Farrand Humfrey

Z L6F
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
-
Farrand Nicolas Humfrey
Rasa

Człowiek

Wiek

23 lata (urodzony 169 dnia sezonu Feniksa 1306 AE)

Klasa

Strażnik

Alias
  • Chaos (znak wywoławczy)
  • Alpha 2-1
  • Apex
  • Rycerzyk - z nadania przez Vyvanse
  • Nico - jak wyżej
Przynależność

Seraph

  • Upadli Aniołowie

Liga

Stopień

Sierżant

Rola w Lidze Towarzysz
Filar Rozsądek
Rodzina

Ojciec

Matka

Herbert Humfrey - młodszy brat

Siostra

Powiązania

Ksin Vonala - towarzysz z nieistniejącego już oddziału

Anika - niegdysiejsza miłość

Zaveba - towarzysz broni

Status postaci

Główna


Motyw bitewny

Aktualny motyw muzyczny



"Często przekonuję samego siebie, iż jednak lubię towarzystwo innych ludzi. Wtedy spędzam z nimi odrobinę czasu i przypominam sobie, dlaczego nie."



Cechy wyglądu zewnętrznego

Humfrey jest dość wysokim, mierzącym ok. 189 cm (co jak na dzisiejsze standardy pośród zastępów Seraphów jest rzadkością) mężczyzną, o kruczoczarnych, wręcz niechlujnie rosnących na jego łepetynie włosach, zazwyczaj przylizanych dzięki noszonemu przez owego jegomościa płytowemu hełmowi, które po zdjęciu go, ma w nawyku roztrzepać na wszystkie możliwe strony. Bądź też czeka na wiatr, który załatwi sprawę za niego... Mało tego! Prawą część jego czoła przysłania bujna grzywka, która co i rusz, nawet podczas wykonywania najprostszych czynności daje mu się we znaki, usilnie próbując wejść do jego oka, dlatego też po dłuższym czasie wewnętrznych dywagacji zarówno na sam fakt jej odrastania, jak i na swoje lenistwo, postanowił, że raz na jakiś czas skróci ją przy lustrze. Sama jego twarz w porównaniu do reszty jego ciała oraz sposobu w jaki zwykł żyć od lat, cudem uniknęła poważniejszych blizn. Choć patrząc przez pryzmat czasu tudzież rodzaju pełnionej przez niego funkcji, zdołała nabrać znacznie dojrzalszych rys, wyprzedzających jego obecny wiek. Jak zostało to już wcześniej nadmienione, jego ciało, mimo nienagannej, umięśnionej sylwetki oraz wyśmienitej tężyzny fizycznej, które w obu przypadkach stara się utrzymywać każdego dnia, w wielu miejscach szpecą blizny, które to zbierał podczas swych niezliczonych wojaży po świecie. Dla niego samego są pamiątkami po stoczonych przezeń bitwach jak i poniekąd przypomnieniem o popełnionych błędach, których dotychczas nie miał okazji usunąć przy pomocy magii. Warto by też nadmienić o jego rozmarzonych, a jednocześnie przenikliwych, niebieskich oczach, które trudno by posądzać choćby o ich odrobinę, pogłębiają jedynie wrażenie, iż jest to człowiek przygniatany niemożliwymi do rozwikłania zawiłościami życia. Co zaś tyczy się jego ubioru... Najczęstszym gościem i wizytówką jego ciała jest posrebrzany pancerz płytowy, zdobiony w wielu miejscach kwiecistym haftem, który otrzymał w chwili promocji na sierżanta, wyróżniając go na tle innych gwardzistów. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubi włożyć na siebie czegoś, co nie jest związane z wykonywaną przez niego pracą oraz co w zupełności nie krępuje jego ruchów.

