Yelena Chase

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Yelena Chase
Rasa

Norn

Wiek

30 lat

Płeć

Kobieta

Klasa

Ranger

Rola w bractwie

Rekrut

Rodzina

Bramwen Chase (młodsza siostra)

Filar

-

Organizacje

Dobrze znana w Hoelbrak

Status postaci

Główna


Wygląd

Ręce Nornki pracowały zwinnie w rytmie pieśni którą nuciła silnym głosem. W melodii tej dało się usłyszeć sentymenty dawnych czasów, dawnej chwały. Jej śpiew niósł się delikatnym echem po starym, półokrągłym domu, zbudowanym jakby specjalne po to, by rozbrzmiewać dźwiękiem z ciepłym rezonansem. Od metalowej obręczy w jej dłoniach odbijał się przygasający ogień, wypełniając dyskretne zdobienia życiem. Yelena dłutkiem rzeźbiła w srebrze, upiększając je Nornickimi symbolami które jak warkocze oplatały to świecidełko. Przymierzyła obręcz do końcówki świeżego łuku, schnąnego przy ogniu gdyż jeszcze ociekał, jak i pachniał mocno żywicą; Yelena zadowolona była ze swojej pracy.

"Ładny" powiedziała młoda Nornka, która opierała głowę o ramie starszej siostry.

"Tego ci nie dam, rudzielcu. Masz już tyle wisiorków co Cyganka!" Yelena odpowiedziała żartobliwie, pstrykając siostrę w nos.

"Nie no, ja myślałam, że ładny dla ciebie. Pasował by ci do warkoczy..." Jej młodziutkie ręce odgarnięty długie włosy siostry z ramienna na plecy.

"Myślisz?" Yelena zabrzmiała lekko sarkastyczne "włosami to ja nic nie złowię, a nowym łukiem - tak!"

"Może męża?" Młoda roześmiała się.

"Bramwen Chase, ty nicponiu!" Yelena zaczęła gilgotać siostrę a ich śmiech niósł się po domu, budząc ze snu dwa, zmęczone wilki które leniwie chrapały przy stopach kobiet.


Bramwen Chase, lat 10

Kiedy śmiech ustał, siostry wróciły do wieczornego spokoju. Yelena zaczęła rzemieniem mocować srebro do łuku. Pieśń znów zawitała jej różane usta. Bram przyłączyła się, uzupełniając siostrę w wysokich, ciągnących się nutach, harmonizując ich silne głosy ze sobą.

Bramwen usiadła za plecami siostry i grzebieniem zrobionym ze zdobionej złotem kości, zaczęła czesać Yelenie włosy. Długie kosmyki srebra, mocne i proste jak jedwabne nici przemykały się przez zęby grzebienia. Bram rozdzielała włosy na kilka części - każda niemalże tak długa, jak dziewczyna była wysoka. Zaczęła pleść grube warkocze, ozdabiając je metalowymi zapinkami. Lśniące bielą włosy wcale nie kontrastowały z Yeleny porcelanowa skóra. Gładkie rysy przystojnej twarzy nadawały jej wygląd nocnej zjawy znad jeziora co było spotęgowane najjaśniejszym odcieniem błękitu w jej bystrych oczach. Ta olśniewająca aura delikatności jednak była mylna, gdyż ciało Nornki pokryte było mocno zdefiniowanymi mięśniami. Rzeźbiona wieloletnim treningiem, Yelena przypominała posag z białego, zimnego marmuru, ukształtowany na cześć tego, co w kobietach najsilniejsze. Choć ma piersi i biodra dobrze zbudowane by rodzic i wykarmić dużych, nordyckich synów, to jednak siła jej mięśni, zwinność i szybkość stanowią dla Yeleny powód do dumy. Wieczorna suknia, uszyta by podkreślać gładkie miejsca na jej ciele, zrobiona była ze skory młodego doylaka. Ukrywała silne nogi, przystosowane do biegu i skakania oraz twardy brzuch, który ułatwia wspinaczki nawet po najtrudniejszym terenie z niemalże perfekcyjna równowaga. Mięśnie jej rąk wyrzeźbione były od napinania łuku a nie dźwigania mieczy. Na jeden rzut obeznanego oka widać było, ze Yelena to doświadczony myśliwy.

Historia

Dziesiecioletnia Yelena Chase

Yelena z trudem popchnęła masywne, drewniane drzwi tylko na tyle, by przecisnąć się przez wąska szparę. Dźwięki ożywionej rozmowy i śmiechu dobiegły ją ze środka gdy tylko światło prześlizgnęła się przez drzwi, uderzając dziewczynkę ciepłem.

