Pielgrzym: Różnice pomiędzy wersjami
Kronika do eventu |
Nie podano opisu zmian |
||
| (Nie pokazano 5 pośrednich wersji utworzonych przez tę samą użytkowniczkę) | |||
| Linia 1: | Linia 1: | ||
[[Plik: | [[Plik:Pielgrzym_poster.png|right|400px]] | ||
{{Quotation||Gdy istańscy astronomowie dostrzegają na niebie nową kometę, rodzi się wątpliwość: to dobry znak, czy zły omen?}} | {{Quotation||''Gdy istańscy astronomowie dostrzegają na niebie nową kometę, rodzi się wątpliwość: to dobry znak, czy zły omen?''}} | ||
Motyw przewodni przygody: https://www.youtube.com/watch?v=TM_w2dAtFSg | '''Motyw przewodni przygody: [https://www.youtube.com/watch?v=TM_w2dAtFSg ♫♫♫]''' | ||
'''[https://l6f.eu/forum/index.php?topic=2119.0 Link do ogłoszenia na forum]''' | |||
= Wprowadzenie = | = Wprowadzenie = | ||
W Elonie Gwiazdy to poważna sprawa. Szczególnie takie sunące po niebie. Gdy Aziza i inni badacze z Astralarium zauważyli na niebie nową kometę, natychmiast postanowili przyjrzeć się sprawie. | <big>[https://www.youtube.com/watch?v=hCHWZ8LviWs ♫♫♫]</big> | ||
W Elonie Gwiazdy to poważna sprawa. Szczególnie takie sunące po niebie, które tradycyjnie zwiastują ważne wydarzenia. Gdy Aziza i inni badacze z Astralarium zauważyli na niebie nową kometę, natychmiast postanowili przyjrzeć się sprawie. Niestety, aby dokładnie zgłębić sprawę trzeba było wyruszyć w teren, a stali bywańcy Istańskich bibliotek nie pałali entuzjazmem na myśl o takiej wyprawie. Na sczęście mogli poprosić o pomoc Ligę. Za pośrednictwem Irunn szybko zebrała się wesoła kompania gotowa służyć pomocą przy badaniach. Lyra, Dan, Isa i Korrus wraz z Irunn stawili się rano w Astralarium, gdzie na własne oczy mogli ujrzeć kometę przez potężny teleskop obserwatorium (i/lub dowiedzieć się, czym w ogóle taka kometa jest). Owszem, kometa była, ale póki nie wyglądała zbyt efektownie – ot, srebrna plamka na nieboskłonie. | |||
Po tym przyspieszonym kursie astronomii nadszedł czas na zaznajomienie się z planem działania i poznanie drugiej (a właściwie trzeciej) półkuli mózgu całej obserwacji – Hizzy. Plan nie był specjalnie skomplikowany – kometa miała niedługo minąć Tyrię i zacząć się oddalać, więc był to ostatni dzwonek na dokonanie dokładnych pomiarów jej toru lotu. W tym celu należało ustawić specjalne aparaty w kilku miejscach na Kryształowej Pustyni, a reszta miała w zasadzie wydarzyć się sama. Po szybkim szkoleniu z działania instrumentów i komunikatorów drużyna opuściła Astralarium i drogowskazem skoczyła do Amnoon, gdzie czekał na nich ich transport wraz z całym wyposażeniem. | Po tym przyspieszonym kursie astronomii nadszedł czas na zaznajomienie się z planem działania i poznanie drugiej (a właściwie trzeciej) półkuli mózgu całej obserwacji – Hizzy. Plan nie był specjalnie skomplikowany – kometa miała niedługo minąć Tyrię i zacząć się oddalać, więc był to ostatni dzwonek na dokonanie dokładnych pomiarów jej toru lotu. W tym celu należało ustawić specjalne aparaty w kilku miejscach na Kryształowej Pustyni, a reszta miała w zasadzie wydarzyć się sama. Po szybkim szkoleniu z działania instrumentów i komunikatorów drużyna opuściła Astralarium i drogowskazem skoczyła do Amnoon, gdzie czekał na nich ich transport wraz z całym wyposażeniem. | ||