Charakter

Ach, charakter! Farrand jak na ironię losu przystało jest dość... niezwykle aspołeczną osobą. Choć to określenie i tak nie jest w stanie oddać pełnego obrazu sytuacji jego duszyczki. Najogólniej mówiąc, to chodząca sprzeczność, wymieszana na pół z pesymistycznym podejściem do otaczającego go świata. Z pewnością nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt iż po wydarzeniach związanych z jego mimowolnym, rocznym pobytem w szpitalu, z pogodnego, przykładnego służbą i oddanego sprawie Korony żołnierza, pogrążył się on w otchłań zgorzknienia, samotności tudzież sarkazmu. A skoro o sarkazmie mowa, to nie ma chyba w całej armii Seraphów takiego drugiego, który rzucałby owymi uwagami przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Ba! Gdyby nie wartości takie jak żelazna dyscyplina (zasługa jego wuja, który ową rzecz w nim zaszczepił) z pewnością nie miałby większych zahamowań względem swoich bezpośrednich przełożonych. Jako żołnierz będący na służbie Jej Wysokości, nie trawił (i wciąż nie trawi) narzucania nikomu niczego, kto nie znajdował się pod jego rozkazami. Oprócz tego, Farrand należy do gatunku ludzi którzy wprzódy obserwują, dopiero potem zaczynają podejmować jakiekolwiek działania, co dotychczas pozwalało mu trzymać się na uboczu od problemów oraz ludzi, którzy takowe przejawiali. W sumie, od zwyczajnych ludzi również. Bardzo często w nieuchwytnych momentach zdarza mu się być melancholijnym i czasem rozpamiętywać wszelkie godne wspomnienia sytuacje z przeszłości, za co zwykle się gani, usiłując za wszelką cenę tępić tego typu sentymenty. Wydaje się być zupełnie wyprany z jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Nie uśmiecha się zbyt często, bardziej przywykł do niego zgryźliwy ton oraz wieczny grymas znużenia niż uroczy uśmiech... Jednakże jest pewna różnica w tym, jak ludzie, w tym i on sam siebie postrzega, a jaki jest. Nie taki to bowiem diabeł straszny, jak go malują. Tak naprawdę jest bardzo uprzejmym, obytym z typowo dworską etykietą oraz fundamentalnymi zasadami kultury osobistej młodzieniec, który stara się taki być dla większości osób, w tym dla osób za którymi nie zwykł przepadać, no ale. Przyświeca mu, choć mgliste, poczucie honoru oraz moralności. Jest w pełni świadom tego, iż sam całej Tyrii nie będzie w stanie zbawić, to i tak próbuje próbował nieść pomoc tam gdzie tylko to możliwe, nie bacząc na jakiekolwiek przeciwności które staną na jego drodze. W przerwach w byciu cierpkim, zdarza mu się nawet być ciepłym w stosunku do innych, ale cii....

Umiejętności związane z walką

Nawet roczny pobyt w szpitalu nie był w stanie sprawić, że Humfrey mógł zapomnieć o całej wiedzy jaką nabył podczas całej swojej służby. Lata spędzone na różnych polach bitew sprawiły, że miał sposobność doskonalić rzemiosło wojenne w kontaktach bojowych z wieloma rasami na różnym ukształtowaniu terenu. Z kolei zaowocowało to tym, że potrafi błyskawicznie dostosować się do niemal każdej potyczki. W ogniu walki najlepiej czuje się dzierżąc miecz dwuręczny, lub też kombinację w postaci miecza oraz tarczy. Był również szkolony w zakresie strzelania z łuku, lecz porzucił tę broń na rzecz wcześniej wspomnianego oręża. Mimo że podczas większości starć woli korzystać z tradycyjnego środka zaradczego jakim jest dobrze zahartowany i naostrzony miecz, Nicolas przejawiał również umiejętności w walce wręcz. Głownie opierając się na wyprowadzaniu uderzeń w newralgiczne miejsca (nierzadko wspomagając się energią magiczną w swych dłoniach, by dzięki temu móc zadać większe obrażenia) bądź rzutach.


Przy czym nigdy nie stara się atakować jako pierwszy, ani tym bardziej nie doprowadzać do ostateczności jaką jest walka.


