M.A.N.A.: Różnice pomiędzy wersjami
Dodano rozdział "Przysługa Za Przysługę". Uporządkowano motywy postaci. Zmieniono układ okładki. |
Dodano obrazki. Dodano rozdział "Race of Champions - Quali". |
||
| Linia 50: | Linia 50: | ||
Pobawiliście się nieco czyszczeniem magazynu. W sumie, kto by pomyślał? Najemnicy, a tak dobrze bawili się ciężką robotą bez użycia broni. Znam takiego, który byłby z was dumny. Albo przynajmniej zaskoczony waszym postępowaniem. Ale może po prostu nie każda misja musi składać się z trzepania innych po mordach. Skoro więc jedna zabawa dobiegła końca nadszedł czas żeby zająć się kolejną. Jakież to szczęście, że nadarzyła się okazja, jakiż pech, że to nie wy mieliście się bawić. W końcu to goście [[Widok|Widoku]] mieli się dobrze bawić, a jak się okazało nie byłoby gdzie, gdyby nie sprawna interwencja [[Leillianne]], [[Selb Coalgrasp|Selba]], [[Anastasia Yaal|Anastasii]], [[Cey]], [[Aeshri]], [[Forest|Foresta]] i [[Annie Goldarrow|Annie]]. | Pobawiliście się nieco czyszczeniem magazynu. W sumie, kto by pomyślał? Najemnicy, a tak dobrze bawili się ciężką robotą bez użycia broni. Znam takiego, który byłby z was dumny. Albo przynajmniej zaskoczony waszym postępowaniem. Ale może po prostu nie każda misja musi składać się z trzepania innych po mordach. Skoro więc jedna zabawa dobiegła końca nadszedł czas żeby zająć się kolejną. Jakież to szczęście, że nadarzyła się okazja, jakiż pech, że to nie wy mieliście się bawić. W końcu to goście [[Widok|Widoku]] mieli się dobrze bawić, a jak się okazało nie byłoby gdzie, gdyby nie sprawna interwencja [[Leillianne]], [[Selb Coalgrasp|Selba]], [[Anastasia Yaal|Anastasii]], [[Cey]], [[Aeshri]], [[Forest|Foresta]] i [[Annie Goldarrow|Annie]]. | ||
[[Plik:Widok_Level3.jpg|450px|thumb|left|Trzecie piętro Widoku po tym jak już udało wam się je uprzątnąć.]] | |||
Zastaliście największy klub południowego Rata Sum brudny i zaśmiecony, a zostawiliście... w większości czysty. Dobra robota! Dzięki niezdrowemu zainteresowaniu rozmiarami łazienek pewnej fioletowo-włosej kobiety oraz doskonałemu wyważeniu ciskania szkłem za pomocą podmuchów powietrza waszego druida, piętra numer dwa i trzy dość szybko zostały oczyszczone. Pobojowisko, którym było to miejsce rozpłynęło się w mgnieniu oka. Wielka szkoda, że przypadek rządzi istotą, a jedna różowa istota przez "przypadek" znalazła się tam, gdzie znaleźć się nie powinna. Oczywiście, powinienem być sprawiedliwy i winę przypisać przyjacielowi [[Mithiniel]] o wdzięcznym imieniu Marsh, dla którego pogoń za wybranką serca była ważniejsza niż jego dobytek. Z jednej strony bardzo szlachetnie, pochwalam kierunek, który wskazuje jego kompas moralny. Z drugiej strony głupio. Wszyscy wiemy jakie potrafią być asury. Pozostawianie zatem dobytku życia bez opieki brzmi jak wielki błąd. Nawet jeśli naszemu właścicielowi klubu udało się nie tylko przekonać swoją miłość do siebie, ale i... jak to mówicie... "zaliczyć" udany wieczór. A wierzcie mi, musiałem sprawdzić, czy faktycznie Moccha nie postanowiła puścić go z torbami. Serce rośnie, lecz umysł żałuje, gdyż historia potoczyła się przewidywalnie. Marsh zyskał swą miłość, a klubu nikt nie okradł. Jak dobrze, że drzwi na dole były zamknięte. Może dlatego właśnie nikt nie włamał się do środka. A może opinia W.I.T.A.M.a jako doskonałego systemu antywłamaniowego nie była aż tak przereklamowana. Choć wy poznaliście ją z tej gorszej strony, kiedy to kończąc swoje zadania, W.I.T.A.M. powiedział "żegnam" i ku rozpaczy dwóch, a może nawet trzech sylvari wyłączył zasilanie dla całego lokalu. Jaka szkoda! | Zastaliście największy klub południowego Rata Sum brudny i zaśmiecony, a zostawiliście... w większości czysty. Dobra robota! Dzięki niezdrowemu zainteresowaniu rozmiarami łazienek pewnej fioletowo-włosej kobiety oraz doskonałemu wyważeniu ciskania szkłem za pomocą podmuchów powietrza waszego druida, piętra numer dwa i trzy dość szybko zostały oczyszczone. Pobojowisko, którym było to miejsce rozpłynęło się w mgnieniu oka. Wielka szkoda, że przypadek rządzi istotą, a jedna różowa istota przez "przypadek" znalazła się tam, gdzie znaleźć się nie powinna. Oczywiście, powinienem być sprawiedliwy i winę przypisać przyjacielowi [[Mithiniel]] o wdzięcznym imieniu Marsh, dla którego pogoń za wybranką serca była ważniejsza niż jego dobytek. Z jednej strony bardzo szlachetnie, pochwalam kierunek, który wskazuje jego kompas moralny. Z drugiej strony głupio. Wszyscy wiemy jakie potrafią być asury. Pozostawianie zatem dobytku życia bez opieki brzmi jak wielki błąd. Nawet jeśli naszemu właścicielowi klubu udało się nie tylko przekonać swoją miłość do siebie, ale i... jak to mówicie... "zaliczyć" udany wieczór. A wierzcie mi, musiałem sprawdzić, czy faktycznie Moccha nie postanowiła puścić go z torbami. Serce rośnie, lecz umysł żałuje, gdyż historia potoczyła się przewidywalnie. Marsh zyskał swą miłość, a klubu nikt nie okradł. Jak dobrze, że drzwi na dole były zamknięte. Może dlatego właśnie nikt nie włamał się do środka. A może opinia W.I.T.A.M.a jako doskonałego systemu antywłamaniowego nie była aż tak przereklamowana. Choć wy poznaliście ją z tej gorszej strony, kiedy to kończąc swoje zadania, W.I.T.A.M. powiedział "żegnam" i ku rozpaczy dwóch, a może nawet trzech sylvari wyłączył zasilanie dla całego lokalu. Jaka szkoda! | ||
| Linia 78: | Linia 78: | ||
''Co się działo dalej proszę pana?'' Słyszę jak pytacie. Albo i nie, może to tylko mój umysł. Natomiast pojawiliście się w dość niewielkim asurańskim miasteczku zwanym Lun Arr. Zawsze zastanawiało mnie jak można nazywać miasto, które posiada własną prywatną [[Akademia Lun Arr|Akademię]] niewielkim. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak niewiele rzeczy jest w stanie faktycznie zachwycić Asury, jednak rozmiar miasta określamy liczbą mieszkańców jak cywilizowane istoty, a nie jego zaawansowaniem technicznym jak jakieś zwierzęta. Bueh. Zbaczam z trasy. Wasza dziewiątka dumnie wkroczyła na teren Akademii w ten dość deszczowy wieczór Sezonu Feniksa. Dość szybko, gdyż z jakiegoś powodu większość z was, tak samo jak i studenci oraz profesorowie, których mijaliście po drodze, nie chciała moknąć. A przecież deszcz jest naturalnym zjawiskiem, przed którym dość łatwo się zabezpieczyć. Dokładnie wiedział o tym Maghiran, który przybył na miejsce z parasolką. Jako jedyny. Udaliście się za Mithiniel, która zaprowadziła was do Biblioteki Akademickiej. Jakiż ten budynek jest cudowny. Tylko aż bije od niego inspiracjami z innych, istniejących zdecydowanie wcześniej bibliotek. Myślałby kto, że asury stawiają na oryginalność. Tam poznaliście jednego z jej pracowników. Konkretnie tego najważniejszego - prowadzącego. Najważniejszego dla każdego ze studentów, pracowników i dla was z perspektywy całej historii oczywiście. Igorra. Czarujący facet. Lekko szowinistyczny, nienawidzący starszych członków społeczeństwa, charakteryzujący się bardzo krótkimi wypowiedziami, uwielbiający wampirów... ale jednak posiadający jakiś... dziwny urok. Urok, którego nie dostrzegły Aeshri, Mithiniel i Anastasia. Nie będę ich jednak za to winił. W końcu to kobiety, w stosunku do których Igorr w tym wypadku wielce czarujący nie był. Miał on jednak pewną umowę ze swoją znajomą, która to wynajęła was, abyście wypełnili jej część, w czasie gdy asura biegała radośnie w chronionym hasłem pomieszczeniu wypełnionym księgami o prastarej magii i seriach klątw. Szeroko opisanych, włącznie z instrukcjami użycia. Czytałem kilka z nich. Osobiście uważam, że skrobanie czyichś zębów pilnikiem do metalu działa zdecydowanie lepiej niż jakakolwiek klątwa... ale może jestem zbyt praktyczny w moich rozwiązaniach. | ''Co się działo dalej proszę pana?'' Słyszę jak pytacie. Albo i nie, może to tylko mój umysł. Natomiast pojawiliście się w dość niewielkim asurańskim miasteczku zwanym Lun Arr. Zawsze zastanawiało mnie jak można nazywać miasto, które posiada własną prywatną [[Akademia Lun Arr|Akademię]] niewielkim. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak niewiele rzeczy jest w stanie faktycznie zachwycić Asury, jednak rozmiar miasta określamy liczbą mieszkańców jak cywilizowane istoty, a nie jego zaawansowaniem technicznym jak jakieś zwierzęta. Bueh. Zbaczam z trasy. Wasza dziewiątka dumnie wkroczyła na teren Akademii w ten dość deszczowy wieczór Sezonu Feniksa. Dość szybko, gdyż z jakiegoś powodu większość z was, tak samo jak i studenci oraz profesorowie, których mijaliście po drodze, nie chciała moknąć. A przecież deszcz jest naturalnym zjawiskiem, przed którym dość łatwo się zabezpieczyć. Dokładnie wiedział o tym Maghiran, który przybył na miejsce z parasolką. Jako jedyny. Udaliście się za Mithiniel, która zaprowadziła was do Biblioteki Akademickiej. Jakiż ten budynek jest cudowny. Tylko aż bije od niego inspiracjami z innych, istniejących zdecydowanie wcześniej bibliotek. Myślałby kto, że asury stawiają na oryginalność. Tam poznaliście jednego z jej pracowników. Konkretnie tego najważniejszego - prowadzącego. Najważniejszego dla każdego ze studentów, pracowników i dla was z perspektywy całej historii oczywiście. Igorra. Czarujący facet. Lekko szowinistyczny, nienawidzący starszych członków społeczeństwa, charakteryzujący się bardzo krótkimi wypowiedziami, uwielbiający wampirów... ale jednak posiadający jakiś... dziwny urok. Urok, którego nie dostrzegły Aeshri, Mithiniel i Anastasia. Nie będę ich jednak za to winił. W końcu to kobiety, w stosunku do których Igorr w tym wypadku wielce czarujący nie był. Miał on jednak pewną umowę ze swoją znajomą, która to wynajęła was, abyście wypełnili jej część, w czasie gdy asura biegała radośnie w chronionym hasłem pomieszczeniu wypełnionym księgami o prastarej magii i seriach klątw. Szeroko opisanych, włącznie z instrukcjami użycia. Czytałem kilka z nich. Osobiście uważam, że skrobanie czyichś zębów pilnikiem do metalu działa zdecydowanie lepiej niż jakakolwiek klątwa... ale może jestem zbyt praktyczny w moich rozwiązaniach. | ||
[[Plik:LunArr_Library.jpg|650px|thumb|right|Biblioteka Akademicka od środka.]] | |||
Tu podzieliliście się na dwie grupy. Jedna, składająca się z Mithiniel i Naerina udała się do pomieszczenia, do którego hasło wymyślał sam Igorr, a brzmiało ono J3-B4N-K0. Czasem jak [[Użytkownik:Lunaris|prądem poraża]] mnie geniusz tego asury. Wiecie, że on i Mithiniel pracowali kiedyś w [[Użytkownik:Tank|tym samym miejscu?]] Oczywiście zanim Igorr odkrył w sobie miłość do książek. Żeby tego było mało, ostatni dzień pracy jednego był pierwszym dniem drugiego. Ale to temat na inną rozmowę. Ważniejsze było co robiła druga grupa, w czasie gdy sylvari i asura szukali odpowiedzi na niezadane pytania. | Tu podzieliliście się na dwie grupy. Jedna, składająca się z Mithiniel i Naerina udała się do pomieszczenia, do którego hasło wymyślał sam Igorr, a brzmiało ono J3-B4N-K0. Czasem jak [[Użytkownik:Lunaris|prądem poraża]] mnie geniusz tego asury. Wiecie, że on i Mithiniel pracowali kiedyś w [[Użytkownik:Tank|tym samym miejscu?]] Oczywiście zanim Igorr odkrył w sobie miłość do książek. Żeby tego było mało, ostatni dzień pracy jednego był pierwszym dniem drugiego. Ale to temat na inną rozmowę. Ważniejsze było co robiła druga grupa, w czasie gdy sylvari i asura szukali odpowiedzi na niezadane pytania. | ||
| Linia 86: | Linia 86: | ||
=Race of Champions - Quali= | |||
[[Plik:ROC_logo.jpg|500px|left]] | |||
I tak oto, minęło bardzo dużo czasu od kiedy ktokolwiek z was musiał przejmować się dziwnymi zadaniami dotyczącymi zachowania czystości w terenie znajdującym się wokół widzącej dość nietypowe błyski wokół swoich i cudzych rąk asury. Zgłębiając szczegóły tego zagadnienia, możecie zauważyć, że "aury" opisane niektórym z was przez [[Mithiniel]] były jedynym powodem dla którego większość z was w ogóle poznała amatorkę pizzy. Jest to też jedyny powód, dla którego (jeszcze nie) poznaliście mnie. Ale nie o mnie jest ta historia. W końcu to wy jesteście... nazwijmy to głównymi aktorami tego przedstawienia i miejmy nadzieję, że tak zostanie na możliwie jak najdłużej. | |||
Bez konkretnego związku z tym, o czym wspomniałem przed chwilą stawiliście się w Divinity's Reach na prośbę... nikogo innego jak osobistej opiekunki Raia. Raptora waszej wspaniałej, wtedy jeszcze opiekunki. Jeśli dobrze pamiętam, poza kulisami, pani [[Teena Dest|Dest]] pożegnała się ze swoją rolą w życiu Ligi już nieco wcześniej, jednak w czasie treningów nikt chyba nie chciał jej zbytnio zawracać głowy szczegółami. Gdyby ktoś z was zastanawiał się dlaczego akurat w DR, śpieszę wytłumaczyć to, czego szło się łatwo domyślić. Stewart Ewen, a więc Dyrektor Główny ROC jest człowiekiem z krwi i kości. To naturalne, że wybrał na miejsce takiego wydarzenia dobrze znane mu okolice. Oczywiście pan Ewen za nic nie znał się na wyścigach, co wasz pracodawca wyłożył wam kilkukrotnie. Jednak nie oceniajcie go zbyt surowo. Jest jak każdy bogaty człowiek na wysokim stanowisku. Okropny w podejmowaniu decyzji, na których zna się każdy na niższym szczeblu, jednak diabelnie dobry w wyglądaniu przy tym na pewnego siebie. | |||
Wracając jednak do naszych mistycznych świateł i dymków unoszących się wokół Mithiniel i kilku osób jakie miała okazje obserwować. Dziwnym trafem nikt z was nie widział ich nawet raz, przez większość jeśli nie całość waszych niesamowicie drogocennych żyć. Nie jestem tu uszczypliwy. Możecie mi nie wierzyć, lecz bardzo zależy mi na tym by móc... być ich świadkiem nieco dłużej niż za pewne będzie mi to dane. Jednak nikt nawet raz, nie zwrócił uwagi na coś, co wydawałoby się oczywiste, rzucające się w oczy. Nikt... poza [Naerin|Naerinem]. Jego zdolność czytania aur zdążyła wystrzelić przez dach już dawno temu. Zastanawia mnie czy powodem jest jego zamiłowanie do swoich "specyfików", które określiłbym mianem używek. Jest to możliwe. Jednak to samo zamiłowanie nieco uśpiła jego czujność na to, co działo się wokół. Nigdy nie był w niebezpieczeństwie z tej racji, jedynie nie przejmował się tym nic a nic. Urokliwy sylvari. Chętnie poznałbym bliżej dziecko drzewa, które używa określenia "Zią" bez względu na płeć i rasę docelowego odbiorcy tego słowa. Kocham go. Choć bez faktycznego uczucia. Ludzie mają na to nawet wspaniały termin - "to skomplikowane". To jednak miało się już niedługo zmienić. | |||
Wydawać by się mogło, że w tej chwili oprócz głupawej paplaniny nie przekazuję wam nic. I być może tak było. Jednak jest to cudowna alegoria dla tego co wydarzyło się w przeddzień pierwszego miejskiego wyścigu w Divinity's Reach. W końcu cały dzień kwalifikacji spędziliście na tym, aby zapoznać się wyścigami raptorów. O których o dziwo nikt z przybyłych, a więc [[Annie Goldarrow]], [[Nisheera]], [[Cännäes]], [[Estia]], [[Lirevael]] i [[Nassan Bloodclaw]] nie miał bladego pojęcia. Przyznam, że osobiście mnie to ubodło. Charr pijak otrzymuje przepustkę, w końcu ledwo co dołączył do waszego grona, nie śmiałbym wymagać od niego znajomości takich informacji. Trójka niższych stopniem sylvari również nie interesowała się tym co robi ich wtedy jeszcze opiekun. Z jednej strony to rozumiem. Dla najemnika nie jest to najważniejsza rzecz na świecie. Jednak pozostają nasza urocza blondynka i głowa gildii. Obydwie z pań doskonale wiedziały czym interesuje się jedna z trzech opiekunek gildii, lecz... żadna nie wydawała się zainteresować tym na tyle, by obejrzeć ją w akcji. Żadna nie znała zatem zasad panujących na torach. Nie pochwalam takiego traktowania przyjaciół i współlokatorki. Jednak, jak zawsze - jestem tylko obserwatorem tych wydarzeń. Tłumacząc jednak moją długą i bezsensownie zawiłą alegorię. Przez dobre trzy godziny, dowiedzieliście się tak wiele, że następnego dnia, każdy z was wiedział dokładnie tyle samo. Czyli praktycznie nic. Tak jak i teraz, mogę sobie mówić... ale czy to coś zmieni? Z drugiej strony, nie mogę was winić. Osobiście nie jestem wielkim fanem słuchania kiedy pani [[Kira Sverige|Sverige]] się odzywa. Być może jestem do niej nieco uprzedzony, ze względu na prowadzony tryb życia. Choć ta teoria byłaby dobra, gdybym nie cenił pani [[Aeshri]] tak bardzo jak ją cenię. W końcu ta sylvari okazała się doskonałą przyjaciółką, która nie tylko wiedziała na czym konkretnie polegają wyścigi, poznawała ich rodzaje oraz w większości rozumiała reguły panujące na wyścigach, to jeszcze przybyła dopingować [[Teena Dest|Teenę Dest i Raia]] ze wszystkich sił. Nie była w tym sama, gdyż przez obydwa dni spędzone na torze, towarzyszył jej również [[Brigg Havgaard]]. Choć charr wielką inteligencją na temat wyścigów nie grzeszy, to zainteresowania wyczynami przyjaciółki odmówić mu nie można. | |||
Przez te kilka godzin poznaliście trasę ROC, część z was pomachała opiekunce, a wszyscy zrozumieliście zadanie, które czekać was miało w dniu wyścigu. Opieka nad trzema zakrętami, machanie flagami i ogólna czujność... co mogło pójść nie tak? | |||
{{Quotation|Taśma #DDRK-0850|''<Delikatne lecz długotrwałe szczękanie zębami.>'' | |||
''<Raptorze charknięcie.>'' | |||
''<Ruch.>'' | |||
''<Dźwięk otwieranych drzwi i potrąconego nimi dzwonka.>'' | |||
'''Kobiecy głos #5:''' Cześć Kiro, chciałaś mnie widzieć? | |||
'''Kira Sverige:''' Hej śliczna. Zawsze chcę cię widzieć. Teraz szczególnie. Uganiam się za tobą od kilku dni. | |||
'''Kobiecy głos #5:''' Dostałam twój list. | |||
'''Kira Sverige:''' Dobrze zatem, że Nisheera podała mi adres na który odpowiadasz. Mam coś dla ciebie. Coś... co ci się spodoba. | |||
''<Kobiece westchnięcie.>'' | |||
'''Kobiecy głos #5:''' Kira... | |||
'''Kira Sverige:''' Nic z tych rzeczy, wiem. Ty i Markus. Doskonale zdaję sobie sprawę. Rozumiem słowo "nie". To dla ciebie i Raia.}} | |||
=Soundtrack= | =Soundtrack= | ||
Wersja z 05:38, 3 lis 2020
Historia

Wprowadzenie
M.A.N.A. - Magia Absorbowana Naturalnymi Aktywnościami
“<Dźwięki uderzającej o siebie porcelany, gwar i niezrozumiałe pojedyncze zdania bliżej niezidentyfikowanych osób.>
Męski głos #1: OK. To co to właściwie jest?
<Głębokie kobiece westchnięcie. Chwila przerwy. Kilkukrotnie powtórzony dźwięk srebra uderzającego o porcelanę.>
Kobiecy głos #1: Sama nie jestem tego pewna. Jakby... wyobraź sobie wyładowanie atmosferyczne, które cechuje niewyczuwalność dla nosiciela i niestandardowa barwa. Bądź też standardowa. W zależności od nosiciela. Nie umiem ci tego lepiej opisać.
<Krótki męski śmiech.>
Męski głos #1: To może narysuj?
— Taśma #PCTE-0001
Brudna Robota
Liga Sześciu Filarów została poproszona o dość nietypową pomoc przez dość nietypowe osoby. Sporym zbiegiem okoliczności znajomy Leillianne zasłyszał od niej w ramach kilku plotek o grupie najemniczej, która jest w stanie zająć się każdą, nawet najbrudniejszą robotą. Tak się akurat złożyło, że drogą słowną informacja o Gildii rozeszła się dalej, a kiedy przyjaciółka owego znajomego oraz właśnie on sam stanęli przed doskonałą okazją do zakupu sporej nieruchomości za bezcen, okazało się, że muszą pozbyć się paru brudów.
Tymi właśnie brudami miała zająć się Liga Sześciu Filarów. Być może niespodziewanie dla nich samych (mimo treści ogłoszenia wywieszonego przez Xaxusa), najemnicy w składzie Charmahrina, Anastasia Yaal, Forest, Aeshri, Annie Goldarrow, Valanassir, Selb Coalgrasp, Nicodemus Riverfall i Vez pojawili się w Akk'man Rakk na południu Metrica Province aby... posprzątać magazyn. W zaledwie kilka godzin naprawili usterkę zasilania światła i uporali się ze wszystkimi skrzyniami wypełniającymi spory budynek, odnajdując w międzyczasie większość własności Powerhouse Krewe ze specjalnie przygotowanej dla nich listy. Co prawda nie obyło się bez zniszczenia dwóch z nich, ale w końcu to nie jest codzienne zdanie dla najemniczej gildii. Szczęśliwie uszkodzenie mienia wliczone było mniej lub więcej w cenę zakupu nieruchomości, przez co nie odbiło się to mocno na portfelach Ligi.
Dodatkowo humory poprawiło pojawienie się nowej właścicielki - Mithiniel dzierżącej stosik kilkunastu pudełek pizzy. Bon appétit! W swoim dość krótkim pobycie zdążyła właściwie odpowiedzieć tylko na dwa pytania - czym właściwie był dziwny zepsuty przedmiot, którego fragment zagarnął dla siebie Nico, oraz co oznacza skrót M.A.N.A. Wcześniej w odpowiedziach wyręczał ją przyjaciel, który cały wieczór spędził na pomocy najemnikom. Kiedy jednak zaczynało robić się już zdecydowanie późno i chłodno, Xaxus i Mithiniel postanowili podziękować Lidze za pomoc, w czasie gdy oni zajęli się zamykaniem nowo nabytego przybytku.
“<Dźwięk potrząsanej skrzynki.>
Kobiecy głos #2: Co to?
Kobiecy głos #3: Nie otwierać. Grozi śmiercią.
<Krótkie szmery. Szelest ubrań. Męskie parsknięcie.>
Męski głos #1: Otwórz i zobacz.
— Taśma #BRRB-0069
Dirty Dancing
“Męski głos #2: Nie nudzi was takie suche opowiadanie faktów? Jakbym znowu czytał te wszystkie książki pisane przez asury uważające się za najinteligentniejsze osoby we wszechświecie, a przecież żadna z nich nawet nie miała styczności z prawdziwą wiedzą. W swojej pysze utwierdziły się w przekonaniu, że nie ma osób mądrzejszych, zaradniejszych i sprawniejszych od nich... a jednak... Cosiek miał sporo racji w tym co mówił. Uważajcie na to, by jego słowa nie stały się prorocze.
— Taśma #NCOS-2710
Pobawiliście się nieco czyszczeniem magazynu. W sumie, kto by pomyślał? Najemnicy, a tak dobrze bawili się ciężką robotą bez użycia broni. Znam takiego, który byłby z was dumny. Albo przynajmniej zaskoczony waszym postępowaniem. Ale może po prostu nie każda misja musi składać się z trzepania innych po mordach. Skoro więc jedna zabawa dobiegła końca nadszedł czas żeby zająć się kolejną. Jakież to szczęście, że nadarzyła się okazja, jakiż pech, że to nie wy mieliście się bawić. W końcu to goście Widoku mieli się dobrze bawić, a jak się okazało nie byłoby gdzie, gdyby nie sprawna interwencja Leillianne, Selba, Anastasii, Cey, Aeshri, Foresta i Annie.

Zastaliście największy klub południowego Rata Sum brudny i zaśmiecony, a zostawiliście... w większości czysty. Dobra robota! Dzięki niezdrowemu zainteresowaniu rozmiarami łazienek pewnej fioletowo-włosej kobiety oraz doskonałemu wyważeniu ciskania szkłem za pomocą podmuchów powietrza waszego druida, piętra numer dwa i trzy dość szybko zostały oczyszczone. Pobojowisko, którym było to miejsce rozpłynęło się w mgnieniu oka. Wielka szkoda, że przypadek rządzi istotą, a jedna różowa istota przez "przypadek" znalazła się tam, gdzie znaleźć się nie powinna. Oczywiście, powinienem być sprawiedliwy i winę przypisać przyjacielowi Mithiniel o wdzięcznym imieniu Marsh, dla którego pogoń za wybranką serca była ważniejsza niż jego dobytek. Z jednej strony bardzo szlachetnie, pochwalam kierunek, który wskazuje jego kompas moralny. Z drugiej strony głupio. Wszyscy wiemy jakie potrafią być asury. Pozostawianie zatem dobytku życia bez opieki brzmi jak wielki błąd. Nawet jeśli naszemu właścicielowi klubu udało się nie tylko przekonać swoją miłość do siebie, ale i... jak to mówicie... "zaliczyć" udany wieczór. A wierzcie mi, musiałem sprawdzić, czy faktycznie Moccha nie postanowiła puścić go z torbami. Serce rośnie, lecz umysł żałuje, gdyż historia potoczyła się przewidywalnie. Marsh zyskał swą miłość, a klubu nikt nie okradł. Jak dobrze, że drzwi na dole były zamknięte. Może dlatego właśnie nikt nie włamał się do środka. A może opinia W.I.T.A.M.a jako doskonałego systemu antywłamaniowego nie była aż tak przereklamowana. Choć wy poznaliście ją z tej gorszej strony, kiedy to kończąc swoje zadania, W.I.T.A.M. powiedział "żegnam" i ku rozpaczy dwóch, a może nawet trzech sylvari wyłączył zasilanie dla całego lokalu. Jaka szkoda!
Osobiście nie uważam, że pozostawienie dolnego piętra było dobrą decyzją. W końcu za coś przyjęliście zapłatę, czyż nie? Nie mogę się jednak na was gniewać. W końcu nie byliście pewni zarobku. Bo choć to Mithiniel była osobą rekrutującą was do tego zadania, to Marsh, miał wam zapłacić. A tego nie było. Mimo doskonałych poszukiwań przeprowadzonych przez Annie. Cóż, na szczęście ta pierwsza z wymienionych asur pojawiła się przed końcem. Nie zapomnę jej miny, kiedy ujrzała Selba z mopem i Foresta przedmuchującego wszystko co wokół. Produktywność zawsze była waszą mocną stroną, jednak przemyślenie tego co robicie... hah... powiedzmy, że nie zawsze. Nic to. Stosiki kartoników z pizzą zostały pochłonięte, klub w większości wyczyszczony, Leillianne znalazła swoje powołanie, a Aeshri poznała nowe miejsce do imprezowania.
“<Głośna klubowa muzyka.>
Kobiecy głos #2: Podoba mi się ten kawałek!
Kobiecy głos #4: Co?!
<Głośna klubowa muzyka.>
Kobiecy głos #2: Mówię, że podoba mi się ten kawałek!
Kobiecy głos #4: Że co piłaś z Lunarem?!
— Taśma #DTDN-1147
Przysługa Za Przysługę
Minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz usłyszeliście od Xaxusa i jak widać nie przyszło wam dalej nic od niego usłyszeć. Niestety żadne miejsce w Tyrii z jakim ten sylvari miał do czynienia nie wymagało gruntownego sprzątania. Osobiście ja się nie zawiodłem. Dzięki temu mogłem zobaczyć na własne oczy jak radzicie sobie w sytuacji zagrożenia. Gdybym był bardzo szczegółowy, zaznaczyłbym, że tak właściwie wielkiego zagrożenia nie było. Wszak wtargnęliście na czyjąś posesję, a system antywłamaniowy próbował się was pozbyć. Tylko wy jak te natrętne komary, wcale nie chcieliście tak po prostu zrezygnować. Aż w końcu panowie Van Saan i Fyrhein nie wykazali się odrobiną rozumu, po prostu ignorując J4. Ach, gdybyście tylko wcześniej pomyśleli o tym, że nawet R.O.O.M.B.A. ma więcej rozumu niż ta kupa złomu, która wzięła was za szczury. Gdybym projektował golema, który miałby zajmować się również deratyzacją, a ten wykryłby szczury takich rozmiarów jak wy, durny kawał blachy uruchamiał by proces autodestrukcji, a ja szukałbym domu w okolicy, w której nie musiałbym przejmować się takimi widokami. Jak można stworzyć golema, który patrząc na sylwetki ludzi i sylvari przypisuje im plakietkę szczurów?
Nie sądzę jednak by to was interesowało. Po prawdzie sam nie jestem wielkim fanem Klippa i jego wynalazków. Niektórych rzeczy po prostu lubię się dowiadywać. Wiem jednak co was zainteresuje. Odświeżenie wam pamięci, jako że i tak znajdujecie się w tym... ciekawie pustym miejscu. Nie nudzicie się tu, prawda? A zatem, niektórzy z was, konkretnie Leillianne, Anastasia Yaal, Forest, Aeshri, Ryan Van Saan, Maghiran, Fyrhein, Kang Gao i Naerin postanowili odpowiedzieć na pierwsze wyzwanie pod którym imiennie podpisała się nasza droga ukochana miłośniczka pizzy Mithiniel. Wiedzieliście, że to wszystko przez nią? Xaxus chciał samemu sprzątać magazyn. Jednak asurze nie w głowie było zamęczanie przyjaciela. Poza tym, grupa kilku najemników poradziła sobie w niecałe trzy godziny z całym magazynem, a ona dzięki temu mogła rozpocząć badania już kolejnego dnia. Ale, to tylko taka ciekawostka dla was. Pomyślałem, że skoro i tak tu trafiliście... nieważne. Rozumiem doskonale.
Co się działo dalej proszę pana? Słyszę jak pytacie. Albo i nie, może to tylko mój umysł. Natomiast pojawiliście się w dość niewielkim asurańskim miasteczku zwanym Lun Arr. Zawsze zastanawiało mnie jak można nazywać miasto, które posiada własną prywatną Akademię niewielkim. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak niewiele rzeczy jest w stanie faktycznie zachwycić Asury, jednak rozmiar miasta określamy liczbą mieszkańców jak cywilizowane istoty, a nie jego zaawansowaniem technicznym jak jakieś zwierzęta. Bueh. Zbaczam z trasy. Wasza dziewiątka dumnie wkroczyła na teren Akademii w ten dość deszczowy wieczór Sezonu Feniksa. Dość szybko, gdyż z jakiegoś powodu większość z was, tak samo jak i studenci oraz profesorowie, których mijaliście po drodze, nie chciała moknąć. A przecież deszcz jest naturalnym zjawiskiem, przed którym dość łatwo się zabezpieczyć. Dokładnie wiedział o tym Maghiran, który przybył na miejsce z parasolką. Jako jedyny. Udaliście się za Mithiniel, która zaprowadziła was do Biblioteki Akademickiej. Jakiż ten budynek jest cudowny. Tylko aż bije od niego inspiracjami z innych, istniejących zdecydowanie wcześniej bibliotek. Myślałby kto, że asury stawiają na oryginalność. Tam poznaliście jednego z jej pracowników. Konkretnie tego najważniejszego - prowadzącego. Najważniejszego dla każdego ze studentów, pracowników i dla was z perspektywy całej historii oczywiście. Igorra. Czarujący facet. Lekko szowinistyczny, nienawidzący starszych członków społeczeństwa, charakteryzujący się bardzo krótkimi wypowiedziami, uwielbiający wampirów... ale jednak posiadający jakiś... dziwny urok. Urok, którego nie dostrzegły Aeshri, Mithiniel i Anastasia. Nie będę ich jednak za to winił. W końcu to kobiety, w stosunku do których Igorr w tym wypadku wielce czarujący nie był. Miał on jednak pewną umowę ze swoją znajomą, która to wynajęła was, abyście wypełnili jej część, w czasie gdy asura biegała radośnie w chronionym hasłem pomieszczeniu wypełnionym księgami o prastarej magii i seriach klątw. Szeroko opisanych, włącznie z instrukcjami użycia. Czytałem kilka z nich. Osobiście uważam, że skrobanie czyichś zębów pilnikiem do metalu działa zdecydowanie lepiej niż jakakolwiek klątwa... ale może jestem zbyt praktyczny w moich rozwiązaniach.

Tu podzieliliście się na dwie grupy. Jedna, składająca się z Mithiniel i Naerina udała się do pomieszczenia, do którego hasło wymyślał sam Igorr, a brzmiało ono J3-B4N-K0. Czasem jak prądem poraża mnie geniusz tego asury. Wiecie, że on i Mithiniel pracowali kiedyś w tym samym miejscu? Oczywiście zanim Igorr odkrył w sobie miłość do książek. Żeby tego było mało, ostatni dzień pracy jednego był pierwszym dniem drugiego. Ale to temat na inną rozmowę. Ważniejsze było co robiła druga grupa, w czasie gdy sylvari i asura szukali odpowiedzi na niezadane pytania.
Druga grupa bowiem z rozkazu o jaśnie wielmożnego bibliotekarza została odesłana do domu Klippa, aby odebrać niezwrócone książki, które wydawały się dość cenne dla Biblioteki. Oczywiście nie były. Cenne były tylko dla Igorra, ze względu na zawartość, ale byliście zbyt zajęci uciekaniem przed J4, żeby zwrócić uwagę na to o czym tak właściwie były książki i co było w środku. Anastasia i Ryan spojrzeli na tytuły i to im wystarczyło. Ludzie. Nigdy was nie zrozumiem. Inne istoty cechuje wrodzona ciekawość. Chęć odkrywania nowego. Może poza charrami, które preferują nowe i nieznane zniszczyć. Ależ ze mnie rasista, prawda? Natomiast właśnie, właśnie, kim był J4? zapytacie. Prostym golemem zajmującym się pilnowaniem porządku, w czasie gdy Klippa nie było w domu. A nie było go w domu, gdyż nikt z was go nie znalazł. Bo nikomu nie chciało się otwierać drzwi do szafy. Spokojnie Tyrii 33 tam byście nie znaleźli. Jedynie smutnego trupa mykologa amatora. Uczcie się na jego błędach kochani. Nie warto mieć długów. W czasie gdy Anastasia i Ryan dzielnie walczyli ze poszukiwaniami książek w sypialni Klippa, pozostała część drużyny zmagała się z J4, któremu wyraźnie coś odbiło. Nie był trudnym przeciwnikiem. Zajęło wam to może 6 minut. W całym tym zgiełku blisko było aby Forest utracił większość liści po ataku waszej... nazwijmy to... bardzo śmiało kobiecej elementalistki o ciemnej korze, jednak J4 został zneutralizowany. Jedynym faktycznym uszczerbkiem była niewielka dziura na zbroi pana Van Saana, po tym jak jeden z chwytaków J4 trafił mężczyznę w okolice mostka.
A potem nie działo się nic specjalnego. Wróciliście zwrócić książki. Igorr był niepocieszony, bo nie mógł pomęczyć zdecydowanie mniej inteligentniejszej koleżanki, ale przynajmniej zdążył do teatru. Mithiniel natomiast wraz z Naerinem doszli do porozumienia w sprawie M.A.N.Y. Oraz dopuścili się kradzieży. Oczywiście, co muszę przyznać, Naerin wcale nie chciał się na nią zgodzić, a przekonało go jedynie zapewnienie o zwróceniu książek w przeciągu tygodnia, co z resztą Mithiniel zrobiła. Padać wcale nie przestało nawet na sekundę. Jednak Maghiran pozostał suchy przez całość waszego pobytu w Lun Arr.
Race of Champions - Quali

I tak oto, minęło bardzo dużo czasu od kiedy ktokolwiek z was musiał przejmować się dziwnymi zadaniami dotyczącymi zachowania czystości w terenie znajdującym się wokół widzącej dość nietypowe błyski wokół swoich i cudzych rąk asury. Zgłębiając szczegóły tego zagadnienia, możecie zauważyć, że "aury" opisane niektórym z was przez Mithiniel były jedynym powodem dla którego większość z was w ogóle poznała amatorkę pizzy. Jest to też jedyny powód, dla którego (jeszcze nie) poznaliście mnie. Ale nie o mnie jest ta historia. W końcu to wy jesteście... nazwijmy to głównymi aktorami tego przedstawienia i miejmy nadzieję, że tak zostanie na możliwie jak najdłużej.
Bez konkretnego związku z tym, o czym wspomniałem przed chwilą stawiliście się w Divinity's Reach na prośbę... nikogo innego jak osobistej opiekunki Raia. Raptora waszej wspaniałej, wtedy jeszcze opiekunki. Jeśli dobrze pamiętam, poza kulisami, pani Dest pożegnała się ze swoją rolą w życiu Ligi już nieco wcześniej, jednak w czasie treningów nikt chyba nie chciał jej zbytnio zawracać głowy szczegółami. Gdyby ktoś z was zastanawiał się dlaczego akurat w DR, śpieszę wytłumaczyć to, czego szło się łatwo domyślić. Stewart Ewen, a więc Dyrektor Główny ROC jest człowiekiem z krwi i kości. To naturalne, że wybrał na miejsce takiego wydarzenia dobrze znane mu okolice. Oczywiście pan Ewen za nic nie znał się na wyścigach, co wasz pracodawca wyłożył wam kilkukrotnie. Jednak nie oceniajcie go zbyt surowo. Jest jak każdy bogaty człowiek na wysokim stanowisku. Okropny w podejmowaniu decyzji, na których zna się każdy na niższym szczeblu, jednak diabelnie dobry w wyglądaniu przy tym na pewnego siebie.
Wracając jednak do naszych mistycznych świateł i dymków unoszących się wokół Mithiniel i kilku osób jakie miała okazje obserwować. Dziwnym trafem nikt z was nie widział ich nawet raz, przez większość jeśli nie całość waszych niesamowicie drogocennych żyć. Nie jestem tu uszczypliwy. Możecie mi nie wierzyć, lecz bardzo zależy mi na tym by móc... być ich świadkiem nieco dłużej niż za pewne będzie mi to dane. Jednak nikt nawet raz, nie zwrócił uwagi na coś, co wydawałoby się oczywiste, rzucające się w oczy. Nikt... poza [Naerin|Naerinem]. Jego zdolność czytania aur zdążyła wystrzelić przez dach już dawno temu. Zastanawia mnie czy powodem jest jego zamiłowanie do swoich "specyfików", które określiłbym mianem używek. Jest to możliwe. Jednak to samo zamiłowanie nieco uśpiła jego czujność na to, co działo się wokół. Nigdy nie był w niebezpieczeństwie z tej racji, jedynie nie przejmował się tym nic a nic. Urokliwy sylvari. Chętnie poznałbym bliżej dziecko drzewa, które używa określenia "Zią" bez względu na płeć i rasę docelowego odbiorcy tego słowa. Kocham go. Choć bez faktycznego uczucia. Ludzie mają na to nawet wspaniały termin - "to skomplikowane". To jednak miało się już niedługo zmienić.
Wydawać by się mogło, że w tej chwili oprócz głupawej paplaniny nie przekazuję wam nic. I być może tak było. Jednak jest to cudowna alegoria dla tego co wydarzyło się w przeddzień pierwszego miejskiego wyścigu w Divinity's Reach. W końcu cały dzień kwalifikacji spędziliście na tym, aby zapoznać się wyścigami raptorów. O których o dziwo nikt z przybyłych, a więc Annie Goldarrow, Nisheera, Cännäes, Estia, Lirevael i Nassan Bloodclaw nie miał bladego pojęcia. Przyznam, że osobiście mnie to ubodło. Charr pijak otrzymuje przepustkę, w końcu ledwo co dołączył do waszego grona, nie śmiałbym wymagać od niego znajomości takich informacji. Trójka niższych stopniem sylvari również nie interesowała się tym co robi ich wtedy jeszcze opiekun. Z jednej strony to rozumiem. Dla najemnika nie jest to najważniejsza rzecz na świecie. Jednak pozostają nasza urocza blondynka i głowa gildii. Obydwie z pań doskonale wiedziały czym interesuje się jedna z trzech opiekunek gildii, lecz... żadna nie wydawała się zainteresować tym na tyle, by obejrzeć ją w akcji. Żadna nie znała zatem zasad panujących na torach. Nie pochwalam takiego traktowania przyjaciół i współlokatorki. Jednak, jak zawsze - jestem tylko obserwatorem tych wydarzeń. Tłumacząc jednak moją długą i bezsensownie zawiłą alegorię. Przez dobre trzy godziny, dowiedzieliście się tak wiele, że następnego dnia, każdy z was wiedział dokładnie tyle samo. Czyli praktycznie nic. Tak jak i teraz, mogę sobie mówić... ale czy to coś zmieni? Z drugiej strony, nie mogę was winić. Osobiście nie jestem wielkim fanem słuchania kiedy pani Sverige się odzywa. Być może jestem do niej nieco uprzedzony, ze względu na prowadzony tryb życia. Choć ta teoria byłaby dobra, gdybym nie cenił pani Aeshri tak bardzo jak ją cenię. W końcu ta sylvari okazała się doskonałą przyjaciółką, która nie tylko wiedziała na czym konkretnie polegają wyścigi, poznawała ich rodzaje oraz w większości rozumiała reguły panujące na wyścigach, to jeszcze przybyła dopingować Teenę Dest i Raia ze wszystkich sił. Nie była w tym sama, gdyż przez obydwa dni spędzone na torze, towarzyszył jej również Brigg Havgaard. Choć charr wielką inteligencją na temat wyścigów nie grzeszy, to zainteresowania wyczynami przyjaciółki odmówić mu nie można.
Przez te kilka godzin poznaliście trasę ROC, część z was pomachała opiekunce, a wszyscy zrozumieliście zadanie, które czekać was miało w dniu wyścigu. Opieka nad trzema zakrętami, machanie flagami i ogólna czujność... co mogło pójść nie tak?
“<Delikatne lecz długotrwałe szczękanie zębami.>
<Raptorze charknięcie.>
<Ruch.>
<Dźwięk otwieranych drzwi i potrąconego nimi dzwonka.>
Kobiecy głos #5: Cześć Kiro, chciałaś mnie widzieć?
Kira Sverige: Hej śliczna. Zawsze chcę cię widzieć. Teraz szczególnie. Uganiam się za tobą od kilku dni.
Kobiecy głos #5: Dostałam twój list.
Kira Sverige: Dobrze zatem, że Nisheera podała mi adres na który odpowiadasz. Mam coś dla ciebie. Coś... co ci się spodoba.
<Kobiece westchnięcie.>
Kobiecy głos #5: Kira...
Kira Sverige: Nic z tych rzeczy, wiem. Ty i Markus. Doskonale zdaję sobie sprawę. Rozumiem słowo "nie". To dla ciebie i Raia.
— Taśma #DDRK-0850
Soundtrack
Motywy postaci

1. ?
2. ?
3. ?
4. ?
5. ?
6. Postać nieaktywna
7. ?
8. ?
9. ?
10. ?
11. ?
12. ?
13. ?
14. ?
15. Mithiniel
16. ?
17. ?
18. ?
19. ?
20. ?
21. ?
22. ?
23. ?
24. Teena, Teena (M.A.N.A.)
25. ?
26. ?