"Papa!" Yelena w podskokach podbiegła do ojca, ucalowyjąc jego pomarszczony policzek zmarzniętymi ustkami.

"Lenka, moja córo." Ojciec pogładził dziesięcioletnie dziecko po rozczochranych, długich do pasa włosach jak srebro po czym pocałował w czubek głowy. Nie musiał do tego kucać ani wcale się zniżać bo odkąd Yelena pamietała, zawsze tylko siedział w wyłożonym futrami fotelu po tym, jak stracił obie nogi w wojnie z Jormagiem.

"Przyszłaś po garść domowego ogniska, moje sreberko?" Ojciec bez wachania zignorował swoich towarzyszy którzy siedzieli przy stole jedząc i pijąc, dzieląc się historiami. Skoro nie mógł sam podejść do karczmy, karczma przychodziła do niego. Yelena pokiwała głową.

"Troszkę chleba i mięsa, dla pokrzepienia, Papa." Wąsaty Norn, wiekiem podobny do ojca którego Yelena nazywała wujkiem, wstał z dywanu i starając się nie chwiać na nogach od ilości wypitego piwa podszedł do stołu, morzem krojąc spory kawałek miodowej szynki, nakładając go Yel na talerz.

"A gdzie twój brat, Lena?"

"Na lodowisku Papa. O, wuju, mu tez nakrój mięsa i trochę dla Babe... I dla Ruth."

"Co to!? Chłopaki się moją córą wysługują żeby im jedzenie nosiła!?" Ojciec zagrzmiał potężnym, Nornyckiej głosem który przystosowany był do okrzyków bojowych. Nagle, zawiniątko leżące beztrosko w jego ramionach zawiło się i wydało z siebie wysoki płacz malutkiego dziecka.

"Oj Papa..." Yel wyciągnęła rączki do maluszka, gładząc rumiany policzek siostry zmarzniętymi palcami "Budzisz Bram!" Nornowie zaśmiali się jednogłośnie po rekacji Yel która zdawała się być jedną, której głos ojca chociaż lekko nie zlęknął. Mimo wielu blizn i groźnego tonu który ojciec czasem przybierał, Yel wiedziała ze jest delikatny jak baranek i nigdy by nikogo nie skrzywdził. Najcześciej ignorowała wybuchy jego mniej lub bardziej uzasadnionego oburzenia.

"Będę nosić co mi się podoba, komu tylko chcę." Dodała zadziornie kiedy dzieciątko bujane silnym ramieniem ojca zasnęło na nowo. Yel poprawiła puszystą poduszeczkę pod rudawą główką siostry.

"... No i dobrze." Powiedział ojciec po chwili głebokiej zadumy. "Nie daj nikomu mowić co ci wolno, a co ci nie wolno moje sreberko..." Uśmiech nadal jego twarzy kilku dodatkowych zmarszczek. "Ej, Edgard!" Krzyknął do wujka Yel. "Naszykój całą tą szynkę dla dzieci, niech mają! upiekę nam nową!" Wujek z pół przymkniętymi oczami kiwnął głową raz na znak usłyszenia rozkazu i bujając się z nogi na nogę jakby był na statku, zaczął zawijać mięso w ziarnisty papier.

"Rośnie nam kolejna silna kobieta. Zupełnie taka, jak twoja matula, Lenko" Ojciec obioł dziewczę ramieniem, pełen dumy. "Zaśpiewaj nam, sreberko, zaśpiewaj jak twoja matula śpiewa..." Yelena uniosła brodę, otworzyła usta a jej anielski głosik rozniósł się po półokrągłym domu. Zebrani Nornowie odstawili kufle, zaprzestali rozmowy, skupili oczy na olśniewającej dziewczynce której kołysanka wycisnęła łzy z oczu tym bardziej pijanym. Melodia jej ust brzmiała dojrzałe. Przez chwile, Yelena wygladała jak lustrzane odbicie duszy swojej matki. Nornka ta miała ducha nie do poskromienia i nie przestawała cieżko pracować na rzecz całej społeczności swoich braci i sióstr. Usługiwała w Loży wilka jako szaman, pomagała chorym, służyła radą i wsparciem ze względu na wiek i doświadczenie gdyż była o wiele starsza nawet od swojego męża. W domu bywała tylko nocą i był to czas na pieśni, kąpiele, oraz długie i bolesne rozczesywanie drucianych włosów Yel. Pieśni w połowie wysokiej nuty przerwało głośne burczenie w brzuchu. Yelena przyłożyła rękę do skórzanego kożucha, zdobionego złota nicią.