= Pustynia = | = I - Pustynia = | ||
<big>[https://www.youtube.com/watch?v=c2w_PT4mW-0 ♫♫♫]</big> | |||
Ligowicze spodziewali się co najwyżej załadowanych górą juków raptorów. Czekała ich natomiast niespodzianka (czy miła czy nie – tu zdania są podzielone) w postaci trzech żuków z dwuosobowymi lewitującymi siodłami. W tym momencie w naszej wesołej kompanii doszło do schizmy. O ile Lyra i Dan byli raczej pozytywnie nastawieni do krągłych stawonogów, tak Korrus, a już szczególnie Isa, niespecjalnie chcieli mieć z nimi do czynienia. Motywacja w postaci braku alternatywnego środka transportu była jednak na tyle silna, że (z pewnym oporem) udało się uformować trzy załogi: pierwszego, czarnego żuka, z którym de facto zdążyła nawiązać nić porozumienia, prowadziła Lyra, do której dołączyła (dalej niechętna) Isa. Drugi, brązowy owad poniósł na swym siodle Dana w roli kierowcy i Korrusa jako jego plecaka. Trzecim, białym, powoziła Irunn, robiąca jako przewodniczka całej grupy. Po krótkim szkoleniu, gdy Dan i Lyra czuli się pewnie za wodzami, piątka awanturników, znaczy młodszych astronomów, wyruszyła na wschód. | |||
Po pewnym czasie drużyna dotarła do pierwszego wyznaczonego przez zespół naukowy miejsca. Była to wysoka skała na wschód od Świątyni Kormir, przypominająca szeroki słup o ściętym czubie. Pierwotny plan zakładał wspinaczkę, ale sprytni (i leniwi) Ligowicze szybko wymyślili alternatywę – wyczarowana przez Lyrę karta z portalem pofrunęła w górę na wietrze, którym kierowała Isa. Elementalistka wprawnie pokierowała ją na szczyt skały, nie dając się pokonać pustynnemu powietrzu. Tym samym praktycznie bez wysiłku cała załoga dostała się na szczyt skały i mogła przystąpić do uruchamiania pierwszego z urządzeń. | |||
Po kilku chwilach spędzonych na siłowaniu się z techniką (jak się okazuje, zdjęcie osłony z obiektywu jest niezbędnym elementem obsługi każdego systemu optycznego), pierwszy aparat został pomyślnie zainstalowany i po otrzymaniu potwierdzenia z astralarium można było ruszać dalej. Po zejściu na ziemię i paru chwilach odpoczynku cała piątka była gotowa do dalszej drogi, tym razem na południe, w stronę dorzecza Elonu. | |||
W miarę zbliżania się do rzeki jazda stawała się coraz mniej uciążliwa, a powietrze przyjemniejsze. Nie wiadomo kiedy wydmy ustąpiły namorzynom i jasnym skałom porośniętym bujną roślinnością. Jedna z nich była kolejnym punktem obserwacyjnym. Na szczęscie tym razem odbyło się bez wspinaczki – na górę wprowadziła ścieżka, wąska, ale wystarczająco szeroka dla żuków. Jedynym potencjalnym problemem mogły być wszechobecne jacarandy i kryjące się wśród zarośli ibogi. Dla większości grupy było to pierwsze spotkanie z tymi parszywymi stworzeniami, ale wszystkim udało się zachować zimną krew i nie sprowokować agresywnej flory i fauny. Po przejściach z pierwszym urządzeniem rozstawienie drugiego było dziecinnie proste. Potem pozostało już tylko czekać na kosmiczne widowisko. Słońce chyliło się ku zachodowi, w sam raz na podziwianie komety przecinającej w oddali wschodnie niebo. Nastrój wręcz wakacyjny, gdyby nie nagła utrata łączności z Istanem, włosy stające dęba od elektryczności w powietrzu i złowroga purpurowa łuna na wchodzie... | |||
