Draco Smoczeserce

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Draco Smoczeserce
Rasa

Popielec

Płeć

Data urodzenia

26, Urodziny: 88 Dzień sezonu Feniksa

Klasa

Revenant

Tytuł

Centurion Krwawego Legionu

Rola w Lidze

Towarzysz

Powiązane organizacje
  • Krwawy Legion
  • Elizjat
Filar

Determinacja

Znana Rodzina
  • Drogan Smoczafuria (Ojciec)
  • Ellora Smoczeskrzydło (Matka)
Status postaci

Główna

Wygląd

Masywny popielec o żółtozłotym futrze z ciemnymi tygrysimi znakami na ciele i trójkątnym pysku z czarnymi znakami wokół oczu. Jego łeb przyozdabia para długich zakrzywionych rogów wraz z dwoma mniejszymi na krawędziach brwi. Jest bardzo dobrze umięśniony dzięki regularnym treningom i wieloletniej służbie. Wzrostem przewyższa zwykłych popielców. Czarne tygrysie znaki na jego ciele i oczach świecą na różne barwy w zależności od emocji jakie w danej chwili targają wojownikiem. Zakres kolorów, w jakich mogą się świecić obejmuje na razie: błękit i czerwień. Jego futro jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku, prawdopodobnie za sprawą genów, bo Draco pomimo tego, że dba o swój wygląd to nie aż w tak dużym stopniu. Ogon popielca jest stosunkowo długi i zwinny, dzięki temu, że nawet i tej części swego ciała nie oszczędził treningów, może za jego pomocą chwytać różne rzeczy, a nawet i użyć go w walce by podciąć co lżejszych przeciwników.

Charakter

Draco spogląda na życie z pewnym dystansem. Wydarzenia z przeszłości nauczyły go, że każdą chwilę trzeba wykorzystać w pełni bo zaraz wszystko może szlag trafić. Szanuje mocno takie rzeczy jak honor, oddanie, lojalność i szczerość. Po drugim upadku bandy i porwaniu przez Czaszkę, Smoczeserce postanowił chyba w końcu czerpać w pełni z życia i porzucił pewną część swej "poważnej strony" na rzecz typowo popielczego poczucia humoru. Jak przystało też na przedstawiciela zwierzęcej rasy, potrafi oddać się w pełni swym naturalnym instynktom, przez co w walce z wrogami zyskuje na drapieżności i zawzięciu. Czasami jednak przez owe instynkty potrafi też zachowywać się agresywniej niż ma to zwykle w zwyczaju... i to poza walką. Jest lojalny wobec swoich przyjaciół i w razie potrzeby może poświęcić wszystkiego co ma dla osób mu bliskich. Podchodzi sumiennie do swoich obowiązków i dotrzymuje danego słowa. Nie można też mu odmówić determinacji... czasami nawet wykraczającej poza granice rozsądku.

Umiejętności

  • - Wieloletnie doświadczenie w walce mieczem dwuręcznym i strzelaniu z broni palnej.
  • - Umiejętność posługiwania się wieloma rodzajami broni.*
  • - Dowodzenie bandą i podejmowanie szybkich decyzji na polu bitwy.
  • - Podstawowy zakres wiedzy w dziedzinie technologii.
  • - Zdolności dyplomatyczne.
  • - Zmysł Wojownika - Po długich latach spędzonych na polu bitwy, Draco nauczył się szybko orientować w sytuacji i reagować na czas. Jego zmysły są też wyostrzone.
  • - Zręczność Bojowa - Po odpowiednim treningu, wojownik nauczył się wykorzystywać ciężkość swojego pancerza by zapewnić sobie przewagę na polu bitwy i móc się sprawniej po nim poruszać, dzięki czemu może skakać z większych wysokości by zadać ogłuszające uderzenia, czy też szybciej wspinać się na wyższe zabudowania w razie potrzeby. Dodatkowo dzięki temu, że przez tyle czasu używał ciężkiej zbroi przyzwyczaił się do jej wagi i nie męczy się tak szybko nosząc go w walce.
  • - Oswajanie Zwierząt - Swego czasu, gdy Draco był jeszcze kociakiem, wiele razy wymykał się z Cytadeli i próbował oswajać dzikie stworzenia w nadziei, że kiedyś zostanie łowcą i będzie razem z nimi walczyć. Los jednak chciał, że stał się wojownikiem, lecz podejście do zwierząt wciąż mu zostało i może w razie potrzeby uspokoić rozwścieczoną pumę czy unieszkodliwić dzikiego niedźwiedzia, nie robiąc mu przy tym krzywdy. Pomimo umiejętności oswajania zwierząt, wojownik nie zabiera ich ze sobą w bój i jedynymi kompanami, którymi zajmuje się na stałe to Tora - śnieżna pantera i Alivia - orlica.

