Farrand Humfrey: Różnice pomiędzy wersjami
Nie podano opisu zmian |
|||
| Linia 550: | Linia 550: | ||
*''Szalenie poważny pan instruktor. Dobrze uczy i tłumaczy, ale chyba trudno go rozśmieszyć... Mimo tej praktycznie niezmiennej miny, bardzo miło się z nim gada. Muszę z nim kiedyś pogadać o muzyce, bo szczerze mówiąc, nie wiem czego lubią słuchać wojskowi i cesarscy, a czasem mi się tacy zdarzają w robocie.'' - [[Lyra Dandolos]] | *''Szalenie poważny pan instruktor. Dobrze uczy i tłumaczy, ale chyba trudno go rozśmieszyć... Mimo tej praktycznie niezmiennej miny, bardzo miło się z nim gada. Muszę z nim kiedyś pogadać o muzyce, bo szczerze mówiąc, nie wiem czego lubią słuchać wojskowi i cesarscy, a czasem mi się tacy zdarzają w robocie.'' - [[Lyra Dandolos]] | ||
*''Myślę, że trochę już widział. I zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Dobrze - z nim może nie zrobią nic głupiego...'' - [[Tanuki Ji-hye (Szop)|"Szop"]] | *''Myślę, że trochę już widział. I zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Dobrze - z nim może nie zrobią nic głupiego...'' - [[Tanuki Ji-hye (Szop)|"Szop"]] | ||
*''"Wspomnienia nie zbladły, mimo upływu lat. To, że po latach wciąż wspomina mnie z szacunkiem i z uśmiechem wspomina nasze wspólne przeżycia wiele dla mnie znaczy. Ostatnio, gdy ruszyliśmy na jedno ze zleceń w Elonie oboje wpadliśmy w nurt rzeki wspomnień i zadumy. Powiedział mi, że czuje, że w Elonie zostawił część siebie. Może coś w tym jest - lata temu wróciliśmy stąd zupełnie inni niż przybyliśmy. Niemniej, miło było go znów zobaczyć - w zdrowiu i w dobrym nastroju. A co najważniejsze - bardzo się cieszę, że wciąż można na niego liczyć. Liga przez lata się zmieniła - lecz ta znajoma twarz Farranda to jedno z zapewnień, że wciąż jestem we właściwym miejscu, wśród właściwych osób."'' - [[Nisheera]] | |||
[[Kategoria:Karty postaci]] | [[Kategoria:Karty postaci]] | ||
Wersja z 00:40, 4 maj 2024
| Farrand Nicolas Humfrey | |
|---|---|
| Rasa |
Człowiek |
| Wiek |
27 lat (urodzony 169 dnia sezonu Feniksa 1306 AE) |
| Klasa | |
| Alias |
|
| Przynależność |
Seraph
Liga |
| Stopień | |
| Rola w Lidze | Towarzysz |
| Filar | Rozsądek |
| Rodzina |
Ojciec Matka Herbert Humfrey - młodszy brat Siostra Isa Lian - kuzynka |
| Powiązania |
Mirien Rose - (była już) pani jego serca Flo La Duca - przyjaciel Airra Mortanius Tsero - towarzysz broni Ksin Vonala - towarzysz z nieistniejącego już oddziału Anika - niegdysiejsza miłość Zaveba - towarzysz broni Jack Trevelyan - serdeczny druh i przyjaciel |
| Status postaci |
Główna |
"Często przekonuję samego siebie, iż jednak lubię towarzystwo innych ludzi. Wtedy spędzam z nimi odrobinę czasu i przypominam sobie, dlaczego nie."
Cechy wyglądu zewnętrznego
Humfrey jest dość wysokim, mierzącym ok. 189 cm (co jak na dzisiejsze standardy pośród zastępów Seraphów jest rzadkością) mężczyzną, o kruczoczarnych, wręcz niechlujnie rosnących na jego łepetynie włosach, zazwyczaj przylizanych dzięki noszonemu przez owego jegomościa płytowemu hełmowi, które po zdjęciu go, ma w nawyku roztrzepać na wszystkie możliwe strony. Bądź też czeka na wiatr, który załatwi sprawę za niego... Mało tego! Prawą część jego czoła przysłania bujna grzywka, która co i rusz, nawet podczas wykonywania najprostszych czynności daje mu się we znaki, usilnie próbując wejść do jego oka, dlatego też po dłuższym czasie wewnętrznych dywagacji zarówno na sam fakt jej odrastania, jak i na swoje lenistwo, postanowił, że raz na jakiś czas skróci ją przy lustrze. Sama jego twarz w porównaniu do reszty jego ciała oraz sposobu w jaki zwykł żyć od lat, cudem uniknęła poważniejszych blizn. Choć patrząc przez pryzmat czasu tudzież rodzaju pełnionej przez niego funkcji, zdołała nabrać znacznie dojrzalszych rys, wyprzedzających jego obecny wiek. Jak zostało to już wcześniej nadmienione, jego ciało, mimo nienagannej, umięśnionej sylwetki oraz wyśmienitej tężyzny fizycznej, które w obu przypadkach stara się utrzymywać każdego dnia, w wielu miejscach szpecą blizny, które to zbierał podczas swych niezliczonych wojaży po świecie. Dla niego samego są pamiątkami po stoczonych przezeń bitwach jak i poniekąd przypomnieniem o popełnionych błędach, których dotychczas nie miał okazji usunąć przy pomocy magii. Warto by też nadmienić o jego rozmarzonych, a jednocześnie przenikliwych, niebieskich oczach, które trudno by posądzać choćby o ich odrobinę, pogłębiają jedynie wrażenie, iż jest to człowiek przygniatany niemożliwymi do rozwikłania zawiłościami życia. Co zaś tyczy się jego ubioru... Najczęstszym gościem i wizytówką jego ciała jest posrebrzany pancerz płytowy, zdobiony w wielu miejscach kwiecistym haftem, który otrzymał w chwili promocji na sierżanta, wyróżniając go na tle innych gwardzistów. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubi włożyć na siebie czegoś, co nie jest związane z wykonywaną przez niego pracą oraz co w zupełności nie krępuje jego ruchów.