= II - Pogoń = | |||
<big>[https://www.youtube.com/watch?v=TM_w2dAtFSg ♫♫♫]</big> | |||
{{Quotation|| | |||
''(...) | |||
''— Dobra, właśnie spływają do mnie dane z pierwszego miejsca… Mhm, mamy odczyt. Chwila… Ej, Aziza, widzisz to?'' | |||
''Hizza dalej nadawała. W tle za nią dało się słyszeć odgłosy zamieszania i co najmniej kilku sygnałów z asurańskiej konsolety, aż w końcu przebił się przez nie głos Azizy.'' | |||
''— To bez sensu, mieliśmy dobrze określoną traje… nie mogła tak po…'' | |||
''— Na pewno dobrze… ustrojstwo… widzicie…'' | |||
''Głosy zniknęły pomiedzy trzaskami dobiegającymi z komunikatora. Ich miejsce zajął stale przybierający na głośności szum.'' | |||
''Nie było to jedyne niepokojące zjawisko. Na początku wydawało się to jedynie złudzeniem, ale w końcu dalibyście sobie rękę uciąć, że robiło się coraz jaśniej. Słońce chyliło się ku zachodowi, ale po przeciwnej stronie widnokręgu na niebie jarzyła się coraz jaśniejsza łuna w kolorach fioletu i karmazynu. Powietrze wydawało się być naelektryzowane, jak przed ogromną burzą. Jasność narastała, aż stała się prawie nieznośna i wtedy waszym oczom ukazała się kometa. Spadająca gwiazda przeleciała praktycznie nad waszymi głowami. Srebrny punkt, który widzieliście przez teleskop nijak się miał do kuli płomieni przecinającej niebo z wściekłym rykiem, coraz większej i większej, pędzącej w stronę słońca…'' | |||
}} | |||
Chyba nikt, łącznie ze specjalistami od astronomii, nie spodziewał się niczego równie dramatycznego. Z nieznanych przyczyn kometa była wręcz niebezpiecznie blisko ziemi, w dodatku ewidentnie nie był to zwykły kamień spadający z nieba. Grupa postanowiła udać się w pogoń, przynajmniej żeby zobaczyć, gdzie spadnie ten dziwny (i potencjalnie niebezpieczny) obiekt. Decyzja nie była jednomyślna – Korrus do samego końca próbował przekonać wszystkich (być może słusznie), że nie jest to najlepszy pomysł. Po komisyjnym zignorowaniu jego opinii piątka śmiałków ruszyła za spadającą gwiazdą. | |||
Nie minęło wiele czasu, zanim trzy żuki i ich jeźdzcy opuścili rozlewisko i ponownie wjechali na powoli stygnące piaski. Kometa prowadziła ich na zachód, w stronę bardziej skalistych terenów. O ile droga w tamtą stronę mogła jeszcze ujść za jakkolwiek przyjemną, tak teraz nie było na to szans. Ligowicze pędzili na złamanie karku, a jakby tego było mało, przed nimi rozpościerał się labirynt wąwozów, ostrych skał i szerokich połaci ruchomych piasków. I bez spadającej gwiazdy nad głową byłyby to całkiem poważne przeszkody, ale nie było wyboru. Moment zwątpienia przyszedł, gdy w trakcie jazdy zwężającym się kanionem przed drużyną pojawiła się konieczność wyboru. Wyglądało na to, że droga przed nimi gwałtownie się kończyła, ustępując ruchomym piaskom. Ciężko było stwierdzić, jak daleko sięgały, i czy w ogóle dało się je przekroczyć. Alternatywą były skały na prawej ścianie wąwozu, wznoszące się pod kątem. Decyzję należało podjąć w mgnieniu oka i wszyscy zdecydowali się spróbować szczęścia ze skałą. Rozpędziwszy się ile fabryka dała, trójka żuków wyskoczyła z kamiennej rampy i poszybowała w przestworzach. Szczęśliwie wszystkim udało się wylądować, z różnymi poziomami finezji. | |||