"Oj, muszę już iść Papa!" Dziewczynka prędko nachyliła się by cmoknąć ojca w policzek, po czym capnęła szynkę ze stołu i wybiegła, nie zamykając za sobą drzwi. Nikt nie przerywał następującej ciszy przez dłuższy czas. Mokre oczy Nornów i chwiejne podbródki odzwierciedlały smutek, który przypłyną wraz ze słowami kołysanki która każdego z zebranych pociągnęła w dół wspomnień prostszych czasów dzieciństwa. Czasów, gdy rodziny były całe zanim ktokolwiek opłakiwał zabranych przez smierć. Jednocześnie, śpiew Yeleny przypominał im o tym, ze walka ze smokami nie ustała i to kolejne pokolenia ich dzieci będą walczyć, zaznawać tego samego żalu, którego smak był tak bardzo wymowny w tym momencie.


Stan Chase, lat 20

"Niech was duch węża udusi!" Yelena wykrzyczała z oddali zmęczonym od szybkiego oddechu głosem. "Mieliście zaczekać!" Chłopcy stanęli w miejscu, każdy odwracając głowę w stronę pagórka po którym Yelena właśnie ześlizgiwała się w ich stronę jakby była na nartach. Oczy obu braci bliźniaków szybko jednak powędrowały do zawiniątka z przemokniętego od tłuszczu papieru pod pachą dziewczyny.

"Tylko robimy rozgrzewkę, Lena." Brat Yeleny, niemalże jak jej odbicie w lustrze z jednakże rysami dorastającego chłopca, przepraszającym głosem przywitał siostrę. Podbiegła do grupy, dyszącą cieżko, oddając aromatyczną szynkę w czyjeś ręce a swoje własne opierając o chude kolana, próbując złapać oddech.

"Niesprawiedliwe, Stan. Ja nie miałam rozgrzewki!" Wycedziła pół słowami, pomiędzy wciąganiem powietrza w młode płuca.

"Ty nie potrzebujesz roz- ej! Babe! Zostaw to!" Stanislav wyrwał kawałek mięsa z ręki chłopaka który przez to ugryzł powietrze. Jego równie śniadoskóry brat zaniósł się śmiechem.

"No co, głodny jestem!"

"Co mnie to? Lena przyniosła to ona je pierwsza." Zbeształ przyjaciela wzrokiem

"Maniery, bracie!" Ruth wyszczerzył kontrastująco-białe zęby na brata.

"Ja ci pokaże maniery!" Babe zamachnął się tłustą od miodowej szybki dłonią i wylądował piękny, prawy sierpowy prosto w policzek Ruth. Ten stał niewzruszony, a oczy mu coraz bardziej się poszerzały w szoku. Normalna osoba poleciała by od uderzenia przynajmniej trzy metry do tylu, wypluwając zęby ale nie Ruth. Potężne uderzenie Babe w gruncie rzeczy wylądowało na najbardziej opornych kościach. W sumie nie bez powodu Ruth i Babe znani byli jako bracia ze stali.

"Na własnego bliźniaka, z pięściami!?" Babe przemówił gdy szok wygasł.

"No, na każdego kto mnie od niewychowanych prostaków wyzywa!"

"Oj, braciszku nie wkładaj mi słów w usta!"

"W usta to ja ci zaraz moja stopę włożę!" Bracia zaczęli się mocować na poważnie, choć ich ciosy lądowały na ogromnych ciałach jakby ich pieści zrobione były z gąbek. Bliźniacy próbowali unieść się na wzajem, w tym samym czasie, będąc nie tylko identycznymi z wyglądu ale rownież w pomysłach na walkę.


Chłopcy pomimo tego ich byli dużo starsi od Yel i powoli już zaczynali wyglądać jak mężczyźni, zachowywać potrafili się jak dużo młodsze podrostki. Ich mocne ciała pozwalały im na odważne wycieczki w niebezpieczne rejony a młodzieńczy zapał sprawiał, że nic nie było niemożliwe. Choć Yelena często była bardziej przeszkodą i wyzwaniem w czasie ich przygód, brat zawsze zabierał ja z nimi opiekując się i ucząc ją wszystkiego co sam wiedział. Zawarty mieli pakt, by nigdy nie mowić dorosłym gdzie naprawdę błądzą dniami i nocami bo choć grupa była bardzo pewna swoich umiejętności, to rodzice napewno zabronili by ich wypraw gdzie nie raz trzeba było walczyć lub uciekać by ocalić życie.


