"Głosy"
Wprowadzenie
Nie zastanawiało Was nigdy to, że taka mała gildia "najemników" bierze udział w tak wielkich i często niecodziennych zadaniach? Walka z demonami, spiski zorganizowanej sieci przestępczej, dziwne anomalie magiczne, wykonywanie zadań dla samego Zalambura, zmaganie się z dawno zapomnianą klątwą, odkrywanie tajemnic Białej Opończy, a teraz wizyta w zaświatach? Mierzycie się z przeciwnikami, o których nigdy nawet nie bylibyście w stanie pomyśleć i za każdym razem z pojedynków tych wychodzicie ogromną ręką. Śmierć się Was nie ima, a Wy nie boicie się śmierci. Jestem pewien, że po tym wszystkim sami doskonale do wiecie. Nie możecie umrzeć. I tym razem udowodniliście to chyba w najbardziej dobitny ze wszystkich możliwych sposobów - pokonując śmierć we własnej osobie.

Rozdział 1 - Wizja

Zacznijmy jednak od samego początku. Na początku był kosmos, a później pojawiliście się w Divinity's Reach by spotkać się z kolejnym znajomym tego starego grzyba Roberta. Jeśli dalej tak pójdzie to zostaniecie zaznajomieni z połową staruszków zamieszkujących Tyrię. Ale tak to już chyba jest, że wszystkie osoby w podeszłym wieku znają się bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że raczej nie jesteście typem detektywów. Przynajmniej tym razem niczego nie zniszczyliście. Udało Wam się za to zgorszyć całkiem pokaźną grupkę modlących się przy pomniku ludzi. Nie rozumiem dlaczego obmacywanie sprawia Wam tyle przyjemności. Jestem pewien, że pomnik nie chciał się z Wami aż tak bardzo spoufalać. To, że czegoś dotkniecie czegoś w czym wyczujecie magię, nie sprawi, że wydarzy się coś specjalnego. Tak czy siak, zaczęliście słyszeć i widzieć rzeczy. Większość osób po takich doświadczeniach zapewne zaczęłaby się zastanawiać, czy z ich głowami aby na pewno jest wszystko w porządku, ale dla Was to raczej chleb powszedni. No i... w końcu nikt wcześniej nie ruszał jeszcze fabuły rajdu, więc...
Rozdział 2 - Rzeka Dusz

Skoro już jesteśmy w tematyce rajdów. Zapewne spodziewaliście się wyruszyć w zupełne inne miejsce, a tu niespodzianka. Zamiast do ostatniego skrzydła, trafiliście do pierwszego. (A takie okazje są idealne do pokazania paru starych znajomych) Co prawda ominęło Was bieganie w lasery z nieba co oczywiście byłoby bardzo logiczne. (W końcu, każdy kto widzi dziwny niebieski laser od razu uznaje, że warto w niego wejść.) Ale duchy już na Was czekały. Wiem, że nasze opinie co do niektórych spraw różnią się od siebie - ja lubię dużo gadać, wy często stoicie i milczycie jak grób, ja lubię mieszać, Wy zapewne z lenistwa zawsze bierzecie, to co podaje Wam się na tacy, a nie dajcie niebiosa gdy musicie wykazać się kreatywnością i trochę pogłówkować... Ale ja chyba nie o wylewaniu swoich żali miałem mówić... AH, tak. Pomimo różnic między nami musicie się zgodzić z tym, że to był jeden z tych nielicznych momentów w historii Tyrii gdy granat dymny tego co się wstydzi twarzy (pewnie nie ma nosa) na coś się przydał. PIERWSZE KARDIO! A po nim wir dusz. Zielony kryształ był chyba ostatnim czego się spodziewaliście. Zazwyczaj w takich miejscach jest coś silnego, co przynajmniej broni się przed tym aż to zabijecie bądź zniszczycie.
Rozdział 3 - Adventure
Co takiego? Ah, tak. Ekhm... Jeśli nie chcecie brać w takich rzeczach udziału po kokardkę bierzecie?
Rozdział 3 - Bagna
Smród, stęchlizna i trupy. To jest Kryta o jakiej słyszałem. Chciałbym móc powiedzieć coś więcej o tym, co wydarzyło się na bagnach, ale nie oszukujmy się. Nie wydarzyło się tam nic godnego zapamiętania. No... może jakiś zalążek współpracy pomiędzy Wami, który warto docenić. *Klap klap* Nie wiem po co są te gwiazdki, ale najwyraźniej bardzo je lubicie. Ja w zasadzie też. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wracając do głównego tematu... skoro nie mam czego zbytnio komentować jeśli chodzi o walkę na bagnach, zajmę Wasz czas zagadką. Jaki jest najśmieszniejszy żart?
Rozdział 4 - Śmierć
No to doszliśmy do momentu, w którym dzieją się rzeczy. Choć tego nie widzicie, właśnie zacieram ręce z ekscytacji. Lubię takie klimaty. Wiecie, inne wymiary, wielkie wyprawy, dużo się dzieje, Wy macie milion okazji do śmierci ale nigdy żadna do niej nie doprowadza, wielcy przeciwnicy. No miodzio. Ciekaw jestem co się działo wtedy w waszych głowach. Pierwszy od wielu lat stabilny portal do Underworld'u - nie, to brzmi głupio - do zaświatów. (Od razu lepiej) I oczywiście to Wy jesteście tymi, którzy przez niego przechodzą, no właściwie to jedna taka co się pcha zawsze pierwsza. A tam śnieg pada od dołu! Ha, to było super. Takich rzeczy nie widuje się często, a tam to chyba jest normalność! Nie dość, że śnieg padał do nieba, to jeszcze tego, który leżał na ziemi nie ubywało! Były też tam duchy, ale kto by się przejmował. To było takie oczywiste. Zdziwiło mnie jednak to, jak szybko zaufaliście nieznanemu duchowi, który powiedział tylko tyle, że musicie mu pomóc. Hmm kiedyś też będę musiał spróbować tej sztuczki, albo nie... i tak przez "magię" nie zadziała tak samo. Co było dalej... skopanie jednego tyłka, bieganie po serduszkach i strzałkach, uciekanie przed kwadratami i gwiazdkami... ( ͡° ͜ʖ ͡°) a potem DRUGIE KARDIO!. Jak się szło po tych wszystkich duszach? Mieć tyle istnień pod swoimi stopami... to musiało być niesamowite uczucie, tego akurat Wam zazdroszczę. Nie rozumiem tylko jak to jest możliwe, że przeszliście po tak stromej ścieżce. Cóż... zapewne odpowiedź jest taka jak zawsze - MAGIA. Randomowy Dhuum.

