"Torri, Mroźny Oddech": Różnice pomiędzy wersjami

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Nie podano opisu zmian
Nie podano opisu zmian
 
Linia 1: Linia 1:
Pieśń została napisana przez [[Ylia Swiftwolf|Ylię, Chyżą Waderę]] 57 Sezonu Latorośli 1331 AE. Odśpiewana w karczmach i w loży Wilka w Hoelbrak, mogła zostać podłapana przez skaldów.
Pieśń została napisana przez [[Ylia Swiftwolf|Ylię, Chyżą Waderę]] 57 Sezonu Latorośli 1331 AE po udanym polowaniu na Torriego, szamana Svanirów, który przyczaił się niedaleko kapliczki Ducha Wilka w Wayfarer. Odśpiewana w karczmach i w loży Wilka w Hoelbrak, mogła zostać podłapana przez skaldów.


==Treść pieśni==
==Treść pieśni==

Aktualna wersja na dzień 00:35, 9 lis 2018

Pieśń została napisana przez Ylię, Chyżą Waderę 57 Sezonu Latorośli 1331 AE po udanym polowaniu na Torriego, szamana Svanirów, który przyczaił się niedaleko kapliczki Ducha Wilka w Wayfarer. Odśpiewana w karczmach i w loży Wilka w Hoelbrak, mogła zostać podłapana przez skaldów.

Treść pieśni

Opodal Serca Wilka za górą i kępą traw
Pojawił się ten, co budzi popłoch i strach
Paskudny Mroźny Oddech Torri, Svanir
Niechze zgnije ta gnida wśród podobnych mu szmir



Ruszyli na łowy bohaterowie z daleka,
Niech ten Torri, śmierdzący na zagładę nie czeka
Wśród nich nornowie, popielcy i reszta
Zgładzić poszli Svanirów niedobrego herszta



Ta wataha - wilków siedem, a każdy z nich inny
Był Alex - człowiek z blasterem, rudy i zwinny
Była Lir - czarna kotka, co władała magią czarną
I Varl co kosą ścinał niejedną głowę marną
Również Markus, człowiek w płycie, rycerz honorowy
Iśi Twardy Czerep, pierwszy łomot spuścić doborowy
Sławna Aurora, Ojcobójczyni ze swoim młotem
I Ylia Chyża Wadera zmieniona w swój wilczy totem
I to wszyscy wszyscy chcący skończyć z szamana żywotem
Do piachu wziąć i posłać tą skończoną miernotę



Pod obozem kanalii wzięli i pomyśleli
Zaraz wiedzieli i plan w mądrych głowach mieli
Ogniem wykurzyć gnoja i totemy obalić
Żeby mieć go w garści i kapliczkę ocalić


Wybiegł Torri, mały, krępy i patrzy wokoło
Pot niepokoju mu wstąpił na oblodzone czoło
Ryczy: "Co wy mie tu chuligany...", a głos mu więźnie w krtani
Kijem w ziemię wali i wtem śnieżyca zagraża kompanii


Lecz upadł totem wroga, a i szaman też związany
Postrzelony i spętany, na sąd watahy skazany
I cóż z tego, że zaklęciem jeszcze rzuca naprędce
Skończy się na łomocie, a nie miłej pogawędce


Lecz nagle on zaskoczył i się lodem otoczył
Wziął i zarósł nim jak bestia; tą przemianą zaskoczył
Smok mu łaski swej dodał, lecz to dla nas było jasne
Żadnej łaski dla gnoja - takie zdanie nasze własne


Z ataków watahy nic już sobie nie robił
Wziął, czarował i atakował, prawie mordy nam obił
W lodzie więził nasze wilki i myślał że wygra
Ale wataha razem silna, zgrana i sprytna


Uwolniliśmy swoich i zgodnie zawyliśmy
A Torri wnet upadł, bo go przewyższyliśmy
Upadł, aż ziemią zatrzęsło, a blask w oczach zgasł
Tak zginął Torri, a wataha uderza w gaz



Niegdyś Torri opowiadał nam o bohaterach
Mówił jak trzeba żyć i o sławy deserach
Był dzielny, choć stary - był kompanem wspaniałym
Mógł być w karczmach i lożach gościem chcianym



Z tego płynie nauka, krótka i prosta
Jak żeś po stronie smoka czeka Cię sroga chłosta
Smok Ci nie da ni sławy, ni siły, ni chwały
Lecz wrogów i kłopotów wór wcale nie mały