Larf Greywolf
Wygląd
Z wyglądu był mężczyzną wielce schludnym. Zawsze ubierał czarne bądź granatowe stroje, w takich prezentował się najlepiej. Był posiadaczem jak większość Greywolfów, potarganych włosów, w szarym odcieniu. Jednak jego oczęta były jadowicie zielone. Co prawda zimne i często niewyrażające wielu uczuć, jednak wyróżniały się na tle rodu. Był także posiadaczem lekko pociągłej szczęki, często zarośniętej kilkudniowym zarostem. Czy był wysokim mężczyzną? Niestety, na tym polu cechowała go przeciętność. Nie należał ani do wysokich, ani do niskich. Za to, jak na Nekromantę cechował się nawet dobrą kondycją fizyczną. Panicz Larf ćwiczył, żeby ożywić umysł, co przynosiło widoczne efekty. Jego prawe oko prawie zawsze zakryte było pod skórzaną opaską, ukrywając zrośniętą krwią dziurę.
Znaki szczególne:
- Chłodne spojrzenie.
- Kilkudniowy zarost.
- Czarny Wilk wytatuowany na przedramieniu.
- Długie płaszcze. (Zazwyczaj)
Charakter
Larf usiadł wygodnie w fotelu, unosząc do ust parującą filiżankę z herbatą. Oparł się z pomrukiem przyjemności o miękkie oparcie i podniósł spojrzenie w stronę płonącego kominka. W tej właśnie rzadkiej chwili naszło go na moment refleksji. Utonął w zamyśleniu, zastanawiając się nad swoim żywotem. Nigdy nie był filantropem. Ani nie współczuł biedniejszym od siebie, czy tym którzy mieli gorzej. Nie raz, nie dwa zdarzało mu się przechadzać po trupach, byle by dostać to, czego chciał. A osiągnął w życiu już wiele. Przeniósł spojrzenie na pobliski kredens, wraz z ważną dla niego szkatułą. Wiele oddał, by mieć to co miał dzisiaj. I był skory oddać jeszcze wiele teraz. Przypomniały mu się słowa pewnej niewiasty. Jak go nazwała? Ah tak. Nieczułym, zimnym draniem. Rzekomo w jego żyłach miał być lód, natomiast sam Larf miał na stałe zapomnieć o uczuciach. Pamiętał, że chciała go nawrócić na tą "dobrą" stronę człowieczeństwa. Pokazać mu co znaczy miłość, radość, nauczyć go uśmiechu. Jednak kiedy już się znudził tą drobną zabawą, poświęcił tę ulotną znajomość wyższym celom. Oczywiście magicznym. Westchnął głęboko, upijając łyk herbaty. Pamiętał jej wrzaski, płacz i krzyki. Moment, w którym się złamała i prosiła już jedynie o śmierć. Jednak Larf nie ofiarowywał śmierci, dopóki korzystniej było, dla niego, aby obiekt żył. Tak było i w tym wypadku. Uniósł jedną z dłoni i przeczesał palcami długie, ciemnoszare włosy. Był prawdziwym wilkiem. Wygryzającym ofiarę do ostatniego skrawka ciała.
Larf był mężczyzną, którego można było określić po prostu jako kogoś złego. Nie było w nim krzty współczucia, czy wrażliwości, która cechowała wielu w jego wieku czy położeniu. Nie interesowały go romanse, póki nie miał z tego korzyści. Lubił spiskować i robił to na tyle zręcznie, że nie raz, połykał ofiarę nim ta wiedziała, co się właściwie działo. Jego charakter, który okazywał, zależał jednak od okoliczności, które temu sprzyjały. Jeśli musiał być miły, to taki był. Ułożony, biegle operujący gładkimi słowami. Jeśli musiał być szorstki, to zrzucał maskę dżentelmena i pokazywał mroczniejsze oblicze. Jeśli jednak mógł być sobą, to nie pokazywał żadnych uczuć. Nie ważne czy kroił żywcem kolejną ofiarę, czy prowadził luźną pogawędkę.
Umiejętności

Larf przechadzał się po rodzimej posiadłości, tuż po lekcji kaligrafii. Kiedy jego matka rozmawiała z nauczycielem w podeszłym już nieco wieku, młody panicz kierował się w sobie znanym kierunku. Biegnąc szybko pomiędzy zawiłymi korytarzami wielkiego budynku, został przy okazji okrzyczany przez nianie, starszą, złośliwą, zrzędzącą i opiekuńczą kobietę. Ignorując ją jednak i nie zatrzymując się, dotarł w końcu do ogromnego ogrodu z górskim widokiem. W ogrodzie oprócz licznych róż, zieleni i niektórych, bardziej egzotycznych kwiatów, było wejście do podziemnej, rodzinnej krypty. To tam kierował się młody panicz. Podobało mu się tutaj, nie dlatego, że przepadał za oddawaniem czci swym przodkom. To miejsce sprawiało, że czuł się wyjątkowo skupiony i spokojny. Dla młodego panicza była to już jednak proza, jako że bywał to często. Zawsze sam. Ten dzień był jednak wyjątkiem, gdyż zdenerwowana niania, postanowiła go dogonić i dać nauczkę. Szybko zlazła schodami na dół, tąpiąc przy tym zdenerwowana, łapiąc panicza za ucho i wykrzykując groźby oraz wizje tego, co powinien zrobić z nim jego ojciec. Złapała go za łachy i zaczęła ciągnąć ku wyjściu, schodami w górę. Młody Panicz szarpał się mocno, nie chcąc pozwolić niani na zamierzone plany, sprawiając tym samym, że starsza niania straciła równowagę w nogach. Zdarzył się wypadek, a kobieta sunęła schodami w dół, łamiąc sobie przy tym kark. Zanim ktokolwiek się zorientował, minęła godzina.
