki noszonemu przez owego jegomościa płytowemu hełmowi, które po zdjęciu go ma w nawyku roztrzepać na wszystkie możliwe strony, bądź też czeka na wiatr, który załatwi sprawę za niego. Mało tego! Prawą część jego czoła przysłania bujna grzywka, która co i rusz, nawet podczas wykonywania najprostszych czynności daje mu się we znaki, usilnie próbując wejść do jego oka, dlatego też po dłuższym czasie wewnętrznych dywagacji zarówno na sam fakt jej odrastania, jak i na swoje lenistwo, postanowił, że raz na jakiś czas skróci ją przy lustrze. Sama jego twarz w porównaniu do reszty jego ciała oraz sposobu w jaki zwykł żyć od lat, cudem uniknęła poważniejszych ran tudzież blizn wynikających z takowych (nie mniej i tak od czasu do czasu można dostrzec go z plastrem na którymś z policzków), choć patrząc przez pryzmat czasu tudzież rodzaju pełnionej przez niego funkcji, zdołała nabrać znacznie dojrzalszych rys, wyprzedzających jego obecny wiek. Jak zostało to już wcześniej nadmienione, jego ciało, mimo nienagannej, umięśnionej (choć nie do stopnia tyriańskiego kulturysty cyrkowego) sylwetki oraz wyśmienitej tężyzny fizycznej, które w obu przypadkach stara się utrzymywać każdego dnia. W wielu miejscach klatki piersiowej tudzież pleców, szpecą go mniej lub też bardziej widoczne blizny, które dla niego samego są pamiątkami po stoczonych przez niego bitwach jak i poniekąd przypomieniem o popełnionych błędach, których dotychczas nie miał okazji usunąć przy pomocy magii. Warto by też nadmienić o jego rozmarzonych, a jednocześnie przenikliwych, niebieskich oczach, które trudno by posądzać choćby o ich odrobinę, pogłębiają jedynie wrażenie, iż jest to człowiek przygniatany niemożliwymi do rozwikłania zawiłościami życia. Co zaś tyczy się jego ubioru... Najczęstszym gościem i wizytówką jego ciała jest posrebrzany pancerz płytowy, zdobiony w wielu miejscach kwiecistym haftem, który otrzymał w chwili promocji na sierżanta, wyróżniając go na tle innych gwardzistów. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubi włożyć na siebie czegoś, co nie jest związane z wykonywaną przez niego pracą oraz co w zupełności nie krępuje jego ruchów.





Wersja z 12:10, 2 paź 2016

Farrand Nicolas Humfrey
Rasa

Człowiek

Wiek

23 lata (urodzony 169 dnia sezonu Feniksa 1306 AE)

Klasa

Strażnik

Przynależność

Seraph (Drugi batalion, 32 regiment piechoty, druga kompania)

Upadli Aniołowie (Pluton Delta)

Stopień

Sierżant

Rola w Lidze

-

Rodzina

Ojciec

Matka

Brat

Siostra

Powiązania

Ksin Vonala - towarzysz z nieistniejącego już oddziału

Status postaci

Główna




"Często przekonuję samego siebie, iż jednak lubię towarzystwo innych ludzi. Wtedy spędzam z nimi odrobinę czasu i przypominam sobie, dlaczego nie."



Cechy wyglądu zewnętrznego

Humfrey jest dość wysokim, mierzącym ok. 189 cm, (co jak na dzisiejsze standardy pośród zastępów Seraphów jest rzadkością) mężczyzną, o kruczoczarnych, wręcz niechlujnie rosnących na jego łepetynie włosach, zazwyczaj przylizanych dzięki noszonemu przez owego jegomościa płytowemu hełmowi, które po zdjęciu go ma w nawyku roztrzepać na wszystkie możliwe strony, bądź też czeka na wiatr, który załatwi sprawę za niego. Mało tego! Prawą część jego czoła przysłania bujna grzywka, która co i rusz, nawet podczas wykonywania najprostszych czynności daje mu się we znaki, usilnie próbując wejść do jego oka, dlatego też po dłuższym czasie wewnętrznych dywagacji zarówno na sam fakt jej odrastania, jak i na swoje lenistwo, postanowił, że raz na jakiś czas skróci ją przy lustrze. Sama jego twarz w porównaniu do reszty jego ciała oraz sposobu w jaki zwykł żyć od lat, cudem uniknęła poważniejszych ran tudzież blizn wynikających z takowych (nie mniej i tak od czasu do czasu można dostrzec go z plastrem na którymś z policzków), choć patrząc przez pryzmat czasu tudzież rodzaju pełnionej przez niego funkcji, zdołała nabrać znacznie dojrzalszych rys, wyprzedzających jego obecny wiek. Jak zostało to już wcześniej nadmienione, jego ciało, mimo nienagannej, umięśnionej (choć nie do stopnia tyriańskiego kulturysty cyrkowego) sylwetki oraz wyśmienitej tężyzny fizycznej, które w obu przypadkach stara się utrzymywać każdego dnia. W wielu miejscach klatki piersiowej tudzież pleców, szpecą go mniej lub też bardziej widoczne blizny, które dla niego samego są pamiątkami po stoczonych przez niego bitwach jak i poniekąd przypomieniem o popełnionych błędach, których dotychczas nie miał okazji usunąć przy pomocy magii. Warto by też nadmienić o jego rozmarzonych, a jednocześnie przenikliwych, niebieskich oczach, które trudno by posądzać choćby o ich odrobinę, pogłębiają jedynie wrażenie, iż jest to człowiek przygniatany niemożliwymi do rozwikłania zawiłościami życia. Co zaś tyczy się jego ubioru... Najczęstszym gościem i wizytówką jego ciała jest posrebrzany pancerz płytowy, zdobiony w wielu miejscach kwiecistym haftem, który otrzymał w chwili promocji na sierżanta, wyróżniając go na tle innych gwardzistów. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubi włożyć na siebie czegoś, co nie jest związane z wykonywaną przez niego pracą oraz co w zupełności nie krępuje jego ruchów.