_________________

(*) To, że Draco umie posługiwać się wieloma broniami nie znaczy, że włada nimi mistrzowsko. Przebył podstawowe szkolenie w walce tymi "zabawkami" dzięki czemu nie utnie sobie ręki korzystając z miecza jednoręcznego. Jednak jeśli mierzyłby się w boju z osobą mistrzowsko władającą buławą, samemu używając tego oręża, miałby problem z pokonaniem swego adwersarza.

Ekwipunek

  • Broń Główna - Zmodyfikowany Wielki Miecz Dwuręczny "Smoczy Szpon".

Broń z daleka przypominająca standardowy miecz dwuręczny legionów jednak w oczy rzuca się podłużny rdzeń w środku ostrza, który kształtem przypomina wąską probówkę. Rdzeń owy ma dwa "stany bytu": albo jest pusty albo zapełniony jakąś energią. Sam materiał, z którego broń jest zrobiona wygląda jak bardzo mocna i odpowiednio zahartowana popielcza stal. Pod spodem miecz ma mechanizm, który pozwala złożyć ostre ząbki na ostrzu by utworzyły bardziej gładką powierzchnie tnącą. Na gardzie jak w przypadku poprzedniej wersji broń ma wytłoczone logo Bandy Smoka.

  • Broń Podręczna - Zmodyfikowany "Ciężki" Pistolet Legionów

Praktycznie zwykły pistolet używany przez wojska Cytadeli, ale bez zbędnych ostrzy, które niepotrzebnie dodają wagi broni i z równoważnikiem nad chwytem by lepiej rozłożyć środek ciężkości co znacznie ułatwia celowanie.

  • Broń Dodatkowa - Sztylet "Kieł Smoka"

Sztylet, który Draco dostał od ojca jako symbol spadkobiercy Daru. Cała broń jest pełna smoczych motywów od ostrza, które na tępej stronie ma rząd ostrych szpikulców zrobionych na podobieństwo grzebienia na karku bądź na ogonie, przez garde imitującą skrzydła, a na samym zakończeniu rękojeści w kształcie głowy smoka kończąc. Ostrze jest podobno niemożliwe do stępienia, a sama broń jest niezwykle wytrzymała i zniszczenie jej graniczy z cudem.

  • Broń Dodatkowa - Ulepszone Ostrze Nadgarstkowe

Półmetrowe ostrze wysuwane spod płytek w prawej rękawicy wojownika. Mechanizm spustowy zapobiega niepożądanemu wysunięciu się broni, a sama klinga została przez Draco dodatkowo zahartowana i wzmocniona by w krytycznych sytuacjach mogła posłużyć do blokowania ataków. Wciąż jednak blokowanie ostrza ostrzem pozostaje niezbyt dobrą techniką.

  • Smoczy Naszyjnik

Złoto-srebrny naszyjnik przedstawiający smoka z rozwartymi skrzydłami - oficjalne logo Bandy Smoka.

Opcjonalny Ekwipunek

  • Stymulanty

Walcowe wysuwane strzykawki z długą igłą. Po zaaplikowaniu specyfiku Draco dostaje porządny zastrzyk adrenaliny. Jego wytrzymałość, siła i zręczność są zwiększone przez pewien czas. Czuje się też tak jakby wychlał całe wiadro kawy dzięki czemu stymulanty idealnie sprawdzają się w roli tymczasowego "rozbudzacza". Środek sam w sobie nie ma właściwości szkodzących organizmowi, a przynajmniej Draco niczego nie dostrzegł po wieloletnim użytkowaniu. Wojownik prawie zawsze nosi ze sobą cztery sztuki strzykawek.

  • Zapas Amunicji

Amunicja do pistoletów i karabinów - nic niezwykłego, a że magazynki nie są aż tak ciężkie i nie zajmują dużo miejsca to Smoczeserce może sobie pozwolić na noszenie ich kilku.

  • Miny Szrapnelowe

Podstawowe wyposażenie żołnierza Cytadeli. Draco ma przy pasie ładownice na cztery miny i nosi w worku przy pasie kilka dodatkowych sztuk (od 2 do 4 w zależności od sytuacji). Jest to idealny przykład technologii wojennej Popielców. Miny łączą w sobie przyzwoitą siłę wybuchu, średni zasięg rażenia i niedużą wagę dzięki czemu są lepsze niż ciężka i toporna w noszeniu charrzooka, a zapewniają podobną moc. Czasami w łapy Draco wpadają specjalnie zmodyfikowane miny np. z ładunkiem trującym czy większą siłą rażenia.