Charakter
W życiu, jak to w życiu bywa, następują pewne zmiany. To naturalna kolej rzeczy. Niektóre przychodzą same i człowiek siłą rzeczy musi je zaakceptować i z nimi żyć, a do pewnych trzeba po prostu dojrzeć. Z typem drugiego zmagał się przez pewien czas Farrand. Uznawszy że najlepsze lata stracił będąc zamkniętym w swojej skorupie aspołeczności, Seraph postanowił nieco otworzyć się na ludzi. Jasne, kiedy potrzeba to od nich stroni, gdyż jak każdy od czasu do czasu potrzebować będzie odrobiny przestrzeni i samotności, jednak w zdołał nauczyć się do obcować wśród nich na tyle by towarzystwo innych nie było dla niego męczące lub żeby nie czuł się w nim niekomfortowo. Duszą towarzystwa co prawda to on jeszcze nie jest, ale jak sam twierdzi, zmiany które postanowił wprowadzić w swoim usposobieniu zmierzają ku lepszemu. Tutaj rzuci jakimś suchym żartem, tutaj się uśmiechnie serdecznie (i szczerze!), a jeszcze innym razem uraczy kogoś jakimś zgryźliwym tekstem. Do pewnego stopnia sierżant nawet nauczył się cieszyć życiem, a raczej z prostych rzeczy oraz chwil jakie ono mu ma do zaoferowania. W tym wszystkim nie zdarzyło mu się zapomnieć o dobrym wychowaniu, jakie dali mu jego rodzice a także o dość wysokiej kulturze osobistej. Nie obca jest mu również dworska etykieta, choć rzadko kiedy ma możliwość by móc zrobić z niej użytek, albowiem od zawiłych salonów zdecydowanie woli wieść żywot żołnierza. Bo dzięki służbie, stał się bardzo zdyscyplinowanym żołnierzem. Mimo tego w dalszym ciągu jest w nim całe mnóstwo rzeczy które mogą nie wpływać pozytywnie na odbiór jego osoby. Choć nie należy do osób agresywnych, tak potrafi takowy być kiedy trzeba. Cięty, wredny a co gorsza, zawzięty. Bywa także cierpkim w obyciu, z racji iż swoje w wojsku zdołał odsłużyć i swoje zobaczyć, przez co owa służba zdołała na nim swoje piętno odcisnąć, przez co nie zdołał pozbyć się cynicznego usposobienia i jak sam uważa, chyba już nigdy nie zdoła. Kiedy sytuacja go zmusi, bywa także brutalny (w niektórych sytuacjach nawet i przesadnie) i nie zawaha się wykorzystać tego, jeśli ma to posłużyć osiągnięciu jakichś celów.
Umiejętności związane z walką
Nawet roczny pobyt w szpitalu nie był w stanie sprawić, że Humfrey mógł zapomnieć o całej wiedzy jaką nabył podczas całej swojej służby. Lata spędzone na różnych polach bitew sprawiły, że miał sposobność doskonalić rzemiosło wojenne w kontaktach bojowych z wieloma rasami. Z kolei zaowocowało to tym, że potrafi błyskawicznie dostosować się do niemal każdej potyczki. W ogniu walki najlepiej czuje się dzierżąc miecz dwuręczny, lub też kombinację w postaci miecza oraz tarczy. Był również szkolony w zakresie strzelania z łuku, lecz porzucił tę broń na rzecz wcześniej wspomnianego oręża. Mimo że podczas większości starć woli korzystać z tradycyjnego środka zaradczego jakim jest dobrze zahartowany i naostrzony miecz, Nicolas przejawiał również umiejętności w walce wręcz. Głownie opierając się na wyprowadzaniu uderzeń w newralgiczne miejsca (nierzadko wspomagając się energią magiczną w swych dłoniach, by dzięki temu móc zadać większe obrażenia) bądź rzutach.
Przy czym nigdy nie stara się atakować jako pierwszy, ani tym bardziej nie doprowadzać do ostateczności jaką jest walka.
Kiedy dzierży miecz dwuręczny
Gdy dzierży miecz jednoręczny oraz tarczę
Umiejętności magiczne wspierające
Umiejętności magiczne ofensywne
Pozostałe umiejętności magiczne
Pozostałe umiejętności
Umiejętności pasywne
| Treść | |
|---|---|
| Powszechnie wiadomo, że nie istnieje złoty środek na stres. Czynniki stresujące bywają różne. Różnie też są odbierane przez każdą istotę. Dla jednych coś, co wydaje się być błahe, dla innych okazuje sie być wyzwaniem. Jeszcze przed wyruszeniem do Elony, Humfrey potrafił radzić sobie ze stresem. Tę sztukę opanował jeszcze podczas swojej służby w Krycie, ale podróż z Ligą na pustynię, a do tego niewola w Palawadanie, sprawiły że teraz nie łatwo jest go złamać. W przypadku wątpliwości, należy pytać Qadira. | |
| Dla wielu, kondycja jest miarą tego jak długo ciało będzie w stanie prowadzić wysiłek fizyczny a także jego intensywność z równoczesnym utrzymaniem odporności na zmęczenie. Po Seraph zwykło oczekiwać się szczytowej formy fizycznej i nie inaczej jest w przypadku Farranda. Jednakże wyprawa do Elony pokazała, że to co prezentował dotychczas okazało się być niewystarczające w skrajnie niesprzyjającym, pustynnym otoczeniu. Mając tego świadomość, po powrocie zaczął przesuwać granice własnej wytrzymałości fizycznej do tego stopnia, iż obecnie jest w stanie zrobić znacznie więcej niż przeciętny żołnierz: czy to pokonując większe dystanse, czy walczyć dłużej bez wyraźnych oznak zmęczenia. Koniec końców, jako jeden z niewielu ukończył morderczy kurs Rangera. |
Oporządzenie

Trident to średniej wielkości plecak szturmowy. Przestronny, wykonany z zastosowaniem wytrzymałych materiałów i zapewniający wygodę noszenia, plecak ten błyskawicznie zyskał uznanie ze strony wojska. System nośny plecaka to został opracowany przez Seraph i to on odróżnia ten plecak najbardziej od szerokiej gamy innych spośród tego rodzaju. Składa się z miękko wyściełanych, podszytych siatką dystansową i ergonomicznie wyprofilowanych szelek połączonych ze sobą w górnej części sporym płatem materiału, podszytego siatką dystansową, pozwalającą na szybkie zakładanie oraz zdejmowanie go. W swej pomysłowości, Seraph dołączyło także pas biodrowy oraz usztywnienie, pozwalające dopasować plecak do sylwetki użytkownika. Sam w sobie plecak ten zawiera 34 litry całkowitej pojemności, a dzięki trójzamkowemu otwarciu, pozwala na szybki i łatwy dostęp do spakowanego sprzętu, podczas gdy całość tworzą tzw. "widełki". Wnętrze plecaka, oprócz głównej komory, posiada dużą kieszeń z regulowanymi pasami podtrzymującymi oraz dwie wewnętrzne kieszenie boczne, zapinane na zamki błyskawiczne. Również na zewnątrz, posiada on zewnętrzny system taśm, dzięki czemu można powiększyć go o dodatkowe kieszenie. Wszystko to sprawia, iż jest to doskonały wybór do wielogodzinnych wędrówek na zewnątrz. Lub przenoszenia sporej ilości łupu.

Pełnowartościowa racja żywnościowa obmyślona przez armię Seraph. Opakowanie składa się z trzech części i zostało zaprojektowane tak, by przetrwało najcięższe warunki. Przeznaczona do użycia w warunkach polowych, gdy nie ma dostępu do zaplecza gastronomicznego. Zawiera śniadanie, obiad i kolację w jednym wraz z szeregiem innych produktów żywieniowych oraz napojów, by zapewniały organizmowi wszystkie niezbędne minerały oraz składniki odżywcze. Można spożywać na zimno, ale smakuje lepiej jeśli podgrzeje się je przy pomocy ognia.