Kometa wyglądała, jakby miała za chwilę rąbnąć w ziemię, rozsądnym więc wydawało się schowanie za czymś. Do dyspozycji były jedynie wystające z piachu skały, oferujące jako taką osłonę. Musiały wystarczyć, bo nie było czasu na wybrzydzanie. Ze swojej umiarkowanie bezpiecznej pozycji piątka Ligowiczy usłyszała najpierw przerażający zgrzyt przypominający tarcie metalem o kamień, a chwilę potem potworny huk, któremu towarzyszyła niemała fala uderzeniowa, wznosząca w powietrze pył dookoła nich. Gdy wyglądało na to, że najgorsze za nimi, najemnicy powoli zaczęli wyściubiać nosy zza głazu. | |||
= III - Nieproszeni goście = | |||
[[Plik:Pielgrzym_kula.png|600px|right]] | |||
Błądząc w kurzawie Ligowicze (oprócz Korrusa, który stwierdził, że to już zbyt wiele) natknęli sie na miejsce upadku komety. Spadająca z nieba skała musiała przez parędziesiąt metrów sunąć po powierzchni ziemi, zostawiając za sobą dalej gorący rów. Zwężał się on im dalej biegł, ostatecznie osiągając średnicę około dwudziestu centymetrów zaraz przed skalną ścianą, w której ostatecznie skończyła kometa, lub to, co z niej zostało. W trakcie oględzin Dan zauważył, że w pękniętej skale kryje się jakiś przedmiot o nikłym czerwonym blasku. Po wydobyciu go, okazał się on być kulistym kamieniem, nieco większym od dużego jabłka. Jego powierzchnia pokryta była dalej ciepłą sadzą, która miejscami ustępowała, ukazując pod spodem czerwony kryształ świecący nikłym blaskiem. Z niewiadomych powodów Dan mógł również stwierdzić, że czuje wokół zapach bukszpanu. | |||
Nie był to jednak koniec niespodzianek: pomiędzy czwórką przy klifie, a Korrusem i żukami, pojawiła się nagle, niby znikąd, latająca barka asurańskiej produkcji, opatrzona barwami i symbolem Inquestu. Chwilę po rozproszeniu iluzji, nadawany z niej głos jakiegoś asury, zapewne dowódcy tej jednostki, zażądał odłożenia artefaktu i kapitulacji. Jak można się domyślić, nikt nie miał zamiaru kapitulować. Dzięki Lyrze drużynie udało się błyskawicznie dostać do żuków, a zanim unosząca się w powietrzu barka zdążyła wykonać zwrot przez rufę, cała piątka mknęła już przed siebie, żeby po chwili rozpłynąć się w powietrzu za sprawą kolejnego zaklęcia mesmerki. Po kilku strzałach i krótkiej próbie pościgu zdecydowanie za wolnym pojazdem Inquest dał za wygraną. | |||
= Epilog = | |||
Po dotarciu do najbliższego drogowskazu grupa w wróciła na Istan. Wszyscy, łącznie z Azizą, zastanawiali się, czym jest znaleziony przez nich kamień. Zdawał się on wywoływać u każdego inne wrażenia zmysłowe: zapach bukszpanu, smak pomarańczy, uczucie trawy muskającej kostki. Dodatkowo zainteresowanie ze strony Inquestu nie wróżyło niczego dobrego. Po wymienieniu się teoriami i pomysłami na temat dziwnego artefaktu piątka łowców komet rozeszła się w swoje strony na zasłużony odpoczynek. Pojawiła się kolejna tajemnica do rozwiązania, ale na to przyjdzie czas później. | |||
<big> ''Ciąg dalszy nastąpi (kiedyś)''</big> | |||
= Wystąpili = | = Wystąpili = | ||
| Linia 43: | Linia 89: | ||
[[Kategoria:Lore graczy]] | [[Kategoria:Lore graczy]] | ||
[[Kategoria:Pielgrzym]] | |||
Aktualna wersja na dzień 23:50, 6 gru 2024

“Gdy istańscy astronomowie dostrzegają na niebie nową kometę, rodzi się wątpliwość: to dobry znak, czy zły omen?