Kiedy dzierży miecz dwuręczny

Treść
Humfrey dzięki przeniesieniu porcji swojej energii do miecza dwuręcznego, wykonuje kilka obrotów w miejscu jednocześnie uwalniając ją, co w następstwie może zadać poważne obrażenia wrażej jednostce która znajdzie się w jego zasięgu. Ów atak potrafi przełamać blok lub też zmusić co mocniejszych wrogów do defensywy. Obracając ostrza, w/w energia jest bardzo widoczna w postaci niebieskiego powidoku. Skuteczność tego ataku jest zależna od ilości energii, jaką weń Farrand włoży. Kiedy ma jej nadmiar, potrafi bez problemów ciąć przez pancerze, a tym samym pozbawiać kończyn.
Wypowiedziawszy uprzednio inkantację, Farrand przebija mieczem ziemię, tworząc wokół siebie strefę która po zbliżeniu się z nieprzyjazną istotą natychmiast wznieca nań ogień. Umiejętność ta również jest podyktowana przez energię magiczną oraz jej ilość, jaką postanowi wykorzystać do jej użycia. W przypadku osób przewyższających jego posturę (oraz tych równej jemu) jest w stanie przenieść atak do jej wnętrza, wywołując również obrażenia magiczne.
Wykonując obrót, potrafi on wysłać cztery łańcuchy w wybranych przezeń kierunkach, spętując wrogów i tym samym dając mu możliwość przyciągnięcia ich. W porównaniu do poprzednich umiejętności, nie wymaga ona dużych nakładów energii magicznej do wyrzucenia łańcuchów/obiektów oraz przyciągania ich. Może również wykorzystywać go do przyciągania przedmiotów, na których pozostawiony jest specjalny symbol.
Jest to połączenie skoku z użyciem energii magicznej oraz niezwykle precyzyjnego cięcia w momencie lądowania na odległość nie mniejszą niż na wyciągnięcie ostrza. Jeżeli Humfrey uzna iż będzie musiał skorzystać z pomocy magii, uwolni ją w momencie cięcia, wywoła błysk, który będzie mógł oślepić oponenta, ale również sojuszników. Głównie jednak, korzysta z tego jako możliwości skrócenia dystansu lub odstąpienia od wroga.
Kumulując energię magiczną w dłoni w której aktualnie dzierżona jest klinga, Farrand jest w stanie zadać serię dziesięciu błyskawicznych pchnięć, wręcz niemożliwych do uniknięcia w walce w zwarciu. Siłę owego ataku może on dowolnie wzmacniać przy pomocy dostępnej na jego podorędziu energii magicznej.
Wykonawszy zamach znad głowy, w momencie cięcia energia skumulowana w ostrzu jest uwalniana, tworząc dużą falę zdolną przepołowić wroga, jeśli ten będzie się znajdował na linii po której będzie ona zmierzać. Z tego też względu, jest nie jest ona zbyt często przez niego praktykowana. Drugim zaś mankamentem jest to iż jej skuteczność jest podyktowana od włożonej weń energii magicznej oraz faktu iż przy odpowiednio dużej jej ilości wywołuje duże spustoszenie w otoczeniu.


Gdy dzierży miecz jednoręczny oraz tarczę


Treść
Jeden z bardziej wyczerpujących ataków, z których korzysta rzadko, zważywszy na fakt iż częściej zwykł korzystać z mieczy dwuręcznych. Dzierżąc miecz jednoręczny, pokrywa swe ciało delikatną powłoką magiczną, tym samym teleportując się w pobliże wroga i tnąc go, jednocześnie oznaczając i uwalniając wokół wroga tę samą strefę, z tym samym efektem jak przy korzystaniu z miecza dwuręcznego. Przy przebiciu, może przenieść go do ciała wroga, czyniąc mu jeszcze większe obrażenia.
Przekierowując energię magiczną do ostrza, Humfrey wykonuje serię cięć, które są w stanie przebijać się przez lecące ku niemu pociski. Głównie jednak służy mu za atak, którego przeciwnikowi trudno jest uniknąć, gdy ten znajduje się blisko niego.
Wznosząc tarczę ku górze, jest w stanie uwolnić energię magiczną pozwalającą mu utworzyć na niewielkim obszarze barierę, będącą w stanie pochłaniać wszelakie pociski miotane. Zważywszy jednak na wysokie zużycie energii magicznej, Farrand zdaje się niezbyt często na niej polegać, starając się zwyczajowo nią parować ciosy.

Umiejętności magiczne wspierające

Treść
Rozpościerając ręce w przeciwnych kierunkach, Farrand jest w stanie ustabilizować ścianę zdolną odbić jakikolwiek pocisk wymierzony czy to w niego, czy też w jego towarzyszy. Czas jej trwania jest zależny od rezerw energii magicznej jaką w danej chwili dysponuje.


Wyciągając obie dłonie przed siebie, lub dotykając delikatnie podłoża, może on uformować barierę o promieniu do 10 metrów, chroniącą jego oraz osoby które podówczas pod nią się znajdą. Wrogowie którzy będą próbowali ją przekroczyć zostaną natychmiast wyparci za nią, podczas gdy wszelakie pociski będą przez nią wchłaniane. Umiejętność ściśle związana z aktualnym poziomem zgromadzonej energii magicznej.
Podobnie jak w przypadku umiejętności związanej z mieczem, tak i tutaj Humfrey otacza się delikatną magiczną powłoką po czym znika, pozostawiając po sobie pozostałość w postaci rozpływającej się w powietrzu energii magicznej, by po chwili pojawić się w danym miejscu i w zależności od działań, pochwycić kogoś i zniknąć lub też wyprowadzić serię ciosów. Na obecnym etapie, jest zdolny blinknąć dwukrotnie w krótkim odstępie czasowym.
Formując cząsteczki magii na powierzchni swego pancerza, możliwym staje się zatrzymanie lub zmniejszenie skutków co silniejszych ataków wymierzonych ku jego osobie. Efekt ten działa tak długo aż energia magiczna skondensowana na nim samym zostaje rozproszona przy sukcesywnym trafieniu go.