Sterylny wstrzykiwacz jednorazowego użytku z dawką alchemicznego środka przeciwbólowego, stanowiący część polowego wyposażenia personelu wojskowego, służący do natychmiastowej redukcji bólu. W medycynie klinicznej uznawany jest za najlepszy środek uśmierzający ból, znajdując zastosowanie w leczeniu ran. Jak inne pochodne specyfiki, oddziałuje on bezpośrednio na ośrodkowy układ nerwowy i uśmierza ból w niemal natychmiastowym tempie. Najlepszym sposobem użycia jest wstrzykiwać w ramię bądź udo.

Gaza opatrunkowa, służąca do tamowania krwawienia i ochrony przed zakażeniem ran.

Nieśmiertelnik służy do identyfikacji rannych bądź zabitych podczas działań bojowych. Na ogół na blasze wytłaczane są dane identyfikujące konkretnego żołnierza. Krytańskie nieśmiertelniki zawierają kilka dodatkowych informacji, takich jak: imię, nazwisko, numer identyfikacyjny a także grupę krwi.

Dziennik w skórzanej oprawie zawierający kilka osobistych wpisów a także kilka narysowanych na szybko map. Nie posiada zbyt wielkiej wartości, ale zawsze można nim dorzucić do ognia.
Opancerzenie

Regulaminowy pancerz wydawany siłom Seraph w ramach standardowego wyposażenia. Płytowe elementy pokrywają najważniejsze części ciała użytkownika, począwszy od wzmacnianego napierśnika, przez elementy będące spoiwem dla wazniejszych jego części, na butach skończywszy. Każdy żołnierz zdaje sobie sprawę, że ochrona stóp jest kluczowym elementem przetrwania. Dlatego też owe obuwie posiada grube podeszwy, wkładki w rejonie kostki, żeliwne obcasy, stalowe cholewki oraz podwójnie zamykane sprzączki. Całość zapewnia znakomitą ochronę przed obrażeniami siecznymi oraz umiarkowaną przed obuchowymi. Jest również w stanie zatrzymać część pocisków małokalibrowych produkcji ludzkiej. Drogi w produkcji, jednak na tyle skuteczny, by jego właściciela omijać z daleka.

Spersonalizowany zestaw pancerza do użytkowania w klimacie umiarkowanym, utrzymany w tonacji pustynnej, pozwalający użytkującemu na zachowanie najwyższej możliwej mobilności. W jego skład wchodzi wykonana na zamówienie kamizelka typu III, zdolna zatrzymać pociski karabinowe produkcji ludzkiej kalibru 7.62. Na wewnętrzną część składa się mithril, który, w przypadku uszkodzenia można zastąpić innym. Zawiera siedem ładownic, z czego trzy z nich zaprojektowane zostały z myślą o przenoszeniu pojemniejszych magazynków, dwie na magazynki standardowe, a także dwie na pozostałe przedmioty. Rękawice zabezpieczają dłonie nie tylko przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, ale chronią także dłonie przed otarciami i skaleczeniami, a dzięki dopasowaniu, nie utrudniają wykonywania precyzyjnych czynności i spełniają swe fundamentalne zadanie - zapewniają kontrolę chwytu. Stanowią również broń samą w sobie, dzięki zewnętrznej warstwie żelaza zakrywającej niemalże całą dłoń. Zaostrzone zakończenia znakomicie spełniają się przy przebijaniu odsłoniętych patrii ciała bądź kawałków tkanin. I jak w przypadku każdego rodzaju pancerza, obuwie stanowi jego nieodzowny element. Dostosowane do każdego, bardziej wymagającego środowiska Tyrii, zachowują równowagę pomiędzy mobilnością a właściwościami ochronnymi.

Uzbrojenie
M1A

Zmodyfikowana wersja podstawowego karabinu piechoty M14A1. Dzięki zastosowaniu lżejszych materiałów stworzonych z kompozytów sztucznych, udało się odciążyć broń wymieniając drewnianą kolbę na tę o niemal identycznych kształtach. Broń ta w odróżnieniu od swego pierwowzoru posiada także nieco dłuższą lufę o średnicy 420mm, co zwiększa jej skuteczny zasięg rażenia aż do 700 metrów. Nie mniej brak zainstalowanych nań przyrządów pozwalających na skuteczne prowadzenie ognia na dalekie odległości oraz ich określenia, przekreśla jej szanse na strzelanie wyborowe. Domyślnie M14A1, podobnie jak ten konkretny egzemplarz, M1A, zostały zaprojektowane w jako karabiny samopowtarzalne z wykorzystaniem zasilenia magazynkowego. Te z kolei mogą mieścić w sobie dwadzieścia pocisków kalibru 7.62x51. Z racji posiadania tylko jednej, wbudowanej domyślnie szyny mieszczącej się między ryglem a tłumikiem płomieni, można zamontować wyłącznie jeden przyrząd celowniczy. Karabin ten również nadaje się do prowadzenia operacji w których wymagane jest zachowanie ciszy poprzez nasadzenie na lufę tłumika dźwięku.
- Nazwa: M1A
- Waga:4,2 kg
- Tryb ognia: pojedyńczy
- Kaliber: 7.62x51
- Efektywny zasięg: 700 metrów (przy użyciu odpowiedniej optyki)
Nodachi Asayake

Raz na wiele pokoleń zdarza się, iż ktoś potrafi wykuć oręż niemal doskonały. Choć klingi tego typu są stosunkowo rzadko spotykane na polach bitew przez trudności wykucia jak i zahartowania tak długich ostrzy. Od strony technicznej, miecz ów mierzy sobie 1,2 metra, z czego samo ostrze stanowi większą część (90cm) całego oręża, podczas gdy na rękojeść składa się jego reszta. Kiedy się je dobędzie, zewnętrzną część ostrza zdobią inskrypcje wyżłobione po całej długości, głoszące: "Zawsze musi być ktoś, kto wzniesie broń przeciwko ciemności. To jest właśnie sednem prawdziwego wojownika i jednoczącej więzi, która zamieni noc w dzień". Zmianie ulega wówczas energia, która wręcz rozbrzmiewa wewnątrz, dając poczucie bezkresnej i przytłaczającej mocy. Kiedy nie jest dobyta, klinga delikatnie wibruje w dotyku osób które mają ją w dłoniach lecz uspokaja się dopiero w dłoniach strażników. ). Historia która wiąże się z tym mieczem, podobnie jak i sam fakt skąd tak cudacznie zakrzywione ostrze mogło znaleźć się na terytorium Askalonu pozostają dla obecnego właściciela tajemnicą. Broń ta bowiem została odnaleziona przez Ksina Vonalę podczas wspólnej tułaczki po świecie wraz z Seraphem. Nieznana także pozostawała mu jego nazwa, dlatego też postanowił, że ochrzci ostrze mianem Asayake. W jezyku kintajskim, oznacza ono "Poranny Blask".