—
Motyw przewodni przygody: ♫♫♫
Wprowadzenie
W Elonie Gwiazdy to poważna sprawa. Szczególnie takie sunące po niebie, które tradycyjnie zwiastują ważne wydarzenia. Gdy Aziza i inni badacze z Astralarium zauważyli na niebie nową kometę, natychmiast postanowili przyjrzeć się sprawie. Niestety, aby dokładnie zgłębić sprawę trzeba było wyruszyć w teren, a stali bywańcy Istańskich bibliotek nie pałali entuzjazmem na myśl o takiej wyprawie. Na sczęście mogli poprosić o pomoc Ligę. Za pośrednictwem Irunn szybko zebrała się wesoła kompania gotowa służyć pomocą przy badaniach. Lyra, Dan, Isa i Korrus wraz z Irunn stawili się rano w Astralarium, gdzie na własne oczy mogli ujrzeć kometę przez potężny teleskop obserwatorium (i/lub dowiedzieć się, czym w ogóle taka kometa jest). Owszem, kometa była, ale póki nie wyglądała zbyt efektownie – ot, srebrna plamka na nieboskłonie.
Po tym przyspieszonym kursie astronomii nadszedł czas na zaznajomienie się z planem działania i poznanie drugiej (a właściwie trzeciej) półkuli mózgu całej obserwacji – Hizzy. Plan nie był specjalnie skomplikowany – kometa miała niedługo minąć Tyrię i zacząć się oddalać, więc był to ostatni dzwonek na dokonanie dokładnych pomiarów jej toru lotu. W tym celu należało ustawić specjalne aparaty w kilku miejscach na Kryształowej Pustyni, a reszta miała w zasadzie wydarzyć się sama. Po szybkim szkoleniu z działania instrumentów i komunikatorów drużyna opuściła Astralarium i drogowskazem skoczyła do Amnoon, gdzie czekał na nich ich transport wraz z całym wyposażeniem.
I - Pustynia
Ligowicze spodziewali się co najwyżej załadowanych górą juków raptorów. Czekała ich natomiast niespodzianka (czy miła czy nie – tu zdania są podzielone) w postaci trzech żuków z dwuosobowymi lewitującymi siodłami. W tym momencie w naszej wesołej kompanii doszło do schizmy. O ile Lyra i Dan byli raczej pozytywnie nastawieni do krągłych stawonogów, tak Korrus, a już szczególnie Isa, niespecjalnie chcieli mieć z nimi do czynienia. Motywacja w postaci braku alternatywnego środka transportu była jednak na tyle silna, że (z pewnym oporem) udało się uformować trzy załogi: pierwszego, czarnego żuka, z którym de facto zdążyła nawiązać nić porozumienia, prowadziła Lyra, do której dołączyła (dalej niechętna) Isa. Drugi, brązowy owad poniósł na swym siodle Dana w roli kierowcy i Korrusa jako jego plecaka. Trzecim, białym, powoziła Irunn, robiąca jako przewodniczka całej grupy. Po krótkim szkoleniu, gdy Dan i Lyra czuli się pewnie za wodzami, piątka awanturników, znaczy młodszych astronomów, wyruszyła na wschód.
Po pewnym czasie drużyna dotarła do pierwszego wyznaczonego przez zespół naukowy miejsca. Była to wysoka skała na wschód od Świątyni Kormir, przypominająca szeroki słup o ściętym czubie. Pierwotny plan zakładał wspinaczkę, ale sprytni (i leniwi) Ligowicze szybko wymyślili alternatywę – wyczarowana przez Lyrę karta z portalem pofrunęła w górę na wietrze, którym kierowała Isa. Elementalistka wprawnie pokierowała ją na szczyt skały, nie dając się pokonać pustynnemu powietrzu. Tym samym praktycznie bez wysiłku cała załoga dostała się na szczyt skały i mogła przystąpić do uruchamiania pierwszego z urządzeń.
Po kilku chwilach spędzonych na siłowaniu się z techniką (jak się okazuje, zdjęcie osłony z obiektywu jest niezbędnym elementem obsługi każdego systemu optycznego), pierwszy aparat został pomyślnie zainstalowany i po otrzymaniu potwierdzenia z astralarium można było ruszać dalej. Po zejściu na ziemię i paru chwilach odpoczynku cała piątka była gotowa do dalszej drogi, tym razem na południe, w stronę dorzecza Elonu.
