Zaveba w Koszmarnym Dworze
Zaveba w Koszmarnym Dworze

Służba - Służba sylvariego była krótka, bo trwała ona zaledwie 2 lata, spędzone w forcie i zakończone dezercją Podróżnika. Fort w którym służył był pod władzą Riousa którego to Sylvari wypełniał wszelakie prośby. Od załatwienia męczących go Koszmarytów po zwykły odbiór przesyłki z innych garnizonów. Można by rzec, że był jego psem na wysyłki, który w ostateczności pokazywał pazury wrogom swego Barona. Jego nogi przeszły przez wiele fortów Koszmarnego Dworu, a oczy widziały wielu Hrabiów, czy też zwykłych Rycerzy różnych orszaków, przez co nabrał ogromną wiedzę o hierarchii ponurej strony Sylvarich. Większość swej służby poświęcił na egzekwowaniu rozkazów morderstw ze strony swego byłego władcy, który wysyłał go do różnych części centralnej Tyrri. Reszta składała się ze zwykłego nawiedzania innych fortów, aby sprawdzić jak prosperują. Swoją rangę Rycerza zdobył za pomocą wybijania swych przełożonych, aby stanąć u boku Hrabiego i być jego prawą reką. Na sam koniec służby został odesłany do oddziałów w Maguumie, gdzie zdezerterował z niewyjaśnionych przyczyn. Nikt o tym swoją drogą nie słyszał, gdyż był lub nawet jest dalej uważany za pełnoprawnego Koszmarytę.
Tytuł oraz opinia innych - Jak Zaveba odbywał swoją ponurą służbę w Koszmarnym dworze nosił tytuł "Szkarłatne Ostrze". Został mu on nadany przez dobijanie ofiar za pomocą wbicia w nie swego ostrza i wykręcania go, aby zadać jak największy ból. Samo zdobycie tytułu było zwykłym procesem wybijania swoich przełożonych, aby udać się jak najwyżej w drabinie rang. Pośród jednostek orszaku był uznawany za osobę pełną nienawiści oraz dość skrytą, bo nigdy nie wychodził na światło dzienne bez jakiegoś ważnego celu.
Charakter jaki posiadał podczas służby - Osobowość, którą posiadał za czasów swej służby, była całkowicie inna od tej, którą aktualnie posiada. Można było powiedzieć, że praktycznie się nie odzywał, a jak już, to tylko gdy musiał, albo jak stracił kontrolę nad swoimi emocjami. Powiedzieć można, iż był typową zagadką. Nawet jego Pan, nie potrafił go rozgryźć, mimo iż często z nim rozmawiał w cztery oczy, aby mu przekazać rozkazy czy też wysłuchać co ma pożytecznego do przekazania. W walce był bezwzględnym potworem dla swych ofiar, gdy władał Firebringerem, był jednym z najlepszych zabójców w całym orszaku. Nie myślał kogo zabijał, czy też po co zabija, po prostu wypełniał rozkazy nie pokazując żadnych emocji, które ukrywał pod maską. Swoich podwładnych traktował jak szkodniki, które nie miały prawa egzystować, więc wielokrotnie zdarzało się, że podczas misji wielu jego towarzyszy "przypadkowo" ginęło od jego płomieni.
Wygląd Sylvariego, gdy był jeszcze rycerzem Koszmarnego Dworu - Mundur Zaveby głównie składał się z czarno-szkarłatnych liści. Główna jego część to liściasty płaszcz, który przysłaniał większość ciała, nie zostawiając bez ochrony żadnej jego części. Na rękach nosił zwykłe rękawice, stworzone z czarnych pnączy oraz szkarłatnych liści. Mimo że składały się z takich delikatnych materiałów, to o dziwo służyły doskonale jako opancerzenie na dłonie. W przeszłości zamiast szala, nosił on liściasty kaptur, który zwykle delikatnie zwisał na jego grzbiecie. Na twarzy miał założoną maskę, która zakrywała praktycznie całą jego twarz, prócz prawego oka. Maska była zbudowana z kości oraz zwykłego materiału, gdyż liście na twarzy go wyjątkowo irytowały. Spodnie oraz buty zostały stworzone z grubych pnączy, które otulały jego nogi. Całościowo prezentował się jak typowy Koszmaryta ze sporym doświadczeniem na karku.