- Długość: 1,2 metra (90 cm ostrze, 30cm rękojeść)
- Waga: 3,5 kg
- Tworzywo: stal
Dzienniczek relacji
- Mirien Rose - to nie wiatr pewnego chłodniejszego wieczoru przywiał Farranda do tego samego prosektorum w pewnym śledztwie i to nie on doprowadził do ich pierwszego spotkania. Można jednak powiedzieć, że ów wiatr przywiał kłopoty, które w przyszłości były powodem które połączyły panią koroner z żołnierzem korony. Spacerujaca pośród uliczek Divinity's Mirien stała się przypadkowym obserwatorem zamachu na życie sierżanta jak i jego jedyną ofiarą, na którą podniósł miecz wtedy kiedy nie trzeba było. Tego burzliwego wieczoru Farrand zdołał ocalić jej życie, choć nie zdołał wymazać z pamięci czynu którego się dopuścił. W duchu licząc na to, że conajmniej będzie chciała użyć go jako darmowego ciała do krojenia, los zadrwił z niego ponownie. Rose bowiem nie tylko nie miała o to do niego żalu, ale również połączył dwójkę dość silnym uczuciem.
- Mizuki Arashiko - Arachne. Pseudonim, przez który Farrand spędził wiele nieprzespanych nocy, usiłując rozgryźć osobę, pod którym to działał nie kto inny jak sama Mizuki. Przesympatyczna osóbka, z którą los zetknął sierżanta w stolicy, podczas zupełnie przypadkowego spotkania w którym to w porę zapobiegł rękoczynom. Do momentu w którym to nie poznał jej faktycznej tożsamości, nic nie wskazywało że ich relacje mogły ulec jakiemukolwiek pogorszeniu. Była przecież jedną z osób, z którą wspólnie działał przy śledztwie Wampira z Divinity's. A jednak inne śledztwo które Humfrey prowadził na boku, ujawniło jej prawdziwą tożsamość, zmuszając w pewnym momencie sierżanta do podjęcia wyjątkowo trudnej decyzji. Na chwilę obecną, nawet nią nie gardzi. Ba, wszystko wskazuje na to, że traktuje ją jak dobrą koleżankę.
- Florian la Duca - niekiedy zdarzają się sytuacje, które człowieka przerastają. Farranda również coś takiego spotkało – przyszło mu bowiem oderwać się od zwyczajowych obowiązków i poświęcić czas na śledztwo, którego podjął się kiedy po kolejnej dłuższej nieobecności w środowisku Ligowym. Sprawa bowiem była na tyle poważna, że wówczas wymagana była obecność, jak to podówczas sam się legitymował, Lśniącego Ostrza. Humfrey oczywiście nie mógł przepuścić okazji co by nie podpatrzeć, jak owa formacja sprawdza się w terenie. I faktycznie, nie przepuścił. Tyle że kuli która dla pana Floriana była przeznaczona, za co spędził kilka przymusowych dni w szpitalu liżąc rany po postrzale od Konstanze. Od tamtego momentu (albo i wcześniej...) pan Flo zaczął przejawiać dziwne zainteresowane jego osobą. O tyle dziwne, że w pewnym momencie mieli na ów temat pogawędkę i ostatecznie ich relacje oscylują na stopie przyjacielskiej. A bynajmniej tak twierdzi sam Farrand...
- Alice Quesperiel - przelotny romans, który wyniknął w momencie kiedy to Liga wyprawiła się na Elonę. Podchodziła go kilkukrotnie, z czego raz zdołał napędzić jej niezłego stracha, albowiem na pewnym etapie podróży jego pikawa miała sporawe problemy i w jednej chwili odmówiła mu posłuszeństwa, przez co pani arkanistka musiała się nagimnastykować, co by jej obiekt pożądania nie wykitował w tak żałosny sposób. Raz wylądowali w swoich objęciach, a potem w łóżku. A potem, zniknął, wróciwszy z wyprawy na łono swojej jednostki a ich kontakt podupadł.
- Ksin Vonala - popielec, z którym swego czasu służył w ramach kontyngentu wspólnych sił rozjemczych złożonych z ludzi oraz jego pobratymców. Od momentu kiedy to się poznali, to była naprawdę burzliwa znajomość. Obydwoje są zbyt uparci by stwierdzić, że darzą tę drugą zaufaniem i zanadto szczerzy przyznając oraz wytykając sobie niejednokrotnie błędy, które zdarzało się popełniać w przeszłości. Mimo licznych wad jakie otaczają jego kudłatą personę, to w zasadzie jeden z niewielu takich (żywych) charrów, którego obecność zdaje się tolerować. Poza okresowymi szajbami z jego strony oraz próbami sprowadzania go na ziemię, zdarza im się wzajemnie doradzać oraz wspierać się. Obecnie ich relacje poprawiły się, jako że sam Humfrey (na starość zdecydowanie zaczyna mięknąć mu serce) zwykł wyrażać się o nim bardziej jak o swoim przyjacielu, niżli zwyczajowym towarzyszu broni.
- Nisheera - postronny obserwator nie powinien mieć ni krzty wątpliwości co do stosunku Farranda do Nish. Sierżant niezaprzeczalnie ją ceni, nie tylko za intelekt i zaangażowanie w jej pracę jako medyka, ale również za rozsądek i trzeźwe podejście do świata. Wielokrotnie również zdarzyło się jej łatać go po akcjach, kiedy jeszcze nosił Ligowy amulet, przez co zawdzięcza jej również życie. Nie raz nie dwa bowiem postawiła go na nogi, kiedy takowej pomocy potrzebował a i nie odmówiła mu nawet porady nawet wtedy, kiedy dotkliwie poranił swoją przyszłą sympatię. Nie zadawała nawet przy tym zbędnych pytań!
- Teena Dest - jeśli wspomniana wcześniej śmietanka w postaci Aurory,
Anikioraz Ksina wywoływała by w ludziach tak Farrand odruch nakazujący udać się w kierunku przeciwnym do tego w którym zmierzają oni, tak Teena jest jedną z tych obrzydliwie silących się na to, by zyskać w świecie niepotrzebny rozgłos. Ba, jak by tego było mało, próbuje strugać "tę dobrą, która zawsze doradzi i na każdy temat prawdę powie", niczym wioskowa babcia zielarka. Zdaje się go nie cierpieć, lecz nie byłoby z pewnością to niczym odkrywczym, gdyby i on nie darzył jej podobnym uczuciem. Nie wiedzieć dlaczego, w ostatnim czasie zauważył jakoby chyba się jej zatęskniło za nim i za jego cynicznym usposobieniem, choć sam zachodzi w głowę co mogło być powodem tej empatii...
- Adam - To bardzo dziwna relacja. Wszystko wskazuje na to, że Adam nie lubi Farranda, a na dodatek wykorzystuje każdą okazję, by móc zabawić się jego kosztem. A przynajmniej próbuje, bo Farrand nigdy nie pozostaje mu dłużny. Od czasu do czasu, ich sprzeczki potrafią się zmienić w sarkastyczną, acz poważną pogawędkę, w trakcie której czasem nawet się ze sobą zgadzają.