W miarę zbliżania się do rzeki jazda stawała się coraz mniej uciążliwa, a powietrze przyjemniejsze. Nie wiadomo kiedy wydmy ustąpiły namorzynom i jasnym skałom porośniętym bujną roślinnością. Jedna z nich była kolejnym punktem obserwacyjnym. Na szczęscie tym razem odbyło się bez wspinaczki – na górę wprowadziła ścieżka, wąska, ale wystarczająco szeroka dla żuków. Jedynym potencjalnym problemem mogły być wszechobecne jacarandy i kryjące się wśród zarośli ibogi. Dla większości grupy było to pierwsze spotkanie z tymi parszywymi stworzeniami, ale wszystkim udało się zachować zimną krew i nie sprowokować agresywnej flory i fauny. Po przejściach z pierwszym urządzeniem rozstawienie drugiego było dziecinnie proste. Potem pozostało już tylko czekać na kosmiczne widowisko. Słońce chyliło się ku zachodowi, w sam raz na podziwianie komety przecinającej w oddali wschodnie niebo. Nastrój wręcz wakacyjny, gdyby nie nagła utrata łączności z Istanem, włosy stające dęba od elektryczności w powietrzu i złowroga purpurowa łuna na wchodzie...
II - Pogoń
“(...)
— Dobra, właśnie spływają do mnie dane z pierwszego miejsca… Mhm, mamy odczyt. Chwila… Ej, Aziza, widzisz to?
Hizza dalej nadawała. W tle za nią dało się słyszeć odgłosy zamieszania i co najmniej kilku sygnałów z asurańskiej konsolety, aż w końcu przebił się przez nie głos Azizy.
— To bez sensu, mieliśmy dobrze określoną traje… nie mogła tak po…
— Na pewno dobrze… ustrojstwo… widzicie…
Głosy zniknęły pomiedzy trzaskami dobiegającymi z komunikatora. Ich miejsce zajął stale przybierający na głośności szum.
Nie było to jedyne niepokojące zjawisko. Na początku wydawało się to jedynie złudzeniem, ale w końcu dalibyście sobie rękę uciąć, że robiło się coraz jaśniej. Słońce chyliło się ku zachodowi, ale po przeciwnej stronie widnokręgu na niebie jarzyła się coraz jaśniejsza łuna w kolorach fioletu i karmazynu. Powietrze wydawało się być naelektryzowane, jak przed ogromną burzą. Jasność narastała, aż stała się prawie nieznośna i wtedy waszym oczom ukazała się kometa. Spadająca gwiazda przeleciała praktycznie nad waszymi głowami. Srebrny punkt, który widzieliście przez teleskop nijak się miał do kuli płomieni przecinającej niebo z wściekłym rykiem, coraz większej i większej, pędzącej w stronę słońca…
—
Chyba nikt, łącznie ze specjalistami od astronomii, nie spodziewał się niczego równie dramatycznego. Z nieznanych przyczyn kometa była wręcz niebezpiecznie blisko ziemi, w dodatku ewidentnie nie był to zwykły kamień spadający z nieba. Grupa postanowiła udać się w pogoń, przynajmniej żeby zobaczyć, gdzie spadnie ten dziwny (i potencjalnie niebezpieczny) obiekt. Decyzja nie była jednomyślna – Korrus do samego końca próbował przekonać wszystkich (być może słusznie), że nie jest to najlepszy pomysł. Po komisyjnym zignorowaniu jego opinii piątka śmiałków ruszyła za spadającą gwiazdą.
