Ogród
Ogród - grupa złożona z sylvarich działająca na terenie dżungli maguumiańskiej, którzy parają się za niewielką opłatą drobnymi bądź większymi zleceniami niezwiązanych z Wardenami czy Lwią Gwardią ani Paktem. Wolni strzelcy strzegący porządku i pilnujący bezpieczeństwa głównych szlaków. Zadania przyjmują zazwyczaj przez pośredników.
Nieoficjalnie i niejawnie - grupa złożona z koszmarytek pod wodzą eks Barona Pożogi z lasu Caledon - Felvinda, której daleko do bycia pełnoprawnym Koszmarnym Dworem. Podobno członkinie organizacji, jak i ich lider energię zamiast na szerzenie koszmaru przeznaczają na dbanie o lepsze jutro i parają się pracami najemniczymi, zatajając swoją przynależność do koszmarytów, której niestety nie zmienią
Historia
Grupa powstała w drugiej połowie 1330 AE, choć jej niektórzy członkowie znali się wcześniej. Więcej informacji czeka na odkrycie.
Hierachia
Ogród można podzielić na
- Kwiaty - członkinie pełniące ważne funkcje i stanowiące trzon Ogrodu. To one wypełniają zlecenia
- Goście - pośrednicy i przyjaciele
Wewnętrznie ogród podzielono na - jak je szumnie określono - departamenty:
- Słońce - rekrutacja i rozrost Ogrodu
- Woda - zaopatrzenie
- Wiatr - przynoszenie wieści ze świata
Jedną z ważniejszych funkcji jaka niestety nie doczekała się swojego departamentu jest Ochrona Ogrodu - parają się tym Goździk i Gladiola.
Skład grupy
| Portret | Opis |
|---|---|
| Felvind - eks-baron Pożogi związany z kilkoma różnymi Dworami w poprzednich latach; ostatnim Dworem do którego należał, był dwór Księżnej Mahamuyer działający w latach 1328-1330 AE. Przed odejściem z Gaju i rozpoczęciem swojej kariery wśród Koszmarytów (1325 AE) pełnił w Gaju rolę nauczyciela magii żywiołów. Ze znanych Lidze osobistości jedną z jego uczennic była Nisheera, a drugą - Aeshri, już znacznie później bowiem dopiero od 1328 AE po kampanii w Maguumie. | |
| Tulipan - cicha, słuchająca rozkazów przełożonego sylvari. Przedstawicielka departamentu Wiatr w hierarchii Ogrodu. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Aster - Przedstawicielka departamentu Słońce w hierarchii Ogrodu. Harfistka. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Firletka - Przedstawicielka departamentu Słońce w hierarchii Ogrodu. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Lawenda - Przedstawicielka departamentu Słońce w hierarchii Ogrodu. Śpiewaczka. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Bez - Przedstawicielka departamentu Woda w hierarchii Ogrodu. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Mak - Przedstawicielka departamentu Woda w hierarchii Ogrodu. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Gladiola - Odpowiedzialna za Ochronę Ogrodu. Więcej informacji czeka na odkrycie. | |
| Goździk - Odpowiedzialna za Ochronę Ogrodu. Więcej informacji czeka na odkrycie. |
Pozostali członkowie
Przyjaciele Ogrodu to czterech sylvarich, którzy pełnią rolę pośredników i przynoszą zlecenia.
- Hjall - Więcej informacji czeka na odkrycie.
- Droghanir - Więcej informacji czeka na odkrycie.
- Axor - Więcej informacji czeka na odkrycie.
- Fearish - Więcej informacji czeka na odkrycie.
Eks-członkowie
- Aeshri - znana w Ogrodzie jako Shirea, zwana Piwonią. Uznana za martwą.
Ważne miejsca
- Ogród
“Miejsce było po prostu oszałamiające. Choć z góry nie docierało żadne światło, przez rozłożyste drzewa chroniące przesmyk przed dostrzeżeniem go z nieba nie było tu strasznie - w głębi przesmyku tliło się kilkanaście niedużych błękitnych światełek, zlokalizowanych w równej odległości od siebie. Ich światło pozwalały się przyjrzeć niedużemu ogrodowi. W jego centrum rosło rozłożyste drzewo, lecz niestety łyse i pozbawione kory, z jakiegoś powodu jednak żywe. Pod nim znajdowała się kamienna ława, obok której z jednej strony znajdował się krzew białej róży. Był piękny, mimo, że nie kwitło na nim wiele róż. Zdawał się uparcie rosnąć i emanował elegancją. W niedalekiej odległości rosły kolejne rośliny. Przepiękne różowe astry wyglądały tak idealnie, jakby z obrazka. Czerwona gladiola wystrzeliwała z ziemi tuż obok nich i górowała nad nimi wzrostem. Ciemnofioletowe, niemalże czarne tulipany były czymś naprawdę rzadko spotykanym. Zwyczajne czerwone maki w tym ogrodzie zdawały się być naprawdę ładne mimo swojej prostoty. Pomarańczowy goździk wręcz uginał się od ilości płatków. Czerwona piwonia o ogromnych kwiatach, tak rozbitych i kuszących, jak otwarta i kusząca starała się być ta, która nosiła ich imię. Skromna lawenda oszałamiała zapachem, zaś biała firletka, równie niepozorna miała w sobie sporo uroku. Obok rosły gęsto konwalie, których nie powinno nigdzie być o tej porze roku, podobnie jak bzu, który jednak rósł nieco dalej, a jego fioletowe drobne kwiatki ozdabiały gałęzie, a co dopiero przebiśniegów. Białe kwiatki szczawicy i rabarbaru zdawały się nawet lśnić tej nocy. Nawet zazwyczaj nieuznawane za ładne bylica i oset zdawały się tutaj być naprawdę piękne. Opodal nich znajdowały się niezapominajki, do których swoje kroki skierowała ostrożnie sylvari. Po drodze minęła jeszcze kilka kwiatów - dostojną różową magnolię, wesołe żółte jaskry, gęsto rosnące bratki, ukwiecony len na uboczu, uroczą orchideę, aromatyczny rumianek, melisę, miętę, mniszka, koniczynę, stokrotki i wiele innych kwiatów, którym nie mogła się przyjrzeć, bo były zbyt daleko od świateł.