- Jack Trevelyan - powiadają, że piechota Seraph to bractwo. Bractwo zatwardziałych, znienawidzonych przez wszystkich trepów, którzy nauczeni są pić napalm i nigdy nie ustępować pola nikomu. Nawet po honorowym odejściu z wojska, weterani wciąż czują się związani z ludźmi u boku których przyszło im walczyć oraz tymi którzy przyjdą po nich samych. Z początku, kiedy to nasz dumny podoficer piechoty poznał wspomnianego jegomościa, zdawał się zupełnie nie wskazywać by chociaż otarł się podstawowe szkolenie, jakie serwowane jest każdemu, kto będzie przez nie musiał przejść na kilka tygodni przed przystąpieniem do czynnej służby. Początkowe rozmowy nawet wskazywały na to, by w jakikolwiek sposób nie potrafił nawet akceptować czyjegokolwiek rozkazu. Arogancki, pewny siebie... Zdecydowanie materiał do kopania w tyłek na kompanii przez resztę oddziału. Zaplusował mu na chwilę obecną tym, że potrafi sobie poradzić kiedy robi się gorąco. Czas pokaże co będzie dalej.
- Airra - Airra i Farrand są jak dwaj bracia, tyle że stojący po przeciwnych stronach barykady. Ten pierwszy jest Awangardzistą, którego koledzy po fachu raczej niezbyt cieszą się z obecności jego oraz jego krytańskich kumpli. Ten drugi zaś, Upadłym Aniołem który z całym orszakiem usiłują udowodnić, że jednak są tam dla ich własnego dobra. Sam Tsero to człowiek prawy, acz nie stroniący od przemocy kiedy faktycznie sytuacja mogłaby tego wymagać. Mozna by odnieść wrażenie, że porywczy w gniewie. Miewa również pokrętne pomysły, które nie zawsze spotykają się z aprobatą sierżanta krytańskiej armii. A mimo to, wciąż darzy go niegasnącym szacunkiem, bo z jako jedynym nawiązał przyjacielskie relacje podczas jego służby w Ebonhawke i któremu ufa, kiedy zagrzmi stal.
- Ursula Leivelen - nornka, o której nawet nasz przenikliwy obserwator nie zdołał zgromadzić wiele informacji (a nawet jeśli, to chyba nie mógłby być ich do końca pewien). Na swój sposób zdaje się łamać wszelakie znane mu norńskie konwencje - stonowana, obyta z zasadami kultury nawet! Potrafi być cierpliwa, co tym bardziej mogłoby być mylne, jeśli spędzi się dużo czasu pośród przedstawicieli owej rasy. Zdecydowanie w jej wyglądzie dominuje styl, który w łóżku zdeprymowałby każdego kochanka. No i ten kruk...
- Sevill Sierra - trudno mówić o pozytywach jeśli mowa o niniejszej znajomości. Jak nie znosili się od pierwszego spotkania, tak nie znoszą się w dalszym ciągu i preferują omijać się szerokim łukiem, co wcale tak trudne nie jest, zważywszy na fakt że pan Sevill odsiaduje wyrok w więzieniu. Sevill i Farrand poznali się pewnego nieszczęśliwego dnia w Claypool, kiedy to Liga poszukiwała (wówczas zaginionego) lorda Ruthwena. Nie tylko udało im się odnaleźć wspomnianego władykę, ale również osobę współodpowiedzialną za późniejsze występki których dowiedzieli się podczas trwania śledztwa prowadzonego przez pana Floriana. Od momentu aresztowania, w którym Farrand brał udział, relacje dwójki szurają po dnie. Strach pomyśleć, co by było gdyby Annie nie miała nad nim kontroli...
Zaginieni w odmętach czasu
Roa - tak jakby samego Vonali brakowało, tak drogi Humfreya oraz Rauela zdołały się zejść wielokrotnie. Ciężka to tedy do określenia relacja. Między tą dwójką tyle się zmieniło, że nie można tego zawrzeć w jednym słowie. Na zmianę za sobą przepadali i nienawidzili, irytowali i bez skrępowań gawędzili. Już sam początek ich znajomości zaczął się dziwnie, kiedy to spotkał go w oberży pod Lion's Arch, w której to Rauel wziął Humfreya za zwyczajnego separatystę. Takie początki na ogół nie rokują zbyt dobrze, lecz ostatecznie chyba wypracowali coś na gruncie wzajemnej tolerancji oraz współpracy.
Theo Aethermancer - asura, z którym po raz pierwszy spotkał się podczas zlecenia przyjętego przez Ligę na terytorium Szkarłatnego Wschodu. Spotkanie to nie należało do najbardziej przyjemnych, jako że niechcący zdołał przeładować jednego z ich golemów, którego wybuch posłał naszego żołnierza na ścianę, przyprawiając go o kilka dodatkowych siniaków. Później zaś zdołał przetransportować go do lecznicy, w której wywiązała się między nimi dość przyjacielska pogawędka. Niepoprawny idealista, który chciałby patrząc przez ów pryzmat, zmieniać świat na lepsze, wciągnąć wszystkich ludzi w swoje pomysły niezależnie od tego, czy są oni do niego przyjaźnie nastawieni, czy nie.
Anika - przepełniona optymizmem (jak by tego mu do szczęścia brakowało...) sylvari, których drogi skrzyżowały się tuż po przeprowadzonej operacji na terenie laboratorium Inquestu. Pomimo strzępienia przez nią języka, co do korzystania z energii magicznej w miejscach niestabilnych, nie usłuchał jej, przez co naraził cały oddział na niebezpieczeństwo, stawiając w płomieniach okolicę w której się znajdowali. Targanego przez wyrzuty sumienia jak i narastającą w nim bezsilną złość, próbowała podnieść go na duchu, nie odnosząc przy tym jednak zamierzonego skutku. Zadaje diabelnie dużo pytań, do których on nie jest przyzwyczajony. Ilekroć by gdzieś nie polazł lub czegoś nie zrobił, ta zawsze znajdzie sposobność by wytknąć mu kilka rzeczy, związanych z jego zachowaniem. To druga po Vonali osoba, z którą najczęściej w ostatnim czasie zwykł spędzać swój wolny czas niezależnie od tego, czy by tego chciał czy też nie. Uparta jak diabli, ale nie mniej niż on sam, czego wyraz daje minimum trzy razy podczas jednej z ich rozmów. Sam nawet nie wie jak to się stało, że zaczął darzyć ją miłością. Na chwilę obecną jednak, to jedna z niewielu osób, której udaje się z powodzeniem stopić jego na pozór lodowate serce samą swoją obecnością.