  • Piersiówka

Bo nie ma nic lepszego niż łyk Krwawego Ostrza po dobrej walce.

  • Iniektor na stymulanty

Wystarczy go podpiąć do nogi lub ręki, chowając pod pancerzem. Od teraz wstrzykiwanie stymulantów wymaga tylko naciśnięcia przycisku.

  • Włócznia Centaurów

Zabrana z koszar Seraphów w nagrodę za wygranie w "konkursie" na współprace. Jest to porządna drewniana włócznia, która według zapewnień Duchen nie złamie się. Jej grot jest wykonany z kamienia i ma falisty kształt.

Plotki/Ciekawostki

  • Draco nosi w sobie Dar, który podobno jest dziedziczony w jego rodzinie. To też przez owy Dar jego znaki świecą się pod wpływem emocji.
  • Podobno raz zniknął na długi czas udając się na Suchy Szczyt w celu wyjaśnienia sprawy spaczenia Daru.
  • Od czasu gdy odkrył swoją wewnętrzną magię stara się za wszelką cenę nauczyć jak kontrolować ją pod presją by móc używać jej w walce.
  • Odkąd wrócił z pustyni to gdy tylko ma okazje czyta zbutwiałe tomy traktujące o przeszłości albo medytuje.
  • Swego czasu gdy jego Dar się spaczył, znaki na jego ciele świecił na ciemny fiolet a sam popielec wykazywał oznaki poddania się woli Kralkatorrika mimo tego iż nie został Napiętnowanym.
  • Draco jest odporny na szkodliwe działanie alkoholu przez co może pić ile chce i nigdy nie będzie pijany. Sam wojownik nie wie dlaczego tak się dzieje, ale nie narzeka też z tego powodu.
  • Odkrył, że ciężka broń utrudnia mu skupienie się na swojej magii podczas walki dlatego też czytanie lektur traktujących o przeszłości często zastępuje teraz intensywnym treningiem walki włócznią lub dwoma mieczami, które faworyzuje ponad wszystkie bronie jednoręczne.
  • Po całym Askalonie krążą plotki, że popielec został brutalnie zamordowany przez organizacje zwaną Czarną Czaszką. Ile w tym prawdy? Niewiadomo, jedno jest pewne Draco nie był widziany już od długiego czasu.

Historia Postaci

Początek

Draco nie został oddany do fahraru w takim wieku jak większość kociąt. Odkąd wyrosło mu futro przeżył dodatkowo rok ze swoimi rodzicami Droganem Smocząfurią i Ellorą Smoczymskrzydłem. Oboje byli w Krwawym Legionie chodź Ellora przez długi czas służyła w Legionie Popiołu, ale jej banda wpadła w zasadzkę, a gdy Drogan ze swoją kompanią dotarł na miejsce tylko Ellora stała na polu bitwy otoczona przez wrogów. Samica zasugerowała, że w ramach podzięki dołączy do oddziału popielca i po załatwieniu wszystkich formalności tak się stało. Ojciec zawsze tłumaczył Draco, że nosi w sobie dziedzictwo, "dar przodków", który sprawiał, że banda Smoka jest wyjątkowa, ale kociak niewiele z tego rozumiał. Gdy jego rodzice chcieli go oddać do fahraru, ojciec zdradził mu częściowo jak działa dar, zapewniając, że w przyszłości w pełni zrozumie jego byt. Ze słowami przestrogi, by młody kociak unikał chwalenia się swoją odmiennością, gdy tylko ma ku temu okazje, Drogan odprowadził go do Fahraru Młodych Bohaterów w Czarnej Cytadeli. Starszy od swoich pobratymców Draco często musiał wysłuchiwać żartów na swój temat, co strasznie go denerwowało, ale upust swoim emocjom dawał dopiero na treningach przez co często zdarzało mu się niszczyć kukły treningowe, łamać miecze i tym podobne. Poznał tam też pewną popielke, która tak samo jak on często trzymała się z dala od grupy - Delorę. Szybko dogadali się ze sobą i często w nocy wymykali się z "baraków" i trenowali wspólnie, co strasznie drażniło Primusów. Czasami też uciekali spod czujnego oka opiekunów za dnia i udawali się na Płaskowyż Diessa by oswajać dzikie zwierzęta. Dzięki dodatkowym treningom Draco nie odstawał od grupy, a wielu nawet przerósł w umiejętnościach i kwestią czasu było tylko skończenie nauki i założenie własnej bandy.