Umiejętności magiczne ofensywne

Treść
Wykonawszy odpowiedni gest rękoma, stabilizowany jest świetlny filar, zdolny dotkliwie przypalić istoty zrodzone z mroku jak i wszelaką materię organiczną w jego zasięgu. Sama próba przestąpienia przez niego w momencie ustawienia go przy pełnym zasobie energii magicznej, będzie dla nieszczęśnika równoznaczna z obróceniem go w proch.
Składając obie dłonie na dowolnej, trwałej powierzchni i wysyłając ku niej energię magiczną, Farrand jest w stanie w nieznacznej odległości od swej osoby ulokować ścianę najeżoną magicznymi ostrzami, powodującymi rany cięte tudzież krwawienie przy próbie przestąpienia przez nią. Alternatywną wersja tej techniki jest wystrzelenie czterech magicznych halabard umiejscowionych pod konkretnym wrogiem.
Robiąc w powietrzu zamach mieczem, wystrzeliwany jest strumień magicznych płomieni, który jest w stanie otoczyć cel a następnie uwięzić go w jego wnętrzu. Z racji tego iż jest to płomień magiczny, Humfrey może dowolnie modyfikować jego rozmiar, mogąc spopielić wroga w jego wnętrzu.
Skupiając swoją energię magiczną w dowolnym punkcie, tworzony jest pal, którym Humfrey przy pomocy energii magicznej jest w stanie dowolnie manipulować. Standardowo jest on na tyle duży, co w połączeniu z dużą prędkością może on posłać przeciwnika o posturze norna lub nieco większego odeń ku tyłowi lub zwyczajnie go przewrócić. W momencie rzutu, może również rozszczepiać je na dziesiątki mniejszych, zdolnych psuć zwarte szyki lub przygniatać wrogów do ścian czy tez innych obiektów.
Za pomocą energii magicznej Farrand może zmienić energię magiczną w niebieski płomień, tworząc tym samym wokół niego krąg ognia, dotkliwie paląc oponenta który się w nim znajdzie. Mało tego, płomienie nie znikają dopóki nie skończy mu się energia magiczna lub sam nie postanowi ich zeń zdjąć. W ostatnim czasie wykazał o wiele lepszą manipulację ową umiejętnością, tworząc strumień płomieni, którym to jest zdolny podpalać wrogów bez uprzedzania ich o stawianym okręgu.

Dzienniczek relacji

  • Ksin Vonala - popielec, z którym swego czasu służył w ramach kontyngentu wspólnych sił rozjemczych złożonych z ludzi oraz jego pobratymców. Od momentu kiedy to się poznali, to była naprawdę burzliwa znajomość. Obydwoje są zbyt uparci by stwierdzić, że darzą tę drugą zaufaniem i zanadto szczerzy przyznając oraz wytykając sobie niejednokrotnie błędy, które zdarzało się popełniać w przeszłości. Mimo licznych wad jakie otaczają jego kudłatą personę, to w zasadzie jeden z niewielu takich (żywych) charrów, którego obecność zdaje się tolerować. Poza okresowymi szajbami z jego strony oraz próbami sprowadzania go na ziemię, zdarza im się wzajemnie doradzać oraz wspierać się. Obecnie ich relacje poprawiły się, jako że sam Humfrey (na starość zdecydowanie zaczyna mięknąć mu serce) zwykł wyrażać się o nim bardziej jak o swoim przyjacielu, niżli zwyczajowym towarzyszu broni.


  • Teena Dest - jeśli wspomniana wcześniej śmietanka w postaci Aurory, Aniki oraz Ksina wywoływała by w ludziach tak Farrand odruch nakazujący udać się w kierunku przeciwnym do tego w którym zmierzają oni, tak Teena jest jedną z tych obrzydliwie silących się na to, by zyskać w świecie niepotrzebny rozgłos. Ba, jak by tego było mało, próbuje strugać "tę dobrą, która zawsze doradzi i na każdy temat prawdę powie", niczym wioskowa babcia zielarka. Zdaje się go nie cierpieć, lecz nie byłoby z pewnością to niczym odkrywczym, gdyby i on nie darzył jej podobnym uczuciem. Nie wiedzieć dlaczego, w ostatnim czasie zauważył jakoby chyba się jej zatęskniło za nim i za jego cynicznym usposobieniem, choć sam zachodzi w głowę co mogło być powodem tej empatii...