Katniss Morrison - cóż, są różni ludzie, są różne, osobliwe charaktery. Jednakże gdyby wziąć na warsztat tę dwójkę, pod względem charakterów pasowaliby do siebie jak pięść do nosa. Pod względem podejścia do służby nawet mniej. Tolerują się chyba tylko i wyłącznie z przymusu, jako że w innych przypadkach najchętniej jedno skoczyłoby bez pomyślunku drugiemu do gardła gdyby nie fakt że operują na tym samym terenie. Z tego też powodu, zdaje się nie lubić kiedy ktoś nieoględnie wypowiada się o tym miejscu. Wciąż jednak pozostaje pytanie, jak ktoś taki jak ona, może nosić na sobie mundur?
Ylva - rudowłosa nornka, która praktycznie chwyta się każdej nadarzającej się okazji, by pomóc członkom Ligi. To chyba jedyny taki przypadek, który na jego sarkastyczne uwagi reaguje śmiechem (trudno mu jednak stwierdzić, czy rzeczywiście ją śmieszą, czy też jest to jej sprawdzony sposób zbywanie wszystkich). Początkowo sądził, iż jest to jeszcze kolejna typowa przedstawicielka tej nie stroniącej od wojaczki rasy, która bez odrobiny pomyślunku brnie w stronę wroga, by go pociąć. Swój stosunek do niej zmienił tuz po operacji w lesie Caledon, podczas starcia z koszmarytami, w których postanowiła wyczekać na dogodną okazje do ataku i uderzyli wspólnie. Podejrzewa, że poszła by w najgłębsze odmęty piekieł, gdyby otrzymała taki rozkaz. Oprócz tego, zachowuje się jak na typową norńską kobietę przystało - głośna, nie stroniąca od alkoholu oraz rozmów.
Vyvanse Icesong - ponoć fama głosi, ze wszystkie nornki są twarde jak odpowiednik w postaci pierwiastka męskiego. Nie stronią od gorzałki ani od porządnej rozróby dla samego faktu przeflancowania komuś twarzyczki. Ta jednak, mimo nade luźnego podejścia do wielu spraw, potrafi okazać chęć współpracy oraz niesienia pomocy. Wiele wydarzyło się podczas ostatniego zadania, w którym chyba przeszli przyspieszony kurs poznania się kiedy wspólnie wywalczyli sobie drogę w staciu z... uszkodzonymi zabawkami. W efekcie czego, dowiedzieli się o sobie wielu rzeczy, niż mogłoby się im wydawać. Mimo wulgaryzmów (bo który norn nie stroni od tak dosadnych słów?) uważa ją za osobę godną zaufania, przy której mógłby stanąć do niejednej potyczki jak i rozmowy traktującej o poważniejszych tematach.
Porucznik Evelyne Mistywolf - oficer zastępów Seraph, lub jak sama zwykła uważać, "koleżanka po fachu", na którą wpadł karczmie Divinity's Reach kilka dni po opuszczeniu przez niego murów szpitala warowni Ebonhawke. Patrząc przez pryzmat organizacji w jakiej przyszło im działać, żywi ogromny szacunek wobec stopnia oraz jej zasług, jakich dokonała walcząc na ubitych ziemiach mgieł. Z jego obserwacji wynika, że nie jest to osoba, na drodze której powinno się stawać kiedy znajduje się ona w trakcie służby, lub też kiedy jest po kilku głębszych. Bezpruderyjna, zaiste chutliwa nad wszelką miarę, amoralna kobieta dla której nie istnieją wszelakie z dzieleniem z kimś łoża (i ciała) niesnaski.
Aurora Dürerdottir - piekielnie irytująca kobieta, z której "beztroskim" usposobieniem miał wątpliwość spotkać się po raz pierwszy, przy pomocy której udzielił kręgowi Łowców Bestii z ich pierwszym zleceniem. Arogancka, unosząca się wyniosłością i nade wszystko wyszczekana. W jej słowniku zdają się chyba nie figurować najbardziej fundamentalne słowa związane z kulturą osobistą. W związku z ostatnim z zleceniem, w którym to próbował jej pomóc zminimalizować skutki upadku wywołane przez Pajęczycę, omalże nie przedstawiła mu pełnego potoku barwnych wyrażeń, których zapewne nie nauczyła się od matki (chociaż kto wie?). Podczas ferworu walki również nie wydaje się być zbytnio rozgarnięta, napierając bezmyślnie w swoich oponentów, zapewne w myśl tego że rozmiar broni ma znaczenie i że tym faktem uda się jej zdominować każdego.
Lockey - jeszcze jeden asura, których drogi w ciągu ostatnich dni ciągle krzyżują się nade często w okolicach karczmy w Lost Precipice. Z jego obserwacji jasno wynika, że nie lubi nudy i nie stroni od miodu, którego zapas zdaje się ciągle uzupełniać w swojej manierce. Zdaje się również nie stronić również od walki wręcz, acz chyba nie przepada za większymi skupiskami ludzi. Zaplusował Farrandowi tym, że lubuje się wyłącznie w mieczach dwuręcznych, podczas pewnego wypadu do norńskiej oberży tudzież zawsze przejawia gotowość do tego, by komuś pomóc. Swój chłop.
Theanarann - kiedy Humfreyowi zdarza się spoglądać w lustra, one doskonale wiedzą jak mu na imię. Dla tego przyjemniaczka zaś, mają nawet więcej niżby on sam w swojej zacietrzewionej główce by przypuszczał - tchórz, złodziej, wichrzyciel, podżegacz, zawadiaka. Epitetów mógłby mnożyć, choć nawet duża ich ilość nie oddała by w pełni obrazu, jakim jest jego obrzydliwa osoba. Widywał on takich jak on na pęczki, głównie na ścieżkach wiodących prosto na szafot, albo do przydrożnego rowu, a Theanarann nie odstaje od nich pod żadnym względem. Nie cierpi go (z wzajemnością), toteż nie kryje się za pogardą, jaką żywi dla jego persony.
Odznaczenia
W ciągu jego kariery wojskowej, Humfrey otrzymał następujące odznaczenia: Srebrna Gwiazda, Medal Seraph za Wzorową Służbę, Legia Zasługi, Medal żołnierza Brązowa Gwiazda, Medal za Rany (nadany dwukrotnie), Medal Pochwalny, Medal za Osiągnięcia Wojskowe, Medal za Dobre Sprawowanie (nadany czterokrotnie), Medal Departamentu Seraph za Obronę (nadany trzykrotnie wraz z dwiema brązowymi gwiazdami), Gwiazda Askalonu, Odznaczenie piechoty za walkę, Odznaka Rangera, Odznaka Sił Specjalnych Seraph.


Ciekawostki dotyczące jego osoby
- Nie lubi spożywać alkoholu w czyimś towarzystwie. W szczególności piwa. Stroni również od innych używek. Jednakże dzięki Lockey'owi, po raz pierwszy spróbował wina i o dziwo... przypadło mu do gustu.
- W równym stopniu nie cierpi popielców co centaurów. Jedynymi znanymi powszechnie przypadkami częściowej tolerancji jest Ksin Vonala.