Banda

Zgodnie z prośbą swojego Ojca, który był szanowanym Centurionem w Krwawym Legionie, Draco gdy tylko ukończył naukę i opuścił fahrar założył swoją własną bandę. Wielu mówiło mu, że to za wcześnie by dowodzić oddziałem i nie podoła swojemu zadaniu, ale wojownik miał to gdzieś. Pierwszym zadaniem jakie dostała Banda Smoka było wspieranie oddziału Krwawego Legionu stacjonującego w Polach Ashfordu. Patrolowanie terenu, zabijanie duchów i odstraszanie dzikich bestii było dla niego chlebem powszednim, a poprzez niepowodzenia, których też nie brakowało, powoli uczył się jak skutecznie dowodzić bandą. Jego przyjaciółka z fahraru Delora dołączyła do Legionu Popiołu, ale została przydzielona niedaleko od posterunku przy, którym stacjonował Draco, dlatego często się ze sobą widzieli. Wielu przełożonych nie traktowało młodego wojownika zbyt poważnie, inni Legioniści drwili sobie z niego, ale Smocze Serce był już przyzwyczajony do tego i nie przejmował się docinkami. Wiele problemów sprawiał mu za to brak dyscypliny. Młodzi Żołnierze myśleli głównie tylko o piciu, chędożeniu i obijaniu się, a służbę traktowali jako przymus. Sam Draco też walczył z pokusami wygodnego życia, więc rozumiał swoich kompanów, ale wiedział też, że oddając się lenistwu popielcy nie osiągnęli by połowy tego co mają i ciężka praca chodź niekoniecznie miła jest ważna. Często rozmawiał ze swoją bandą, na wiele różnych tematów, starał się by nie byli oni tępymi osiłkami, którzy poza walką, chlaniem i spaniem nie umieją robić nic innego. Szczególnie dobrze dogadywał się z elementalistą - Garnem, który na swój sposób bardzo przypominał Draco. Razem z nim zaczęli edukować resztę, by ich wiedza wykraczały poza tą zdobytą w fahrarze. Czas płynął a stosunki w bandzie zacieśniały się, powoli z chaotycznej grupy zaczęła robić się rodzina, która razem szła w bój i troszczyła się o siebie nawzajem i to było pierwszym sukcesem wojownika, pierwszym, ale za to jak znaczącym.

Służba, towarzyszka i związek

Po zdobyciu doświadczenia i zaufania u Trybuna, Banda Smoka została oddziałem specjalnym, który był wysyłany wszędzie, gdzie była potrzebna pomoc. Rutynowe zadania w stylu "przyjść, zabić, wyjść", ochrona przyczółków i eskortowanie konwojów z zaopatrzeniem w najróżniejsze części pola bitwy wypełniały każdy dzień Draco i jego ekipy. Inni Legioniści zaczęli go szanować, jako równemu sobie rangą, a Żołnierze słuchali się jego rozkazów bez sprzeciwu. Więź z Delorą zaczęła powoli się zawężać, aż do momentu gdy mogli nazywać siebie parą i pomimo swoich niebezpiecznych stylów życia, związek ten nie był tylko oparty o wysłanie nowych kociaków do fahraru i szukaniu kolejnych partnerów. Miłość, oddanie i troska idealnie opisywały relacje między nimi. Oczywiście znaleźli się tacy, który negowali ich, już z samego faktu, że nie byli nawet z tego samego Legionu, ale to nie zniechęcało pary. Podczas jednego z zadań Banda Draco musiała zapuścić się w Odległe Dreszczogóry by znaleźć zaginiony konwój. Błądząc przez burzę śnieżną udało im się w końcu dojść do wąwozu, który wydawał się być jedynym schronieniem przed szalejącym żywiołem. Ich zdziwienie było wielkie, gdy odnaleźli tam zniszczone wozy i martwych Popielców mających na sobie zbroje Krwawego Legionu. Chwilę później ich uszu dobiegł przeszywający ryk z głębi wąwozu, a gdy pobiegli w stronę źródła dźwięku ujrzeli Ettiny zaganiające w róg śnieżnego leoparda*. Oddział rzucił się na dwugłowe bestie, chcąc pomścić swoich towarzyszy i gdy Ettiny były już martwe, Draco wykorzystując wiedzę nabytą za kociaka uspokoił przestraszonego irbisa*. Zwierze miało zranioną łapę i prawdopodobnie umarłoby zabite przez jakiegoś drapieżnika gdyby je zostawili na pastwę losu, dlatego Popielec przygarnął je do siebie i po powrocie do Cytadeli zaopiekował się nim. Panterę* nazwał Tora i gdy tylko wyzdrowiała chciał ją wypuścić na wolność, ale samica wróciła do niego, bo była zbyt przyzwyczajona do Draco i jego bandy przez co wolała wygrzewać się przy ocieplanych łóżkach w Cytadeli niż błądzić po zaśnieżonych Dreszczogórach.