  • Theanarann - kiedy Humfreyowi zdarza się spoglądać w lustra, one doskonale wiedzą jak mu na imię. Dla tego przyjemniaczka zaś, mają nawet więcej niżby on sam w swojej zacietrzewionej główce by przypuszczał - tchórz, złodziej, wichrzyciel, podżegacz, zawadiaka. Epitetów mógłby mnożyć, choć nawet duża ich ilość nie oddała by w pełni obrazu, jakim jest jego obrzydliwa osoba. Widywał on takich jak on na pęczki, głównie na ścieżkach wiodących prosto na szafot, albo do przydrożnego rowu, a Theanarann nie odstaje od nich pod żadnym względem. Nie cierpi go (z wzajemnością), toteż nie kryje się za pogardą, jaką żywi dla jego persony.


  • Jack Trevelyan - powiadają, że piechota Seraph to bractwo. Bractwo zatwardziałych, znienawidzonych przez wszystkich trepów, którzy nauczeni są pić napalm i nigdy nie ustępować pola nikomu. Nawet po honorowym odejściu z wojska, weterani wciąż czują się związani z ludźmi u boku których przyszło im walczyć oraz tymi którzy przyjdą po nich samych. Z początku, kiedy to nasz dumny podoficer piechoty poznał wspomnianego jegomościa, zdawał się zupełnie nie wskazywać by chociaż otarł się podstawowe szkolenie, jakie serwowane jest każdemu, kto będzie przez nie musiał przejść na kilka tygodni przed przystąpieniem do czynnej służby. Początkowe rozmowy nawet wskazywały na to, by w jakikolwiek sposób nie potrafił nawet akceptować czyjegokolwiek rozkazu. Arogancki, pewny siebie... Zdecydowanie materiał do kopania w tyłek na kompanii przez resztę oddziału. Zaplusował mu na chwilę obecną tym, że potrafi sobie poradzić kiedy robi się gorąco. Czas pokaże co będzie dalej.


  • Ursula Leivelen - nornka, o której nawet nasz przenikliwy obserwator nie zdołał zgromadzić wiele informacji (a nawet jeśli, to chyba nie mógłby być ich do końca pewien). Na swój sposób zdaje się łamać wszelakie znane mu norńskie konwencje - stonowana, obyta z zasadami kultury nawet! Potrafi być cierpliwa, co tym bardziej mogłoby być mylne, jeśli spędzi się dużo czasu pośród przedstawicieli owej rasy. Zdecydowanie w jej wyglądzie dominuje styl, który w łóżku zdeprymowałby każdego kochanka. No i ten kruk...

Zaginieni w odmętach czasu

  • Roa - tak jakby samego Vonali brakowało, tak drogi Humfreya oraz Rauela zdołały się zejść wielokrotnie. Ciężka to tedy do określenia relacja. Między tą dwójką tyle się zmieniło, że nie można tego zawrzeć w jednym słowie. Na zmianę za sobą przepadali i nienawidzili, irytowali i bez skrępowań gawędzili. Już sam początek ich znajomości zaczął się dziwnie, kiedy to spotkał go w oberży pod Lion's Arch, w której to Rauel wziął Humfreya za zwyczajnego separatystę. Takie początki na ogół nie rokują zbyt dobrze, lecz ostatecznie chyba wypracowali coś na gruncie wzajemnej tolerancji oraz współpracy.


  • Theo Aethermancer - asura, z którym po raz pierwszy spotkał się podczas zlecenia przyjętego przez Ligę na terytorium Szkarłatnego Wschodu. Spotkanie to nie należało do najbardziej przyjemnych, jako że niechcący zdołał przeładować jednego z ich golemów, którego wybuch posłał naszego żołnierza na ścianę, przyprawiając go o kilka dodatkowych siniaków. Później zaś zdołał przetransportować go do lecznicy, w której wywiązała się między nimi dość przyjacielska pogawędka. Niepoprawny idealista, który chciałby patrząc przez ów pryzmat, zmieniać świat na lepsze, wciągnąć wszystkich ludzi w swoje pomysły niezależnie od tego, czy są oni do niego przyjaźnie nastawieni, czy nie.


