Januara

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Januara
Rasa

Sylvari

Płeć

Kobieta

Wiek

8lat

Klasa

Mesmer

Przydomek

Siedemnasta Fox

Rola w Lidze

Członek załogi okrętu Musztiego

Filar

Wolność

Powiązane organizacje
  • Trupa Fantomu (Członek #13)
  • Klub fanów popielczego futra (Członek)
Bliscy
  • Blade Drzewo (Matka)
Status postaci

Alternatywna

Gracz

-


Wygląd

Średniego wzrostu, o fioletowej skórze i wyzywającym czarno-czerwonym stroju. Na głowie znajdują się niechlujnie ułożone liście i kilka patyków używanych jako spinki. Wśród najważniejszych cech szczególnych warto wymienić jej złote, kocie oczy oraz świecące w ciemności na zielono, elementy skóry i włosów rozlokowane po całym ciele tworząc jeden wielki, bajeczny wzór. Często wodziła nimi ludzi na pokuszenie, czy dla zlecenia, lub dla chwili rozkoszy. Jej prawą część pleców zdobi ogromny, biały kwiat.

Na tym ładnym zdjęciu widzimy ciało January nocą

Charakter

Przed traumą, była dziecinną, naiwną Sylvari kochającą wszystkie zwierzęta, rośliny i ciekawą wszystkiego co ją otaczało.

Po traumie jaką przeżyła, na jej kryształowo dziecięcej psychice pojawiły się rysy. Raz jest taka jak dawniej, jak każda inna młoda Sylvari: uśmiechnięta, ciekawa świata i empatyczna.

Z kolei w drugiej chwili może być zimna, nieczuła i bezduszna. Na szczęście jej ataki "bezduszności" pojawiają się rzadko i są poprzedzone jakimś smutnym czy szokującym wydarzeniem. Najczęściej uspokaja się po odrobinie czułości lub dotyku miękkiego futra, Januara ma bzika na tym punkcie. Popielce, Koty, Gryfy... Fascynują ją futrzaste stworzenia, może to dlatego, że w jej rodzinnych stronach mało jest takich stworzeń? Albo to zwykłe Sylvarskie dziwactwa...


Umiejętności Bojowe

Januara urodziła się z wrodzonym talentem do magii, nie miała większych problemów z nauczeniem się jej ukierunkowania, czy też wykorzystywania do tworzenia nowych, łączonych technik manipulacji. Mimo iż magia Chaosu nie cieszy się dobrą sławą jaka jest "niestabilność" czy "losowość", zgodnie z powiedzeniem "głupi ma zawsze szczęście" sylvari daje sobie radę.

Potrafi tworzyć proste, sterowane magią iluzje. Są one dość realistyczne dzięki czemu zdobywała ponad 90% zleceń na kradzieże w Trupie Fantomu. Mimo to nie potrafi utrzymać ich zbyt długo, najdłuższa iluzja utrzymywała się przez 3 minuty.

Januara pochłonięta nauką magii chaosu, często zaniedbywała treningi fizyczne. Więc machanie ogromnymi ostrzami przyniosłoby więcej szkody, niż pożytku.

Aktualnie trenuje walkę mieczem pod okiem jej mistrza: Musztiego


Umiejętność Elitarna: Miecz Chaosu

Mesmerka łapie swój miecz i wtłacza w niego nieokiełznaną energię chaosu. Jest to czasochłonne, męczące i bardzo niebezpieczne, jak i sam skutek ów techniki.

Wywołana wbiciem w ziemie ostrza eksplozja, w pewnym obszarze stwarza losowe zdarzenia. Od pozytywnych, przez śmieszne, po negatywne, czasami wręcz tragiczne. Działa na losowe istoty w losowy sposób, może więcej zaszkodzić niż pomóc, ale może też przechylić szale zwycięstwa na korzyść sylvari.

Wielkim niebezpieczeństwem techniki jest zarówno czasochłonność, jak i eksplozja magii. W chwili przebicia ziemi i uwolnieniem zgromadzonej energii, dłonie okalające miecz zostają zalane nieokiełznaną siłą, co najczęściej kończy się ich poważnym uszkodzeniem (zerwane ścięgna, połamane palce, popękane kości rąk).

Przy wielkim szczęściu, postawi na nogi drużynę. Przy nieszczęściu, wzmocni wroga i pogorszy sprawę. Oto kwintesencja magii chaosu

Historia Personalna (Testowy Fragment)

Januara już od chwili swojego wykiełkowania sprawiała problemy innym Sylvari. Często używała magii do robienia głupot i nie była zbyt delikatna w kontaktach z innymi rasami. Głównymi cechami dziewczyny, które wyróżniały się na tle innych to:

- Własna wersja snu,

- Brak zahamowań w robieniu psikusów i denerwowaniu innych,

- Fascynowali ją przestępcy, uważała ich za zagubionych indywidualistów.