Młody Panicz spoglądał na ciało i zrozumiał
To, co go ciągnęło do tej krypty
To, co sprawiało, że czuł się sobą
Była śmierć
Bojowe
Pozostałe
Wady
Ekwipunek
WIP
Krótka Opowieść
Przybył po nią wczesnym wieczorem.
Jaskrawo zielone oczy, schludnie zaczesane ciemnoszare włosy,
I jeszcze ten nienaganny strój.
Wszystko sprawiało wrażenie, jakby wystroił się dla niej.
Choć to pewnie przez ten bukiet róż trzymany w dłoni.
Ich powóz dotarł po pewnym czasie do wielkiej posiadłości zaprzyjaźnionego mu rodu. Wyszedł pierwszy, podając jej uprzejmie dłoń, kiedy schodziła po dwóch stopniach pojazdu. Zaraz potem niemal opiekuńczo przełożył jej dłoń na swoje przedramię. Ona za to uniosła swoją i włożyła małą, złotą różyczkę do kieszonki na piersi jego marynarki. Jej długie, złote włosy podskakiwały na ramionach, kiedy przekroczyli próg sali, wkraczając do środka. Orkiestra grała leniwą melodię, kiedy zaprosił ją do tańca, pominąwszy niuanse przedstawiania towarzyszki znajomym.
Gdy wirował z nią w uścisku, myślała, że ma wszystko.
Spojrzenia zazdrosnych panien,
Westchnienia młodych kawalerów.
Uwagę, której zawsze tak bardzo pragnęło jej próżne serce.
Zaspokoił jej marzenia o idealnej chwili.
Pierwszy taniec dobiegł końca. Porwał ją więc w następny i następny. W końcu, kiedy oboje się zmęczyli, pozwolił jej pokręcić się wśród innych uczestników balu. Tu zagadali przez chwilę z jednym ze szlachciców, tam skomplementował inną damę. Oboje szybko wtopili się w tło, przyjmując naturalne im maski na twarze. Robiąc to, co każdy uważał za słuszne w takiej sytuacji. Jednak nie miało to trwać długo. Larf powoli się nudził całym przedstawieniem. Nawet jeśli jego partnerka była w niebo wzięta.
Kiedy go poznała,
Wydawało jej się, że był wielkim dżentelmenem.
Ułożonym, zadbanym, dystyngowanym i elokwentnym.
Nie znała jego prawdziwej natury
Nie rozumiała jakie rzeczy prawdziwie go pochłaniały.
A kiedy przyszło jej się na tym poznać, wielce jej się to nie podobało.
Larf nie wytrwał do końca balu. Tak jak i jego partnerka. Skusił ją słodkimi słówkami szeptanymi do tego drżącego z podniecenia uszka. Wiedział, że nie potrafiła by mu się oprzeć. Jego urok był nie do odparcia. Zielone oczy zgubiły już nie jedną, gdy Wilk zabierał ją tam, gdzie pozostałe. I tym razem dopiął swego. Wyprowadził ją po niedługim czasie z balu. Wsiedli ponownie do karocy. Mieli pojechać do niego. Dziewczyna jednak nie wytrzymała, więc dał jej to czego chciała jeszcze w powozie, podciągając jedynie suknie i posiadając ja tak jak była. Całe szczęście droga nie była ani krótka, ani długa. Miał wystarczająco dużo czasu.
Na miejscu, gdy przekroczyła tylko próg jego najętej posiadłości, szybko straciła przytomność. Obudziła się godzinę później, leżąc przykuta do stołu, kiedy Larf naciągał rękawiczki na dłonie. Była naga, obraz kobiety wyzwolonej od ubrań był mu miły dla oka, a przede wszystkim potrzebny. Po chwili zabrał się też za eksperyment, szykując zaklęcie, tkając inkantację złożonej klątwy, plugawiącej ciało. Musiał sprawdzić, czy działała. I jak działała jak szybko jak mocno.
Ciekawostki
- Wywodzi się z bogatego i wpływowego rodu.
- Nadzwyczaj interesuje się anatomią i badaniem celu każdego z organów.
- Czasami częstuje innych swoimi alchemicznymi wyrobami bez zapowiedzi i uprzedniego poinformowania o tym.
Plotki
Znasz jakąś? Dopisz ją!
- "Zdaje się idealnie potwierdzać stereotyp miastowych z górnych sfer Divinity's Reach. Pyszałek i tchórz. Nie wierzę, że sam przetrwał tyle na pustyni i dla własnego dobra niech lepiej trzyma się ode mnie z daleka." - Teena Dest