  • Anika - przepełniona optymizmem (jak by tego mu do szczęścia brakowało...) sylvari, których drogi skrzyżowały się tuż po przeprowadzonej operacji na terenie laboratorium Inquestu. Pomimo strzępienia przez nią języka, co do korzystania z energii magicznej w miejscach niestabilnych, nie usłuchał jej, przez co naraził cały oddział na niebezpieczeństwo, stawiając w płomieniach okolicę w której się znajdowali. Targanego przez wyrzuty sumienia jak i narastającą w nim bezsilną złość, próbowała podnieść go na duchu, nie odnosząc przy tym jednak zamierzonego skutku. Zadaje diabelnie dużo pytań, do których on nie jest przyzwyczajony. Ilekroć by gdzieś nie polazł lub czegoś nie zrobił, ta zawsze znajdzie sposobność by wytknąć mu kilka rzeczy, związanych z jego zachowaniem. To druga po Vonali osoba, z którą najczęściej w ostatnim czasie zwykł spędzać swój wolny czas niezależnie od tego, czy by tego chciał czy też nie. Uparta jak diabli, ale nie mniej niż on sam, czego wyraz daje minimum trzy razy podczas jednej z ich rozmów. Sam nawet nie wie jak to się stało, że zaczął darzyć ją miłością. Na chwilę obecną jednak, to jedna z niewielu osób, której udaje się z powodzeniem stopić jego na pozór lodowate serce samą swoją obecnością.


  • Katniss Morrison - cóż, są różni ludzie, są różne, osobliwe charaktery. Jednakże gdyby wziąć na warsztat tę dwójkę, pod względem charakterów pasowaliby do siebie jak pięść do nosa. Pod względem podejścia do służby nawet mniej. Tolerują się chyba tylko i wyłącznie z przymusu, jako że w innych przypadkach najchętniej jedno skoczyłoby bez pomyślunku drugiemu do gardła gdyby nie fakt że operują na tym samym terenie. Z tego też powodu, zdaje się nie lubić kiedy ktoś nieoględnie wypowiada się o tym miejscu. Wciąż jednak pozostaje pytanie, jak ktoś taki jak ona, może nosić na sobie mundur?


  • Ylva - rudowłosa nornka, która praktycznie chwyta się każdej nadarzającej się okazji, by pomóc członkom Ligi. To chyba jedyny taki przypadek, który na jego sarkastyczne uwagi reaguje śmiechem (trudno mu jednak stwierdzić, czy rzeczywiście ją śmieszą, czy też jest to jej sprawdzony sposób zbywanie wszystkich). Początkowo sądził, iż jest to jeszcze kolejna typowa przedstawicielka tej nie stroniącej od wojaczki rasy, która bez odrobiny pomyślunku brnie w stronę wroga, by go pociąć. Swój stosunek do niej zmienił tuz po operacji w lesie Caledon, podczas starcia z koszmarytami, w których postanowiła wyczekać na dogodną okazje do ataku i uderzyli wspólnie. Podejrzewa, że poszła by w najgłębsze odmęty piekieł, gdyby otrzymała taki rozkaz. Oprócz tego, zachowuje się jak na typową norńską kobietę przystało - głośna, nie stroniąca od alkoholu oraz rozmów.


  • Vyvanse Icesong - ponoć fama głosi, ze wszystkie nornki są twarde jak odpowiednik w postaci pierwiastka męskiego. Nie stronią od gorzałki ani od porządnej rozróby dla samego faktu przeflancowania komuś twarzyczki. Ta jednak, mimo nade luźnego podejścia do wielu spraw, potrafi okazać chęć współpracy oraz niesienia pomocy. Wiele wydarzyło się podczas ostatniego zadania, w którym chyba przeszli przyspieszony kurs poznania się kiedy wspólnie wywalczyli sobie drogę w staciu z... uszkodzonymi zabawkami. W efekcie czego, dowiedzieli się o sobie wielu rzeczy, niż mogłoby się im wydawać. Mimo wulgaryzmów (bo który norn nie stroni od tak dosadnych słów?) uważa ją za osobę godną zaufania, przy której mógłby stanąć do niejednej potyczki jak i rozmowy traktującej o poważniejszych tematach.


  • Porucznik Evelyne Mistywolf - oficer zastępów Seraph, lub jak sama zwykła uważać, "koleżanka po fachu", na którą wpadł karczmie Divinity's Reach kilka dni po opuszczeniu przez niego murów szpitala warowni Ebonhawke. Patrząc przez pryzmat organizacji w jakiej przyszło im działać, żywi ogromny szacunek wobec stopnia oraz jej zasług, jakich dokonała walcząc na ubitych ziemiach mgieł. Z jego obserwacji wynika, że nie jest to osoba, na drodze której powinno się stawać kiedy znajduje się ona w trakcie służby, lub też kiedy jest po kilku głębszych. Bezpruderyjna, zaiste chutliwa nad wszelką miarę, amoralna kobieta dla której nie istnieją wszelakie z dzieleniem z kimś łoża (i ciała) niesnaski.