Nie minęło wiele czasu, zanim trzy żuki i ich jeźdzcy opuścili rozlewisko i ponownie wjechali na powoli stygnące piaski. Kometa prowadziła ich na zachód, w stronę bardziej skalistych terenów. O ile droga w tamtą stronę mogła jeszcze ujść za jakkolwiek przyjemną, tak teraz nie było na to szans. Ligowicze pędzili na złamanie karku, a jakby tego było mało, przed nimi rozpościerał się labirynt wąwozów, ostrych skał i szerokich połaci ruchomych piasków. I bez spadającej gwiazdy nad głową byłyby to całkiem poważne przeszkody, ale nie było wyboru. Moment zwątpienia przyszedł, gdy w trakcie jazdy zwężającym się kanionem przed drużyną pojawiła się konieczność wyboru. Wyglądało na to, że droga przed nimi gwałtownie się kończyła, ustępując ruchomym piaskom. Ciężko było stwierdzić, jak daleko sięgały, i czy w ogóle dało się je przekroczyć. Alternatywą były skały na prawej ścianie wąwozu, wznoszące się pod kątem. Decyzję należało podjąć w mgnieniu oka i wszyscy zdecydowali się spróbować szczęścia ze skałą. Rozpędziwszy się ile fabryka dała, trójka żuków wyskoczyła z kamiennej rampy i poszybowała w przestworzach. Szczęśliwie wszystkim udało się wylądować, z różnymi poziomami finezji. Kometa wyglądała, jakby miała za chwilę rąbnąć w ziemię, rozsądnym więc wydawało się schowanie za czymś. Do dyspozycji były jedynie wystające z piachu skały, oferujące jako taką osłonę. Musiały wystarczyć, bo nie było czasu na wybrzydzanie. Ze swojej umiarkowanie bezpiecznej pozycji piątka Ligowiczy usłyszała najpierw przerażający zgrzyt przypominający tarcie metalem o kamień, a chwilę potem potworny huk, któremu towarzyszyła niemała fala uderzeniowa, wznosząca w powietrze pył dookoła nich. Gdy wyglądało na to, że najgorsze za nimi, najemnicy powoli zaczęli wyściubiać nosy zza głazu.
III - Nieproszeni goście

Błądząc w kurzawie Ligowicze (oprócz Korrusa, który stwierdził, że to już zbyt wiele) natknęli sie na miejsce upadku komety. Spadająca z nieba skała musiała przez parędziesiąt metrów sunąć po powierzchni ziemi, zostawiając za sobą dalej gorący rów. Zwężał się on im dalej biegł, ostatecznie osiągając średnicę około dwudziestu centymetrów zaraz przed skalną ścianą, w której ostatecznie skończyła kometa, lub to, co z niej zostało. W trakcie oględzin Dan zauważył, że w pękniętej skale kryje się jakiś przedmiot o nikłym czerwonym blasku. Po wydobyciu go, okazał się on być kulistym kamieniem, nieco większym od dużego jabłka. Jego powierzchnia pokryta była dalej ciepłą sadzą, która miejscami ustępowała, ukazując pod spodem czerwony kryształ świecący nikłym blaskiem. Z niewiadomych powodów Dan mógł również stwierdzić, że czuje wokół zapach bukszpanu.
Nie był to jednak koniec niespodzianek: pomiędzy czwórką przy klifie, a Korrusem i żukami, pojawiła się nagle, niby znikąd, latająca barka asurańskiej produkcji, opatrzona barwami i symbolem Inquestu. Chwilę po rozproszeniu iluzji, nadawany z niej głos jakiegoś asury, zapewne dowódcy tej jednostki, zażądał odłożenia artefaktu i kapitulacji. Jak można się domyślić, nikt nie miał zamiaru kapitulować. Dzięki Lyrze drużynie udało się błyskawicznie dostać do żuków, a zanim unosząca się w powietrzu barka zdążyła wykonać zwrot przez rufę, cała piątka mknęła już przed siebie, żeby po chwili rozpłynąć się w powietrzu za sprawą kolejnego zaklęcia mesmerki. Po kilku strzałach i krótkiej próbie pościgu zdecydowanie za wolnym pojazdem Inquest dał za wygraną.
Epilog
Po dotarciu do najbliższego drogowskazu grupa w wróciła na Istan. Wszyscy, łącznie z Azizą, zastanawiali się, czym jest znaleziony przez nich kamień. Zdawał się on wywoływać u każdego inne wrażenia zmysłowe: zapach bukszpanu, smak pomarańczy, uczucie trawy muskającej kostki. Dodatkowo zainteresowanie ze strony Inquestu nie wróżyło niczego dobrego. Po wymienieniu się teoriami i pomysłami na temat dziwnego artefaktu piątka łowców komet rozeszła się w swoje strony na zasłużony odpoczynek. Pojawiła się kolejna tajemnica do rozwiązania, ale na to przyjdzie czas później.
Ciąg dalszy nastąpi (kiedyś)
Wystąpili
Gracze:
Irunn Athas (GM)
NPC:
Gość specjalny: