M.A.N.A.: Różnice pomiędzy wersjami
Utworzono nową stronę poświęconą kampanii "M.A.N.A." stworzonej przez Tanka |
Dodano rozdział "Halloweenowy eksperyment". Dodano jeden przecinek. Usunięto postać. |
||
| (Nie pokazano 10 wersji utworzonych przez 2 użytkowników) | |||
| Linia 1: | Linia 1: | ||
=Historia= | |||
[[Plik:MANA.gif|center]] | |||
==Wprowadzenie== | |||
<font size="6">M.A.N.A. - Magia Absorbowana Naturalnymi Aktywnościami</font> | |||
{{Quotation|Taśma #PCTE-0001|''<Dźwięki uderzającej o siebie porcelany, gwar i niezrozumiałe pojedyncze zdania bliżej niezidentyfikowanych osób.>'' | |||
'''Męski głos #1:''' OK. To co to właściwie jest? | |||
''<Głębokie kobiece westchnięcie. Chwila przerwy. Kilkukrotnie powtórzony dźwięk srebra uderzającego o porcelanę.>'' | |||
'''Kobiecy głos #1:''' Sama nie jestem tego pewna. Jakby... wyobraź sobie wyładowanie atmosferyczne, które cechuje niewyczuwalność dla nosiciela i niestandardowa barwa. Bądź też standardowa. W zależności od nosiciela. Nie umiem ci tego lepiej opisać. | |||
''<Krótki męski śmiech.>'' | |||
'''Męski głos #1:''' To może narysuj?}} | |||
==Brudna Robota== | |||
Liga Sześciu Filarów została poproszona o dość nietypową pomoc przez dość nietypowe osoby. Sporym zbiegiem okoliczności znajomy [[Leillianne]] zasłyszał od niej w ramach kilku plotek o grupie najemniczej, która jest w stanie zająć się każdą, nawet najbrudniejszą robotą. Tak się akurat złożyło, że drogą słowną informacja o Gildii rozeszła się dalej, a kiedy przyjaciółka owego znajomego oraz właśnie on sam stanęli przed doskonałą okazją do zakupu sporej nieruchomości za bezcen, okazało się, że muszą pozbyć się paru brudów. | |||
Tymi właśnie brudami miała zająć się Liga Sześciu Filarów. Być może niespodziewanie dla nich samych (mimo treści ogłoszenia wywieszonego przez [[Xaxus|Xaxusa]]), najemnicy w składzie [[Charmahrina]], [[Anastasia Yaal]], [[Forest]], [[Aeshri]], [[Annie Goldarrow]], [[Valanassir]], [[Selb Coalgrasp]], [[Nicodemus Riverfall]] i [[Vez]] pojawili się w Akk'man Rakk na południu Metrica Province aby... posprzątać magazyn. W zaledwie kilka godzin naprawili usterkę zasilania światła i uporali się ze wszystkimi skrzyniami wypełniającymi spory budynek, odnajdując w międzyczasie większość własności Powerhouse Krewe ze specjalnie przygotowanej dla nich listy. Co prawda nie obyło się bez zniszczenia dwóch z nich, ale w końcu to nie jest codzienne zdanie dla najemniczej gildii. Szczęśliwie uszkodzenie mienia wliczone było mniej lub więcej w cenę zakupu nieruchomości, przez co nie odbiło się to mocno na portfelach Ligi. | |||
Dodatkowo humory poprawiło pojawienie się nowej właścicielki - [[Mithiniel]] dzierżącej stosik kilkunastu pudełek pizzy. Bon appétit! W swoim dość krótkim pobycie zdążyła właściwie odpowiedzieć tylko na dwa pytania - czym właściwie był dziwny zepsuty przedmiot, którego fragment zagarnął dla siebie Nico, oraz co oznacza skrót M.A.N.A. Wcześniej w odpowiedziach wyręczał ją przyjaciel, który cały wieczór spędził na pomocy najemnikom. Kiedy jednak zaczynało robić się już zdecydowanie późno i chłodno, Xaxus i Mithiniel postanowili podziękować Lidze za pomoc, w czasie gdy oni zajęli się zamykaniem nowo nabytego przybytku. | |||
{{Quotation|Taśma #BRRB-0069|''<Dźwięk potrząsanej skrzynki.>'' | |||
'''Kobiecy głos #2:''' Co to? | |||
'''Kobiecy głos #3:''' Nie otwierać. Grozi śmiercią. | |||
''<Krótkie szmery. Szelest ubrań. Męskie parsknięcie.>'' | |||
'''Męski głos #1:''' Otwórz i zobacz.}} | |||
==Dirty Dancing== | |||
{{Quotation|Taśma #NCOS-2710|'''Męski głos #2:''' Nie nudzi was takie suche opowiadanie faktów? Jakbym znowu czytał te wszystkie książki pisane przez asury uważające się za najinteligentniejsze osoby we wszechświecie, a przecież żadna z nich nawet nie miała styczności z prawdziwą wiedzą. W swojej pysze utwierdziły się w przekonaniu, że nie ma osób mądrzejszych, zaradniejszych i sprawniejszych od nich... a jednak... | |||
Cosiek miał sporo racji w tym co mówił. | |||
Uważajcie na to, by jego słowa nie stały się prorocze.}} | |||
Pobawiliście się nieco czyszczeniem magazynu. W sumie, kto by pomyślał? Najemnicy, a tak dobrze bawili się ciężką robotą bez użycia broni. Znam takiego, który byłby z was dumny. Albo przynajmniej zaskoczony waszym postępowaniem. Ale może po prostu nie każda misja musi składać się z trzepania innych po mordach. Skoro więc jedna zabawa dobiegła końca nadszedł czas żeby zająć się kolejną. Jakież to szczęście, że nadarzyła się okazja, jakiż pech, że to nie wy mieliście się bawić. W końcu to goście [[Widok|Widoku]] mieli się dobrze bawić, a jak się okazało nie byłoby gdzie, gdyby nie sprawna interwencja [[Leillianne]], [[Selb Coalgrasp|Selba]], [[Anastasia Yaal|Anastasii]], [[Cey]], [[Aeshri]], [[Forest|Foresta]] i [[Annie Goldarrow|Annie]]. | |||
[[Plik:Widok_Level3.jpg|450px|thumb|left|Trzecie piętro Widoku po tym jak już udało wam się je uprzątnąć.]] | |||
Zastaliście największy klub południowego Rata Sum brudny i zaśmiecony, a zostawiliście... w większości czysty. Dobra robota! Dzięki niezdrowemu zainteresowaniu rozmiarami łazienek pewnej fioletowo-włosej kobiety oraz doskonałemu wyważeniu ciskania szkłem za pomocą podmuchów powietrza waszego druida, piętra numer dwa i trzy dość szybko zostały oczyszczone. Pobojowisko, którym było to miejsce rozpłynęło się w mgnieniu oka. Wielka szkoda, że przypadek rządzi istotą, a jedna różowa istota przez "przypadek" znalazła się tam, gdzie znaleźć się nie powinna. Oczywiście, powinienem być sprawiedliwy i winę przypisać przyjacielowi [[Mithiniel]] o wdzięcznym imieniu Marsh, dla którego pogoń za wybranką serca była ważniejsza niż jego dobytek. Z jednej strony bardzo szlachetnie, pochwalam kierunek, który wskazuje jego kompas moralny. Z drugiej strony głupio. Wszyscy wiemy jakie potrafią być asury. Pozostawianie zatem dobytku życia bez opieki brzmi jak wielki błąd. Nawet jeśli naszemu właścicielowi klubu udało się nie tylko przekonać swoją miłość do siebie, ale i... jak to mówicie... "zaliczyć" udany wieczór. A wierzcie mi, musiałem sprawdzić, czy faktycznie Moccha nie postanowiła puścić go z torbami. Serce rośnie, lecz umysł żałuje, gdyż historia potoczyła się przewidywalnie. Marsh zyskał swą miłość, a klubu nikt nie okradł. Jak dobrze, że drzwi na dole były zamknięte. Może dlatego właśnie nikt nie włamał się do środka. A może opinia W.I.T.A.M.a jako doskonałego systemu antywłamaniowego nie była aż tak przereklamowana. Choć wy poznaliście ją z tej gorszej strony, kiedy to kończąc swoje zadania, W.I.T.A.M. powiedział "żegnam" i ku rozpaczy dwóch, a może nawet trzech sylvari wyłączył zasilanie dla całego lokalu. Jaka szkoda! | |||
Osobiście nie uważam, że pozostawienie dolnego piętra było dobrą decyzją. W końcu za coś przyjęliście zapłatę, czyż nie? Nie mogę się jednak na was gniewać. W końcu nie byliście pewni zarobku. Bo choć to Mithiniel była osobą rekrutującą was do tego zadania, to Marsh, miał wam zapłacić. A tego nie było. Mimo doskonałych poszukiwań przeprowadzonych przez Annie. Cóż, na szczęście ta pierwsza z wymienionych asur pojawiła się przed końcem. Nie zapomnę jej miny, kiedy ujrzała Selba z mopem i Foresta przedmuchującego wszystko co wokół. Produktywność zawsze była waszą mocną stroną, jednak przemyślenie tego co robicie... hah... powiedzmy, że nie zawsze. Nic to. Stosiki kartoników z pizzą zostały pochłonięte, klub w większości wyczyszczony, Leillianne znalazła swoje powołanie, a Aeshri poznała nowe miejsce do imprezowania. | |||
{{Quotation|Taśma #DTDN-1147|''<Głośna klubowa muzyka.>'' | |||
'''Kobiecy głos #2:''' Podoba mi się ten kawałek! | |||
'''Kobiecy głos #4:''' Co?! | |||
''<Głośna klubowa muzyka.>'' | |||
'''Kobiecy głos #2:''' Mówię, że podoba mi się ten kawałek! | |||
'''Kobiecy głos #4:''' Że co piłaś z Lunarem?!}} | |||
==Przysługa Za Przysługę== | |||
Minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz usłyszeliście od [[Xaxus|Xaxusa]] i jak widać nie przyszło wam dalej nic od niego usłyszeć. Niestety żadne miejsce w Tyrii z jakim ten sylvari miał do czynienia nie wymagało gruntownego sprzątania. Osobiście ja się nie zawiodłem. Dzięki temu mogłem zobaczyć na własne oczy jak radzicie sobie w sytuacji zagrożenia. Gdybym był bardzo szczegółowy, zaznaczyłbym, że tak właściwie wielkiego zagrożenia nie było. Wszak wtargnęliście na czyjąś posesję, a system antywłamaniowy próbował się was pozbyć. Tylko wy jak te natrętne komary, wcale nie chcieliście tak po prostu zrezygnować. Aż w końcu panowie Van Saan i Fyrhein nie wykazali się odrobiną rozumu, po prostu ignorując J4. Ach, gdybyście tylko wcześniej pomyśleli o tym, że nawet R.O.O.M.B.A. ma więcej rozumu niż ta kupa złomu, która wzięła was za szczury. Gdybym projektował golema, który miałby zajmować się również deratyzacją, a ten wykryłby szczury takich rozmiarów jak wy, durny kawał blachy uruchamiał by proces autodestrukcji, a ja szukałbym domu w okolicy, w której nie musiałbym przejmować się takimi widokami. Jak można stworzyć golema, który patrząc na sylwetki ludzi i sylvari przypisuje im plakietkę szczurów? | |||
Nie sądzę jednak by to was interesowało. Po prawdzie sam nie jestem wielkim fanem Klippa i jego wynalazków. Niektórych rzeczy po prostu lubię się dowiadywać. Wiem jednak co was zainteresuje. Odświeżenie wam pamięci, jako że i tak znajdujecie się w tym... ciekawie pustym miejscu. Nie nudzicie się tu, prawda? A zatem, niektórzy z was, konkretnie [[Leillianne]], [[Anastasia Yaal]], [[Forest]], [[Aeshri]], [[Ryan Van Saan]], [[Maghiran]], [[Fyrhein]], [[Kang Gao]] i [[Naerin]] postanowili odpowiedzieć na pierwsze wyzwanie pod którym imiennie podpisała się nasza droga ukochana miłośniczka pizzy [[Mithiniel]]. Wiedzieliście, że to wszystko przez nią? Xaxus chciał samemu sprzątać magazyn. Jednak asurze nie w głowie było zamęczanie przyjaciela. Poza tym, grupa kilku najemników poradziła sobie w niecałe trzy godziny z całym magazynem, a ona dzięki temu mogła rozpocząć badania już kolejnego dnia. Ale, to tylko taka ciekawostka dla was. Pomyślałem, że skoro i tak tu trafiliście... nieważne. Rozumiem doskonale. | |||
''Co się działo dalej proszę pana?'' Słyszę jak pytacie. Albo i nie, może to tylko mój umysł. Natomiast pojawiliście się w dość niewielkim asurańskim miasteczku zwanym Lun Arr. Zawsze zastanawiało mnie jak można nazywać miasto, które posiada własną prywatną [[Akademia Lun Arr|Akademię]] niewielkim. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak niewiele rzeczy jest w stanie faktycznie zachwycić Asury, jednak rozmiar miasta określamy liczbą mieszkańców jak cywilizowane istoty, a nie jego zaawansowaniem technicznym jak jakieś zwierzęta. Bueh. Zbaczam z trasy. Wasza dziewiątka dumnie wkroczyła na teren Akademii w ten dość deszczowy wieczór Sezonu Feniksa. Dość szybko, gdyż z jakiegoś powodu większość z was, tak samo jak i studenci oraz profesorowie, których mijaliście po drodze, nie chciała moknąć. A przecież deszcz jest naturalnym zjawiskiem, przed którym dość łatwo się zabezpieczyć. Dokładnie wiedział o tym Maghiran, który przybył na miejsce z parasolką. Jako jedyny. Udaliście się za Mithiniel, która zaprowadziła was do Biblioteki Akademickiej. Jakiż ten budynek jest cudowny. Tylko aż bije od niego inspiracjami z innych, istniejących zdecydowanie wcześniej bibliotek. Myślałby kto, że asury stawiają na oryginalność. Tam poznaliście jednego z jej pracowników. Konkretnie tego najważniejszego - prowadzącego. Najważniejszego dla każdego ze studentów, pracowników i dla was z perspektywy całej historii oczywiście. Igorra. Czarujący facet. Lekko szowinistyczny, nienawidzący starszych członków społeczeństwa, charakteryzujący się bardzo krótkimi wypowiedziami, uwielbiający wampirów... ale jednak posiadający jakiś... dziwny urok. Urok, którego nie dostrzegły Aeshri, Mithiniel i Anastasia. Nie będę ich jednak za to winił. W końcu to kobiety, w stosunku do których Igorr w tym wypadku wielce czarujący nie był. Miał on jednak pewną umowę ze swoją znajomą, która to wynajęła was, abyście wypełnili jej część, w czasie gdy asura biegała radośnie w chronionym hasłem pomieszczeniu wypełnionym księgami o prastarej magii i seriach klątw. Szeroko opisanych, włącznie z instrukcjami użycia. Czytałem kilka z nich. Osobiście uważam, że skrobanie czyichś zębów pilnikiem do metalu działa zdecydowanie lepiej niż jakakolwiek klątwa... ale może jestem zbyt praktyczny w moich rozwiązaniach. | |||
[[Plik:LunArr_Library.jpg|650px|thumb|right|Biblioteka Akademicka od środka.]] | |||
Tu podzieliliście się na dwie grupy. Jedna, składająca się z Mithiniel i Naerina udała się do pomieszczenia, do którego hasło wymyślał sam Igorr, a brzmiało ono J3-B4N-K0. Czasem jak [[Użytkownik:Lunaris|prądem poraża]] mnie geniusz tego asury. Wiecie, że on i Mithiniel pracowali kiedyś w [[Użytkownik:Tank|tym samym miejscu?]] Oczywiście zanim Igorr odkrył w sobie miłość do książek. Żeby tego było mało, ostatni dzień pracy jednego był pierwszym dniem drugiego. Ale to temat na inną rozmowę. Ważniejsze było co robiła druga grupa, w czasie gdy sylvari i asura szukali odpowiedzi na niezadane pytania. | |||
Druga grupa bowiem z rozkazu o jaśnie wielmożnego bibliotekarza została odesłana do domu Klippa, aby odebrać niezwrócone książki, które wydawały się dość cenne dla Biblioteki. Oczywiście nie były. Cenne były tylko dla Igorra, ze względu na zawartość, ale byliście zbyt zajęci uciekaniem przed J4, żeby zwrócić uwagę na to o czym tak właściwie były książki i co było w środku. Anastasia i Ryan spojrzeli na tytuły i to im wystarczyło. Ludzie. Nigdy was nie zrozumiem. Inne istoty cechuje wrodzona ciekawość. Chęć odkrywania nowego. Może poza charrami, które preferują nowe i nieznane zniszczyć. Ależ ze mnie rasista, prawda? Natomiast ''właśnie, właśnie, kim był J4?'' zapytacie. Prostym golemem zajmującym się pilnowaniem porządku, w czasie gdy Klippa nie było w domu. A nie było go w domu, gdyż nikt z was go nie znalazł. Bo nikomu nie chciało się otwierać drzwi do szafy. Spokojnie [["Pętla"|Tyrii 33]] tam byście nie znaleźli. Jedynie smutnego trupa mykologa amatora. Uczcie się na jego błędach kochani. Nie warto mieć długów. W czasie gdy Anastasia i Ryan dzielnie walczyli ze poszukiwaniami książek w sypialni Klippa, pozostała część drużyny zmagała się z J4, któremu wyraźnie coś odbiło. Nie był trudnym przeciwnikiem. Zajęło wam to może 6 minut. W całym tym zgiełku blisko było aby Forest utracił większość liści po ataku waszej... nazwijmy to... bardzo śmiało kobiecej elementalistki o ciemnej korze, jednak J4 został zneutralizowany. Jedynym faktycznym uszczerbkiem była niewielka dziura na zbroi pana Van Saana, po tym jak jeden z chwytaków J4 trafił mężczyznę w okolice mostka. | |||
A potem nie działo się nic specjalnego. Wróciliście zwrócić książki. Igorr był niepocieszony, bo nie mógł pomęczyć zdecydowanie mniej inteligentniejszej koleżanki, ale przynajmniej zdążył do teatru. Mithiniel natomiast wraz z Naerinem doszli do porozumienia w sprawie M.A.N.Y. Oraz dopuścili się kradzieży. Oczywiście, co muszę przyznać, Naerin wcale nie chciał się na nią zgodzić, a przekonało go jedynie zapewnienie o zwróceniu książek w przeciągu tygodnia, co z resztą Mithiniel zrobiła. Padać wcale nie przestało nawet na sekundę. Jednak Maghiran pozostał suchy przez całość waszego pobytu w Lun Arr. | |||
=Race of Champions - Quali= | |||
[[Plik:ROC_logo.jpg|500px|left]] | |||
I tak oto, minęło bardzo dużo czasu od kiedy ktokolwiek z was musiał przejmować się dziwnymi zadaniami dotyczącymi zachowania czystości w terenie znajdującym się niedaleko widzącej dość nietypowe błyski wokół swoich i cudzych rąk asury. Zgłębiając szczegóły tego zagadnienia możecie zauważyć, że "aury" opisane niektórym z was przez [[Mithiniel]] były jedynym powodem dla którego większość z was w ogóle poznała amatorkę pizzy. Jest to też jedyny powód, dla którego (jeszcze) nie poznaliście mnie. Ale nie o mnie jest ta historia. W końcu to wy jesteście... nazwijmy to głównymi aktorami tego przedstawienia i miejmy nadzieję, że tak zostanie na możliwie jak najdłużej. | |||
Bez konkretnego związku z tym o czym wspomniałem przed chwilą, stawiliście się w Divinity's Reach na prośbę... nikogo innego jak osobistej opiekunki Raia - raptora waszej wspaniałej, wtedy jeszcze opiekunki. Jeśli dobrze pamiętam, poza kulisami, pani [[Teena Dest|Dest]] pożegnała się ze swoją rolą w życiu Ligi już nieco wcześniej, jednak w czasie treningów nikt chyba nie chciał jej zbytnio zawracać głowy szczegółami "oddania stanowiska". Tym lepiej. Gdyby ktoś z was zastanawiał się dlaczego akurat w DR się znaleźliście, śpieszę wytłumaczyć to, czego się było łatwo domyślić. Stewart Ewen, a więc Dyrektor Główny ROC jest człowiekiem z krwi i kości. To naturalne, że wybrał na miejsce takiego wydarzenia dobrze znane mu okolice. A to że teren ten... lekko mówiąc średnio nadawał się na wyścig klasy R... cóż. Pan Ewen za nic nie znał się na wyścigach, co wasz pracodawca wyłożył wam kilkukrotnie. Jednak nie oceniajcie go zbyt surowo. Jest jak każdy bogaty człowiek na wysokim stanowisku. Okropny w podejmowaniu decyzji, na których zna się każdy na niższym szczeblu, jednak diabelnie dobry w wyglądaniu przy tym na pewnego siebie. | |||
Wracając jednak do naszych mistycznych świateł oraz dymków unoszących się wokół Mithiniel i kilku osób jakie miała okazje obserwować. Dziwnym trafem nikt z was nie widział ich nawet raz, przez większość jeśli nie całość waszych niesamowicie drogocennych żyć. Nie jestem tu uszczypliwy. Możecie mi nie wierzyć, lecz bardzo zależy mi na tym by móc... być ich świadkiem nieco dłużej niż zapewne będzie mi to dane. Jednak nikt nawet raz, nie zwrócił uwagi na coś co wydawałoby się oczywiste, rzucające się w oczy. Nikt... poza [[Naerin|Naerinem]]. Jego zdolność czytania aur zdążyła wystrzelić przez dach już dawno temu. Zastanawia mnie czy powodem jest jego zamiłowanie do swoich "specyfików", które określiłbym mianem używek. Jest to możliwe. Jednak to samo zamiłowanie nieco uśpiło jego czujność na to, co działo się wokół niego. Nigdy nie był w niebezpieczeństwie z tej racji recz jasna, jedynie nie przejmował się tym zjawiskiem nic a nic. Urokliwy sylvari. Chętnie poznałbym bliżej dziecko drzewa, które używa określenia "Zią" bez względu na płeć i rasę docelowego odbiorcy tego słowa. Kocham go. Choć bez faktycznego uczucia. Ludzie mają na to nawet wspaniały termin - "to skomplikowane". Ta swego rodzaju... nieuważność lub też ślepota miała się już niedługo skończyć. | |||
Wydawać by się mogło, że w tej chwili oprócz głupawej paplaniny nie przekazuję wam nic. I być może tak jest. Jednak to cudowna alegoria dla tego, co wydarzyło się w przeddzień pierwszego miejskiego wyścigu w Divinity's Reach. W końcu cały dzień kwalifikacji spędziliście na tym, aby zapoznać się wyścigami raptorów. O których o dziwo nikt z przybyłych, a więc [[Annie Goldarrow]], [[Nisheera]], [[Cännäes]], [[Estia]], [[Lirevael]] i [[Nassan Bloodclaw]] nie miał bladego pojęcia. Przyznam, że osobiście mnie to ubodło. Charr pijak otrzymuje przepustkę, w końcu ledwo co dołączył do waszego grona, nie śmiałbym wymagać od niego znajomości takich informacji. Trójka niższych stopniem sylvari również nie interesowała się tym co robi ich wtedy jeszcze opiekun. Z jednej strony to rozumiem. Dla najemnika nie jest to najważniejsza rzecz na świecie. Jednak pozostają nasza urocza blondynka i głowa gildii. Obydwie z pań doskonale wiedziały czym interesuje się ta trzecia z opiekunek, lecz... żadna nie wydawała się zainteresować tym na tyle, by obejrzeć ją w akcji. Żadna nie znała zatem zasad panujących na torach. Nie pochwalam takiego traktowania przyjaciół i współlokatorki. Jednak, jak zawsze - jestem tylko obserwatorem tych wydarzeń. Tłumacząc jednak moją długą i bezsensownie zawiłą alegorię: przez dobre trzy godziny, dowiedzieliście się tak wiele, że następnego dnia, każdy z was wiedział dokładnie tyle samo. Czyli praktycznie nic. Tak jak i teraz, mogę sobie mówić... ale czy to coś zmieni? Pewnie nie. Z drugiej strony, nie mogę was winić. Osobiście nie jestem wielkim fanem słuchania kiedy pani [[Kira Sverige|Sverige]] się odzywa. Być może jestem do niej nieco uprzedzony, ze względu na prowadzony tryb życia. Choć ta teoria byłaby dobra, gdybym nie cenił pani [[Aeshri]] tak bardzo jak ją cenię. W końcu ta sylvari okazała się doskonałą przyjaciółką, która nie tylko wiedziała na czym konkretnie polegają wyścigi, poznawała ich rodzaje oraz w większości rozumiała panujące na nich reguły, to jeszcze przybyła dopingować [[Teena Dest|Teenę Dest i Raia]] ze wszystkich sił. Nie była w tym sama, gdyż przez obydwa dni spędzone na torze, towarzyszył jej również [[Brigg Havgaard]]. Choć charr wielką inteligencją na temat wyścigów nie grzeszy, to zainteresowania wyczynami przyjaciółki odmówić mu nie można. | |||
Przez te kilka godzin poznaliście trasę ROC, część z was pomachała opiekunce, a wszyscy zrozumieliście zadanie, które czekać was miało w dniu wyścigu. Opieka nad trzema zakrętami, machanie flagami i ogólna czujność... co mogło pójść nie tak? | |||
{{Quotation|Taśma #DDRK-0850|''<Delikatne lecz długotrwałe szczękanie zębami.>'' | |||
''<Raptorze charknięcie.>'' | |||
''<Ruch.>'' | |||
''<Dźwięk otwieranych drzwi i potrąconego nimi dzwonka.>'' | |||
'''Kobiecy głos #5:''' Cześć Kiro, chciałaś mnie widzieć? | |||
'''Kira Sverige:''' Hej śliczna. Zawsze chcę cię widzieć. Teraz szczególnie. Uganiam się za tobą od kilku dni. | |||
'''Kobiecy głos #5:''' Dostałam twój list. | |||
'''Kira Sverige:''' Dobrze zatem, że Nisheera podała mi adres na który odpowiadasz. Mam coś dla ciebie. Coś... co ci się spodoba. | |||
''<Kobiece westchnięcie.>'' | |||
'''Kobiecy głos #5:''' Kira... | |||
'''Kira Sverige:''' Nic z tych rzeczy, wiem. Ty i Markus. Doskonale zdaję sobie sprawę. Rozumiem słowo "nie". To dla ciebie i Raia.}} | |||
=Race of Champions= | |||
[[Plik:ROC_Standings.png|300px|right|thumb|Wyniki kwalifikacji.]] [[Plik:ROC_Results.png|300px|right|thumb|Wyniki wyścigu.]] | |||
Właściwie to wszystko mogło pójść nie tak. Choć po absolutnie spokojnym dniu pełnym treningów i kwalifikacji nie wydawało się, aby cokolwiek złego czekało na was czy na zawodników. Z doświadczenia mogę wam opowiedzieć, że tak jest w 95% przypadków. Mimo iż sprinty zawsze były poprzedzane tylko jedną sesją treningową, z trudem staram się przypomnieć sobie jakąś z nich, która zwiastowałaby jak wyglądać będzie wyścig, a przewidywania te odnalazłyby swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Być może trzeci wyścig Pucharu Północy w Nordstrøm był jednym z takich jak to teraz ludzie młodzi mówią "eventów". | |||
Jak się macie, moi młodzi ziomale? | |||
Ach, wciąż mam to coś. | |||
Jednak krótka wycieczka po mojej alegorii nie dobiegła końca. Jest to chyba jedyny wyścig, jaki kojarzę, w którym już trening doskonale ukazał jak wyglądać będzie wyścig. Lepki śnieg, potężna śnieżyca, utrudniona widoczność, niejasna trasa prowadząca szlakami, które każde inteligentna osoba nazwałaby nieuczęszczanymi, żeby nie użyć słowa "dzikimi". Nic nie dało to, że zawodnicy narzekali na panujące warunki. Nic nie dało poddawanie wątpliwości bezpieczeństwa wszystkich obecnych. Połamane nogi, odmrożenia, zagubieni, zawodnicy poddający się warunkom ze względu na zdrowie raptorów. Wszystko to już wcześniej było jasne. Ale nie przywiązywało się do tego uwagi. Wszak treningom wierzyć nie można, bo nie oddają pełni możliwości każdego uczestnika. | |||
Ale to nie jest dla nas ważne. Ważne jest to, że mało kto wydawał się zadowolonym z rezultatu [[Teena Dest|Teeny]]. Właściwie tylko [[Kira Sverige|Kira]] oraz [[Nisheera]] zwróciły uwagę na to jak doskonałym wynikiem jest dziewiąta lokata w takim towarzystwie. Tu pojawiają się dwie tak niesamowicie różne historie, które dotyczą jednego wydarzenia. To zawsze jest ekscytujące. Skupimy się jednak na waszej części. Zmagania Teeny i Raia z rywalami, ich doskonały start, długotrwałe przebijanie się przez stawkę, odstawanie na zakrętach, rekord trzeciego sektora oraz pełen adrenaliny, bliski podium finisz to wspaniała opowieść, jednak może lepiej opowiadana z ust kogoś, kto faktycznie brał w tym udział. Ja niestety, byłem jedynie obserwatorem. A wasza historia zaczęła się tego dnia bardzo prosto. [[Annie Goldarrow]], Nisheera, [[Estia]], [[Lirevael]] oraz [[Nassan Bloodclaw]] pojawili się po raz kolejny zadbać o to by "biednej" pani Sverige nie zabrakło rąk do pracy. Obecna dzień wcześniej [[Cännäes]] została doskonale zastąpiona przez tercet [[Selb Coalgrasp]], [[Valanassir]] i [[Kerrian]]. Cała ta radosna zgraja ruszyła poznać samego Stewarta Ewena, który to chciał podpisać z wami umowę o dzieło, tak abyście nie czuli się oszukani, a i żeby w jego papierach było to legalne zatrudnienie. Jedyną sceptycznie podchodzącą do tego pomysłu osobą była Annie, która dość wyraźnie zaznaczyła swoją niechęć do zmieniania swego zeznania podatkowego przez jedną głupią umowę. Tylko kto u licha składa zeznanie podatkowe w drugiej połowie roku? To nakazuje mi myśleć, że była to tylko delikatna uszczypliwość wobec pana Ewana, którego nie zdziwiłbym się, gdyby nasza modowa głowa doskonale znała. To, albo ktoś w waszych szeregach oszukuje na podatkach. | |||
Pamiętacie jak mówiłem że nie wyciągnęliście nic z dnia poprzedniego? Na pewno pamiętacie. Teraz dochodzę do wniosku, że być może to i lepiej. Dzięki temu Selb, Nassir i Kerrian zaczynali z tego samego pułapu co wy. Choć błyskotliwy w sprawach seksualnych charr mniej-więcej rozumiał na czym to wszystko polega jeszcze bez szkolenia. Czyżby nasz czołgista interesował się wyścigami? Brzmi męsko. Nie dla mnie oczywiście, ale rozumiecie mnie doskonale. To takie... stereotypowo męskie znać się na wyścigach. Ale, nic nie straciliście. Może poza wizerunkiem w oczach Sverige. W takim wypadku nic ważnego nie straciliście. Zanim jednak czerwonowłosa półnaga złodziejka wytłumaczyła WSZYSTKIM obecnym co tak właściwie będzie miało miejsce w trakcie wyścigu i znaczenia wszystkich flag dla zawodników, mieliście okazję spotkać kogoś, kto z jakiegoś powodu wydaje mi się doskonale znajomy. Asurę [[Pruuf|Pruufa]], prowadzącego po raz kolejny zakłady. Chciałbym dowiedzieć się nieco więcej o tym dość... specyficznie wyglądającym bukmacherze. Cieszę się, że ktoś uzupełnia biblioteczne zwoje w waszym Azylu o historie przeżyć nie tylko Ligowiczów w Thunderhead Peaks. Tylko coś dawno nie widziałem żadnego wznowienia. Na pewno coś się jeszcze pojawi. | |||
Wracając jednak do rzeczy ważnych. Niektórzy z was postanowili postawić na Teenę. Do tego okazało się, że będąca waszą opiekunką sylvari nie potrafi powstrzymać się przed hazardem. A w tym wypadku obstawiała jak stary wyga. Przyznam, że gdyby pieniądze stanowiły dla mnie jakąś wyższą wartość byłbym zazdrosny. A tak, jestem jedynie pełen uznania. Gratulacje Nisheero. Kiedy jednak już udało się obstawić, dotarliście na miejsce, a Kira wytłumaczyła wam wasze zadania... było już dość późno. Na tyle późno, że siedzący na trybunach obok linii start/meta kibice zdążyli już stracić zawodników z oczu. Tak oto zostaliście rzuceni na głęboką wodę. Do tego dużo czasu na wdrażanie się w życie na torze nie mieliście, gdyż już na pierwszym okrążeniu musieliście pokazać czarną flagę z pomarańczowym krążkiem Gregoremu Stone'owi i jego raptorzycy Arrow. Ich wypadek na pierwszym zakręcie pozostawił Arrow ze zwichniętą kostką i otarciami o bruk, które zmniejszyły jej wagę o 1.67%, liczone w straconych tkankach, łuskach i krwi. To fascynujące jak wiele wytrzymał ten zwierzak. Nawet jeśli zwolniła tempo swojego biegu. | |||
Na kolejne nieszczęścia nie trzeba było długo czekać. Ktokolwiek zajmował się ochroną toru nawet nie pomyślał, że dwójka ludzkich dzieci może radośnie wkroczyć na trasę wyścigu, ryzykując zdrowiem zawodników i własnym. Nigdy nie zrozumiem ludzkich dzieci. Instynkt samozachowawczy wykształca się u charrów w przeciągu pierwszych dwóch tygodni. U asur, w ciągu pierwszego roku. U nornów w przeciągu pierwszych czterech lat. Ludzkie dzieci mogą mieć trzynaście lat i być na tyle głupie, że ich instynkt się nie odzywa, kiedy dosłownie zagrażają swoim życiom na własne życzenie. Całkowicie szczerze, powinienem zadedykować tej dwójce smyków, które miały obserwować górne piętro willi, dodatkowy osobny akapit. Ale nie zrobię tego. Mimo iż interwencja Estii i Kerriana była godna podziwu. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak rzucał dzieckiem jak zrobił to Kerrian. Mój drogi sylvari, gdybyś wystąpił z tym rzutem w konkursie talentów, osobiście miałbyś mój głos. A słyszałem raz jak [[Akademia|pewien norn przywołuje stado minotaurów]] do porządku jednym prostym okrzykiem. Więc to coś znaczy. | |||
Największym wyzwaniem okazało się jednak zadbanie o bezpieczeństwo zawodników, raptorów i was samych, kiedy to na trzecim okrążeniu, właśnie przed waszymi oczami doszło do wypadku. Należący do Kevina Hass zderzył się w powietrzu z Karabinem Caledry i nie wylądował prosto. Na marmurowej posadzce łatwo było o poślizgnięcie się, a to tylko spotęgowało efekt jego upadku. Ścinając z nóg raptora obok i prowadzącą go Caledrę, wystrzelił własnym jeźdźcem wprost na barierki, o które opierał się właśnie Selb. Do tego goniący tę dwójkę zawodników Daniil i jego raptor Kwiat nie mieli jak ominąć tego incydentu. Dużo nie mówiąc, każda z wymienionych w poprzednich mych zdaniach osób jakoś w tym momencie ucierpiała. Jednak nie od tego jesteście najemnikami, żeby sobie z tym nie poradzić. A poradziliście sobie naprawdę doskonale. Żółte flagi, szybka pomoc dla każdego i fachowa opieka medyczna. A potem toast chłodną wodą. Nie wiem czy cokolwiek to dla was znaczy, ale byłem z was niesamowicie dumny. Najprzyjemniej jest mi was oglądać, kiedy się dogadujecie i wykonujecie zadania razem. Jako drużyna. | |||
Jeśli nie liczyć drobnego pożaru, z powodu spadającej z sufitu lampy naftowej, który z resztą zażegnaliście w mgnieniu oka, niewiele działo się do końca wyścigu. Mogliście zająć się poszkodowanymi, obserwowaniem na odświeżanej co kilkanaście sekund tablicy z pozycjami zawodników na trasie wyścigu, oraz... czymś niezwykłym. Kerrian, Lirevael, Nassan i Annie mieli okazję zobaczyć swego rodzaju... aury. Dymy, światła, błyskawice... wokół różnych istot znajdujących się w waszym kąciku wyposażonym w drobny poczęstunek. Jedno z was zdecydowało się zignorować te sygnały, jednak pozostała trójka rzuciła się w rytm obserwowania otoczenia do końca waszej pracy na torze. Najlepsze jest to, że nikt poza wami, nawet Nisheera, nie wydawał się zdawać sobie sprawy z tego co widzicie. | |||
Koniec końców, dopingowana przez [[Brigg Havgaard|Brigga]], [[Aeshri]] i [[Leillianne]], Teena zajęła wysoką, czwartą lokatę. Tuż za podium, jednak jak stwierdziła opiekunka Raia, to doskonały wynik. Wy też byliście wniebowzięci. Mimo, że niewiele brakowało do pierwszej trójki. I to myślę, doskonałe zdanie aby zakończyć ten rozdział. Wszak... okazało się, że potraficie się cieszyć sukcesem przyjaciół. Niezależnie jak niewielki by był. | |||
=Halloweenowy eksperyment= | |||
'''Boo!''' | |||
Ha! | |||
Mam was. Prawdę powiedziawszy, nigdy nie rozumiałem fenomenu Halloween. Jakkolwiek niezrozumiały powód, dla którego tak wiele istot chętnie przebiera się za znane postaci, duchy i twory, przy okazji tworząc gigantyczne zapasy cukierków dla najmłodszych i tnie w pustych dyniach małe oczka i ząbki, by nie był - coś w tym jest. Coś do pewnego stopnia pięknego. I nie, nie mam tu na myśli pieniędzy. To bardzo prymitywne, że pomyśleliście o tym najpierw. Hmm... moment. To bardzo prymitywne, że ja pomyślałem, że wy pomyśleliście najpierw w ten sposób. Przepraszam. Mam w sobie coś z asury. Gdzie z tym zmierzałem? A tak, piękna rzecz. Wymyślcie sobie jakąkolwiek rasę nie nastawioną wrogo wobec wszystkich pozostałych i przyrzekam, że znajdziecie jej przedstawicieli w Lion's Arch w czasie festiwalu na Halloween. Co roku. Od dobrych kilku lat jak nie więcej. | |||
Nic więc dziwnego, że kiedy [[Mithiniel]] zasłyszała genialne wieści od [[Annie Goldarrow|Annie]] zaczęła szybko rozważać nad rozwiązaniem swojego problemu. Prawdę mówiąc... po tym całym zamieszaniu z wyścigami, nie winiłbym was gdybyście zapomnieli czym właściwie był ten problem. Ja zapomniałem. Przecież tyle się działo! W końcu dopiero co część z was wróciła z żeglowania po morzu wraz z [[Topaz]]... innych [[Airra Mortanius Tsero|Airra Tsero]] prowadzał po Brisban, szukając nie wiadomo jakich kryjówek... A Akademia?! Cudowne miejsce. Tyle osobistości, którym chciałbym uścisnąć dłoń. Jak na przykład Kurator Malvikk czy pan psor Volki Brodaty. Tam też wiele się nauczyliście - w końcu to szkoła, niesamowite. Do tego jeszcze cała ta sytuacja ze SPA... Całkowicie szczerze dalej nie rozumiem wielu istot, które chodzą po tym świecie, ale wytwarzanie perfum z sylvari? Co dalej? Zaczniecie robić mydło z ludzi? | |||
Tak, zdecydowanie wszyscy mieliście dużo na głowie. A ja miałem co oglądać. Miałem co studiować. Dobrze, że tutaj nie muszę przejmować się czasem. Mam go naprawdę pod dostatkiem. Tylko zdobycie papieru i czegoś do pisania... było przypłacone pewnymi... poświęceniami. Wy natomiast, możecie wybrać się do azylu i odnaleźć nowe wpisy kiedy tylko macie ochotę się w nim pojawić, szukać litery M i otworzyć swoje akta. Nikt jednak nie pyta "Robert, jak to się tu znalazło?". Co kto lubi. | |||
W każdym razie - Annie i Mithiniel znalazły dobry trop. Te dziwne aury czy światełka, czy dymy, czy jakkolwiek chcecie to nazwać zaczęły być lepiej widoczne w obecności większego natężenia badanych obiektów. Więc... jakie miejsce doskonale nadawałoby się do sprawdzenia tej odważnej teorii? Czemu nie impreza Haloweenowa organizowana co roku w L.A.? Jak na kogoś kto uważa, że przemoc jest zbędna Mithiniel potrafi mieć dobre pomysły. W ten oto sposób [[Ryan Van Saan]], [[Mizuki Arashiko]], [[Anastasia Yaal]], [[Annie Goldarrow]], [[Nassan Bloodclaw]], [[Lejra]], [[Olaf Zwany Karłem]] oraz [[Brigg Havgaard]] znaleźli się na jednej z największych imprez w Tyrii od czasu ROC. Niektórzy pięknie przebrani. Dla niektórych, jak Annie, przebranie skończyło się źle. Dla innych, jak Mizuki, skończyło się gorzej. Przewrotny jest ten los, prawda? Zadanie to zadanie, wpaść na festyn i patrzeć. Tylko na co? Każde z was miało własny plan. Annie i Lejra wybrały urocze dmuchane zamki i patrzyły na rzeczy podejrzane. Ryan i Anastasia woleli patrzeć na siebie nawzajem. Brigg, Olaf i Nassan wybrali patrzenie na to jak barman nalewa im piwa. Może dlatego właśnie to Mizuki, uzbrojona poza swoim zwyczajowym orężem w dodatkowy sok dyniowy odnalazła coś, co nie pasowało do obrazka. Problem? Nie widziała aury nigdy wcześniej. Wolała zachować to dla siebie. Przynajmniej chwilowo, kiedy podeszła podotykać Nassana, wokół którego roznosił się biały dym tak bardzo poszukiwany przez Mithiniel. Jednak kiedy spróbowała go dotknąć? Puf. A do tego jeszcze trzeba było wytłumaczyć Nathanowi co to właściwie miało znaczyć. Nie różniło się to bardzo od Lejry, która odnajdując w końcu to czego szukała... odeszła w swoją stronę. Nie dziwi mnie to. Nagroda za głowę poszukiwanej przez nią osoby była zdecydowanie wyższa niż to co mogła zaproponować wam... jak ona się podpisała? A tak, Badacz Źródeł Magicznych, Technik-Inżynier-Mikromechanik Mithiniel. Ha! Asury uwielbiają swoje tytuły. Twierdzę, że ta skromność jest oszukana. | |||
A potem wszystko zaczęło nabierać coraz mniej sensu. Taaaak... ''Lustro''. Ciekawą nazwę wybraliście. Miejsce ciche i chłodne, w którym wszystko wygląda dokładnie tak samo jak w naszym świecie, z tą tylko różnicą, że nikogo tam nie ma. Nikogo prócz was. Dobre sobie. Ale dobrze, wpierw - jak się tam znaleźliście? Nie wiem. Wiem, że w jednej sekundzie wszystko działa dobrze, a w następnej zasypiacie bez większego powodu. I tyle. Już jesteście po drugiej stronie. Ryan i Anastasia byli pierwsi. Nikt nawet nie zauważył jak przysnęli na diabelskim młynie. A ponieważ Ryan miał gest i zapłacił więcej, nie wyciągali was po pierwszej rundzie. Cudowne. Do ''Lustra'' dogoniła ich Mizuki, której zaśnięcie zauważył pewien zwyrodnialec o nazwisku Astian. W sumie... nie zgadzam się na cenzurę. Seb Alotap Astian. To jego pełne dane. Bueh. Odrażający osobnik. Upolował sobie "zasłabłą" Mizuki, a ponieważ jej piracki kostium wydawał mu się nadto podniecający, postanowił zabrać ją do Divinity's i przedstawić jej swojego przyjaciela. Niestety Mizuki nie do końca miała jak na to zareagować. W końcu jej świadomość znajdowała się w ''Lustrze'', gdzie dołączyła do was Annie, chwilę wcześniej wpatrująca się w siedzącą na dachu sowę emitującą identyczną aurę jak te na ROC. Jej kostium pozwalał jej się bardzo dobrze ukryć. Do tego stopnia, że szybciej potrąconą ją i wepchnięto między rozstawione namioty niż zauważono, że zasnęła. Hah, to nawet nie było najlepsze. Najbardziej bawiła mnie wrogość z jaką podeszła do niej Anastazja, kiedy spotykając ją w ''Lustrze'' nie poznała Goldarrow przez ten złodziejski kostium. Chwila godna zapamiętania. Ale nie to było najdziwniejsze. Najdziwniejsze w mojej opinii były czarne dymy prowadzące was w stronę środka rynku L.A. Ręka w górę kto zauważył, że różniły się od aur, o których wspominała Mithiniel? Żałuję, że nie mogę was teraz zobaczyć. Ale zgaduję, że czytając te akta macie zbyt zajęte ręce żeby je podnieść. Więc wszystko się zgadza. Udaliście się tam, żeby zobaczyć trzy sylwetki. Rozpoznaliście je bez problemu. To właśnie Brigg, Nassan i Olaf, którzy nie planowali zbytnio się rozglądać. Rozmowy były ważniejsze. A przecież dostaną za to pieniądze. Nauczyliście się jednak, że do ''Lustra'' można kogoś wprowadzić. Wystarczy dotknąć sylwetki. Tak oto Brigg przeżył parę zawałów. Trafił do ''Lustra'', wciągnięty przez Anastasię. Obudził go Olaf, wylewając mu piwo na twarz. Uśpił go Ryan, wciągając znowu na drugą stronę, a potem znów obudził Olaf... który w końcu zobaczył M.A.N.Ę. Przykro mi Olafie. Twoja nie pasuje do Brigga. Miejmy nadzieję, że niedługo zrozumiemy dlaczego. | |||
Nassan zostawił was na pastwę losu. Jednak Brigg i Olaf postanowili obudzić każdego z was. Z Ryanem i Anastasią nie było problemu. Sole trzeźwiące biletera wystarczyły. Annie zgubiła się tylko na krótką chwilę jednak Mizuki... huhu, tu był problem. W końcu Astian zdążył zabrać ją już do Divinity's. Dogonienie go byłoby niemożliwe, gdyby nie fakt, że ten degenerat miał plan zgwałcić dziewczynę w krzakach. Tak po prostu. Ludzie to zwierzęta. Bez urazy dla ludzi. I dla zwierząt. Pomógł też inny osobnik o którym warto wspomnieć. Ten pan: | |||
[[Plik:Black_Smoke.jpg|center|300px]] | |||
''Ponurak''. Nazwa robocza, wybrana przez jedyną która pozostała w ''Lustrze''. Mizuki. | |||
Wystarczyło, że zranił naszą ulubioną przebraną piratkę, tnąc szponami po jej czole. Kiedy jej ciało zareagowało na obrażenia otrzymane przez jej świadomość... Seb wolał podciągnąć spodnie zanim zdążył je opuścić. Nie jestem zdziwiony. Seraphowie złapali ten margines społeczny, kiedy brał nogi za pas. Wy natomiast otrzymaliście Mizuki z powrotem, kiedy Olaf i Annie mogli się nią zająć i dobudzić. Mimo, że tak doskonale schowała się przed ''Ponurakiem''. A potem, każde z was zdało jakieś sprawozdanie, żeby otrzymać wynagrodzenie. Annie nawet wpadła na herbatę. To dobrze, bo jej temperatura była niska jak nigdy. Mizuki została przesłuchana, a wam "genialna" asura nakazała przestać się rozglądać za M.A.N.Ą. Co najlepsze? Zadziałało. Widzieliście ją gdzieś? | |||
=Soundtrack= | |||
==Motywy postaci== | |||
[[Plik:MIZI_AlbumArt.jpg|thumb|right|700px|Okładka OST]] | |||
1. ? | |||
2. Postać nieaktywna | |||
3. ? | |||
4. ? | |||
5. ? | |||
6. Postać nieaktywna | |||
7. ? | |||
8. ? | |||
9. ? | |||
10. ? | |||
11. ? | |||
12. ? | |||
13. ? | |||
14. ? | |||
15. [https://www.youtube.com/watch?v=XSMS74YyN5c Mithiniel] | |||
16. ? | |||
17. ? | |||
18. ? | |||
19. ? | |||
20. ? | |||
21. ? | |||
22. ? | |||
23. ? | |||
24. [https://www.youtube.com/watch?v=w23Y7Z7os94 Teena], [https://www.youtube.com/watch?v=Zenw7iZsmKQ Teena (M.A.N.A.)] | |||
25. ? | |||
26. ? | |||
27. ? | |||
==Odnalezione Ukryte Utwory== | |||
1. [https://www.youtube.com/watch?v=T-rNWScOPyc Hidden Club Track] | |||
Aktualna wersja na dzień 06:24, 3 lut 2021
Historia

Wprowadzenie
M.A.N.A. - Magia Absorbowana Naturalnymi Aktywnościami
“<Dźwięki uderzającej o siebie porcelany, gwar i niezrozumiałe pojedyncze zdania bliżej niezidentyfikowanych osób.>
Męski głos #1: OK. To co to właściwie jest?
<Głębokie kobiece westchnięcie. Chwila przerwy. Kilkukrotnie powtórzony dźwięk srebra uderzającego o porcelanę.>
Kobiecy głos #1: Sama nie jestem tego pewna. Jakby... wyobraź sobie wyładowanie atmosferyczne, które cechuje niewyczuwalność dla nosiciela i niestandardowa barwa. Bądź też standardowa. W zależności od nosiciela. Nie umiem ci tego lepiej opisać.
<Krótki męski śmiech.>
Męski głos #1: To może narysuj?
— Taśma #PCTE-0001
Brudna Robota
Liga Sześciu Filarów została poproszona o dość nietypową pomoc przez dość nietypowe osoby. Sporym zbiegiem okoliczności znajomy Leillianne zasłyszał od niej w ramach kilku plotek o grupie najemniczej, która jest w stanie zająć się każdą, nawet najbrudniejszą robotą. Tak się akurat złożyło, że drogą słowną informacja o Gildii rozeszła się dalej, a kiedy przyjaciółka owego znajomego oraz właśnie on sam stanęli przed doskonałą okazją do zakupu sporej nieruchomości za bezcen, okazało się, że muszą pozbyć się paru brudów.
Tymi właśnie brudami miała zająć się Liga Sześciu Filarów. Być może niespodziewanie dla nich samych (mimo treści ogłoszenia wywieszonego przez Xaxusa), najemnicy w składzie Charmahrina, Anastasia Yaal, Forest, Aeshri, Annie Goldarrow, Valanassir, Selb Coalgrasp, Nicodemus Riverfall i Vez pojawili się w Akk'man Rakk na południu Metrica Province aby... posprzątać magazyn. W zaledwie kilka godzin naprawili usterkę zasilania światła i uporali się ze wszystkimi skrzyniami wypełniającymi spory budynek, odnajdując w międzyczasie większość własności Powerhouse Krewe ze specjalnie przygotowanej dla nich listy. Co prawda nie obyło się bez zniszczenia dwóch z nich, ale w końcu to nie jest codzienne zdanie dla najemniczej gildii. Szczęśliwie uszkodzenie mienia wliczone było mniej lub więcej w cenę zakupu nieruchomości, przez co nie odbiło się to mocno na portfelach Ligi.
Dodatkowo humory poprawiło pojawienie się nowej właścicielki - Mithiniel dzierżącej stosik kilkunastu pudełek pizzy. Bon appétit! W swoim dość krótkim pobycie zdążyła właściwie odpowiedzieć tylko na dwa pytania - czym właściwie był dziwny zepsuty przedmiot, którego fragment zagarnął dla siebie Nico, oraz co oznacza skrót M.A.N.A. Wcześniej w odpowiedziach wyręczał ją przyjaciel, który cały wieczór spędził na pomocy najemnikom. Kiedy jednak zaczynało robić się już zdecydowanie późno i chłodno, Xaxus i Mithiniel postanowili podziękować Lidze za pomoc, w czasie gdy oni zajęli się zamykaniem nowo nabytego przybytku.
“<Dźwięk potrząsanej skrzynki.>
Kobiecy głos #2: Co to?
Kobiecy głos #3: Nie otwierać. Grozi śmiercią.
<Krótkie szmery. Szelest ubrań. Męskie parsknięcie.>
Męski głos #1: Otwórz i zobacz.
— Taśma #BRRB-0069
Dirty Dancing
“Męski głos #2: Nie nudzi was takie suche opowiadanie faktów? Jakbym znowu czytał te wszystkie książki pisane przez asury uważające się za najinteligentniejsze osoby we wszechświecie, a przecież żadna z nich nawet nie miała styczności z prawdziwą wiedzą. W swojej pysze utwierdziły się w przekonaniu, że nie ma osób mądrzejszych, zaradniejszych i sprawniejszych od nich... a jednak... Cosiek miał sporo racji w tym co mówił. Uważajcie na to, by jego słowa nie stały się prorocze.
— Taśma #NCOS-2710
Pobawiliście się nieco czyszczeniem magazynu. W sumie, kto by pomyślał? Najemnicy, a tak dobrze bawili się ciężką robotą bez użycia broni. Znam takiego, który byłby z was dumny. Albo przynajmniej zaskoczony waszym postępowaniem. Ale może po prostu nie każda misja musi składać się z trzepania innych po mordach. Skoro więc jedna zabawa dobiegła końca nadszedł czas żeby zająć się kolejną. Jakież to szczęście, że nadarzyła się okazja, jakiż pech, że to nie wy mieliście się bawić. W końcu to goście Widoku mieli się dobrze bawić, a jak się okazało nie byłoby gdzie, gdyby nie sprawna interwencja Leillianne, Selba, Anastasii, Cey, Aeshri, Foresta i Annie.

Zastaliście największy klub południowego Rata Sum brudny i zaśmiecony, a zostawiliście... w większości czysty. Dobra robota! Dzięki niezdrowemu zainteresowaniu rozmiarami łazienek pewnej fioletowo-włosej kobiety oraz doskonałemu wyważeniu ciskania szkłem za pomocą podmuchów powietrza waszego druida, piętra numer dwa i trzy dość szybko zostały oczyszczone. Pobojowisko, którym było to miejsce rozpłynęło się w mgnieniu oka. Wielka szkoda, że przypadek rządzi istotą, a jedna różowa istota przez "przypadek" znalazła się tam, gdzie znaleźć się nie powinna. Oczywiście, powinienem być sprawiedliwy i winę przypisać przyjacielowi Mithiniel o wdzięcznym imieniu Marsh, dla którego pogoń za wybranką serca była ważniejsza niż jego dobytek. Z jednej strony bardzo szlachetnie, pochwalam kierunek, który wskazuje jego kompas moralny. Z drugiej strony głupio. Wszyscy wiemy jakie potrafią być asury. Pozostawianie zatem dobytku życia bez opieki brzmi jak wielki błąd. Nawet jeśli naszemu właścicielowi klubu udało się nie tylko przekonać swoją miłość do siebie, ale i... jak to mówicie... "zaliczyć" udany wieczór. A wierzcie mi, musiałem sprawdzić, czy faktycznie Moccha nie postanowiła puścić go z torbami. Serce rośnie, lecz umysł żałuje, gdyż historia potoczyła się przewidywalnie. Marsh zyskał swą miłość, a klubu nikt nie okradł. Jak dobrze, że drzwi na dole były zamknięte. Może dlatego właśnie nikt nie włamał się do środka. A może opinia W.I.T.A.M.a jako doskonałego systemu antywłamaniowego nie była aż tak przereklamowana. Choć wy poznaliście ją z tej gorszej strony, kiedy to kończąc swoje zadania, W.I.T.A.M. powiedział "żegnam" i ku rozpaczy dwóch, a może nawet trzech sylvari wyłączył zasilanie dla całego lokalu. Jaka szkoda!
Osobiście nie uważam, że pozostawienie dolnego piętra było dobrą decyzją. W końcu za coś przyjęliście zapłatę, czyż nie? Nie mogę się jednak na was gniewać. W końcu nie byliście pewni zarobku. Bo choć to Mithiniel była osobą rekrutującą was do tego zadania, to Marsh, miał wam zapłacić. A tego nie było. Mimo doskonałych poszukiwań przeprowadzonych przez Annie. Cóż, na szczęście ta pierwsza z wymienionych asur pojawiła się przed końcem. Nie zapomnę jej miny, kiedy ujrzała Selba z mopem i Foresta przedmuchującego wszystko co wokół. Produktywność zawsze była waszą mocną stroną, jednak przemyślenie tego co robicie... hah... powiedzmy, że nie zawsze. Nic to. Stosiki kartoników z pizzą zostały pochłonięte, klub w większości wyczyszczony, Leillianne znalazła swoje powołanie, a Aeshri poznała nowe miejsce do imprezowania.
“<Głośna klubowa muzyka.>
Kobiecy głos #2: Podoba mi się ten kawałek!
Kobiecy głos #4: Co?!
<Głośna klubowa muzyka.>
Kobiecy głos #2: Mówię, że podoba mi się ten kawałek!
Kobiecy głos #4: Że co piłaś z Lunarem?!
— Taśma #DTDN-1147
Przysługa Za Przysługę
Minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz usłyszeliście od Xaxusa i jak widać nie przyszło wam dalej nic od niego usłyszeć. Niestety żadne miejsce w Tyrii z jakim ten sylvari miał do czynienia nie wymagało gruntownego sprzątania. Osobiście ja się nie zawiodłem. Dzięki temu mogłem zobaczyć na własne oczy jak radzicie sobie w sytuacji zagrożenia. Gdybym był bardzo szczegółowy, zaznaczyłbym, że tak właściwie wielkiego zagrożenia nie było. Wszak wtargnęliście na czyjąś posesję, a system antywłamaniowy próbował się was pozbyć. Tylko wy jak te natrętne komary, wcale nie chcieliście tak po prostu zrezygnować. Aż w końcu panowie Van Saan i Fyrhein nie wykazali się odrobiną rozumu, po prostu ignorując J4. Ach, gdybyście tylko wcześniej pomyśleli o tym, że nawet R.O.O.M.B.A. ma więcej rozumu niż ta kupa złomu, która wzięła was za szczury. Gdybym projektował golema, który miałby zajmować się również deratyzacją, a ten wykryłby szczury takich rozmiarów jak wy, durny kawał blachy uruchamiał by proces autodestrukcji, a ja szukałbym domu w okolicy, w której nie musiałbym przejmować się takimi widokami. Jak można stworzyć golema, który patrząc na sylwetki ludzi i sylvari przypisuje im plakietkę szczurów?
Nie sądzę jednak by to was interesowało. Po prawdzie sam nie jestem wielkim fanem Klippa i jego wynalazków. Niektórych rzeczy po prostu lubię się dowiadywać. Wiem jednak co was zainteresuje. Odświeżenie wam pamięci, jako że i tak znajdujecie się w tym... ciekawie pustym miejscu. Nie nudzicie się tu, prawda? A zatem, niektórzy z was, konkretnie Leillianne, Anastasia Yaal, Forest, Aeshri, Ryan Van Saan, Maghiran, Fyrhein, Kang Gao i Naerin postanowili odpowiedzieć na pierwsze wyzwanie pod którym imiennie podpisała się nasza droga ukochana miłośniczka pizzy Mithiniel. Wiedzieliście, że to wszystko przez nią? Xaxus chciał samemu sprzątać magazyn. Jednak asurze nie w głowie było zamęczanie przyjaciela. Poza tym, grupa kilku najemników poradziła sobie w niecałe trzy godziny z całym magazynem, a ona dzięki temu mogła rozpocząć badania już kolejnego dnia. Ale, to tylko taka ciekawostka dla was. Pomyślałem, że skoro i tak tu trafiliście... nieważne. Rozumiem doskonale.
Co się działo dalej proszę pana? Słyszę jak pytacie. Albo i nie, może to tylko mój umysł. Natomiast pojawiliście się w dość niewielkim asurańskim miasteczku zwanym Lun Arr. Zawsze zastanawiało mnie jak można nazywać miasto, które posiada własną prywatną Akademię niewielkim. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak niewiele rzeczy jest w stanie faktycznie zachwycić Asury, jednak rozmiar miasta określamy liczbą mieszkańców jak cywilizowane istoty, a nie jego zaawansowaniem technicznym jak jakieś zwierzęta. Bueh. Zbaczam z trasy. Wasza dziewiątka dumnie wkroczyła na teren Akademii w ten dość deszczowy wieczór Sezonu Feniksa. Dość szybko, gdyż z jakiegoś powodu większość z was, tak samo jak i studenci oraz profesorowie, których mijaliście po drodze, nie chciała moknąć. A przecież deszcz jest naturalnym zjawiskiem, przed którym dość łatwo się zabezpieczyć. Dokładnie wiedział o tym Maghiran, który przybył na miejsce z parasolką. Jako jedyny. Udaliście się za Mithiniel, która zaprowadziła was do Biblioteki Akademickiej. Jakiż ten budynek jest cudowny. Tylko aż bije od niego inspiracjami z innych, istniejących zdecydowanie wcześniej bibliotek. Myślałby kto, że asury stawiają na oryginalność. Tam poznaliście jednego z jej pracowników. Konkretnie tego najważniejszego - prowadzącego. Najważniejszego dla każdego ze studentów, pracowników i dla was z perspektywy całej historii oczywiście. Igorra. Czarujący facet. Lekko szowinistyczny, nienawidzący starszych członków społeczeństwa, charakteryzujący się bardzo krótkimi wypowiedziami, uwielbiający wampirów... ale jednak posiadający jakiś... dziwny urok. Urok, którego nie dostrzegły Aeshri, Mithiniel i Anastasia. Nie będę ich jednak za to winił. W końcu to kobiety, w stosunku do których Igorr w tym wypadku wielce czarujący nie był. Miał on jednak pewną umowę ze swoją znajomą, która to wynajęła was, abyście wypełnili jej część, w czasie gdy asura biegała radośnie w chronionym hasłem pomieszczeniu wypełnionym księgami o prastarej magii i seriach klątw. Szeroko opisanych, włącznie z instrukcjami użycia. Czytałem kilka z nich. Osobiście uważam, że skrobanie czyichś zębów pilnikiem do metalu działa zdecydowanie lepiej niż jakakolwiek klątwa... ale może jestem zbyt praktyczny w moich rozwiązaniach.

Tu podzieliliście się na dwie grupy. Jedna, składająca się z Mithiniel i Naerina udała się do pomieszczenia, do którego hasło wymyślał sam Igorr, a brzmiało ono J3-B4N-K0. Czasem jak prądem poraża mnie geniusz tego asury. Wiecie, że on i Mithiniel pracowali kiedyś w tym samym miejscu? Oczywiście zanim Igorr odkrył w sobie miłość do książek. Żeby tego było mało, ostatni dzień pracy jednego był pierwszym dniem drugiego. Ale to temat na inną rozmowę. Ważniejsze było co robiła druga grupa, w czasie gdy sylvari i asura szukali odpowiedzi na niezadane pytania.
Druga grupa bowiem z rozkazu o jaśnie wielmożnego bibliotekarza została odesłana do domu Klippa, aby odebrać niezwrócone książki, które wydawały się dość cenne dla Biblioteki. Oczywiście nie były. Cenne były tylko dla Igorra, ze względu na zawartość, ale byliście zbyt zajęci uciekaniem przed J4, żeby zwrócić uwagę na to o czym tak właściwie były książki i co było w środku. Anastasia i Ryan spojrzeli na tytuły i to im wystarczyło. Ludzie. Nigdy was nie zrozumiem. Inne istoty cechuje wrodzona ciekawość. Chęć odkrywania nowego. Może poza charrami, które preferują nowe i nieznane zniszczyć. Ależ ze mnie rasista, prawda? Natomiast właśnie, właśnie, kim był J4? zapytacie. Prostym golemem zajmującym się pilnowaniem porządku, w czasie gdy Klippa nie było w domu. A nie było go w domu, gdyż nikt z was go nie znalazł. Bo nikomu nie chciało się otwierać drzwi do szafy. Spokojnie Tyrii 33 tam byście nie znaleźli. Jedynie smutnego trupa mykologa amatora. Uczcie się na jego błędach kochani. Nie warto mieć długów. W czasie gdy Anastasia i Ryan dzielnie walczyli ze poszukiwaniami książek w sypialni Klippa, pozostała część drużyny zmagała się z J4, któremu wyraźnie coś odbiło. Nie był trudnym przeciwnikiem. Zajęło wam to może 6 minut. W całym tym zgiełku blisko było aby Forest utracił większość liści po ataku waszej... nazwijmy to... bardzo śmiało kobiecej elementalistki o ciemnej korze, jednak J4 został zneutralizowany. Jedynym faktycznym uszczerbkiem była niewielka dziura na zbroi pana Van Saana, po tym jak jeden z chwytaków J4 trafił mężczyznę w okolice mostka.
A potem nie działo się nic specjalnego. Wróciliście zwrócić książki. Igorr był niepocieszony, bo nie mógł pomęczyć zdecydowanie mniej inteligentniejszej koleżanki, ale przynajmniej zdążył do teatru. Mithiniel natomiast wraz z Naerinem doszli do porozumienia w sprawie M.A.N.Y. Oraz dopuścili się kradzieży. Oczywiście, co muszę przyznać, Naerin wcale nie chciał się na nią zgodzić, a przekonało go jedynie zapewnienie o zwróceniu książek w przeciągu tygodnia, co z resztą Mithiniel zrobiła. Padać wcale nie przestało nawet na sekundę. Jednak Maghiran pozostał suchy przez całość waszego pobytu w Lun Arr.
Race of Champions - Quali

I tak oto, minęło bardzo dużo czasu od kiedy ktokolwiek z was musiał przejmować się dziwnymi zadaniami dotyczącymi zachowania czystości w terenie znajdującym się niedaleko widzącej dość nietypowe błyski wokół swoich i cudzych rąk asury. Zgłębiając szczegóły tego zagadnienia możecie zauważyć, że "aury" opisane niektórym z was przez Mithiniel były jedynym powodem dla którego większość z was w ogóle poznała amatorkę pizzy. Jest to też jedyny powód, dla którego (jeszcze) nie poznaliście mnie. Ale nie o mnie jest ta historia. W końcu to wy jesteście... nazwijmy to głównymi aktorami tego przedstawienia i miejmy nadzieję, że tak zostanie na możliwie jak najdłużej.
Bez konkretnego związku z tym o czym wspomniałem przed chwilą, stawiliście się w Divinity's Reach na prośbę... nikogo innego jak osobistej opiekunki Raia - raptora waszej wspaniałej, wtedy jeszcze opiekunki. Jeśli dobrze pamiętam, poza kulisami, pani Dest pożegnała się ze swoją rolą w życiu Ligi już nieco wcześniej, jednak w czasie treningów nikt chyba nie chciał jej zbytnio zawracać głowy szczegółami "oddania stanowiska". Tym lepiej. Gdyby ktoś z was zastanawiał się dlaczego akurat w DR się znaleźliście, śpieszę wytłumaczyć to, czego się było łatwo domyślić. Stewart Ewen, a więc Dyrektor Główny ROC jest człowiekiem z krwi i kości. To naturalne, że wybrał na miejsce takiego wydarzenia dobrze znane mu okolice. A to że teren ten... lekko mówiąc średnio nadawał się na wyścig klasy R... cóż. Pan Ewen za nic nie znał się na wyścigach, co wasz pracodawca wyłożył wam kilkukrotnie. Jednak nie oceniajcie go zbyt surowo. Jest jak każdy bogaty człowiek na wysokim stanowisku. Okropny w podejmowaniu decyzji, na których zna się każdy na niższym szczeblu, jednak diabelnie dobry w wyglądaniu przy tym na pewnego siebie.
Wracając jednak do naszych mistycznych świateł oraz dymków unoszących się wokół Mithiniel i kilku osób jakie miała okazje obserwować. Dziwnym trafem nikt z was nie widział ich nawet raz, przez większość jeśli nie całość waszych niesamowicie drogocennych żyć. Nie jestem tu uszczypliwy. Możecie mi nie wierzyć, lecz bardzo zależy mi na tym by móc... być ich świadkiem nieco dłużej niż zapewne będzie mi to dane. Jednak nikt nawet raz, nie zwrócił uwagi na coś co wydawałoby się oczywiste, rzucające się w oczy. Nikt... poza Naerinem. Jego zdolność czytania aur zdążyła wystrzelić przez dach już dawno temu. Zastanawia mnie czy powodem jest jego zamiłowanie do swoich "specyfików", które określiłbym mianem używek. Jest to możliwe. Jednak to samo zamiłowanie nieco uśpiło jego czujność na to, co działo się wokół niego. Nigdy nie był w niebezpieczeństwie z tej racji recz jasna, jedynie nie przejmował się tym zjawiskiem nic a nic. Urokliwy sylvari. Chętnie poznałbym bliżej dziecko drzewa, które używa określenia "Zią" bez względu na płeć i rasę docelowego odbiorcy tego słowa. Kocham go. Choć bez faktycznego uczucia. Ludzie mają na to nawet wspaniały termin - "to skomplikowane". Ta swego rodzaju... nieuważność lub też ślepota miała się już niedługo skończyć.
Wydawać by się mogło, że w tej chwili oprócz głupawej paplaniny nie przekazuję wam nic. I być może tak jest. Jednak to cudowna alegoria dla tego, co wydarzyło się w przeddzień pierwszego miejskiego wyścigu w Divinity's Reach. W końcu cały dzień kwalifikacji spędziliście na tym, aby zapoznać się wyścigami raptorów. O których o dziwo nikt z przybyłych, a więc Annie Goldarrow, Nisheera, Cännäes, Estia, Lirevael i Nassan Bloodclaw nie miał bladego pojęcia. Przyznam, że osobiście mnie to ubodło. Charr pijak otrzymuje przepustkę, w końcu ledwo co dołączył do waszego grona, nie śmiałbym wymagać od niego znajomości takich informacji. Trójka niższych stopniem sylvari również nie interesowała się tym co robi ich wtedy jeszcze opiekun. Z jednej strony to rozumiem. Dla najemnika nie jest to najważniejsza rzecz na świecie. Jednak pozostają nasza urocza blondynka i głowa gildii. Obydwie z pań doskonale wiedziały czym interesuje się ta trzecia z opiekunek, lecz... żadna nie wydawała się zainteresować tym na tyle, by obejrzeć ją w akcji. Żadna nie znała zatem zasad panujących na torach. Nie pochwalam takiego traktowania przyjaciół i współlokatorki. Jednak, jak zawsze - jestem tylko obserwatorem tych wydarzeń. Tłumacząc jednak moją długą i bezsensownie zawiłą alegorię: przez dobre trzy godziny, dowiedzieliście się tak wiele, że następnego dnia, każdy z was wiedział dokładnie tyle samo. Czyli praktycznie nic. Tak jak i teraz, mogę sobie mówić... ale czy to coś zmieni? Pewnie nie. Z drugiej strony, nie mogę was winić. Osobiście nie jestem wielkim fanem słuchania kiedy pani Sverige się odzywa. Być może jestem do niej nieco uprzedzony, ze względu na prowadzony tryb życia. Choć ta teoria byłaby dobra, gdybym nie cenił pani Aeshri tak bardzo jak ją cenię. W końcu ta sylvari okazała się doskonałą przyjaciółką, która nie tylko wiedziała na czym konkretnie polegają wyścigi, poznawała ich rodzaje oraz w większości rozumiała panujące na nich reguły, to jeszcze przybyła dopingować Teenę Dest i Raia ze wszystkich sił. Nie była w tym sama, gdyż przez obydwa dni spędzone na torze, towarzyszył jej również Brigg Havgaard. Choć charr wielką inteligencją na temat wyścigów nie grzeszy, to zainteresowania wyczynami przyjaciółki odmówić mu nie można.
Przez te kilka godzin poznaliście trasę ROC, część z was pomachała opiekunce, a wszyscy zrozumieliście zadanie, które czekać was miało w dniu wyścigu. Opieka nad trzema zakrętami, machanie flagami i ogólna czujność... co mogło pójść nie tak?
“<Delikatne lecz długotrwałe szczękanie zębami.>
<Raptorze charknięcie.>
<Ruch.>
<Dźwięk otwieranych drzwi i potrąconego nimi dzwonka.>
Kobiecy głos #5: Cześć Kiro, chciałaś mnie widzieć?
Kira Sverige: Hej śliczna. Zawsze chcę cię widzieć. Teraz szczególnie. Uganiam się za tobą od kilku dni.
Kobiecy głos #5: Dostałam twój list.
Kira Sverige: Dobrze zatem, że Nisheera podała mi adres na który odpowiadasz. Mam coś dla ciebie. Coś... co ci się spodoba.
<Kobiece westchnięcie.>
Kobiecy głos #5: Kira...
Kira Sverige: Nic z tych rzeczy, wiem. Ty i Markus. Doskonale zdaję sobie sprawę. Rozumiem słowo "nie". To dla ciebie i Raia.
— Taśma #DDRK-0850
Race of Champions