Yelena ignorowała krzyki i wzajemne groźby bliźniaków bo zajęta była napinaniem swojego lekko koślawego łuku. W ustach przeżuwała zbyt duży kawałek słodkawego mięsa by gryzienie było bezproblemowe. Trochę tłuszczu ciekło jej po brodzie ale dziewczyna potrzebowała obie dłonie wolne wiec napakowała ile się da do buzi. Próbowała celować w namalowaną na drewnianej desce tarczę, która stała na drugiej stronie jeziora, ale coś w jej broni było nie tak. We frustracji zmarszczyła brwi i zaczęła poprawiać zapinki do rzemienia. Wycelowała; zamknęła jedno oko; znów nie tak.

"Ugh!" Westchnęła w niezadowoleniu "głoopy wuk!"

"Co?" Stanislav odwrócił rozbawione oczy od braci, słysząc że jego siostra coś mówiła.

"Wuk! Ze no-da, głoo-"

"Lena, nie mów z pełna buzią." Dziewczyna wydała z siebie kolejne, zfrustrowane westchnienie i patrząc w oczy bratu, zaczęła szybko przeżówać. Czekał cierpliwie, z ręka założoną na rękę. Przełknęła.

"Mój łuk. Jest już za stary i nie da się napiąć. Czuje, jak znosi go w lewo. O! Widzisz, widzisz to Stan?" Dziewczyna napinała cięciwę, stabilnie trzymając broń siłą swoich ramion, prezentując bratu.

"Hm, pokaż mi go" Yel złożyła dostosowany do jej niewielkiego wzrostu łuk w rękach brata. Stanislav napiął go kilka razy, przymierzając się do strzału.

"Lena, to silne drewno, dobre, plastyczne." Mówiąc to, wypuścił strzałę w stronę tarczy. Trafił w sam środek. Oddał łuk siostrze.

"Pamiętaj, czasem będziesz musiała używać broni która ci nie odpowiada. Starej albo zbyt długiej, za krótkiej... Tępej. Jeśli broń ci nie leży, a masz tylko tyle czasu co mrugnięcie okiem, to ty musisz się dogiąć do broni, nie ona do ciebie, Lenko." Błękit jego oczu wpatrywał się w nią z taką intensywnością, jakby była to najważniejsza lekcja w jej życiu. Cieżko jej było patrzeć prosto w oczy brata bo urósł, powiększając się niemal dwókrotnie przez ostatnią zimę. Yelena nie miała nic do powiedzenia - jak zawsze, słuchała i robiła dokładnie tak, jak jej kazał. Zawsze działało.

"Napnij" powiedział łagodnie, odrazu poprawiając jej łokcie. Stanął tuż za siostrą, starając się zobaczyć cel na który wskazuje jej strzała z tej samej perspektywy co oczy dziewczynki. Odchylił lekko jej głowę, prostując ją na szyji owiniętej futrzanym szalem.

"Jak go znosi w tą stronę..." Lekko pochylił jej drobne ciało, przenosząc centrum równowagi na jedna nogę "to w która stronę musisz go dogiąć, żeby strzała wyładowała prosto?" Yelena ugruntowała się na jednej nodze. Okiem już nie mierzyła w tarcze tylko gdzieś obok. Wstrzymała oddech. Zastanowiła się chwile nad podmuchem wiatru który poruszył puszystym śniegiem; pomyślała nad elastycznością łuku który skrzywi strzałę, zakręcając ja ledwo co, a jednak na tyle, by minęła się z celem.

"Dobrze..." Skomentował Stan widząc jak mikroskopijne zmiany w posturze ciała korektują potencjalną trajektorie strzału. "Zaufaj temu uczuciu, które jak smak dobrej szynki napełnia twój żołądek gdy wiesz, ze dobrze celujesz. Nie myśl, zdaj się na instynkt. Instynkt to nic innego jak twoje ciało które szepcze ci czy robisz dobrze czy nie, bo twoje ciało i twój duch rozumieją więcej niż twoje oczy i twój rozsądek Lena, twoje ciało pamięta każdą strzałę i wie dokładnie gdzie celować, choć nie umie tego wyrazić słowami." Dziewczynka wypuściła oddech. Palce bezwładnie puściły ostrą cięciwę która nadała pędu wystruganej strzale. Lecąc, przecięła ona powietrze niebezpiecznie blisko głowy Babe który wykręcał właśnie rękę bratu, nie zwalniając jednak ani trochę na swojej drodze do celu. Głuchy dźwięk metalu wbijającego się w drewno - strzała kołysała się teraz ostatkiem sił tuż obok poprzedniej, bardzo blisko środka. Nagle, głos Stana rozniósł się po kanionie a krzyk jego brzmiał jak modlitwa kapłana z lekką nutka humoru i przesadzonego wychwalania.

