Kelle
Wygląd
Kelle niewiele różni się od całej reszty bezbarwnych prostaków zamieszkujących pola i lasy Kryty. Z twarzy okrągłej jak beczka gapi się para małych, zielonych oczu, otoczonych wydatnymi cieniami, które nadają im wyraz wymęczony i przepełniony głęboką dezaprobatą. Na nadętych polikach i szerokim, bulwiastym nosie zamieszkują roje różnorakich piegów, od bladych i ledwo widzialnych, po te brunatne i nad wyraz widoczne. Razem wszystko to sprawia, że twarz Kelle wydaje się szorstka, a wręcz nieczysta, czemu nie pomaga dorodna czupryna rudych włosów, a tym bardziej czyni ją ofiarą niepochlebnych kpin. Wysoka i chuda jak strach na wróble, dziewczyna przypomina raczej marionetkę niż prawdziwego człowieka. Jednak w osobliwy sposób współgra to z jej ekspresywną naturą: nierzadko zdarza się jej wymachiwać rękami i szaleńczo gestykulować, a w raz ton głosu podnosić i opuszczać na sposób zgoła teatralny. Jej wynoszona suknia pozostawia wiele do życzenia - podarty i ponownie zszyty dziesiątki razy łachman. Wokół szyi nosi stary, wełniany szal, który nawykł już sunąć w dół pleców, a pośród pajęczyny szwów wszelkiego rodzaju ozdoby i upominki z dawnych lat, na przemian powywieszane tu i tam, bez ładu, podskakują i klekoczą z każdym gwałtownym ruchem. Stopy Kelle, wiecznie umalowane ziemią i pyłem, stronią od wygód obuwia, ale też i do nich nie tęsknią: swego czasu zaznawszy trudów podróży stwardniały z dumy.
Charakter
Pod przykrywką bełkotliwej gwary, ukrywa się bystry umysł marzycielskiego pragmatyka. Te dwie cechy, na pozór sprzeczne, odnajdują w głowie Kelle swego rodzaju burzliwą harmonię, a w wyniku tego współżycia stanowią osobę zdolną stać twardo w rzeczywistości, a jednocześnie dostrzec sentymentalną wartość w rzeczach ledwo godnych uwagi. Niesie to ze sobą jednak wyjątkowo konfliktową naturę, którą wraz z rozsądkiem zwalczać musi samotnie. Zdeterminowana, lecz niepewna, pełna odwagi, jak i lęku, zażarcie waleczna i na wskroś kompromisowa, zdaje się miotać - toczyć krwawe bitwy z własnym rozumem, gdzie spokój to jedynie błogie wspomnienie. A jednak szuka, nieprzerwanie, choć przejmuje ją fatyga i sens staje się coraz mniej widoczny.