- Uwielbia spędzać czas na świeżym powietrzu, w szczególności nad wodospadem Clayent w rodzimym Queensdale. Nie odmawia sobie również pieszych wypraw po Askalońskich lasach.
- Unika nagości w miejscach publicznych. Jak sam twierdzi, nie jest również kompetentny jeśli chodzi o rozmowy natury erotycznej.
- Nieuleczalny introwertyk.
- Uwielbia smak herbaty oraz mięty toteż przy każdej sposobności sączy któryś z tych napojów.
- Ostatnie wydarzenia pokazały, że zupełnie nie potrafi tańczyć, szczególnie jeśli paraduje w pełnym rynsztunku. Nie przepada również za klubami oraz podobnymi miejscami schadzek.
- Na prawym nadgarstku posiada bliznę w postaci skarabeusza. Jest to pamiątka po klątwie której uświadczył podczas pobytu z Ligą w Elonie.
Rzeczy z palca wyssane, plotkami potocznie zwane
Znasz ciekawą plotkę? Napisz ją! Wszelakie pomysły mile widziane, ja wszystko przyjmę do swego łoża, znaczy się wiadomości!
- Ma emocje bardziej suche od najbardziej zwiędniętego kwiatka. Ale tu się podleje trochę, tam się w lepsza ziemie wsadzi i może całkiem piękny kwiat wyrośnie. - Anika
- Jak na wojskowego, za mało wódki chleje - Evelyne
- Specjalnie odpycha od siebie ludzi, którym mu na nim zależy bo nie chce ich stracić - Teena Dest
- Najlepszym sposobem by przestał smęcić jest wprawienie go w zakłopotanie. Podobno wtedy nieźle się rumieni. (Anonim)
- Jest słodki gry wykrywa szemrane typy, jego oddanie służbie jest godne podziwu. Byłby dobrym kompanem do walki, gdyby nie ślepa praworządność. - Januara
- "Do bólu sztampowy Seraph. Połamałbym go znowu." ~ Gareel Smokebringer
- Przez własny światopogląd nie jest w stanie nawiązać przyjaźni z kimś kto go całkowiecie nie zna. Nawet po przekroczeniu bariery którą roztacza wkoło siebie.. on dalej nie chce wdawać się w bliższe relacje polegające na trosce i wsparciu do jego osoby. To.. przykre - Roa
- "Ciekawy rozmówca. Życzę mu, by jak najmniej wątpił i by nie tracił wiary w swoje umiejętności, aby nie miał już w sobie takiej blokady jak ta, którą miał gdy uczyliśmy się Płomienia Kody." - Nisheera
- "Przypadkiem przyznał się, że nigdy nic z kobietą. A ja akurat pytałam tylko o to, co robi poza przyłażeniem do Ligi i bieganiem z Seraph!" - Vyvanse Icesong
- Ciekawy człowiek, naprawdę. Mimo iż poprzez swój charakterystyczny styl wypowiedzi czasami może wydawać się bardziej oschły niż rzeczywiście jest, to, jak przyjaźni się z Ksinem Vonalą, jak potrafi współpracować w grupie oraz jak umie rzucić trafną uwagą, czy poradą sprawia, że jako ogół prezentuje się jako naprawdę sympatyczna osoba. Dziwi mnie, że tak wielu sądzi inaczej. - Varrus Lockburner
- Uwielbiam gdy się na mnie złości, jest uosobieniem wszystkiego co uwielbiam w ludziach. Najdoskonalszy z doskonałych, najprawszy z prawych, najszlachetniejszy ze szlachetnych, po prostu człowiek jakich uwielbiam - Januara
- "Mógłby się wziąć za dowodzenie. Posłuchałbym go" - Fellaneth
- "Debil" - Adam
- "Ostatnio przyznał, że chętnie jeździłby ze mną na moim raptorze. Nie sądziłam, że obudziła się w nim taka potrzeba bliskości na tym pustynnym zadupiu" - Vyvanse Icesong
- Nikt nie pamięta jego nazwiska ani pierwszego imienia - Wcale nie Vyvanse
- "Dziewczyny ostatnio mówiły, że ciągle kręcą się przy nim jakieś panny. To już wiem, czemu taki drażliwy niczym chłop, któremu przez całą noc nic nie wyszło. Nawet rankiem...!" - Rhiannon
- "Dobry żołnierz. Walcząc z nim ramię w ramię zawsze czuję się pewnie. Znam go dość długo, jednak to wszystko co mogę o nim powiedzieć. Nie wiem, czy po za poczuciem obowiązku jest w jego osobowości coś więcej." - Teena Dest
- "Mimo niepozornego wyglądu potrafi zaskoczyć. Szczególnie, gdy w swoim arsenale ma reakcje po której czujesz się źle." - Alice Quesperiel
- " Człowiek, którego warto mieć za plecami. Nie jest zbyt rozgadany, aczkolwiek zdaje się próbować przełamywać swój introwertyzm." - Ryan Van Saan
- " Z początku miałam go za modelowego żołnierza - sztywnego i przewidywalnego. Okazuje się jednak, że jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż przypuszczałam. Godny zaufania, zdecydowanie poszłabym za nim w bój." - Irunn Athas
- "Typowy ludzki żołnierz z zasadami na którym można polegać, choć czasami mógłby sobie darować przy mnie tą zasadę ze nie może pic podczas służby "- Szkarłatny Podróżnik
- "Z tego co wiem zniósł o wiele więcej niż inni Ligowicze w Istanie: klątwa, niewola, Palawadan. I choć woli stać na uboczu, w walce z problemami stoi w pierwszej linii." - Roeryn
- "Wybitny, zahartowany na polu bitwy wojak, doskonały towarzysz rozmów wszelakich, ale przede wszystkim przyjaciel. Przyjaciel, u boku którego będę stał dumnie, wspierając go w bojach, które jeszcze nadejdą. Właśnie przez takich ludzki jak Farrand zdarza mi się czasem zatęsknić za starymi czasami w Serpah..." - Jack Trevelyan
- "Stali blask / obowiązek i honor / dobry czytelnik" - Ursula Leivelen
- "Przyszedł pomóc? Przyszedł. Nie narzekał? Nie narzekał! Po prostu wpadł i zrobił, co zrobić trzeba było. Jestem mu serio wdzięczny i zapewniam, ze zapamiętam jego pomoc." - Veillchen
- "Nigdy nie zapomnę pomocy, jaką mnie obdarzył. Kto by pomyślał, że trafię na kogoś, kto aż tak zaangażuje się w mój problem. Tylko... no właśnie. Mam wrażenie, że próbując wyciągnąć mnie z bagna, w które brnęłam, w pewnym momencie sam do niego skoczył i zaczął w nie brnąć szybciej ode mnie. Chcę to zrobić po swojemu, a z całym segmentem Seraph na plecach może nie być tak łatwo jak mi się wydawało. Nie mogę dopuścić do tego, by znaleźli go przede mną." - Avis Lainley