Dhuum, dhuum, dhuum. Tak, to o niego w tym wszystkim chodziło. Trochę skradł moje przedstawienie tym razem, ale uznałem, że i on zasługuje na chwilę sławy. Krótką chwilę, ale jednak. Gdy on zmuszony był siedzieć na tronie od tego nieustannego jedzenia, (Hehe) wy poszliście mordować. Znów pojawił się zielony lód (dobrze, że nie żółty), a Wy mieliście TRZECIE KARDIO! Kombinowaliście jak dolyak pod górkę, ale ostatecznie wpadliście na pomysł w jaki sposób pozbyć się aury Króla. (W ogóle, co to za pomysł by nazywać się królem, gdy niczym się nie włada i jest się jedynie marnym sługą, którego nikt nie pamięta? Żywiołak chciał sobie ego podwyższyć przez to, że nie miał na tyle magii by stać się dżinem?) W trakcie walki mały plottwist do Waszej pierwszej wyprawy z Robertem, której zapewne nikt już nie pamiętał i wróciliście pod Salę Osądu. Nie zastanawiało Was to, kto dezaktywował trzecią statuę? Wy jedną, Ci nieważni nornowie drugą, a trzecia? Ja Wam nie powiem. Trzeba było się pytać wcześniej, a nie teraz.
Doszliśmy jednak do tego najważniejszego momentu, walki ze śmiercią! W której... nie wzięliście udziału. Wyraz waszych twarzy musiał być bezcenny w tamtym momencie! Przeszliście taki kawał drogi tylko po to by dowiedzieć się, że macie stać i bronić wejścia jak walczyć będą inni. Ha! No i stało się. Dhuum został pokonany (Nie przez Was), Tyria została uratowana (Nie przez Was), a duszom w zaświatach zostało zagwarantowane bezpieczeństwo (Także nie przez Was).
Wersja skrócona wątku
Mówiąc w wielkim skrócie. Masowa choroba psychiczna już drugiej kasty kapłanów ludzkiego boga (Ułomność umysłową wyznawców Balthazara pozwolicie, że pominę) doprowadziła do otwarcia portalu do zaświatów i uwięzienia samego Dhuuma. (Nie przez Was)
W rolah głównych
- Robert Blackwell jako natręt czerpiący korzyści z dawnych przyjaźni w Priory
- Jane Tampler jako revenantka mocno powiązana duchami, która postanowiła tym razem nie korzystać z tej więzi
- Alaois jako wkurzający sylvari
- Topaz jako Topaz
- Kapłan Gareth Ringling jako kolejny przyjaciel Roberta
- Kapłanka Tony Bernet jako nikt ważny
- Tyrone jako fanatyk religijny
- Elrom jako dawny przyjaciel 1
- Magis jako dawny przyjaciel 2
- Szeryf Balista jako wrzeszcząca charrka
- Triss Enindottir jako nornka, której wątek został całkowicie wyczerpany już wcześniej
- Jatmur Ivarson jako NPC do zabicia 1
- Maria Ogmunddottir jako NPC do zabicia 2
- Osvald Ragison jako NPC do zabicia 3
- Zaveba jako zatwardziały heretyk
- Markus var Maelius jako zatwardziały wierzący
- Irunn Athas jako modlitewnik Grentha
- Alice Quesperiel jako ta, co musi być pierwsza
- Roeryn jako ten co wpycha do Rzeki
- Nisheera jako miłośnik lodowych korzeni
- Ericotalion E. Hanover jako rębajło
- Zehn Artelitelion jako strzelec laserowy
- Kijra jako strzelec wyborowy
- Lockey jako zagubiony w akcji
Podsumowanie
Dużo się nabiegaliście, odwiedziliście parę ciekawych miejsc. Pokonaliście Dhuuma, a nie, to nie Wy. No ale go zobaczyliście. W najbliżej przyszłości raczej nie oddam nikomu mojej roli i to właśnie na mnie będzie padało światło reflektorów, ale była to jakaś odskocznia z całą pewnością.
PS. Co do tej zagadki... to odpowiedzią jest spójność lore w Tyrii.