  • Dla niewtajemniczonych - śnieżny leopard, irbis i śnieżna pantera to to samo zwierze

Leth mori Aiwe

Po wieloletniej służbie zadania wyznaczane przez Legion przestawały już zaskakiwać Draco. Wojna się nie zmienia to i rzeczy, które się na niej robi też nie. Oczywiście, wciąż przed rozpoczęciem walki był ten dreszczyk emocji, dudniące serce, przyjemny ciężar miecza w łapach, posoka tryskająca na lewo i prawo, ale pomimo tego wszystkie zadania sprowadzały się do tego samego. Wczesna pobudka, służba, służba, służba, chwilą wytchnienia z Delorą, jeśli sytuacja na to pozwalała i sen. Następnego dnia to samo i tak w kółko, jak te przeklęte duchy Askalonu, które codziennie powtarzają to co robiły wczoraj. Pewnego dnia gdy wydarzenia zawlokły Draco i jego partnerkę do karczmy w Boskiej Przystani natknęli się oni na ogłoszenie. Obiecywało ono przygodę we wspólnym gronie, walkę o pokój i dużo piwa, a to wszystko pod herbem Leth mori Aiwe. Jako, że zbyt wielu alternatyw nie było, wojownik wraz z Delorą postanowili spróbować dołączyć się do Bractwa, by urozmaicić sobie życie i poszerzyć horyzonty. Po udaniu się do siedziby gildii na rozmowę wstępną, para została przyjęta w szeregi stowarzyszenia i zaczął się nowy rozdział w ich życiu. Draco poznał wiele nowych osobistości i zawarł wiele znajomości. Gdyby ktoś mu rok wcześniej powiedział, że będzie się przyjaźnił z człowiekiem, wojownik wyśmiałby go pomimo, iż nie miał negatywnego nastawienia do ludzi. Popijawy z popielcami są ostre, ale kto by się spodziewał, że są norni, którzy odchodzą od lady tylko wtedy, gdy nogi odmówią im posłuszeństwa i runą na ziemie, a świat przed oczami im zniknie? Zdecydowanie będąc w Leth mori Aiwe Draco doświadczył, rzeczy których by nigdy nie mógł nawet ujrzeć żyjąc swoim żołnierskim życiem. Wykorzystywanie swoich umiejętności dla sprawy innej niż walka za Legiony również była czymś odświeżającym i to wielce cieszyło popielca.

Straty i zyski

Po roku przeskakiwania pomiędzy pracą z Leth mori Aiwe, a zadaniami od Legionów Draco został nagle pilnie wezwany do Cytadeli. Trybun wyjaśnił mu, że sytuacja we Wzgórzach Serca Ognia jest krytyczna i razem ze swoją bandą zostaje przydzielony by zapewnić wsparcie dla walczących tam wojsk. Delora słysząc to zgłosiła się na ochotniczkę by przydzielili ją do bandy wojownika, żeby robiła im za zwiad. Torga Grób Pustyni wraz z Rytlockiem zgodzili się na to i zaledwie kilka godzin później Draco wraz z bandą i partnerką byli w drodze do miejsca, które wielu uważa za wyrok ostateczny. Smocze Serce nie miał czasu by przekazać informacji Bractwu ponieważ rozkaz nakazywał mu jak najszybsze wyruszenie, a oddział, który miał ich przeprowadzić bezpieczne do granic terytorium Legionu Płomieni czuwał nad nimi przez cały czas gdy pakowali najpotrzebniejsze rzeczy i nie dał im nawet chwili by pożegnać się ze znajomymi czy choćby wysłać kruka z listem. Podróż była straszna, panowała nieznośna cisza przecinana tylko rozkazami Legionisty eskortującej ich bandy i nieudanymi próbami rozpoczęcia jakiejkolwiek rozmowy. Wszyscy wiedzieli, że wielu żołnierzy jest wysyłanych do Wzgórz Serca Ognia, ale wraca tak niewielu, że można by było zapisać wszystkie imiona "ocalałych" na jednej kartce. Pomimo tego, Draco widział, że jego banda jest zdeterminowana i gotowa do walki. Wszystkie lata treningów, nauki i wspólnej służby opłaciły się. Nikt nie dawał po sobie poznać zmartwienia, wszyscy szli równo, przekonani o swoich umiejętnościach i gotowi na to co ma ich spotkać. - Jesteśmy! - Rzucił masywny popielec stając przy przełęczy. - To wasz cel, gdy tylko będziecie po drugiej stronie wasz zwiadowca powinien wiedzieć co robić by namierzyć najbliższy posterunek. - zerknął za siebie upewniając się czy gdzieś w okolicy nie znajdują się żołnierze Płomiennych. - Nie zazdroszczę wam! Hah... powodzenia! Po tych słowach poklepał Garna po ramieniu i nakazał swojej bandzie powrót do Cytadeli. Delora, jak Legionista przewidział, szybko weszła na jakieś wzgórze i wypatrzyła najbliższy posterunek. Tam przez kilka tygodni banda odpierała ataki Płomiennych. Zaopatrzenia było dużo, bo posterunek był niedaleko przełęczy więc wszystkie zepsute bronie czy zbroje były szybko naprawiane. Później niestety Draco wraz z resztą został przeniesiony do miejsca zwanego przez "tutejszych" Piekłem. Była to baza wypadowa umieszczona niedaleko Cytadeli Płomieni, która pomimo tego iż została podbita, wciąż była pełna Płomiennych i to w takim stopniu, że stacjonujące tam wojska zostały zmuszone do odwrotu. Przez wiele miesięcy toczyła się bezsensowna walka z coraz to nowymi siłami wroga, wylewającymi się ze swojej Cytadeli. Raz do bazy dotarły posiłki składające się z dwóch band, mieli ze sobą niewielki ładunek zaopatrzenia, ale szybko wszystko się rozeszło. Pancerze wystawiane na niekończące się ataki, przypalenia i wszystkiego rodzaju obrażenia szybko zaczęły się niszczyć i po sześciu miesiącach, solidne i wytrzymałe zbroje popielców zamieniły się na gdzieniegdzie zwisające płytki ochraniające tylko najważniejsze miejsca na ciele. Wiele razy siły Legionów przypuszczały atak na bramę Cytadeli, ale Płomienni zachowywali się jakby znali każdy ich ruch odpierając atak za atakiem przez co ginęło tylko coraz więcej żołnierzy. Sytuacja była beznadziejna, w bazie panowała grobowa atmosfera, która wykończyła by psychicznie nie jedną osobę, ale popielcy byli do tego przyzwyczajeni, chodź widać było, że bez specyficznych żartów, wieczornych popijaw i jakichkolwiek chwil wytchnienia trudno było podnosić się po stratach. Draco starał się z całych sił utrzymać bandę na duchu, Garn pomagał mu jak tylko mógł, chodź oboje wiedzieli, że trudno jest utrzymać jakikolwiek optymizm w tak ciężkiej sytuacji. "Jak zginąć, to w walce za dom swój i bandę swoją!" to hasło pomagało im stawiać czoła wrogom każdego dnia i nie poddawać się. Dzięki ich determinacji udało im się utrzymać na polu bitwy gdy wielu upadało. Śmierć w bandzie mogłaby kompletnie zniszczyć ich morale. Pewnego dnia, późnym wieczorem, gdy mieli zostać w bazie i zregenerować siły po nieustannej trzydniowej walce, Delora poprosiła Draco, żeby poszedł z nią odreagować chodź przez chwilę od całego tego zamętu i napiętej sytuacji. Samica zaprowadziła go za niewielkie wzniesienie, niedaleko od bazy. Znajdowała się tam jaskinia, której wnętrze oświetlało światło księżyca wpadające przez liczne wyłomy, była w niej też jedna pochodnia, ale jej płomień był niewielki więc nie zapewniał zbyt dużej widoczności. Wojownik z trudem przeciskał się przez ciasne przejście, szczególnie, że jego miecz zaklinował się na jakimś wyłomie, ale w końcu udało mu się wejść do środka. Jego partnerka stała przy pochodni, odwrócona do niego plecami. Miała na sobie obszarpany skórzany pancerz, który o dziwo nie miał na sobie nawet jednego oparzenia, a podczas walki z tak wieloma Płomiennymi, szczególnie z ich szamanami jest niemożliwym by nie dostać jakąś kulą ognia, czy innym palącym się cholerstwem. Ciało wojownika ochraniały tylko taszki na nogach i dwie płytki osłaniające jego klatkę piersiową i brzuch. Całe złotorude futro Draco było ubrudzone krwią, przeważnie jego własną, w kilku miejscach miał poważne oparzenia, które zabiłyby go gdyby nie szybka pomoc medyczna. - Rozluźnij się... - Jej głos odbił się echem po jaskini. - Jutro znowu wyślą nas na front i cholera wie kiedy z niego wrócimy. Draco