- "NAPRAWDĘ, to facet którego nie rozumiem! Walczy kataną... W PEŁNEJ PŁYCIE albo innej puszce. Przecież mój mistrz mi mówił, że katana i ciężka zbroja to głupie połączenie, a mój mistrz jest nawet mądry. I ten. On. Farrand, co go nie rozumiem. Przychodzi na festyn z darmowym żarciem, wódką, tańcami, śpiewami, parkietem, pełnym pięknych pań... Żeby PIĆ WODĘ. ZWYKŁĄ WODĘ. I siedzieć na dupie okutej płytą! To nie tak, że plotkami odgrywam się za to, że nie chciał ze mną tańczyć na wiejskiej imprezie, tego kwiatu to pół światu, ale noooo chciałabym go zrozumieć po co robi pewne rzeczy, to wszystko!" - Aeshri
- "Nikt nigdy nie zrobił dla mnie tak wiele w tak krótkim czasie. Konkretnie w sekundę albo i dwie, choć nie to jest istotne. Zaryzykował własnym życiem, by ocalić moje, choć... to jego życie jest zdecydowanie więcej warte. Na samą myśl, że mógłby zginąć, jest mi tak... źle. Trudno mi to opisać, a wydaje mi się, że dysponuję całkiem sporym zasobem słów." - Flo
- "Kiedyś bym powiedział, żę to nudny służbista i kij w dupie numer jeden w lidze. Teraz w porównaniu z niektórymi, to on jest ochlejmorda i dusza towarzystwa. Może przesadzam, ale przynajmniej można na nim polegać. " - Znowu Adam
- "Jedno muszę mu przyznać, w pierdoleniu elaboratów radzi sobie nieźle." - Sevill Sierra
- "Cholera, zaczęłam kibicować jego szczęściu. Chyba się sta- dojrzewam." - Alice Quesperiel
- "Dzienny rytuał pracy, nużący rytm zwany życiem po stracie, został przerwany, kiedy tylko zaczęliśmy współpracować, topniejąc powoli niczym okruch lodu w zaciśniętej dłoni. Czy to przeznaczenie przyciągnęło nas ku sobie? Nie. Do tego trzeba czegoś więcej … prawdziwej miłości. W jego ramionach prawie umarłam, powracając do życia i poznając na nowo co to troska i czułość, a jego spokojne, a zarazem przenikliwe, niebieskie oczy stały się dla mnie wszystkim." - Mirien Rose
- "A wiesz, że Farrand jest inny? Nie to co... cała ta reszta waszych służb czy jak tam nazywacie Seraph. Normalnie powiedziałbym ci, że nic mnie on nie obchodzi. Ale to byłoby kłamstwo i doskonale to widać. Jest... no nie wiem. Po prostu jest inny. Ma facet swój rozum, ma swój honor, ma szacunek do siebie i do innych. Robi to za co mu płacą i to co uważa za słuszne. Nie musi nad tym dużo myśleć, także może wiesz... może doświadczenie jednak nie jest takie ważne jak mówią? Młodziak, a wie co robić. Wie jak walczyć. To dziwne, ale po prostu dobrze mi się z nim gada. Zabrzmię jak wielki tchórz teraz, ale to jest pierwszy Seraph przy którym czuję się tak, jak czuć się powinien zwykły obywatel przy każdym Seraphie. Bezpiecznie. Dobry facet i tyle. A że ma odznakę... no wiesz. Perfekcyjnym być nie można." - Brigg Havgaard
- "Małomówny, w miarę przystojny odziany w masę żelastwa sztywniak. Cóż, takie było moje pierwsze wrażenie, gdy tu trafiłam i miałam okazję go ujrzeć na oczy. Typowy żołnierz, o! Ale... akurat tu pozory miło mnie zaskoczyły. Całkiem przyjemny facet, można się z nim nawet pośmiać na spokojnie, herbatę z kim wypić, a i niezwykle kreatywny w tym co robi. Co? Nie, nie mówię tak o nim z tego powodu. Ot miałam okazję poznać go z tej "cywilnej" strony. Nie mniej, nie mój typ, więc sobie nie myśl tego i owego! W ogólnym rozrachunku można na nim jednak polegać." - Aleresa
- "Farrandowi udało się zawieść mnie co najmniej kilka razy, ale opowiadaniem niestworzonych rzeczy na mój temat przeszedł samego siebie. Próbuję zrozumieć jego rozgoryczenie, ale kierowanie się emocjami bez zastanowienia w większości przypadków nie prowadzi do niczego dobrego. Nie rozumiem jego wizji przyjaźni, ani nie widzę tego w naszej relacji. Myślę, że na tym etapie po prostu nie będę wchodził mu w drogę." - Flo
- "Prawdziwy mężczyzna nie potrzebuje powodu żeby bronić swojego domu i bliskich. Farrand zachował się jak należy kiedy Mirien była w tarapatach, sam zrobiłbym to samo gdyby chodziło o Teenę." - Markus var Maelius
- "Rycerz na białym raptorze. Kwestia tego, które z nich nosi blindę na oczach." - Mimetka
- "Cichy, wyobcowany, jednakowoż bardzo skuteczny strażnik. Świetnie odnalazłby się na szkoleniu naszych, kintajskich willbenderów. Albo w ogóle w Ministerstwie Ochrony." - Zhong-Li
- "Farand? Ot ci wykapany sierżant jak z dowcipu. W swojej robocie nie jest zły, ale jednocześnie nie przepada chyba za nikim, kto nie należy do "czystej" wizji świata. Tak czy siak, nie zawala z robotą i można na nim polegać."... - Vera Crowley
- Szalenie poważny pan instruktor. Dobrze uczy i tłumaczy, ale chyba trudno go rozśmieszyć... Mimo tej praktycznie niezmiennej miny, bardzo miło się z nim gada. Muszę z nim kiedyś pogadać o muzyce, bo szczerze mówiąc, nie wiem czego lubią słuchać wojskowi i cesarscy, a czasem mi się tacy zdarzają w robocie. - Lyra Dandolos
- Myślę, że trochę już widział. I zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Dobrze - z nim może nie zrobią nic głupiego... - "Szop"
- "Wspomnienia nie zbladły, mimo upływu lat. To, że po latach wciąż wspomina mnie z szacunkiem i z uśmiechem wspomina nasze wspólne przeżycia wiele dla mnie znaczy. Ostatnio, gdy ruszyliśmy na jedno ze zleceń w Elonie oboje wpadliśmy w nurt rzeki wspomnień i zadumy. Powiedział mi, że czuje, że w Elonie zostawił część siebie. Może coś w tym jest - lata temu wróciliśmy stąd zupełnie inni niż przybyliśmy. Niemniej, miło było go znów zobaczyć - w zdrowiu i w dobrym nastroju. A co najważniejsze - bardzo się cieszę, że wciąż można na niego liczyć. Liga przez lata się zmieniła - lecz ta znajoma twarz Farranda to jedno z zapewnień, że wciąż jestem we właściwym miejscu, wśród właściwych osób." - Nisheera





