"Poświadczcie własnymi oczami, oto rośnie legenda mojej siostry, mojej krwi! Babe, Ruth, spójrzcie na tą tarczę i niech was wstyd zeżre ze nawet wasze strzały się tak nie słuchają! Wznieście okrzyk, bo choć ona jest mała, to jest wielka!" Stan wygiął głowę do tylu i zawył, głośno i długo, jak młody wilk. Babe i Ruth w śmiechu na jego patetyczne słowa przyłączyli się do niego w wyciu. Yelena zanosiła się śmiechem.

"Dalej, Yelonku, wznieś swój głos z nami, niech doliny i góry usłyszą o twojej wschodzącej legendzie!" Stan uniósł ja z łatwością, sadzając na swoim ramieniu. Yelena wzięła tyle powietrza w płuca ile tylko mogła i zawyła, jak wilczyca, wypuszczać gęstą pare ustami. Chłopcy przyłączyli się do niej a po chwili, także i pobliskie stado wilków odpowiedziało na ich okrzyk.

"Dzikie stada - One cię wzywają młoda! Chodźmy, puki noc nam miła. Na łowy!"



10 lat póżniej

Nocna Łowczyni

Yelena długo trzymała przyjaciółkę w objęciach. Kobiety nie chciały się rozdzielać, choć kwartę drzwi wydmuchiwały całe ciepło z domu.

"Poślij kruka, jak tylko od niego usłyszysz" kobieta wyszeptała przez łzy do ucha Yeleny.

"Obiecuje."

"Mam nadzieje, że żyją..."

"Napewno, Yaldra, napewno żyją." Wysoka Nornki spojrzała w oczy Yelenie z poczuciem smutku jak i wdzięczności.

"Odwiedź mnie rano, Yel."

"Odwiedzę" ucałowała przyjaciółkę w policzek, zaciskając palce na jej ramieniu. "Niech duch wilka wyliże twoje łzy..."

"...Niech ma Eę i Stana w opiece..."


Yelena zamknęła za nią drzwi, dopiero teraz pozwalając emocjom wypłynać na jej twarz. Ze spuszczonymi oczami, powoli jakby prowadzona na smierć, podeszła do środka izby gdzie jej matka udawała zajęta.

"I co?" Zapytała kobieta której tatuaże na twarzy przypominały fale a nie znaki bitewne jak za młodości.

"Zabrał Eę z domu Yaldry ...i nie wrócił." Yelena sciszyła głos by jej dziesięcioletnia siostra nie słyszała.

"Zabrał dziecko? Ale gdzie on by ja ukrywał... i co po?"

"Nie wiem mamo, słuch po nim zaginął."

"Myślisz, ze wziął ja... Do smoka?" Yelena spojrzała na siostrę bawiąca się koślawymi lalkami które sama uszyła. Bram siedziała na kocu obok krzesła ojca który starał się udawać, ze nie jest przejęty. Bram, o złotych włosach z odcieniem rudego - ponoć takich, jakie miał ojciec zanim zsiwiał - nuciła pod nosem i sprawiała, ze lalki rozmawiały ze sobą o sukienkach. Widok tej beztroski zakół Yelenę bolesną tęsknotą za prostszymi czasami.

"Napewno nie." odpowiedziała matce z przekłamaną pewnością siebie "Pewnie wyruszył na łowy z dzieckiem żeby ją uczyć..." Kobieta choć chciała, to tym razem nie mogła zmusić się do uwierzenia w tak proste rozwiazanie.

"Uczyć, dwulatkę?" Zakryła usta ręką, przełykając napływające do oczu łzy. Yelena szybko przyciągnęła ja do siebie, przytulając. Materiał na ramieniu przesiąknięty był od łez przyjaciółki, teraz także skropiony kilkoma łzami matki.

