Kategoria:Ogród
Rozłożyste drzewo w centrum niezwykłego ogrodu, ukrytego przed światem. Ciemne, nagie, pozbawione kory, jednak martwe, zeschnięte. Dawno temu w jednym miejscu kora pękła, tworząc szczelinę grubą na pół palca, a długą jak przedramię. Z drzewnej rany wypłynęła żywica która przybrała rdzawoczerwony kolor. Zastygła, niczym krew, obficie znacząc pień rdzawymi wstęgami. Ranę przecięto stosunkowo niedawno linią, która sugerowałaby, że drzewo jest do wycinki, gdyby nie fakt, że te miejsce również było naznaczone rdzawą żywicą, która wyciekła jak z poderżniętego gardła. Drzewo stoi. Czeka na moment, w którym drwal pewnego skończy pracę, lecz z jakiegoś powodu egzekucję odroczono. Tuż obok niego - kamienna ława przy której można spocząć i przyjrzeć się drzewu bądź im - wszystkim Kwiatom ogrodu.
Najbliżej kwitnie krzew białej róży. Piękny, mimo, że nie ugina się od róż. Często mniej, znaczy więcej, a te kilka pąków i urodziwych kwiatów urzeka niezwykłą urodą, skromnością, lecz też chłodem - w zimnym świetle latarenek, którymi ogród był wypełniony biel róż zdawała się być mroźna, wyniosła, ale też elegancka. Róże są tu od dawna i mimo upływu lat są skrzętnie pielęgnowane. Przyglądając się im dokładniej obserwator zauważyłby, że róża rośnie nieco krzywo - jej pochyłe gałązki zdawały się odsuwać od ławki i od reszty ogrodu. Była tu od dawna - kto wie, może była pierwszym kwiatem, który został tu zasadzony.
Uwagę zwracają też krzykliwe różowe astry, zupełnie wybijające się na tle innych kwiatów, tak jakby zwracały się do obserwującego - tu jesteśmy, nie waż się nas przegapić! Są piękne - wyglądają tak idealnie, jakby ktoś je dopiero namalował, a one istnieją, są naprawdę. Proste, równiutkie, pełne równiusieńkich płatków. Delikatnie kołyszą się na wietrze, jakby właśnie tańczyły w rytm jakiejś melodii.
Czerwona gladiola wystrzeliwuje z ziemi tuż obok nich i góruje nad nimi wzrostem. Ciężko nazwać ją piękną - łatwiej nazwać wyjątkową. Przypomina swoim kształtem dwuręczny miecz wkopany w ziemię rękojeścią; długa, wysoka, zaostrzona. Nawet krawędzie płatków jej kwiatów zdają się być zaostrzone. Barwę również ma niezwykłą - agresywna czerwień kwiatów sprawia, że roślina wygląda jak zanurzona w szkarłatnej krwi.
Czerwone maki w tym ogrodzie mają piękną barwę, ale nie różnią się wiele od tych polnych. Rosną jak chcą, dziko. Jedne łodyżki są proste, zaś inne powyginane. Jedne kwiaty już przekwitły i demonstrowały zamiast płatków nagą, jajowatą torebkę makówki pełnej ziaren wysypujących się oszczędnie przy każdym powiewie wiatru, zaś inne wciąż były zwinięte w pączki.
Część uwagi pochłania biała firletka, choć równie niepozorna ma w sobie sporo uroku - srebrzyste łodyżki zdają się być nieco oszronione, zaś liczba bielutkich kwiatków mogłaby wręcz oszołomić, gdyby nie to, że tutejsze firletki rosnące obok siebie nie są za bardzo poukładane - kwiaty zdają się rosnąć jak chcą, w każdą stronę wolne i dzikie sprawiając wrażenie artystycznego nieładu na trawie.
Niby zwyczajny pomarańczowy goździk wręcz ugina się od ilości płatków. Jest ich tyle, że kwiaty wydają się być wręcz nieprawdziwe. Część pomarańczowych płatków zdaje się być skropiona szkarłatem. Kwiat rośnie prosto, jakby wynosił się nad pozostałe.
Bordowe piwonie o ogromnych kwiatach, emanujących ciężkim zapachem; przez swoje sąsiedztwo kwiaty zdają się być wręcz wulgarne. Kuszą, przykuwają uwagę, krzyczą tak, jakby chciały być w centrum Twojego zainteresowania. Nie muszą tańczyć z wiatrem, by skupić uwagę obserwatora - wystarczy, że po prostu są. Niełatwo będzie o nich zapomnieć.
Żaden kwiat nie wznosił się jednak ponad czarny bez. Próżno jednak szukać na jego gałęziach kwiatów; ich miejsce jest zajęte przez czarne błyszczące owoce. Co dziwne, brzegi listków rośliny zdają się iskrzyć złotawo, przez co krzew na pierwszy rzut oka zdaje się być obsypany złotem. Wygląda, jakby nic nie mogło go przewrócić, jakby był najstabilniejszy ze wszystkich.
Świeża ziemia w kilku miejscach sugeruje, że niedawno wykopywano stąd kwiaty i przenoszono je dalej. Obserwator, który odszedł by nieco od głównej części znalazłby się wśród innych kwiatów, takich jak rzadko spotykane ciemnofioletowe, niemalże czarne tulipany. Tu rosło ich parę lecz bardziej z boku, jakby odosobnionych i odseparowanych. Samo patrzenie na nie, zamknięte sprawia, że gość czuje się, jakby dostępował właśnie niezwykłej tajemnicy, dostępując wiedzy o ich istnieniu. Z jednej strony chciałoby się aż podejść, otworzyć jeden z pąków by zobaczyć, co skrywa się w środku - czy głęboka czerń bezdennej pustki, czy piękny głęboki fiolet, lecz z drugiej czuje się, że to nie jest najlepszy pomysł, że kwiat sam musi zdecydować, kiedy się otworzy. Skromna jasnoróżowa lawenda roztacza niezwykły zapach, niemniej łatwo ją po prostu pominąć - wciśnięta w kąt ogrodu, jak wystraszona myszka, karłowata. Nasuwa się skojarzenie, że całą swoją postawą demonstruje to, że wolałaby nie istnieć, choć wnosi do ogrodu piękną woń.Rosną tu gęsto konwalie, których nie powinno nigdzie być o tej porze roku, a co dopiero przebiśniegów, które również tu są. Białe kwiatki szczawicy i rabarbaru zdają się nawet lśnić tej nocy. Nawet zazwyczaj nieuznawane za ładne bylica i oset tutaj są naprawdę piękne. W ogrodzie znajdują się też skromne niezapominajki, dostojne różowe magnolie, wesołe żółte jaskry, gęsto rosnące bratki, ukwiecony len, urocze orchidee, aromatyczny rumianek, melisa, mięta, mniszek, koniczyna, stokrotka i wiele innych kwiatów, którym ciężko się przyjrzeć, bo są zbyt daleko od świateł - zupełnie, jakby już nie zasługiwały na czyjąkolwiek uwagę.