  • Aurora Dürerdottir - piekielnie irytująca kobieta, z której "beztroskim" usposobieniem miał wątpliwość spotkać się po raz pierwszy, przy pomocy której udzielił kręgowi Łowców Bestii z ich pierwszym zleceniem. Arogancka, unosząca się wyniosłością i nade wszystko wyszczekana. W jej słowniku zdają się chyba nie figurować najbardziej fundamentalne słowa związane z kulturą osobistą. W związku z ostatnim z zleceniem, w którym to próbował jej pomóc zminimalizować skutki upadku wywołane przez Pajęczycę, omalże nie przedstawiła mu pełnego potoku barwnych wyrażeń, których zapewne nie nauczyła się od matki (chociaż kto wie?). Podczas ferworu walki również nie wydaje się być zbytnio rozgarnięta, napierając bezmyślnie w swoich oponentów, zapewne w myśl tego że rozmiar broni ma znaczenie i że tym faktem uda się jej zdominować każdego.


  • Lockey - jeszcze jeden asura, których drogi w ciągu ostatnich dni ciągle krzyżują się nade często w okolicach karczmy w Lost Precipice. Z jego obserwacji jasno wynika, że nie lubi nudy i nie stroni od miodu, którego zapas zdaje się ciągle uzupełniać w swojej manierce. Zdaje się również nie stronić również od walki wręcz, acz chyba nie przepada za większymi skupiskami ludzi. Zaplusował Farrandowi tym, że lubuje się wyłącznie w mieczach dwuręcznych, podczas pewnego wypadu do norńskiej oberży tudzież zawsze przejawia gotowość do tego, by komuś pomóc. Swój chłop.

Odznaczenia

W ciągu jego kariery wojskowej, Humfrey otrzymał następujące odznaczenia: Srebrna Gwiazda, Medal Seraph za Wzorową Służbę, Legia Zasługi, Medal Żołnierza, Brązowa Gwiazda, Medal za Rany (nadany dwukrotnie), Medal za Osiągnięcia Wojskowe, Gwiazda Askalonu, Odznaczenie piechoty za walkę, Odznaka Rangera, Odznaka Sił Specjalnych Seraph.


Ciekawostki dotyczące jego osoby

  • Nie lubi spożywać alkoholu w czyimś towarzystwie. W szczególności piwa. Stroni również od innych używek. Jednakże dzięki Lockey'owi, po raz pierwszy spróbował wina i o dziwo... przypadło mu do gustu.
  • W równym stopniu nie cierpi popielców co centaurów. Jedynymi znanymi powszechnie przypadkami częściowej tolerancji jest Ksin Vonala.
  • Uwielbia spędzać czas na świeżym powietrzu, w szczególności nad wodospadem Clayent w rodzimym Queensdale. Nie odmawia sobie również pieszych wypraw po Askalońskich lasach.
  • Unika nagości w miejscach publicznych. Jak sam twierdzi, nie jest również kompetentny jeśli chodzi o rozmowy natury erotycznej.
  • Nieuleczalny introwertyk.
  • Uwielbia smak herbaty oraz mięty toteż przy każdej sposobności sączy któryś z tych napojów.
  • Ostatnie wydarzenia pokazały, że zupełnie nie potrafi tańczyć, szczególnie jeśli paraduje w pełnym rynsztunku. Nie przepada również za klubami oraz podobnymi miejscami schadzek.

Rzeczy z palca wyssane, plotkami potocznie zwane

Znasz ciekawą plotkę? Napisz ją! Wszelakie pomysły mile widziane, ja wszystko przyjmę do swego łoża, znaczy się wiadomości!