sięgnął do pasków trzymających "napierśnik" i odpiął je. Ciężkie stalowe płyty runęły na ziemię, a wielki dwuręczny miecz upadł obok nich. Spojrzał na charrkę zmęczonymi oczami. - Nie wiem ile to jeszcze będzie trwać. Te gnoje znają każdy nasz ruch, coraz więcej dobrych żołnierzy ginie podczas tych ataków... staram się podnosić morale jak tylko mogę, razem z innymi Legionistami... to chyba jedyny powód dlaczego ta przeklęta baza jeszcze stoi... - Wojownik wziął głęboki oddech i ruszył powoli w stronę partnerki. - Będę robił to dopóki siły mnie nie opuszczą, ale nie wiem ile to jeszcze potrwa. - Właśnie w tej sprawie Cię tu przyprowadziłam. - Po wypowiedzeniu tych słów samica wyskoczyła w powietrze, pochodnia zgasła, a wojownik poczuł jak coś zimnego przesuwa się po jego szyi. Nagle jego ciało wypełnił przeszywający ból i ujrzał zakrwawione ostrze sztyletu odbijające światło księżyca wpadające do jaskini. Adrenalina napłynęła do jego ciała, napiął wszystkie mięśnie i odruchowo rzucił się po swój miecz. Tysiące myśli zaczęło krążyć po jego głowie, a gdy szok minął poczuł tylko ukłucie w szyi, tym razem od drugiej strony, odsunął się gwałtownie, tak żeby ostrze nie wbiło się dostatecznie głęboko, dzięki czemu sztylet ponownie przejechał mu po skórze, ale go nie zabił. - Przez to wasze "podnoszenie na duchu", nie możemy w końcu zmieść tej żałosnej bazy z ziemi! - Charrka syknęła jadowicie, a ostrze sztyletu ponownie mignęło w łunie światła. - Przecież Płomienni nie szanują samic! Jesteś dla nich nikim! - Warknął wojownik i gdy tylko wyczuł, że samica jest blisko wyprowadził cios łapą. - Właśnie moim zadaniem jest udowodnić im, że się mylą... - Przerwała, gdy oberwała łapą w brzuch. Odskoczyła do tyłu i prychnęła. - Tak łatwo jest was uwieść! Wyciąganie z was informacji jest dziecinnie proste! Draco próbował bronić się jak tylko mógł, ale coraz częściej czuł zimną stal przecinająca jego ciało, w jego głowie panował chaos, nie mógł się skupić na niczym, zaczął powoli tracić nadzieję, gdy w końcu pewien impuls kazał mu chwycić pewnie miecz i zaatakować, choćby miała to być ostatnia rzecz jaką zrobi w życiu. Zacisnął obolałe łapy na rękojeści broni, zaparł się na ziemi i zamachnął ostrzem wykonując obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni. Do jego uszu dobiegł tylko stłumiony pisk urwany w połowie i głuche uderzenia miecza o kamień, połączone z odgłosem pękającego ostrza. Łapy zaczęły go okrutnie boleć i gdy adrenalina opadła zgiął się w pół czując każde pojedyncze cięcie, które zaserwowała mu charrka. Zerknął na ziemie i ujrzał przecięte na skos ciało swojego niedoszłego oprawcy oświetlone bladym światłem księżyca, zaraz obok leżał jego wysłużony w boju zakrwawiony miecz dwuręczny ze skruszoną klingą. Zabrał swój "napierśnik" ledwo trzymając się na łapach i mozolnie ruszył do wyjścia z jaskini. Już był w połowie ciasnego przejścia gdy siły go opuściły i spadł na pysk mdlejąc. Po tym jak nie wrócił rano do bazy znalazła go Reeva, która wyszła na poszukiwania. Medycy mieli nie lada problem z ponownym postawieniem popielca na nogi, skopali też, zaklęcie leczące, które miało usunąć wszystkie blizny i przez to w miejscach gdzie one były wyrosło mu czarne futro. Gdy tylko wojownik odzyskał przytomność i wrócił do sił odmówił dalszego odpoczynku i ruszył na front. Płomienni bez swojego informatora nie mogli już tak skutecznie odpierać ataków armii Legionów i zaczęli przegrywać. Banda Smoka wraz z dwoma oddziałami z Legionu Żelaza i Popiołu wdarła się na most do Cytadeli Płomieni i zabiła ich Centuriona, którego zbroję zabrał Draco. Do bazy dotarły posiłki z zaopatrzeniem i po kilku miesiącach walk armia Legionów odzyskała niestabilną władzę nad bramą do Cytadeli i jej przedsionkiem. Wtedy banda Smoka otrzymała rozkaz od Trybuna by wycofać się i wrócić do niego złożyć raport. Po drodze, gdy mijali góry Draco zauważył coś niecodziennego. Orzeł walczył z orlicą. Popielec nie miał pojęcia dlaczego ptaki chciały się nawzajem zabić, ale ukuło go to przypominając niedawne wydarzenia. Orlica z faktu, iż była mniejsza przegrała walkę i spadła w dół prosto w łapy wojownika. Machała chaotycznie skrzydłami chcąc wrócić do walki, ale nie była w stanie odlecieć i w końcu padła z wycieńczenia. Legionista postanowił, że tak samo jak kiedyś uczynił z Torą, tak teraz pomoże orlicy wrócić do zdrowia. Gdy dotarli do Cytadeli Smocze Serce dostał awans na Centuriona za swoje osiągnięcia i został zwolniony z służby na pewien czas by wyleczyć rany do końca. Przez pewien czas opiekował się orlicą i nazwał ją Alivia. Po kilku tygodniach gdy wojownik czuł się lepiej i orlica była w stanie już latać wyruszyli do Dreszczogór by zwrócić ptaszynie wolność. Gdy oglądał jak Alivia odlatuje w stronę swojego starego domu, postanowił, że sam wróci na "stare śmieci" i odnajdzie Leth mori Aiwe. Podczas poszukiwań poznał nowych znajomych, znalazł również tych starych przy okazji ponownie dołączając w szeregi Bractwa. Po tym wszystkim wrócił do Cytadeli by kontynuować swoją służbę z nadzieją, że wszystko znowu się ułoży. Jak wielkie było jego zaskoczenie gdy wchodząc do swojego "biura" ujrzał Alivię siedzącą na barierce, która najwyraźniej nie odnalazła miejsca dla siebie w górach i postanowiła wrócić do popielca. Teraz wraz z masą nowych doświadczeń, nowym towarzyszem i nowymi znajomymi był gotowy by ponownie wrócić do starego życia i zmierzyć się z tym co na niego czekało w przyszłości.