"Matulu, wiesz jaki Stan jest..." Mówiła cichym, spokojnym głosem. "Coś go zatrzymuje - pogoda, dzikie stada, starzy przyjaciele i dlatego jeszcze nie wrócił. Czy pomoże, jeśli pójdę na zwiady, znów spróbuje go wytropić?"

"...A co, jeśli już nigdy nie zobaczę mojej wnuczki..." Głos kobiety złamał się od płaczu i wzięła ona kilka chwiejnych łyków powietrza by zdusić łzy. Słyszała już tylko swoje własne myśli. Yelena delikatnie przesówała matce ręką po plecach, trzymając ja w silnych ramionach. Krzaczaste brwi ojca ściągnięte były w wyrazie niepokoju. Patrzył on na dorosłą córkę w jakby przepraszający sposób, jakby mówił do niej właśnie coś bez używania słów. Ich zrezygnowane milczenie przerywała tylko melodia nęcona przez Bramwen, która była zbyt młoda, by rozumieć co się dzieje.


Drzwi wejściowe powolnie otworzyły się jakby pchane silną ręką. Yelena pomyślała, ze to musi być od przeciągu ale jej podejrzenie szybko zostało zmyte, gdy rozpoznała sylwetkę mężczyzny, który bez zaproszenia wszedł do środka, wnosząc śnieg spod butów.

"...Synu..." Ojciec pierwszy przerwał zdziwienie które uwięziło pozostałym słowa w gardle. Stan wolnym krokiem, z zaciśniętymi pięściami szedł, aż dotarł do środka domu.

"Co ona tu robiła?"


Yelena Chase, lat 20

Resztę wydarzeń pamietam jedynie przez mgłę. Tyle razy ten sam film wyświetlał się w czasie nocnych koszmarów, lub nawet gorzej - tych dziennych gdy starasz się skupić ręce i umysł na pracy ale wspomnienia napływają jak niechciana fala wrzącej wody, powoli zakrywając ci stopy, kolana, ramiona... Nos. Tyle razy ten sam film się wyświetlał, że taśma na której jest zapisany wyblakła, rozdrapana czytnikiem i wysuszona czasem. Nic tylko echo. Echo słów które szybko przywiodły brata do kłótni. Jego uparcie i ta dziwna... Ślepota na to co się dzieje. Jakby jego uszy zarosły, słysząc bzdury; oczy zaślepły, widziały zwidy; rozum opuścił, podpowiadał najgorsze myśli.

"Martwi się o ciebie, powiedziała, ze wziąłeś Eę ze sobą... Matka tęskni do owocu łona..."

"Ostrzegałem, żebyście nie mieszali się w sprawy mojej rodziny!"

"Ale... My wszyscy jesteśmy rodziną..."

"To moje szczenię i mam prawo zabierać je baz waszego wiecznego węszenia!" Głos mojego brata - tak zmieniony, że gdyby nie zdradzało go oblicze, to bym go nie poznała. Zachrypły, dominujący, bezkompromisowy. Ale nie tylko głos ale też i to co mówił, jakby mu ktoś słowa nienawiści wetknął w usta.

"Powiedziałem: Jeszcze raz ktoś z was spróbuje stanąć mi na drodze, to wszyscy poczujecie mój gniew!"

"Synu... Nikt nie chce ci-..."

"Nie dotykaj mnie, kobieto!" Chwyciłam matkę zanim upadła na podłogę. Po raz pierwszy wygladała na starą. Lata życia, walki i pracy tak jej nie zmęczyły jak ten jeden gest jej pierworodnego.

"Wyjdź stad, smarkaczu!" Zagrzmiał ryk ojca.

"Nie zanim powie gdzie jest moja wnuczka!"

"Czy ja dobrze słyszę?" Stanislav podszedł do ojca nastawiając ucha sarkastycznie "czy ty mnie obraziłeś? Ty-mnie? Kaleko..." Myślałam ze serce wyrwie mi się przez kości z żalu. Słuchałam ich kłótni nie wierząc, ze oto mój brat, mój bohater i idol jest zdolny do tak obrzydliwych czynów. Jednoczenie, nie chciałam niczego bardziej niż przytulić go mocno i wyszeptać, jak bardzo za nim tęskniłam przez te miesiące. Nagle - ulga - matka podnosiła się z moich ramion i jak dzika wilczyca skoczyła na plecy rosłego syna. Krzyk siostry, nie, nie krzyk a pisk od którego zadzwoniło mi w uszach i ta bezradność, gdy odeszła odemnie wszelka chęć do życia bo oczy nieruchomo utkwiły w jednym punkcie, wystraszone by nie poruszyć się oby u nie dowiedzieć się skąd ta świecąca odbitym światłem, pełna najwyrazistrzej czerwieni, lekko uzupełniania natrętnymi kroplami morka plama na podłodze. Krew. Krew pod krzesłem Mojego Ojca. Miedzy krzykiem bojowym matki, obelgami brata, dźwiękami uderzeń i pęknięć i piskiem siostry - moje uszy zdecydowały się skupić na najcichszym z westchnień. Na agonicznym, ostatnim oddechu mojego ojca który przybity krótkim ostrzem do swojego krzesła już nie mógł utrzymać powietrza w podziurawionych płucach. Odległe echo mojego imienia.

Serce kumoterstwo bić i teraz krew z fotela sączyła się ciurkiem na podłogę, ciągnięta w dół grawitacją, opuszczała swojego martwego właściciela jak dusza, która ucieka ciału. Coś szarpnęło mnie za rękaw. Olbrzymie, wystraszone oczy mojej małej siostrzyczki błagamy mnie o coś. Krzyczała prosto w moja twarz ale nie słyszałam już nic oprócz echa tego ostatniego wydechu, ostatniego słowa jakie mój ojciec powiedział...

"Yel, Yelena błagam! YEL!" Podniosłam głowę. Zdawała się być tak ciężka jakby jeszcze nie opuścił jej sen. Odważyłam się spojżeć na brata. Mocował się z matką. Choć pozbawiła go broni, jej dagger przecinający jego skore nie robił mu zbytniej różnicy a rany szybko goiły się porastając lodem, soplami lodu jak kolcami które powoli obrastała jego ciało zbroją która odbijała próby mojej matki. Znałam ten lód. To Stan pierwszy zabrał mnie do obozu Braci Svanir by wytępić ich ślepotę. Wtedy była to zabawa. "Nie myśl o nich jak o braciach. Smok pozjadał im rozumy. To bestie z lodem zamiast serca Lenko." Nikt nie podejrzewał że uda im się tak uderzyć w jego ambicje, by się do nich przyłączył. Opowiadał mi przy ognisku o dziwach jakie oni mu pokazywali. Jak to w końcu znalazł towarzyszyły tak silnych jak on... Jak to widza w nich przyszłego championa... Jak to wcale nie są źli, tylko złe zrozumieni. Szukają tego samego co my, chwały, siły, legendy.

"Stan!" Usłyszałam swoje słowa jakby nie należały do mnie. "Jakiż to mężczyzna podnosi rękę na własna matkę? Szczur w duchu, nie Norn..." Nawet nie spojrzał w moja stronę. Poczułam jak nogi mnie niosą, jak ręce natężniały, jak wyciągnęłam z ciepłego jeszcze ciała krótki nóż, jak korzystając z okazji dźgnęłam coś w ten punkt który moje oczy oceniły jako słaby. Schyliłam się by uniknąć ramienia które odruchowo chciało mnie odepchnąć jak ogon doylaka doganiający natarczywą muchę. Wbiłam ostrze raz jeszcze korzystając z okazji, widząc, jak organicznym nogom pomyliła się równowaga. Kolano uniosło się w stronę mojej głowy - to czas by odwinąć skręt mojego ciała i postawić stopy za plecami wojownika. Sztylet w to miejsce, gdzie szyja łączy się z ramieniem. Ryk bólu... Nie mogę ostrza wyciągnąć bo szybko porosło mroźnym lodem, parząc moja dłoń ugryzieniami zimna. Czuje obecność mojej matki blisko - przyjęła cios wymierzony we mnie, kupując mi kilka sekund na znalezienie nowej broni. Czyjeś ręce jak mocne jaguary skaczą w moja stronę z kolczastymi zębami. Omijam, jak ptak który odlatuje poza zasięg kota, krok za krokiem coraz bliżej jestem stołu na którym oparty jest mój łuk. Gdzie matka? Czemu nie wstaje? Nogi nigdy mnie jeszcze nie zawiodły. Odbijam się obiema od lodowego posągu. Upadamy w dwie odległe strony - ja jak waż, który jak sprężyna wymierza zęby w ofiarę; posąg z lodu jak wielki niedźwiedź który stara się nie upaść, ciągnięty cała wagą ciała do tylu, plecami uderzył o drzwi. Łuk w ręku obudził we mnie nowy rodzaj pewności siebie. Nie zginę - pomyslałam czując ulgę. Odkręciłam ciało szybko. Stopy zwrócone ku drzwiom, dźwięk napisanego drewna przy uchu, palce gotowe do wypuszczenia śmiertelnej strzały. Mierze w głowę bestii... Nie. Mierze w twarz brata, który utkwił weźmie błękitne oczy, jak lustrzane odbicie moich własnych. Ręka mi zadrżała. Płuca wycisnęły oddech w żalu. Straciłam to. Wspomnienia zabrały mnie do momentu kiedy Stan uczył mnie, poprawiając mi łokcie w pozycji gotowej do strzału. "Nie myśl, zdaj się na instynkt. Instynkt to nic innego jak twoje ciało które szepcze ci czy robisz dobrze czy nie, bo twoje ciało i twój duch rozumieją więcej niż twoje oczy i twój rozsądek Lena..." Wewnętrzna walka rozumu z instynktem przetrwania sprawiała, ze zamarła, w miejscu, wpatrzona w oblicze brata. Nie chciałam już dłużej walczyć z potworem. Chciałam odłożyć łuk i ukryć łzy w kołnierzu brata, poprosić, by przestał; zapewnić, ze jakoś wszystko naprawimy i będzie tak, jak było zawsze, będziemy razem i... Podbródek mi zadrżał, nozdrza rozszerzyły by wciągnąć więcej powietrza, powstrzymać łzy. Nie mogę zabić własnego brata.