To było straszne. Poczuła się jak w jakimś miejscu pamięci, a gdyby zebrać wszystkie rośliny w jakimś spisie, z pewnością wyszłoby kilkadziesiąt, jak nie setka. Przyklęknęła przy niezapominajkach i udała, że przygląda im się w zadumie, choć jej wzrok uciekł ku róży. Nieco ją zmroziło. Kilka rozszalałych myśli przeszło jej przez głowę. Pogrążyła się w nich.
— Fragment opowiadania "Najdroższa Matko"
- Mogiła
“Wprowadziła sylvari do dziwnego miejsca. W ziemię powbijano sporo różnokształtnych tabliczek w równej odległości, zupełnie jak na ludzkim cmentarzu, ale na tym kończyło się podobieństwo. Było tu bardzo kolorowo - każda z tabliczek pomalowana była fluorescencyjną farbą, dzięki której jasno i wyraźnie było widać co upamiętnia i kogo, lecz ciężko było spamiętać, Nie brakowało różnorakich kwiatów w licznych wazonach, wielobarwnych lian i pyłku świetlikowego rozproszonego na kamieniach. Na tych bardziej płaskich głazach rozłożono poczęstunek i alkohol; przy przeciwległej do wejścia ścianie znajdowała się taka skalna półka na której było największe zgromadzenie przekąsek. W powietrzu pachniało ładnie, mocno kwiatowo. U szczytu jaskini wisiały barwne niebieskie lampiony, będące źródłem przyjemnego światła. Towarzystwo, bo to one było kluczowe dla pani "intruz" delikatnie mówiąc było równie barwne i przede wszystkim babskie - znajdowało się tu raptem 12 sylvarich - 8 kobiet i 4 mężczyzn. Nie zdążyła się przyjrzeć dokładnie, ale zauważyła w tej barwnej masie jedną jasnoróżową, która leżała na kocu z krzywą noga opartą o specjalnie dosuniętą bliżej skrzynką i przygrywała coś na harfie, do czego druga siedząca obok - ciemnoróżowa coś wesołego podśpiewywała. Do jej uszu dobiegły tylko słowa: "I Drzewiec ten, co spaczony był. zagrażał podróżnym tak...", bowiem zaraz Tulipan złapała "Niezapominajkę" za rękę i pociągnęła ją nieco głębiej jaskini bokiem sali, póki nie wzbudziły dużo uwagi.
Kolejny pokój był zabezpieczony grubymi liśćmi, w które Tulipan zastukała w jakiś wymyślny sposób. Liście po chwili się rozsunęły, a widok sprawił, że "Niezapominajce" brakło tchu. Nie chodziło o wnętrze pomieszczenia - bo czym się tu szokować, zwykły pokój, parę krzeseł, meble sylvari.
— Fragment opowiadania "Najdroższa Matko"
- Wulkan
“- Dobrze... Wulkan to pracownia, którą urządziliśmy sobie - a jakże - przy wulkanie, tam gdzie wcześniej swoje laboratorium miały asury, te z... Inquest. W każdym razie, tam ćwiczymy, tam tworzą nasze alchemiczki, zaś szef ma tam swój gabinet. Większość z nas, Kwiatów czuje się znacznie lepiej w Ogrodzie, dlatego Wulkan bardzo często jest opustoszały, nawet Felvind bywa tam sporadycznie. Próżno szukać tam dokumentów, czy czegoś - nienawidzimy papierologii, a listy od razu palimy
— Fragment opowiadania "Najdroższa Matko"
“Nogi poniosły ją do podnóża wulkanu, ale zamiast iść głównym szlakiem ku szczytowi, jak nierozważny turysta zdecydowała się odbić w bok. Weszła w plątaninę wąziutkich przesmyków między wulkanicznymi czarnymi skałami, lecz gdy jej frustracja sięgnęła zenitu, znalazła w końcu przejście wgłąb tunelu, którego szukała. Mapa, jaką miała w rękach była dość precyzyjna mimo wszystko.
Za tunelem znajdowały się pozostałości asurańskiej architektury, o ile tak można to było nazwać. Nieaktywne lewitujące płytki, martwe generatory twardych holograficznych schodów i mostków, pęknięte asurańskie kryształy, resztki golema obronnego z serii Mark II. Technologiczny bzik wygrał z rozsądkiem, sylvari przykucnęła przy nim by go sprawdzić. Został stworzony około 2 lata temu i niestety nie miał żadnych użytecznych części, chyba że blachę, ale wymagałoby to dużych przeróbek... Sylvari porzuciła łup i ruszyła wgłąb kompleksu, lecz panowała tu cisza jak makiem zasiał. Sprawdzała wszelkie wnęki i załomy, niemniej znalazla tylko dwa pomieszczenia, oba całkiem puste, jeżeli by nie liczyć śladów po paleniskach w obu, pustych drewnianych skrzynek w jednym z nich, które pachniały jakby pomarańczami, ale bardzo słabo, a także kamienia uformowanego w blok na środku drugiego z nich. Na tym dziwnym ołtarzu sylvari spróbowała narysować świeżo poznany symbol róży, lecz nic się nie stało.
— Fragment opowiadania "Najdroższa Matko"
Powiązane opowiadania/eventy
Ciekawostki
Wkrótce