A życie toczy się dalej

Od około roku gdy Draco dołączył ponownie do LmA zdarzyło się wiele. Tak wiele,że dobre chwile pokrył się z tymi złymi. Czas wzlotów i upadków. Powstanie nowej Bandy Smoka, spaczenie Daru, zwiedzenie tak wielu miejsc i wzięcie udziału w tak wielu kluczowych wydarzeniach, że niektórym istotom nawet przez całe życie nie udaje się tyle przejść. A jednak wciąż stoi się przed przyszłością. Wydarzenia z wczoraj stają się tak nieznaczące gdy patrzy się na ogrom jutra. Bractwo, które służyło za drugi dom w kilka dni nagle stało się tak obce. Jeszcze mniej czasu zajęło opuszczenie go i zamknięcie kolejnego rozdziału w swoim życiu. Jak kruche są wszystkie wartości? Jednego dnia ponownie serce wojownika biło pełnią szczęścia gdy miał osobę, którą mógł otoczyć swoją miłością, drugiego dnia ta osoba znika zostawiając po sobie tylko kilka słów spisanych w liście pożegnalnym i smutek, który był w stanie przyćmić nawet tajemniczą moc Daru wypaczając go. Nic nie jest do końca pewne. Gdy "żelazne" więzi Legionów mogą zostać skruszone w zaledwie kilka dni kiedy odpowiednio zmanipuluje się informacjami, gdy bractwo, łączące osoby wspólnymi zasadami, może poróżnić się w przeciągu jednej nocy jak ktoś dla siebie zmieni te zasady, gdy ranga, na która pracowało się całe życie zostanie Ci zabrana w przeciągu kilku sekund bo jakimś gryzipiórkom z górnych stref nie spodoba się jakieś byle gówno. Jak długo utrzyma się grunt na którym stoi teraz Draco? Cholera wie, jednak z powstaniem Ligii Sześciu Filarów, niepewną sytuacją w Bandzie i zrozumieniem swojego Daru Smoczeserce ponownie będzie musiał zrobić kolejny krok w przyszłość i mieć tylko cichą nadzieję, że los będzie dla niego łaskawszy, a filary wytrzymają większy ciężar niż inne byty tego świata.