"Zabierz mnie ze sobą, Stan..." Wyszeptałam głosem dziesięcioletniej Yeleny która najbardziej na świecie chciała przyłączyć się do ukochanego brata i być razem z nim w czasie jego przygód. Uśmiechnął się do mnie.

Tak, to uśmiech.

Nagła fala pozytywnych emocji - wszystko będzie dobrze! Napewno zdał sobie sprawę z szaleństwa które go opętało i teraz wraca do mnie. Wraca do siebie, prawdziwego siebie. Spuścił zemnie oczy, patrząc w kąt domu.

Czemu?

Widzę mikroskopijny ruch ręki która przygotowuje się powoli. Ale do czego? Topór mojej matki. Wbity w drewniane drzwi od ciosu który spudłował. Topór mojej matki tak blisko jego palców które powoli wyciągnęły się w stronę broni. Moje oczy powędrowały za jego. W kacie chaty, mała siostra na kolanach szarpie bezwładne ciało starszej kobiety za kołnierz. Kobieta nie śpi, bo oczy ma otwarte, szklane, martwe. Bramwen płacze, błaga, prosi by jej matka wstała. Moja matka. Katem oka widzę, jak dłoń zaciska się na uchwycie toporka. Jego oczy, jak oczy drapieżnika, bez mrugania za to z pewnego rodzaju głodem patrzą na łkającą dziewczynkę.

Instynkt.

Palce puszczają cięciwę. Świst strzały łaskocze moje ucho. Westchnienie bólu. Oczy bestii znów na mnie.

Dłoń Stana, jak gwoździem, przybita została do drzwi strzałą.

Odwrócił uwagę z powrotem na mnie. Tym razem skupił się na widoku ostrej strzały, wycelowanej prosto miedzy jego oczy.

"Yelena! Ma co czekasz!" Łzy Bram sprawiały, ze jej słowa brzmiały mokro.

Nie mogłam.

Stan, jak ktoś stojący na przeciw rozwścieczonego zwierzęcia poruszał się powoli, by nie sprowokować do ataku. Przeciągnął przedziurawioną dłoń po długości strzały, malując tym samym jej drewno na czerwono. Krok w tył, kolejny. Odwrócił się na pięcie i wyszedł z domu. Patrzyłam na oddalająca się sylwetkę przez grot napiętej strzały marząc jednak, by się odwrócił i wyciągnął do mnie rękę, ale on poszedł przed siebie, obrośnięty lodem, przybruszony śniegiem.


Tej nocy poszedł pod okno Yaldry. Obiecał jej, że zabierze ją do ich córki. Poszła z nim. Bramwen gdy już odzyskała trzeźwość umysłu, odrazu pobiegła do domu Yaldry i obudziwszy jej braci, rozpoczęli poszukiwania tej mocnej wilczycy po górach. Znaleźli ja o świcie, nad ciałem jej kochanka, rozdartym i rozdrapanym. Sama ledwo żyła, opustoszała wewnętrznie. Nie było śladu po jej córce.


Nigdy jej nie wybaczyłam.