Pośród wszystkich przedstawicieli jej rasy, tylko jednego uważała za kogoś bliskiego. Miał na imię Tadanarin i również był magiem chaosu, nie tak utalentowanym jak Januara, jednak wystarczająco potężnym by z nią konkurować. Dziewczyna traktowała go jak przyjaciela, zwierzała się mu ze swoich problemów, skakała z nim po wysokich liściach The Grove i robiła głupie żarty starszym Sylvari. W dniu, w którym minął 5 rok od jej przebudzenia, strasznie pokłóciła się z Tadanarinem. Zarzucił jej zmyślenie swojego snu z pająkiem, by zwrócić na siebie uwagę innych. Była tak zła i rozżalona, że nie czując innego wyboru spakowała co ważniejsze rzeczy i wyruszyła na szlak. Nie powstrzymały jej zarówno przeprosiny chłopaka, jak i prośby starszych. Ignorowała ich i z dumną twarzą opuściła The Grove, by po straceniu go z oczu paść na kolana i się rozpłakać...

Po opuszczeniu miejsca urodzenia, Januara trafiła do Divinity's Reach, gdzie planowała odszukać znaczenie swojego snu. Nie zajęło to długo, już pierwszego dnia została okradziona ze wszystkich oszczędności i wylądowała na bruku. Wściekła na siebie i swoją głupotę, postanowiła znaleźć sposób na zarabianie łatwych pieniędzy. Jedyne w czym była dobra to iluzję i magia chaosu, więc postanowiła to wykorzystać. Narobiła zamieszania w kilku miejscach walcząc z lokalnymi gburami przy pomocy zajmujących ich z bliska iluzji, a sama z bezpiecznej odległości kierowała na nich falę niestabilnej magii. Następnie pokonanych okradała i porzucała. Jej czyny nie spodobały się szefom grup, do której należeli ów bandyci więc szybko wiedzieli co zrobić. Sami jednak nie dawali rady, zmyślne połączenie iluzji ze szturmującą magią okazało się zbyt wielkim wyzwaniem dla wielu pomniejszych grup w mieście. Ogłoszono więc zrzutkę pieniędzy na profesjonalistów...

Zabójca zaskoczył ją podczas snu, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ocknęła się na minutę przed jego przyjściem, usłyszała zew jej małych braci. Zew ostrzeżeń, złych zamiarów i żądzy krwi rozsianej po Divinity's Reach. Spokojnie czekała w łóżku, jej zbroja spoczywała na krześle obok. To był pojedynek nerwów, jeden zły ruch i po niej, ale i jeden zły ruch i po zabójcy. To był pojedynek jednego uderzenia, egzamin dorosłości.

- Czy będę w stanie kogoś zabić? - Pomyślała ściskając rękojeść schowanego pod kołdrą ostrza.

Jednak czasu na zastanowienie już nie było, delikatny mróz na stopach poinformował ją, że okno zostało otwarte. Niemal bezdźwięcznym krokiem zabójca sunął wzdłuż linii cienia, ostrożnie zbliżając się do łóżka dziewczyny. Wyczuwała od niego obojętność, tak jakby myślami był gdzie indziej. Wiedziała jednak, że tak nie jest. Ostrożny krok, skupienie, cichy dźwięk wysuwanego z pochwy ostrza. Jej drgało drgnęło, a w jej umyśle był chaos. Nie wiedziała co robić, panikowała, czuła jak uchodzi z niej życie, przypomniała sobie przyjaciół z The Grove. Swoje szczęśliwe chwile z nimi, te wszystkie puchate zwierzątka które Katar przynosił jej w prezencie...

Przypomniała sobie sen.

To nie trwało nawet sekundy, nawet nie zdała sobie sprawy kiedy trzymała ostrze przed sobą. Poczuła opór, usłyszała jęk bólu. Zobaczyła, że cały pokój stał się fioletowy, a półprzeźroczysta osobliwość wyglądająca jak ona powtarza jej ruchy, tylko nieco wolniej. W sferze którą widziała, obróciła się, a jej szyję przebiło ostrze noża trzymanego przez zabójcę. W sferze która istnieje tu i teraz, zabójca miał przebite serce ostrzem i opadał właśnie ku ziemi puszczając z dłoni nóż. Pokój nabrał swoich dawnych barw, zajęło to chwilę czasu. Zszokowana cały czas trzymała zakrwawione ostrze w dłoni i wpatrywała się na tonącego w kałuży krwi zamaskowanego mordercę. Miał żółte, wytrzeszczone ślepia, czarne, krótkie włosy i maskę zasłaniającą dolną część twarzy. Długi, czarny, zakrwawiony płaszcz i rękawiczki bez palców. Powoli położyła miecz na krześle i padła na kolana przed mordercą.

- Przepraszam... - Powiedziała zasłaniając twarz i roniąc łzy

- *kaszle* Ha... P... Przepraszasz? - Odrzekł cichym, basowym głosem - Nie... Bądź żał... żałosna.

- Ja nie wiem! Przepraszam! To się da wyleczyć! Zawołam medyka!

- ŻADNEGO MEDYKA - Warknął łapiąc ją za dłoń, a po chwili zaczął kaszleć jeszcze mocniej. Chwilę później już nie wydawał dźwięków, leżał tylko w bezruchu i wpatrywał się pusto w sufit.

Januara rozpłakała się na dobre, wtedy też poczuła piekący ból na zewnętrznej części lewej dłoni, tej której złapał zabójca. W miejscu bólu wypalił się znak, czarny pająk z numerem "13". Natychmiastowo jej serce zaczęło bić mocniej, a do łez smutku doszły łzy szczęścia.

Pająku... Znalazłam cię...