  • Ma emocje bardziej suche od najbardziej zwiędniętego kwiatka. Ale tu się podleje trochę, tam się w lepsza ziemie wsadzi i może całkiem piękny kwiat wyrośnie. - Anika
  • Jak na wojskowego, za mało wódki chleje - Evelyne
  • Specjalnie odpycha od siebie ludzi, którym mu na nim zależy bo nie chce ich stracić - Teena Dest
  • Najlepszym sposobem by przestał smęcić jest wprawienie go w zakłopotanie. Podobno wtedy nieźle się rumieni. (Anonim)
  • Jest słodki gry wykrywa szemrane typy, jego oddanie służbie jest godne podziwu. Byłby dobrym kompanem do walki, gdyby nie ślepa praworządność. - Januara
  • "Do bólu sztampowy Seraph. Połamałbym go znowu." ~ Gareel Smokebringer
  • Przez własny światopogląd nie jest w stanie nawiązać przyjaźni z kimś kto go całkowiecie nie zna. Nawet po przekroczeniu bariery którą roztacza wkoło siebie.. on dalej nie chce wdawać się w bliższe relacje polegające na trosce i wsparciu do jego osoby. To.. przykre - Roa
  • "Ciekawy rozmówca. Życzę mu, by jak najmniej wątpił i by nie tracił wiary w swoje umiejętności, aby nie miał już w sobie takiej blokady jak ta, którą miał gdy uczyliśmy się Płomienia Kody." - Nisheera
  • "Przypadkiem przyznał się, że nigdy nic z kobietą. A ja akurat pytałam tylko o to, co robi poza przyłażeniem do Ligi i bieganiem z Seraph!" - Vyvanse Icesong
  • Ciekawy człowiek, naprawdę. Mimo iż poprzez swój charakterystyczny styl wypowiedzi czasami może wydawać się bardziej oschły niż rzeczywiście jest, to, jak przyjaźni się z Ksinem Vonalą, jak potrafi współpracować w grupie oraz jak umie rzucić trafną uwagą, czy poradą sprawia, że jako ogół prezentuje się jako naprawdę sympatyczna osoba. Dziwi mnie, że tak wielu sądzi inaczej. - Varrus Lockburner
  • Uwielbiam gdy się na mnie złości, jest uosobieniem wszystkiego co uwielbiam w ludziach. Najdoskonalszy z doskonałych, najprawszy z prawych, najszlachetniejszy ze szlachetnych, po prostu człowiek jakich uwielbiam - Januara
  • "Mógłby się wziąć za dowodzenie. Posłuchałbym go" - Fellaneth
  • Debil. Adam
  • "Ostatnio przyznał, że chętnie jeździłby ze mną na moim raptorze. Nie sądziłam, że obudziła się w nim taka potrzeba bliskości na tym pustynnym zadupiu" - Vyvanse Icesong
  • Nikt nie pamięta jego nazwiska ani pierwszego imienia - Wcale nie Vyvanse
  • "Dziewczyny ostatnio mówiły, że ciągle kręcą się przy nim jakieś panny. To już wiem, czemu taki drażliwy niczym chłop, któremu przez całą noc nic nie wyszło. Nawet rankiem...!" - Rhiannon
  • "Dobry żołnierz. Walcząc z nim ramię w ramię zawsze czuję się pewnie. Znam go dość długo, jednak to wszystko co mogę o nim powiedzieć. Nie wiem, czy po za poczuciem obowiązku jest w jego osobowości coś więcej." - Teena Dest
  • "Mimo niepozornego wyglądu potrafi zaskoczyć. Szczególnie, gdy w swoim arsenale ma reakcje po której czujesz się źle." - Alice Quesperiel
  • " Człowiek, którego warto mieć za plecami. Nie jest zbyt rozgadany, aczkolwiek zdaje się próbować przełamywać swój introwertyzm." - Ryan Van Saan
  • " Z początku miałam go za modelowego żołnierza - sztywnego i przewidywalnego. Okazuje się jednak, że jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż przypuszczałam. Godny zaufania, zdecydowanie poszłabym za nim w bój." - Irunn Athas
  • "Typowy ludzki żołnierz z zasadami na którym można polegać, choć czasami mógłby sobie darować przy mnie tą zasadę ze nie może pic podczas służby "- Szkarłatny Podróżnik
  • "Z tego co wiem zniósł o wiele więcej niż inni Ligowicze w Istanie: klątwa, niewola, Palawadan. I choć woli stać na uboczu, w walce z problemami stoi w pierwszej linii." - Roeryn
  • "Wybitny, zahartowany na polu bitwy wojak, doskonały towarzysz rozmów wszelakich, ale przede wszystkim przyjaciel. Przyjaciel, u boku którego będę stał dumnie, wspierając go w bojach, które jeszcze nadejdą. Właśnie przez takich ludzki jak Farrand zdarza mi się czasem zatęsknić za starymi czasami w Serpah..." - Jack Trevelyan
  • "Stali blask / obowiązek i honor / dobry czytelnik" - Ursula Leivelen
  • "Zachowuje się jakby żołnierz w służbie Królowej był jakąś kompletnie obcą istotą, ale żołnierze to nie maszyny, to też tylko ludzie." - Markus var Maelius