Charakter

Ach, charakter! Farrand jak na ironię losu przystało jest dość... niezwykle aspołeczną osobą. Choć to określenie i tak nie jest w stanie oddać pełnego obrazu sytuacji jego duszyczki. Najogólniej mówiąc, to chodząca sprzeczność, wymieszana na pół z pesymistycznym podejściem do otaczającego go świata. Z pewnością nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt iż po wydarzeniach związanych z jego mimowolnym, rocznym pobytem w szpitalu podyktowanym posłaniem jego szanownej osoby podczas starcia z impetem na pobliski budynek dzięki nadludzkiej sile przez jednego z dowódców ugrupowania separatystycznego, strącił się jeszcze bardziej w otchłań samotności, kontemplacji a także sarkazmu. A skoro o sarkazmie mowa, to nie ma chyba w całej armii Seraphów takiego drugiego, który rzucałby owymi uwagami przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Ba! Gdyby nie wartości takie jak żelazna dyscyplina (zasługa jego wuja, który ową rzecz w nim zaszczepił) z pewnością nie miałby większych zahamowań względem swoich bezpośrednich przełożonych. Jako żołnierz będący na służbie Jej Wysokości, nie trawił (i wciąż nie trawi) narzucać nikomu niczego, w tym innym ludziom swojej osoby, co jest idealnym pretekstem do tego, by poświęcać swój wolny czas na coś zupełnie innego. Właśnie, obserwacje. Chcąc nie chcąc, siłą rzeczy wszystko to sprawiło, iż stał się bardzo przenikliwym obserwatorem, co pozwala mu trzymać się na uboczu od problemów oraz ludzi, którzy takowe przejawiają. W sumie, od zwyczajnych ludzi również. Bardzo często w nieuchwytnych momentach zdarza mu się być melancholijnym i czasem rozpamiętywać wszelkie godne wspomnienia sytuacje z przeszłości, za co zwykle się gani, usiłując za wszelką cenę tępić tego typu sentymenty. Wydaje się być zupełnie wyprany z jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Nie uśmiecha się zbyt często, bardziej przywykł do niego zgryźliwy ton oraz wieczny grymas znużenia niż uroczy uśmiech... Jednak jest pewna różnica w tym, jak ludzie, w tym i on sam siebie postrzega, a jaki jest. Po pierwsze, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tak naprawdę, jest bardzo uprzejmy, obyty z etykietą oraz fundamentalnymi zasadami kultury osobistej młodzieniec, który stara się taki być dla większości osób, no ale. Przyświeca mu, choć mgliste, poczucie honoru oraz moralności. Jest w pełni świadom tego, iż sam całej Tyrii nie będzie w stanie zbawić, to i tak próbuje próbował nieść pomoc tam gdzie tylko to możliwe, nie bacząc na jakiekolwiek przeciwności które staną na jego drodze. W przerwach w byciu cierpkim, zdarza mu się nawet być ciepłym w stosunku do innych, ale cii....



Umiejętności związane z walką

Jakkolwiek by nie patrzeć na jego roczny pobyt w szpitalu, Humfrey wciąż jest doświadczonym miecznikiem, który w ogniu walki najlepiej czuje się dzierżąc miecz dwuręczny, lub też kombinację w postaci miecza oraz tarczy. Był również szkolony w zakresie strzelania z łuku, lecz porzucił tę broń na rzecz wcześniej wspomnianych. W samej walce stara się być opanowany i czytać uważnie ruchy przeciwnika. Nigdy nie stara się atakować jako pierwszy, ani tym bardziej nie doprowadzać do ostateczności jaką jest walka. Chyba, że ktoś konkretnie wytrącił go z równowagi i wtedy sam lgnie do swojego oponenta. Mimo że w walce woli korzystać z tradycyjnego środka zaradczego jakim jest oręż, Nicolas przejawiał również umiejętności w walce wręcz, głownie opierając się na wyprowadzaniu uderzeń w newralgiczne miejsca (nierzadko przesyłając delikatną cząstkę mocy magicznej do swych dłoni, by móc zadać większe obrażenia) a także rzutach.


Miecz dwuręczny